Od przejęcia elektoratu do powrotu. Europejskie lekcje dla Morawieckiego
Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości stał się faktem. Europejskie przykłady rozłamów w liczących się, pretendujących do władzy partiach wskazują na kilka wariantów, którymi może się potoczyć ścieżka Mateusza Morawieckiego. Oto potencjalne scenariusze.
Konflikt wokół działalności Mateusza Morawieckiego doprowadził Prawo i Sprawiedliwość do faktycznego rozłamu. Jarosław Kaczyński uznał, że politycy, którzy odmówili podpisania deklaracji lojalności, sami opuścili partię.
Były premier i jego zwolennicy odpowiadają, że nie zamierzali odchodzić, lecz zostali wypchnięci. Jedno jest pewne – brak Morawieckiego w PiS oznacza zmianę krajobrazu politycznego, który będzie miał wpływ na rezultat wyborczy w 2027 roku.
Europejska polityka zna podobne sytuacje. Tego typu rozwody kończyły się różnie – od wchłonięcia przez „buntowników” elektoratu partii macierzystej, przez wspólną koalicję rządzącą po wyborach, aż po marginalizację tych, którzy wyszli z partii, a następnie ich powrót do partii matki.
Europejskie przykłady wskazują także, że na powodzenie rozłamowców wpływ ma nie tylko popularność samego lidera, ale zdolność przejmowania i tworzenia struktur, zagospodarowania elektoratu i działania w ramach sprzyjającego systemu wyborczego.
Buntownicy przejmują elektorat partii matki
Do interesującej sytuacji doszło w Serbii. W 2007 roku nacjonalistyczna Serbska Partia Radykalna uzyskała 28,59%, stając się największym ugrupowaniem w parlamencie, jednocześnie nie mogąc utworzyć rządu.
Rok później część umiarkowanych działaczy wyszła z partii, zakładając Serbską Partię Postępową, która w ciągu kilku lat de facto przejęła elektorat partii macierzystej i stała się wiodącą formacją w Serbii, wygrywając wybory parlamentarne i prezydenckie w 2012 roku. Dla porównania, w wyborach parlamentarnych z 2023 roku Serbska Partia Radykalna nie przekroczyła nawet 3-procentowego progu wyborczego.
O skali sukcesu może świadczyć to, że od 2012 roku Serbska Partia Postępowa uczestniczyła we wszystkich rządach w tym kraju. Przesunięcie się „buntowników” w kierunku centrum przyniosło więc ogromny sukces i stworzyło maszynę do wygrywania wyborów.
Odbyło się to oczywiście kosztem retoryki, bowiem przedstawiciele Serbskiej Partii Postępowej odcinali się od najskrajniejszych haseł swojej macierzystej formacji. Stawiali też na dialog z Unią Europejską i obiecywali Serbom rozpoczęcie faktycznego procesu akcesyjnego.
Z partii tej wywodzi się chociażby wieloletni premier, a aktualnie prezydent Serbii Aleksandar Vučić, będący jednocześnie najbardziej wyrazistą postacią serbskiej polityki. To właśnie popularność głowy państwa jest uznawana za jeden z powodów wysokich wyników wyborczych partii. Jednocześnie należy pamiętać, że SBP jest oskarżana o budowanie kroczącego autorytaryzmu.
Odejście i wspólna koalicja
Odejście nie musi oznaczać całkowitego zerwania relacji pomiędzy stronnictwami. W latach 80-tych doszło do rozłamu w jednej z największych i najstarszych irlandzkich partii. Progresywni Demokraci powstali w 1985 roku po usunięciu Desmonda O’Malleya z centrowej partii Fianna Fáil.
O’Malley nie był szeregowym posłem, lecz jednym z najbardziej doświadczonych polityków ugrupowania. W przeszłości pełnił między innymi funkcję ministra sprawiedliwości oraz ministra przemysłu i handlu.
Progresywni Demokraci w pierwszych wyborach w 1987 roku zdobyli 11,8% głosów i 14 mandatów. Dało im to trzeci wynik wyborczy i pozwoliło na wyprzedzenie irlandzkiej Partii Pracy. Fianna Fáil przez 2 lata starała się tworzyć rząd mniejszościowy, co ostatecznie skończyło się przedterminowymi wyborami w 1989 roku.
