Rozpad świata jest nieuchronny. O powieściach László Krasznahorkaiego
Fot. Miklós Déri, wikimedia commons, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International license; ed. Bruno Dziadkiewicz
Marazm, libacje, tchórzostwo, cuchnące błoto, melancholia, rozpad społeczeństwa, śmierć. W powieściach takich jak Szatańskie tango czy Melancholia sprzeciwu László Krasznahorkai demonstruje konsekwentny nihilizm. Do przenikniętych beznadzieją węgierskich wiosek przybywają mesjasze – ale i oni okazują się fałszywi. Ani utopia, ani religia nie uratują anonimowych mieszkańców środkowoeuropejskiej pustki.
Noblista z 2025 r. związany jest z nurtem „węgierskiej nowej prozy”, dla którego charakterystyczne są – jak pisze tłumaczka jego dzieł Elżbieta Sobolewska w posłowiu do A świat trwa – odejście od chronologicznie uporządkowanej fabuły i bezimienność postaci.
Poza autorem Szatańskiego tanga zaliczani są do tego kierunku Péter Nádas, Péter Esterházy czy György Spiró. Wszyscy oni eksperymentują z formą oraz językiem, nie tworzą spójnego światopoglądu, ale łączy ich jeden element – przekonanie o tym, że rzeczywistość jest absurdalna.
Krasznahorkai należy do autorów „trudnych” i „chropowatych”. Dostrzegamy mistrzowski poziom literacki, ale z drugiej strony jego książki bywają dla czytelnika niczym droga przez mękę ze względu na to, w jaki sposób ich autor postrzega świat i jakimi barwami go maluje.
Nie są to jasne kolory, pełne energii, siły i entuzjazmu – dominują marazm, pesymizm i poczucie pustki. Czytając Krasznahorkaiego, wstępujemy w głębię i śledzimy rozpad świata, a towarzyszy nam w tym groteskowy, czarny humor.
Chaos, niepamięć, śmierć Boga
Istnieją pisarze, w których dziełach pierwsze zdanie nastraja czytelnika – wie on od razu, z czym będzie miał do czynienia. Autor odsłania się przed nim natychmiast. Powieść Herscht 07769 Krasznahorkaiego rozpoczyna się od słów: „Nadzieja to błąd”. W Melancholii sprzeciwu jedna z bohaterek mówi do drugiej: „Mamy powody do niepokoju. Nadchodzą trudne, ale szczere lata. Zbliża się nowa epoka, moja Piri”.
Słowa te mogłyby służyć za streszczenie najważniejszych cech światopoglądu pisarza, bowiem przeświadczenie o powszechności pustki jest w nich wszechobecne, związane z naturą wszelkich społeczeństw. Krasznahorkai jest pisarzem ludzkiej beznadziei. To pierwsza jego cecha.
Drugą jest to, że Krasznahorkai jest autorem opisującym rozpad świata. W jednym z wywiadów przytoczonych przez Sobolewską powiedział: „Rozpad społeczeństwa jest egzystencjalną koniecznością”.
Opisywana przez niego destrukcja jest bardzo konkretna – dotyczy świata wspólnot, szczególnie tych małych, często węgierskich. Dwie jego najważniejsze powieści – Szatańskie tango oraz Melancholia sprzeciwu – rozgrywają się właśnie na wschodzie Węgier. Akcja mniej znanych dzieł często ma miejsce poza ojczyzną pisarza – fabuła Herrschta 07769 umiejscowiona została w Niemczech, a Wojny i wojny w Nowym Jorku.
Każda forma wspólnoty ograniczona jest horyzontem czasowym – a więc skazana na nieuchronny koniec. Krasznahorkai kreśli tę rzeczywistość konsekwentnie od swojej debiutanckiej powieści – Szatańskiego tanga z 1985 r. – dzieła zachwycającego plastycznym, lirycznym językiem i zaskakującego formą. Książka ma być pamiętnikiem doktora, który leczył jednego z drugoplanowych bohaterów.
