Kasia Babis i „Okruchy”. Obraz pokolenia, które sprawczości upatruje w prawie do aborcji
„Okruchy” Kasi Babis to powieść graficzna, która próbuje opisać doświadczenie pokolenia późnych millenialsów. Dorastanie w latach 90., matki samotnie wychowujące swoje dzieci i ojcowie topiący frustracje w kieliszku wódki, wyjazd do miasta i poszukiwanie samorealizacji.
Jednocześnie jest to obraz pokolenia malejących oczekiwań. Pokolenia doświadczającego braku kontroli w kwestii kariery, mieszkalnictwa czy własnych emocji. Niestety jest to dzieło, które powiela liczne stereotypy i uproszczenia. Konserwatystów i Kościół pokazuje jako jednoznacznie złych, a w kwestii aborcji na życzenie nie ma żadnych wątpliwości etycznych.
Jeżeli ktoś do tej pory zastanawiał się, czy istnieje coś takiego jak światopogląd lewicowo-liberalny, to „Okruchy” są tego światopoglądu doskonałą egzemplifikacją.
Transformacja oczami liberalnej lewicy
„Okruchy” Kasi Babis to komiks autobiograficzny, choć ze względu na skalę i charakter bardziej pasuje termin – powieść graficzna. Publikacja wpisuje się w ten nurt europejskiego komiksu, którego chyba najbardziej znanymi przykładami są dzieła włoskiego rysownika Zerocalcare czy frankofońskiej Marjane Satrapi.
Babis poprzez swoje osobiste losy stara się opowiedzieć historię polskiej transformacji. Stąd też podtytuł – „Dojrzewanie w postkomunistycznej Polsce”. Opowieść jest zbitkiem wspomnień, komentarzy i anegdot, które są nomen omen okruchami z życia autorki. Układają się one w wielowątkową mozaikę wpisaną w społeczny krajobraz Polski ostatnich 30 lat.
To właśnie zawarty w komiksie komentarz społeczno-polityczny jest w mojej ocenie jego najsłabszym elementem, zaś przemyślenia Babis trącą wtórnością i daleko idącą naiwnością. Dobrym przykładem jest obecny w nim łopatologicznie wytłumaczony podział na Polskę A i B sprowadzony do dziedzictwa zaborów czy też opis upadku I RP zamknięty w pojedynczym stwierdzeniu iż: „szlachta stała się zbyt chciwa, leniwa i zbyt głodna władzy”.
Część historycznych uproszczeń można tłumaczyć tym, że komiks jest w pierwszej kolejności kierowany do odbiorców w USA. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to mało odkrywcza narracja o historii naszego kraju. .
Zaproponowana opowieść o transformacji przypomina narrację postkomunistów, którzy w początkach transformacji przeszli na stronę kapitalizmu.
Babis nie gloryfikuje co prawda wolności gospodarczej, jaka zadomowiła się nad Wisłą. Jednak sam kapitalizm pokazuje jako zjawisko pozytywne. Mimo iż zwraca uwagę na problemy biedy czy bezrobocia towarzyszące przemianom, to pod niektórymi jej stwierdzeniami mógłby podpisać się sam Sławomir Mentzen.
Autorka pisze bowiem, że w nowym systemie można było realizować swój „polski sen”, „wolny rynek rozkwitał w Polsce kolorowymi billboardami” a także „wyzwalał przestrzeń spod państwowej kontroli”. Choć Babis wydaje się jednocześnie sympatyzować z socjalizmem, to nie znajdziemy tu jakiejś głębszej krytyki żadnego z kapitalistycznych mechanizmów (chyba że za takowy uznamy działanie mafii reprywatyzacyjnej).
Nawet jeżeli autorka prywatnie posiada jakieś głębsze przemyślenia na ten temat, to w komiksie panuje atmosfera pogodzenia się z kapitalistycznym ustrojem w którym jest ciężko, ale trzeba sobie jakoś radzić, a sam proces przemian musiał wyglądać tak, jak wyglądał.
W jakimś sensie jest to komiks w duchu końca historii. Autorka zresztą łączy ten termin z samą sobą pisząc że „w 1992 roku Francis Fukuyama oświadczył że skończyła się historia. Tak się złożyło, że właśnie wtedy się urodziłam”.
Siebie i swoich kolegów z partii Razem nazywa „niebezpiecznym elementem rewolucyjnym”, jednak jedyna „rewolucja”, jaką w istocie autorka ukazuje, to w zasadzie dokończenie tego, co zaczęło pokolenie baby boomers – dalsze wdrażanie sekularyzmu, indywidualizmu i permisywizmu.
Jeśli ktoś liczył, że będzie to głos młodej lewicy za odnowieniem wspólnotowości, to go tutaj nie znajdzie. Jedyna wspólnota ukazana w pozytywny sposób to grupa najbliższych przyjaciół, a do masowego zjednoczenia dochodzi jedynie doraźnie, w imię obrony indywidualnych praw – co jest odruchem typowo liberalnym.
