7 tez o rozłamie PiS. O to tak naprawdę toczy się gra
Wyrzucenie grupy skupionej wokół Mateusza Morawieckiego z PiS-u oznacza polityczny wstrząs na prawicy, choć decyzja Kaczyńskiego będzie miała poważne konsekwencje dla całej sceny politycznej w Polsce. Poniżej 7 systemowych tez i wniosków.
1. Rozłam ma swoje głębokie źródło w przeszłości
Odejście grupy skupionej wokół Mateusza Morawieckiego nie jest efektem emocjonalnej kłótni, ale efektem procesu, który ma swoje długie korzenie. Ostatnie tygodnie były ostatnim akordem, ale wieńczyły proces rozpoczęty już dawno. Spór „harcerzy” z „maślarzami” jest bowiem zmutowanym sporem, jakim były Premier prowadził w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy z politykami Solidarnej Polski. Spór był poważny, bo strategię „Solpolu” wspierało wielu polityków także PiS, którzy z różnych powodów nie chcieli silnej pozycji Morawieckiego.
Już wówczas były momenty, kiedy wydawało się, że grupa „antyMorawiecka” postawi na swoim i przekona Kaczyńskiego do zmiany premiera. Ostatecznie to się nie udało, ale udało się ograniczyć władzę Morawieckiego w rządzie na kilku istotnych polach, którymi zarządzali jego przeciwnicy.
Kiedy prawica oddała władzę, a Morawiecki przestał pełnić swoją funkcję, spór nie tylko nie ucichł, ale się nasilił. Poczucie zużycia Morawieckiego popchnęło jego przeciwników do silniejszej ofensywy. Bez eksponowanej funkcji stał się łatwiejszym celem, sam zaś Morawiecki pozbawiony obowiązków związanych ze stanowiskiem szefa rządu, przystąpił do dużej pracy w terenie.
W ten sposób została uruchomiona dodatkowa dynamika sporu, na którą nałożyły się inne problemy PiS, w tym głównie ogólne poczucie stagnacji. W efekcie zaczęło rosnąć poparcia dla obu Konfederacji, co zaczęło skłaniać partię Kaczyńskiego do bardziej wyrazistych ruchów. Problem polegał na tym, że obie grupy miały inną odpowiedź na to, jak te ruchy mają wyglądać.
2. To kwestia ideowa, a nie tylko interesy
Spór „harcerzy” z „maślarzami” często sprowadza się medialnie do kwestii partykularnych interesów, w tym rywalizacji o wpływy na Nowogrodzkiej. Oczywiście aspektu interesów nie można pominąć, ale on nachodzi na spór znacznie głębszy, by nie rzec fundamentalny – o tożsamość tej partii.
Harcerze uważają, że trzeba odzyskać tych wyborców, którzy głosowali na Zjednoczoną Prawicę w 2015 i 2019 r., a którzy potem się odwrócili, głosując na Trzecią Drogę, torując drogę do władzy Tuskowi. Stronnictwo Morawieckiego sądzi, że PiS powinien wykonać ruch do centrum i mieć ofertę dla młodych i miast, czyli szukać w tych segmentach elektoratu, w których od zawsze partia Kaczyńskiego była słaba.
Wiodącym hasłem, który promuje Morawiecki, jest „rozwój”, odmieniany przez wszystkie przypadki. Były premier wchodzi więc w rolę modernizatora, który chce skłonić do głosowania mityczną „partię CPK”. Są to ludzie, którzy nie odnajdują się w obecnym kształcie sporu PiS-PO a jednocześnie są uczestnikami „rewolucji ambicji”, jaka dzieje się w Polsce.
Maślarze z kolei uważają, że PiS traci poparcie głównie na rzecz obu Konfederacji, co ma oznaczać konieczność kursu na prawo, przesuwając PiS w stronę bardziej wyrazistej, alternatywnej prawicy. Kierunek na „pełnokrwistą” prawicę oznacza radykalizację języka, „unarodowienie” go i wyrazistość światopoglądową. Naturalną konsekwencją jest przesunięcie się z pozycji eurorealistycznych na eurosceptyczne.