Forma ta nie wydaje mi się przypadkowa – Krasznahorkai opisuje na kartach swoich dzieł powolny i codzienny proces rozpadu rzeczywistości, tak jak czynią to autorzy dzienników albo pamiętników. Czujemy ten nastrój w czasie lektury niemal cały czas. Jeden z pierwszych fragmentów zdań Melancholii sprzeciwu brzmi:
„Nikt nie był tym szczególnie zaskoczony, wszak sytuacja w mieście nie pozostała bez wpływu na funkcjonowanie kolei, codzienny porządek stał pod znakiem zapytania, rosnący w niepohamowanym tempie chaos niszczył utrwalone przyzwyczajenia, przyszłość okazała się pełną podstępów, przeszłość pogrążona w niepamięci, a funkcjonowanie codziennego życia tak nieprzewidywalne, że ludzie godzili się na wszystko, nic nie było niemożliwe do wyobrażenia, nawet to, że już nigdy nie otworzą się żadne drzwi, a pszenica zacznie rosnąć w przeciwnym kierunku, ludzie rozpoznawali symptomy nadchodzącego rozkładu, ale nie znali i nie umieli wyjaśnić jego przyczyn, zatem nie mogli uczynić nic więcej, niż z całą siłą rzucić się na wszystko, co jeszcze mogli zdobyć”.
Powieści węgierskiego pisarza mają jednocześnie lokalny i uniwersalny koloryt. Z jednej strony, czyta się je jak kronikę komunistycznych, powojennych Węgier – pewnego rodzaju środkowoeuropejską literaturę katastroficzną. Sobolewska przekonuje nawet, że starsze dzieła pisarza można odczytać jako napisaną ezopowym językiem krytykę węgierskiego totalitaryzmu.
Dzieła Krasznahorkaiego są jednak znacznie głębsze – opisują mechanizmy znacznie bardziej uniwersalne. Czyta się je jako zapis świadomości po nietzscheańskiej śmierci Boga, gdy religia nie przynosi już nadziei oraz jako obraz świata totalitarnego, w którym marazm staje się jedyną formą życia.
Pierwsze zdanie Szatańskiego tanga jest długie i nastrojowo wprowadza w świat Krasznahorkaiego: „Późnopaździernikowego niedzielnego poranka, tuż zanim pierwsze krople bezlitośnie długich, jesiennych deszczy spadły na spękaną słoną ziemię zachodniej części osady (wkrótce morze cuchnącego błota uniemożliwi aż do nadejścia mrozów poruszanie się po pobliskich drogach prowadzących do miasteczka), Futakiego przebudziły głosy dzwonów”.
Nazwałbym Węgra autorem jesiennym – pisarzem deszczu, błota, wyczekiwania na metaforyczny koniec. Ta jesienność widoczna jest przede wszystkim w plastycznych opisach ludzkiej psychiki.
Potrafi sportretować podupadłą duszę. Jest to coś głęboko paradoksalnego – piękny język użyty do opisu duszy ogarniętej pesymizmem. Bohaterowie pachną u niego papierosami i alkoholem, a ich umysły przepełnione są beznadzieją.
Kilka zdań dalej w Szatańskim tangu czytamy, że Futaki „ze smutkiem spoglądał na złowrogie niebo, obserwował wypalone słońcem pozostałości obfitującego w szarańczę lata i nagle dostrzegł przesuwające się po gałęzi akacji wiosnę, lato, jesień i zimę, poczuł, jak w trwającej w bezruchu kuli wieczności czas stroi sobie żarty, jak wywija diabelskie sztuczki na wybojach zamętu, a szaleństwo, osiągnąwszy właściwy poziom, obraca się w konieczność… zobaczył siebie samego, rozpiętego na drewnianym krzyżu kołyski i trumny, jak zwija się w konwulsjach, by – obrany ze wszystkiego – wśród śmiechów gorliwych oprawców trafić w ręce łapiduchów i wreszcie z całym okrucieństwem dostrzec miarę ludzkich spraw i nie mieć powrotu”.
Futaki to postać drugoplanowa Szatańskiego tanga, lecz jego stan psychiczny jest reprezentatywny dla bohaterów Krasznahorkaiego. Wszyscy oni egzystują, czekając na koniec, są przedmiotami w rękach rzeczywistości i czasu, pozbawionymi pełnej podmiotowości. Są niczym liście na wietrze.
Marazm, alkohol i taniec rozpaczy
Powieść węgierskiego autora, która zrobiła na mnie największe wrażenie – Szatańskie tango – rozgrywa się w wymierającej osadzie po II wojnie światowej. Jest to świat po końcu, po apokalipsie.
Kolejni mieszkańcy umierają albo emigrują, zaś ich świat tkwi w miejscu, panują wciąż te same zasady. Mieszkańcy wydają się zdeprawowani, brutalni. Dawniej to miejsce było żywe i pełne radości, lecz to przeminęło.