Głównym błędem transformacji w jej opowieści było odrodzenie się Kościoła katolickiego, który nie posiada żadnych pozytywnych cech. Krytyka ta dokonywana jest w duchu starych komunistów – Kościół to instytucja, która systemowo ukrywała pedofilię, mieszała się w politykę i życie prywatne ludzi. Jej wierni to fanatycy, ludzie zgorzkniali lub niemili, a w najlepszym wypadku ludzie dobrzy, ale biernie poddający się tej opresyjnej instytucji.
W tekście pojawia się choćby krytyka spowiedzi ujęta w słowach: „Wciąż nie mogę uwierzyć, do jakiego stopnia znormalizowaliśmy zwyczaj zmuszania dzieci do wyznania swoich najbardziej wstydliwych sekretów obcym mężczyznom w konfesjonale”.
W tym miejscu narzuca mi się pytanie, które można by zadać samej Babis – kiedy znormalizowaliśmy to, że dzieci dzielą się przez internet swoimi problemami intymnymi z obcą kobietą, która następnie omawia je publicznie na swoich streamach? – bo tym w istocie zajmuje się autorka w ramach swojej działalności internetowej. Osobiście nie mam nic przeciwko jednemu ani drugiemu. Zwracam tylko uwagę, że w krytyce instytucji spowiedzi Babis przejawia pewną niekonsekwencję.
Autorce nie jest w istocie tak daleko do poglądów jednego z jej chłopaków – „typowego prawaka”. Choć jej wizja świata ma zabarwienie lewicowe, to zasadniczo sprowadza się do czegoś bliskiego „wolnościowcom” – poczucia zagrożenia ze strony systemu i pragnienia aby zostawił ludzi w spokoju.
O ile jednak prawica widziała wroga swojej wolności w Brukseli, Babis widzi go w Rzymie. Zamiast sprzeciwu wobec ograniczania swobód gospodarczych mamy sprzeciw wobec ograniczania prawa do aborcji, a w miejsce zagrożenia dzieci „tęczową propagandą” mamy zagrożenie ich religijną indoktrynacją.
Zresztą ciekawe, że nawet za postulatem reform socjalnych stoi niechęć do konserwatystów. Autorka w usta Adriana Zandberga wkłada słowa: „Musimy zaadresować potrzeby ludzi, którzy ucierpieli w wyniku liberalnych reform. […] Jeśli my nie zaoferujemy im przyszłośći, zrobią to konserwatyści. I wygrają po raz kolejny i kolejny”.
Straszni konserwatyści i dwulicowi lewicowcy
O ile więc rządy liberałów są traktowane jako normalność, to na głównego antagonistę wyrasta przede wszystkim PiS i bracia Kaczyńscy, którzy – jak wiadomo – są strasznymi konserwatystami. Rozumiem, że w konwencję komiksu są wpisane pewne uproszczenia, ale i tak zaskoczyło mnie, że są oni dosłownie określani mianem czarnych charakterów. Ich główną aktywnością jest knucie po kryjomu, jak zepsuć Polakom życie.
Babis pisze: „Zgodnie ze starą dobrą szkołą czarnych charakterów natychmiast skonsolidowali władzę, tworząc koalicję z dwoma pomniejszymi poplecznikami i ich partiami”.
Ciekawy jestem, czy istnieje partia politycna, która nie dąży do konsolidacji władzy. Jak miałaby rządzić, nie robiąc tego? I od kiedy dowodem bycia czarnym charakterem jest szukanie sojuszników i dogadywanie się z nimi?
Wątpliwa jest też suflowana przez autorkę teza, że PiS wygrał wybory w 2015 roku głównie dzięki temu, że wykorzystał „klimat szoku i paranoi” po katastrofie smoleńskiej. Przecież podczas owej pamiętnej kampanii Macierewicz został schowany do szafy, temat zamachu wyciszony, a na pierwszy plan wyciągnięto świeże twarze w rodzaju Andrzeja Dudy i Beaty Szydło. PiS paradoksalnie wygrał wybory, wygaszając narrację smoleńską, a nie ją nakręcając.
Nieco mniej dwuznacznie niż Prawo i Sprawiedliwość opisywana jest partia Razem. Autorka dość jasno zaznacza, że identyfikuje się z poglądami tej organizacji, ale jej działacze ukazani są niezbyt pozytywnie – jako społeczność wielkomiejskich snobów, nieco dwulicowych i zakłamanych.
Szczególnie istotny jest wątek jednego z działaczy Razem, z którym zachodzi w ciążę koleżanka z partii, a następnie ten daje jej tabletkę wywołującą poronienie. Zostaje potem „skancelowany” przez swoje środowisko. Bynajmniej nie za pomoc przy aborcji, ale za późniejsze prześladowanie dziewczyny. Nieco niepokojąca jest scena, gdy tenże mężczyzna w chwili szczerości wyznaje głównej bohaterce:
„Wiesz co jest najgorsze? To ja jej kupiłem tę tabletkę. A po tej przemowie na kongresie to teraz wiedza publiczna. Jeśli policja się tym zainteresuje, mogę zostać oskarżony o pomoc w aborcji“.