Ważnym argumentem Maślarzy jest diagnoza, że takie są prawidła współczesnej polityki, która nie znosi niczego w centrum. Scena polityczna przekształca się w kolejnych państwach Zachodu, gdzie prawica antysystemowa zyskuje przewagę nad prawicą umiarkowaną.
3. Scenariusz od dawna był przesądzony
Mimo kilku prób rozmów należy zdać sobie sprawę, że odejście Morawieckiego zostało przesądzone już w momencie, w którym podjął decyzje, że chce realizować własną agendę.
Kaczyński, początkowo zgadzając się na powstanie stowarzyszenia Morawieckiego, zakładał, że sama zgoda będzie dla byłego premiera wystarczającą satysfakcją i pozwoli mu odnieść symboliczny sukces. Prezes PiS postawił ultimatum dopiero w momencie, gdy okazało się, że stowarzyszenie nie będzie „bezobjawowe”, a ambicje Morawieckiego sięgają znacznie dalej.
Decyzja Kaczyńskiego nie powinna dziwić. PiS od zawsze był partią nie tylko unitarną, ale wręcz „autorską” Jarosława Kaczyńskiego. Był on od zawsze nie prezesem a właścicielem partii, decydującym o wszystkim.
Taka struktura nie wynikała z autorytarnych ciągot Kaczyńskiego, ale głębokiej traumy lat 90. Marginalizacja politycznego Porozumienia Centrum oraz jego własnej pozycji zrodziła przekonanie, że pluralizm jest tylko dla frajerów i prowadzi prędzej czy później do anarchii. W warunkach polskiej kultury politycznej efektywnie rządzić można tylko batem. Dlatego PiS powstał na innych fundamentach.
Takie DNA partii wyklucza obecności jakiejkolwiek frakcyjności, która musiałaby oznaczyć, że Kaczyński zgodzi się na ograniczenie swojej władzy. Tymczasem nie raz w przeszłości udowadniał, że pełna kontrola nad partią to cel najważniejszy, nawet kosztem ograniczenia szansa na rządzenie. Kaczyński od zawsze hołdował zasadzie: lepiej partia ciasna, ale własna.
4. Słabość Kaczyńskiego
Odejście Morawieckiego jest kolejnym dowodem na słabnącą pozycją Kaczyńskiego. Rozłamowi można było zapobiec, gdyby prezes PiS był w lepszej formie. Poczucie schyłkowości prezesa było jedną z przyczyn dynamiki sporu między harcerzami, a maślarzami.
Obie grupy rywalizowały przecież nie tylko o bieżące interesy i kwestie ideowe, ale także o lepsze „pole position” w wyścigu o schedę po Kaczyńskim. Gdyby jego końca nie widać było na horyzoncie, spór byłby toczony o dwa poziomy niżej niż miało to miejsce.
Jego słabość ujawniła się także w błędnej decyzji o powierzeniu Przemysławowi Czarnkowi funkcji kandydata na premiera. Wysunięcie kandydata wspieranego przez Maślarzy, zamiast dać partii nową energię i pozwolić jej ruszyć do przodu, wywołało dodatkowe napięcia, ponieważ ośmieliło „harcerzy” do ofensywy. Nie tylko bowiem twarzą PiS miał stać się ich główny konkurent, ale sama decyzja w naturalny sposób wzmacniała językową „suwpolizację” partii. Zmuszało to harcerzy do wejścia w dyskurs, w którym nie czuli się dobrze i który – w ich przekonaniu – nie prowadził do osiągnięcia pożądanych rezultatów.
Po odejściu stronnictwa Morawieckiego pozycja Jarosława Kaczyńsiego we własnej partii nie poprawi się w znaczący sposób. Gra o schedę tylko przyspieszyła.