Wobec braku impulsów wewnętrznych wyczekują nadejścia mesjasza – i w tym objawia się kolejna cecha pisarstwa Krasznahorkaiego: zdaje się walczyć z fałszywym poczuciem nadziei. Ów mesjasz jest postacią bardzo konkretną – nazywa się Irimias (to wariant imienia proroka Jeremiasza) i ma powrócić do osady, choć wielu mieszkańców sądzi, że już nie żyje.
Mieszkańcy chcą żyć lepiej, ale nie mogą się na to zdecydować. Ich życie jest niczym Heideggerowskie „się” – pogrążenie w zwykłej codzienności, której kolor mogą zapewnić jedynie alkohol, papierosy i zabawa w lokalnej karczmie. Poczucie pustki i marazmu Krasznahorkai kreśli przede wszystkim przez opisy psychiki swoich bohaterów. O jednym z nich czytamy:
„Jedyne uczucie, które był w stanie przyjąć, bo nie tylko jego delikatna natura, ale i każda cząsteczka jego ciała buntowały się przeciw temu, że nie umie się uwolnić od nierozerwalnej wspólnoty tchórzy i w panice godzi się na to wszystko”. Osada jest wspólnotą beznamiętnych ludzi pogrążonych w beznadziei, którzy boją się zmienić swoje życie na lepsze. Zamiast działania wybierają coraz głębsze zanurzanie się w rozpaczy.
Futaki, pierwszy, którego poznajemy, bohater Szatańskiego tanga, blisko powiązany jest z małżeństwem Schmidtów. Cała trójka w nieskończoność przekłada ucieczkę i wbrew własnej woli nie jest w stanie zmobilizować się do działania. Wyczekują zewnętrznego impulsu; tli się w nich nieśmiały ogień nadziei.
„Odkąd zlikwidowano osadę, odkąd ludzie opuszczali ją w takim samym pośpiechu, z jakim niegdyś do niej przybyli, a on – wraz z kilkoma rodzinami, lekarzem i dyrektorem szkoły, który podobnie jak on nie mieli dokąd pójść – utknął tutaj, każdego dnia wczuwał się w smak potraw, wiedział bowiem, że śmierć najpierw zagnieżdża się w zupach, potem w mięsiwach, a na samym końcu na ścianach”.
Śmierć towarzyszy bohaterom, wisi nad nimi jak w filozofii Heideggera i powoli się do nich zbliża. Mają tego świadomość, lecz nawet perspektywa końca ich nie mobilizuje. Brak nadziei podkreśla, co jest dla mieszkańców złudną ucieczką – gospoda.
To tam odbywają się tańce i libacje alkoholowe, to tu rozgrywa się tytułowe szatańskie tango – taniec ludzi pozbawionych nadziei, coraz bardziej pijanych: nie tylko trunkami, lecz przede wszystkim rozpaczą oraz melancholią.
Ułudę niepodmiotowego człowieka najłatwiej nakarmić używkami i zabawą, lecz bohaterowie mają świadomość tej mistyfikacji. Wszyscy udają, lecz nikt nie jest w stanie nikogo okłamać.
Fałszywi zbawiciele
U Krasznahorkaiego nadziei nie daje ani religia, ani ideologia, ani filozofia. Wątki antymesjańskie obecne są w różnych jego dziełach: Szatańskie tango krytykuje mesjanizm religijny, Melancholia sprzeciwu – mesjanizm polityczny i rewolucyjny.
Węgierski pisarz jest ateistą i świat, który kreuje, jest konsekwentnie ateistyczny – brakuje w nim osobowego, żywego Boga. W jego powieściach istnieje religia, a przede wszystkim tęsknota za nią i za zasadami, które nadawały sens ludzkiej egzystencji. W Szatańskim tangu tylko jedna postać jest autentycznie religijna – Halicsowa, która wierzy w Chrystusa, a w osadzie widzi wcielenie Sodomy i Gomory.
Stosunek pisarza do religii najlepiej oddaje scena z końcowych partii Szatańskiego tanga. Doktor wyrusza sprawdzić, dlaczego biją dzwony – chce wierzyć, że to boski znak, że wiara religijna może powrócić i zakorzenić się w rzeczywistości. Na miejscu odnajduje jednak tylko jakiegoś włóczęgę i dzwon kołyszący się na wietrze.