Wówczas ujawniło się polityczne znaczenie nowego ugrupowania. Choć jego reprezentacja zmniejszyła się do 6 posłów, bez nich Fianna Fáil nie mogła utworzyć stabilnego rządu. Rozłamowcy nie zastąpili więc partii macierzystej, lecz stali się jej potrzebnym partnerem.
Progresywni Demokraci pełnili także rolę junior partnera w kolejnych rządach z Fiánna Fail w latach 1997-2002, 2002-2007 i 2007–2009. Nie powtórzyli już jednak sukcesu wyborczego ze swojego pierwszego samodzielnego startu w 1987 roku.
Partia ze zdolnością koalicyjną
Układanki koalicyjne mogą pójść jeszcze dalej, o czym świadczy przykład duński. Lars Løkke Rasmussen – były premier i polityczny lis duńskiej sceny politycznej, będący przez 10 lat przewodniczącym liberalnej partii Venstre – w 2021 roku z powodu konfliktów wewnętrznych zrezygnował z członkostwa w partii, po czym utworzył nowe centrowe ugrupowanie – Moderaterne (pol. Umiarkowani).
Już rok później odbyły się wybory parlamentarne zakończone sukcesem eksperymentu byłego premiera. Jego nowa partia zajęła trzecie miejsce, uzyskując 9,3% głosów, co przełożyło się na 16 miejsc w Folketingu – jednoizbowym parlamencie.
Venstre uzyskało w tych wyborach jedynie 23 miejsca. W związku z niemożliwością utworzenia samodzielnych rządów przez socjaldemokratów, doszło do zawiązania koalicji rządzącej, w skład której weszły i Venstre, i Moderaterne. Przewodniczący młodszego z ugrupowań otrzymał funkcję ministra spraw zagranicznych.
W 2026 roku partia uzyskała 7,7% głosów i otrzymała 14 miejsc w parlamencie. Weszła także ponownie do rządu, tym razem mniejszościowego, tworzonego przez socjaldemokratów, Duńską Partię Socjal-Liberalną i Zieloną Lewicę.
Lars Løkke Rasmussen utrzymał stanowisko szefa MSZ. W tym samym czasie jego była formacja przeszła do opozycji. Okazało się więc, że „umiarkowani” byłego premiera są siłą, która ma zdolność koalicyjną pozwalającą na uczestnictwo w kolejnych rządach.
Przez podział donikąd
Nieco mniej optymistyczny scenariusz miał miejsce w Wielkiej Brytanii. Na początku lat 80-tych doszło do rozłamu w Partii Pracy. Był on spowodowany radykalnym kierunkiem, jaki obrało kierownictwo formacji.
Część działaczy partyjnych utworzyła wówczas Partię Socjaldemokratyczną. W wyniku tego doszło do rozdrobnienia elektoratu przeciwnego rządom Margaret Thatcher.
Wybory w 1983 roku zakończyły się druzgocącą porażką opozycji. Laburzyści z wynikiem 27,6% uzyskali 209 mandatów, co oznaczało stratę aż 60 miejsc w stosunku do poprzednich wyborów.
Z kolei koalicja SDP-liberałowie mimo 25,4% głosów, otrzymała jedynie 23 miejsc. Największym wygranym podziału okazała się więc rządząca Partia Konserwatywna, która z wynikiem 42,4% głosów (niższym procentowo niż w poprzednich wyborach), zwiększyła liczbę swoich przedstawicieli z 339 do 397.
Należy pamiętać, że znaczący wpływ na wynik miała także brytyjska ordynacja większościowa oparta na jednomandatowych okręgach wyborczych. Oprócz tego, wynik ugrupowania rządzącego wzmocniła zakończona niedawno z sukcesem wojna o Falklandy i popularność premier Margaret Thatcher. Niewątpliwie jednak podział u Laburzystów i utworzenie centrowej alternatywy wpłynął na skalę porażki.