5. Rozłam może przyspieszyć gnicie PiS
Wśród wielu komentarzy pojawiają się i takie, które przypominają o kolejnych secesjach, jakie miały miejsce na przestrzeni lat w PiS. Każde rozejście prędzej czy później okazywało się porażką secesjonistów i nie robiło dużego problemu dla PiS. Część z odchodzących wracało zresztą po latach do partii-matki. Tak było choćby z Solidarną Polską.
Istnieją jednak poważne przesłanki, żeby sądzić, że ta secesja będzie mieć bardziej fundamentalne znaczenie niż wszystkie poprzednie. Po pierwsze, od PiS odchodzi duża liczba polityków. Ponad 30 osób to znaczące osłabienie partii, w tym jego klubu parlamentarnego. Do tego należy podkreślić, że te osoby pełniły wysokie funkcje rządowe za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy.
Z partii wychodzą więc ludzi doświadczeni z Morawieckim na czele, stanowiący również w wielu obszarach podstawę intelektualną tej formacji. Co więcej, często były to też osoby medialnie sprawne, która potrafiły skutecznie dotrzeć z przekazem do wyborców. Na dokładkę odchodzą ludzie, którzy mają spójną narrację pozwalającą się odróżnić od PiS, czego nie miała np. Solidarna Polska.
Tak duża strata i to w sytuacji, w której partia i tak była w słabej kondycji, może się okazać dużym problemem. Owszem, odejście harcerzy złagodzi spory wewnętrzne, bo przecież kluczowa strona tego sporu będzie poza partią. Niemniej złudna jest nadzieja tych, którzy wieszczą stabilizację.
W PiS pozostało bowiem wielu polityków sympatyzujących z Morawieckim, którzy nie odeszli wraz z nim nie z powodu lojalności wobec „maślarzy”, lecz z braku odwagi do wykonania takiego ruchu. Osoby te nie są zachwycone kierunkiem, w którym partię prowadzi Czarnek wraz ze swoim zapleczem.
Można więc założyć, że wewnętrzne spory o kierunek nieco przycichną, ale spór będzie się tlił pod powierzchnią, tworząc różne napięcia. Dowodem na to jest choćby dyscyplinujący komentarz Kaczyńskiego wobec Czarnka w sprawie jego wypowiedzi o wstrzymaniu pomocy unijnej dla Ukrainy.
Dlatego nie jest wykluczone, że w niedługim czasie z PiS mogą odchodzić kolejni politycy. Spadające sondaże będą ograniczały liczbę przyszłych mandatów, co wielu będzie motywowało do szukania alternatyw, nawet jeśli nie dają pewności.
6. Rozwój Plus ma szansę na dobry wynik
Kluczowe pytanie to oczywiście szansa powodzenia nowej formacji Morawieckiego, która będzie naturalnym krokiem po secesji. Pierwsze sondaże pokazywały duży rozstrzał, ale większość dawała poparcie powyżej progu wyborczego.
Nie powinno to dziwić. Liderem jest były premier, który jak na polityka prawicy notował dobre wyniki w sondażach zaufania. Do tego jego stronnictwo tworzą doświadczeni, a jednocześnie dość młodzi politycy, którzy potrafią skutecznie przeprowadzać kampanie wyborcze.
Należy też zakładać, że Morawiecki ma potencjał zebrania środków z biznesu na działalność. Do tego dochodzi dorobek programowy „Zespołu pracy dla Polski”, który Morawiecki koordynował w PiS. Teraz praca ta będzie stanowić zaczyn nowego programu politycznego.
Oczywiście Morawiecki nie uzyska premii za świeżość, jaką wcześniej otrzymali chociażby Szymon Hołownia czy Paweł Kukiz. Niemniej, skoro sondaże pokazują obiecujące poparcie już na starcie, mimo że były premier wciąż wykonuje pojednawcze gesty wobec PiS, należy zakładać, że po przecięciu pępowiny i całkowitym pójściu na swoje jego notowania powinny wzrosnąć.