Bohaterowie Krasznahorkaiego chcieliby wierzyć, ale nie mogą. Chrześcijaństwo nie jest żywą siłą społeczną, która realnie organizuje życie wspólnoty. Religia jest jedynie wspomnieniem.
Bohaterowie dzieł węgierskiego pisarza łakną nadziei. W Szatańskim tangu łączą ją z postacią dawnego mieszkańca osady – wyidealizowanego Irimiasa, który do nich powraca, metaforycznie zmartwychwstając niczym Chrystus, gdy mieszkańcy pogrążeni są w pijackim amoku w miejscowej karczmie.
Jego powrót ma przynieść odmianę. Dla innych jednak, chociażby dla karczmarza, jest on „śmieciem, robakiem” – bo wyrwał się z osady, a człowieka często zawstydza to, do czego sam nie jest zdolny. Klasyczny nietzscheański resentyment. Ale i Irimias nie jest w stanie zmienić świata.
Kreślony jako figura mesjańska, okazuje się jej radykalnym przeciwieństwem – cynikiem i oszustem, który cudzą rozpacz zamienia w narzędzie. Posługuje się językiem religijnym, sam w niego nie wierząc, instrumentalnie odwołuje się do retoryki zbawienia, by okłamać innych. Po powrocie wygłasza mowy podobne do kazań i obiecuje wyjaśnienie śmierci młodej Estike – która popełniła samobójstwo, choć mieszkańcy o tym nie wiedzą.
Pseudomesjanizm Irimiasa trafia na podatny grunt właśnie dlatego, że pustka jest powszechna. Schmidtowa, jedna z postaci kobiecych, opisana jest następująco:
„Całe te miesiące zabiły w niej wiarę, porzuciła już wszelką nadzieję i swoje najsłodsze plany, zadowoliłaby się już każdą najnędzniejszą – i jakże bezmyślną – ucieczką, byle pójść sobie stąd. Co za głupi brak wiary! A przecież wiedziała, że od tego nędznego życia jej też coś się należy! Że może mieć nadzieję, że ma jeszcze na co czekać! No i wreszcie nadszedł kres cierpień, nie musi już tu zdychać”.
Gdy brakuje nadziei, zrozpaczeni ludzie są w stanie uwierzyć każdemu, kto potrafi im ją obiecać – i pseudomesjasz dobrze o tym wie. Poznajemy Irimiasa podczas tajemniczej rozmowy z oficerami służby specjalnej; towarzyszy mu Petrina, z którym później przybędzie do osady.
Młodzieniec jest pionkiem w rękach mroczniejszych sił, choć jednocześnie postacią inteligentną. Jego celem są pieniądze mieszkańców – a by je zdobyć, tworzy plan budowy utopii: nowej osady, pełnej harmonii i nadziei. Część mieszkańców w drodze do owego miejsca powątpiewa w jego zamiary, lecz ostatecznie ulega. W przemowie do osadników powiada:
„Tego widoku nie da się zapomnieć. Będę go zawsze pamiętać, kiedy ktoś zechce mnie odwieść od sprawy, do której Bóg mnie powołał. Bo w tym widoku dostrzegłem nędzę skazanych na wieczny niedostatek, bezbronny tłum nieszczęsnych wygnańców, tułaczy, a w waszym sapaniu, pochrapywaniu, stękaniu usłyszałem wołanie o pomoc, rozkaz, na który zawsze muszę mieć odpowiedź, dopóki sam będę jeszcze pomiędzy wami, dopóty sam nie obrócę się w proch”.
Krasznahorkai nie jest wrogiem religii jako takiej. Jego ateizm nie jest głośny ani agresywny – jest raczej cichy, tak jak cicha potrafi być odpowiedź Boga. Węgier sprzeciwia się czemu innemu: instrumentalnemu wykorzystywaniu religii w celu zaszczepienia człowiekowi nadziei, której obiektywnie nie ma.
To podwójne kłamstwo. W Szatańskim tangu nadziei nie przynosi pseudomesjasz; w Melancholii sprzeciwu skrytykowana zostanie rewolucja oraz przemoc. Ich katalizatorem jest przybycie do miasta cyrku z ogromnym wielorybem. Cyrk przyciąga ludzi z marginesu i wzbudza erupcję przemocy – powszechną manię bezcelowego niszczenia.