Syn marnotrawny wraca do domu
Jeśli pójście własną drogą nie zapewni szansy na trwałe utrzymanie się w parlamencie, wówczas rozłam może zakończyć się powrotem na łono partii matki. Formy powrotu mogą być różne – zależnie od korzyści, jakie przyniosłoby pojednanie.
Tak było z Solidarną, a później Suwerenną Polską. Po usunięciu z PiS w 2011 roku Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego, utworzyli oni klub parlamentarny Solidarna Polska, który następnie przeobraził się w partię polityczną.
Samodzielny start w wyborach do europarlamentu okazał się nieudany, niespełna 4% głosów nie zapewniło nowemu bytowi ani jednego mandatu. Okazało się wówczas, że elektorat Ziobry nie pozwala na odgrywanie samodzielnej roli.
Wobec tego w 2014 roku doszło do zawiązania porozumienia z PiS, które skutkowało startem ze wspólnych list wyborczych. Po zwycięstwie Jarosława Kaczyńskiego w wyborach parlamentarnych w 2015 roku, politycy Solidarnej Polski otrzymali swoją część w podziale stanowisk i realny wpływ na politykę rządu, a sam Zbigniew Ziobro objął tekę ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Jacek Kurski został prezesem Telewizji Polskiej i stał się jedną z najważniejszych postaci odpowiadających za kształt mediów publicznych w okresie rządów PiS. Buntownicy nie przejęli partii, Ziobro nie stał się następcą Kaczyńskiego, ale dzięki powrotowi uzyskali dostęp do władzy i mogli ją sprawować wspólnie przez dwie kadencje.
Nieco inaczej potoczyły się losy partii Polska Jest Najważniejsza, która została utworzona w 2010 roku głównie przez byłych polityków PiS. W wyborach parlamentarnych w 2011 roku PJN zdobył nieco ponad 2% głosów, co nie pozwoliło ani na przekroczenie progu wyborczego, ani na otrzymywanie subwencji.
Ugrupowanie stopniowo traciło na znaczeniu, a część z jego działaczy dołączyła do Polski Razem Jarosława Gowina, która przed wyborami 2015 roku zawarła porozumienie o wspólnym starcie z PiS.
Doświadczenia te odbywały się jednak w czasie, w którym PiS stopniowo rosło w siłę, a na prawicy nie było żadnej poważnej, liczącej się alternatywy. W tego typu sytuacji powrót do partii matki był jedyną rozsądną opcją. Obecnie Mateusz Morawiecki zdaje się mieć więcej kart do wyboru, co może wpłynąć na kierunek rozgrywki.
Inna rzeczywistość polityczna
Żadne z europejskich doświadczeń nie jest w stanie przynieść odpowiedzi co do przyszłości Mateusza Morawieckiego. Wskazują one jednak na losy tych, którzy odeszli bądź zostali wykluczeni ze swoich pierwotnych partii.
Choć może się w przyszłości okazać, że centryści Morawieckiego, niczym postępowcy z Serbii, przejmą elektorat PiS i staną się główną partią polskiej sceny politycznej, to bardziej prawdopodobne wydają się inne scenariusze.
Wariant irlandzki oznaczałby samodzielny start i ponowne porozumienie po wyborach, duński – zbudowanie prawdziwego centrum, które jest zdolne współpracować z różnymi ugrupowaniami.
Największy niepokój dla sympatyków prawicy mogłoby nieść powtórzenie wariantu brytyjskiego, w którym obie partie prawicowe nie zyskują, a ostatecznym wygranym jest rząd. Należy jednak pamiętać, że polska ordynacja jest od brytyjskiej bardziej łaskawa dla pluralizmu partyjnego.
Przed Morawieckim wyzwanie, jakie nie udało się dotychczasowym buntownikom odchodzącym z PiS – zbudowanie struktur, które okażą się trwałe i pozwolą poszerzyć dotychczasowy zasób wyborców. W 2027 roku okaże się, czy Morawiecki zbudował nową partię, czy jedynie kolejną frakcję skazaną na powrót pod skrzydła PiS.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