Harcerze dysponują spójną opowieścią rozwojową, dzięki której mogą wskazywać istotne różnice między sobą a PiS. To wyraźnie odróżnia ich od polityków Solidarnej Polski sprzed lat, którzy mieli problem z wyjaśnieniem, czym właściwie różnią się od PiS.
Niemniej, aby przekroczyć 10 proc. poparcia, z pewnością nie mogą stać się formacją opartą na jednej narracji. Partia CPK może okazać się zbyt wąskim projektem, by pozwalał koncentrować się wyłącznie na wąsko rozumianym rozwoju gospodarczym.
Jeśli Morawiecki chce osiągnąć sukces, to musi pokazać, że jest „kompleksowym” reformatorem, który chce „szarpnąć cuglami”, nie tylko w gospodarce. Wreszcie ważne będzie także ustosunkowanie się do politycznej polaryzacji. Jeśli istnieje dziś nisza do zagospodarowania, to właśnie wśród wyborców, którzy nie odnajdują się w dotychczasowych schematach rywalizacji politycznej.
Czy Morawieckiemu wystarczy odwagi i kreatywności, żeby mieć wiarygodną ofertę dla osób zmęczonych polaryzacją? Dotychczas puszczał do nich oko, ale czuł potrzebę w co drugim zdaniu krytykować w możliwie mocnych słowach Tuska, szukając wspólnoty nienawiści z twardym prawicowym elektoratem.
7. Podział prawicy także szansą
Dla wielu wyborców PiS secesja to tragedia oddalająca prawicę od władzy. Ci starsi naturalnie myślami wracają do lat 90., kiedy to polska prawica była podzielona i przez to słaba. Wielu z nich podkreśla, że system wyborczy oparty na systemie D’hondta jest bezlitosny i karze podziały, premiując spójność.
Secesja nie musi jednak oznaczać tylko złych informacji dla tych, którzy czekają na powrót do władzy PiS. Trzymanie w jednej partii osób, które zupełnie straciły do siebie zaufanie rodziłoby dalsze koszty, zniechęcając kolejnych wyborców do siebie. Rozłam, choć bolesny, może okazać się nie tylko zagrożeniem, ale i szansą.
Formacja Morawieckiego nie musi bowiem żywić się kosztem elektoratu PiS a przynajmniej nie tylko. Istnieje nie mała grupa osób w centrum, która dziś nie ma swojej politycznej reprezentacji, szczególnie po tym jak dekompozycji uległa Trzecia Droga. Te osoby dziś nie wskazują na żadną partię, zasilając grupę niezdecydowanych.
Adresując do nich przekaz, Morawiecki może zyskać wielu wyborców rozczarowanych rządami obecnej koalicji. Jeśli tak by się stało, to łączny wynik prawicy będzie lepszy niż politycznych konkurentów i przybliży ją do władzy.
Niewykluczone, że formacja Morawieckiego wystartuje na jednej liście z politykami PiS w modelu koalicji. Taki scenariusz również pozwalałby na owocną współpracę, korzystając z systemu D’hondta.
Aby taka współpraca mogła zafunkcjonować, rozpad nie może wywołać nadmiernych emocji po obu stronach. Tymczasem już widać, że nie będzie to łatwe. Przeciwnicy Morawieckiego w PiS sięgają po ciężkie działa, uruchamiając narrację o zdradzie, a wkrótce zapewne także o spisku. Jeśli tego rodzaju argumenty będą nadal wykorzystywane, a „harcerze” będą odpowiadać w podobnym tonie, osłabi to wzajemne zaufanie i utrudni nie tylko scenariusz wspólnej listy, lecz być może także wspólnego rządzenia. Przedłużający się spór może ostatecznie osłabić notowania obu ekip.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.