To wyznanie, w którym nie ma grama skruchy. Budzi jednak zrozumienie Kasi, która (chyba) jest zauroczona tym mężczyzną. Współczuje mu, bo członkowie partii plotkują na jego temat, a jej podziw budzi udział mężczyzny w czarnych protestach.
Osobiste tragedie czasów transformacji
Obyczajowa część komiksu jest ciekawsza. Oczywiście nie wiem, na ile historie przedstawiane przez Babis są prawdziwe. Wydają się wiarygodne. Dość trafnie ukazują realia transformacji. Autorka przedstawia swoją młodość i losy znajomych bez idealizacji i bez ogródek.
Świat przedstawiony jest daleki od ideału – nieobecni rodzice, bieda, alkohol, narkotyki, przemoc i brak perspektyw. Mimo to autorka nie dramatyzuje. Tragedie płynnie przeplatają się z chwilami radości oraz zwykłą codziennością – pracą w szkolnej gazetce czy czytaniem książek fantasy ze znajomymi.
Plusem jest to, że Babis nie skupia się wyłącznie na sobie. Opisuje też losy swojej rodziny i znajomych. Poznajemy historie ojca, który miał problemy ze znalezieniem pracy w nowym systemie, oraz zapracowanej matki, która w pewnym momencie musiała dźwigać ciężar utrzymania całej rodziny.
Poruszyła mnie historia matki jednej z koleżanek głównej bohaterki. Kobiety będącej żoną alkoholika i córką alkoholika, która samotnie wychowywała piątkę dzieci w trudnym okresie transformacji.
Babis prezentuje ją jednak jako fanatyczkę religijną, której „dziwactwa” – jak wspólne czytanie Biblii czy nakaz wracania wcześnie do domu – sprawiały dyskomfort jej koleżance.
W mojej interpretacji jest to osoba, która dzięki wierze chrześcijańskiej pokonała życiowe trudności, które zapewne złamałyby psychicznie większość osób.
Pokolenie malejących oczekiwań
Losy Babis i jej rówieśników tworzą obraz pokolenia malejących oczekiwań. Pokolenia pozbawionego satysfakcjonującej i stabilnej pracy, otoczenia dającego poczucie bezpieczeństwa oraz wsparcia przy zakładaniu rodziny i co więcej – nie wierzącego już, że uda mu się to wszystko osiągnąć. Pokolenia niemającego kontroli nad własną karierą (upokarzająca praca w call center), nad przestrzenią mieszkalną (świetny wątek reprywatyzacji), a nawet nad własnymi emocjami (motyw nieustannych rozstań).
W pewien przewrotny sposób łączy się z tym także wątek aborcji, któremu poświęcono znaczną część komiksu. Skoro bohaterowie nie mają sprawczości w innych sferach życia, pozostaje im już tylko możliwość decydowania o własnym ciele. Za taką interpretacją przemawiają słowa Babis:
„Ten tak zwany «kompromis» między państwem i Kościołem okradł nas z niemal wszystkich praw”.
Zdanie to jest o tyle zastanawiające, że przecież wspomniany kompromis dotyczył jedynie aborcji, a skoro autorka określa ją „niemal wszystkimi prawami”, to tym samym niejako zawęża pojęcia wolności, podmiotowości i sprawczości do tej jednej kwestii. Chyba już nie liczy na jakiekolwiek inne prawa poza tzw. prawami reprodukcyjnymi, które są de facto prawem do nie-reprodukowania się.
Tak jakby podświadomie pogodziła się z losem prekariuszki i próbowała brak sprawczości na polu zawodowym czy społecznym przenieść na poziom własnego ciała.
Pod koniec historii dochodzi do pewnej rehabilitacji matek jako takich, ale z jakiegoś powodu nie ojców. Dziewczyny uświadomiają sobie, że zachowanie ich rodzicielek było uwarunkowane trudnymi warunkami, w których musiały żyć.
Sam pamiętnik matki stanowi klamrę opowieści – co zaskakujące – o konserwatywnym wydźwięku. Ostatnia scena pokazuje, jak autorka wraca z wielkiego miasta do domu rodzinnego na przedmieściach i zanurza się w lekturze wspomnień swojej matki.
Niestety ostatecznie komiks jest dziełem, które powiela liczne stereotypy i uproszczenia. Konserwatystów i Kościół przedstawia jako jednoznacznie złych, a w kwestii aborcji na życzenie nie ma żadnych wątpliwości etycznych.
Oczekiwałem, że Kasia Babis jako przedstawicielka młodej lewicy wykaże znacznie więcej wrażliwości na kwestię wspólnoty i na potrzebę ograniczenia indywidualizmu dla dobra wspólnego. Myliłem się. Lewicowość Babis jest na wskroś liberalna. W komiksie vlogerki nie odnajdzie się więc ani konserwatywny katolik, ani prospołeczni lewicowcy pokroju Marcina Giełzaka, Jakuba Dymka czy Jana Śpiewaka.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