Powiązana z tym jest postać Księcia – figury również pseudomesjańskiej, choć pozbawionej konotacji religijnych. Pojawienie się Księcia i cyrku staje się zapalnikiem tumultu. Ruch, który miał odmienić świat, pogrąża się w groteskowej przemocy.
Jednak po stłumieniu buntu świat nie staje się lepszy ani nie powraca do poprzedniego stanu. Jedna z bohaterek, Eszterowa, ustanawia w mieście dyktaturę. Historia nie prowadzi do zmian na lepsze. Węgierskiego autora cechuje żelazna konsekwencja.
Nihilizm bez odkupienia
Nihilizm Krasznahorkaiego jest niezmienny i holistyczny – i właśnie to go odróżnia od największego XIX-wiecznego krytyka tego fenomenu, Fiodora Dostojewskiego. Autor Biesów fascynował się nihilizmem, ale również radykalnie mu się przeciwstawiał, bowiem w jego przekonaniu nihilizm musi prowadzić do erupcji przemocy.
„Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone” – ta myśl, którą Iwan Karamazow formułuje w Braciach Karamazow, a Smierdiakow wciela w czyn, jest u Dostojewskiego przestrogą, nie afirmacją. Wierchowieński i Stawrogin z Biesów pokazują zaś, do czego nihilizm prowadzi w wymiarze politycznym i społecznym.
Odpowiedzi Dostojewski szukał w religii – widać to w postaciach naiwnego Aloszy Karamazowa, nawróconej prostytutki Sonii Marmieładowej czy innych bohaterów, którzy przez wiarę odmieniają swoje życie.
Krasznahorkai nie jest w stanie uwierzyć. Bóg w jego powieściach milczy, religia jest jedynie dawnym faktem społecznym, nie osobistą więzią z Absolutem. Węgier nie ma nadziei i nic mu jej nie daje – ani religia, ani świeckie utopie. Wszystko przemija, upadku nic nie zatrzyma.
Kronikarz nieuchronnego końca
Sobolewska pisze: „w swej hipnotycznej prozie, która rozciąga czas i rozrywa przestrzeń, Krasznahorkai pozostaje obsesyjnie przywiązany do katastroficznej wizji świata, oddając wewnętrzny rytm człowieka zagubionego w absurdzie istnienia”.
Katastrofizm nie jest przypadkowym fenomenem – pojawia się wówczas, gdy intelektualista ma poczucie nieuchronnego końca. Dlatego szczególnie popularny był w okresie międzywojennym. Katastrofiści swoimi dziełami odpowiadają na to poczucie, pragnąc je wyjaśnić i opisać.
Absurdalność ludzkiej egzystencji, marazm i pustka są stałymi czynnikami w prozie węgierskiego pisarza. Komitet Noblowski podkreślał, że dla Węgra sztuka jest wobec nich pewnego rodzaju aktem oporu. Mam jednak wrażenie, że mimo to w powieściach autora Szatańskiego tanga dominuje fatalizm.
Pragnie on odpowiedzieć na nadchodzący koniec – mówi: to musiało nadejść, bo takimi cechami naznaczone są ludzkie społeczeństwa. Jego dzieła są jednocześnie opisem i żałosnym zawodzeniem nad upadkiem, który okazuje się boleśnie osobisty.
Wizja społeczeństwa i biegu dziejów Krasznahorkaiego naznaczona jest konsekwentnym pesymizmem. To właśnie najbardziej oddala mnie od węgierskiego pisarza – podzielam jego sceptycyzm i opis nihilizmu, rozsmakowuję się w tym, jak kreśli kolejne zdania, lecz nie jestem w stanie się z nim zgodzić.
Jego dzieła naznaczone są specyficzną traumą człowieka, który ujrzał środkowoeuropejski świat posttotalitarny i przeraził się nim. Widzę w tym rezygnację z walki o zmianę świata, zaniechanie próby zmierzenia się z rzeczywistością i odnalezienia w niej nadziei. Autor Szatańskiego tanga dostrzega ogromne połacie pustki. Wydaje się, że okres powojenny odcisnął na nim pesymistyczne piętno do tego stopnia, że zaburza percepcję, nie pozwalając mu dostrzec tego, że świat nie jest aż tak pusty i aż tak absurdalny.
Nadzieja obecna jest w naszym świecie, obok marazmu, melancholii, ale węgierski autor nie powie nam, jak ją odnaleźć. Raczej wskaże miejsca, gdzie na pewno jej nie poszukiwać. To zadanie pozostawia innym autorom.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
