Unia Europejska musi stać się imperium? Zaskakujący pomysł prawicy
Eugène Roger "Karol Wielki przechodzący przez Alpy w 773, fragment cesarza i jego orszaku", źródło: Wikimedia Commons
W świecie, gdzie prawica coraz częściej wypisuje się mentalnie z Unii Europejskiej, dobrze wiedzieć, że wciąż istnieją konserwatyści, którym zależy na budowie silnej politycznej wspólnoty chroniącej wartości i interesy narodów Starego Kontynentu. Działają oni w Charlemagne Club, nowej organizacji, która proponuje prawicową wizję przyszłości Europy. Czy to ma sens?
Meloni matką zjednoczonej Europy?
Niedawno premier Włoch Giorgia Meloni opublikowała w internecie nagranie, w którym nawoływała do zacieśnienia integracji w ramach Unii Europejskiej. Jej zdaniem, UE musi zadbać o kluczowe kwestie strategiczne, do realizacji których państwa członkowskie potrzebują połączyć swoje siły.
– Oczywistym jest, że bycie znaczącą platformą handlową i regulacyjną to już za mało. Potrzebujemy autonomii strategicznej, potencjału przemysłowego, suwerenności technologicznej i siły finansowej. Europa musi być gotowa wykorzystać swoją geopolityczną i geoekonomiczną siłę – apelowała.
Czy to możliwe, że dość zaskakująca przemowa Meloni świadczy o rosnącej proeuropejskiej emocji na prawicy, z reguły bardzo nieufnej wobec UE?
W ten sposób myślenia wpisuje się choćby inicjatywa Charlemagne Club, która głosi ambitną ideę przekształcenia Unii Europejskiej z organizacji cierpiącej na deficyt sprawczości w nowoczesne imperium cywilizacyjne, zdolne do wzmocnienia pozycji Europy na niestabilnej arenie międzynarodowej.
Charlemagne Club – prawicowa, proeuropejska alternatywa
The Charlemagne Club (pl. Klub Karola Wielkiego) to organizacja pozarządowa założona w październiku 2025 roku w Brukseli przez grupę młodych prawicowych działaczy. Wywodzą się oni ze wszystkich prawicowych grup politycznych w Parlamencie Europejskim, od umiarkowanej Europejskiej Partii Ludowej aż po bardziej radykalną Europę Suwerennych Narodów.
Co ciekawe, Polska odgrywa kluczową rolę w tym think tanku. Jego przewodniczącym i założycielem jest Dawid Piotrowski, oprócz tego nasza krajowa prawica w postaci Prawa i Sprawiedliwości często stanowi punkt odniesienia w publikowanych przez Klub analizach, o czym niebawem.
Jak tłumaczy Piotrowski, do stworzenia Charlemagne Club zainspirował go polityczny ekosystem Unii Europejskiej, który „jest jałowy, jeśli chodzi o prawicowy proeuropeizm”. Klub stara się wypełnić tę niszę i zgromadzić siły, które łączą postawy patriotyczne i tradycjonalistyczne ze spójną paneuropejską wizją.
Bliska jest mu zatem myśl chadeckich prekursorów UE takich jak Richard von Coudenhove-Kalergi, który postulował stworzenie zjednoczonej Europy jako silnego cywilizacyjnego bloku; wizji tej towarzyszą klasyczne postulaty prawicy jak ograniczenie migracji, promocja wartości rodzinnych, ochrona tożsamości kulturowej czy walka ze skutkami neoliberalnej globalizacji.
Krytyka reakcyjności prawicy
Charlemagne Club stawia sobie za zadanie zmianę dyskursu na prawicy, który zdominowała krytyka status quo. Według think tanku, prawica w większości słusznie wskazuje błędy obecnej UE, lecz nie jest w stanie zaproponować w zamian własnego, pozytywnego programu dla Europy – stała się zatem ruchem wiecznej reakcji na działania liberałów i lewicy.
Ich zdaniem, winne tego stanu rzeczy są takie ruchy jak Brexit czy ugrupowania jak Prawo i Sprawiedliwość, których suwerennościowa i populistyczna krytyka Unii ma prowadzić do pogłębiania problemów zamiast ich rozwiązywania: tu wskazują choćby na rekordowy wzrost migracji (tzw. afera wizowa) czy dramatycznie niski wskaźnik dzietności w Polsce.
„Ci, którzy uparcie uważają Unię Europejską za źródło wszelkiego zła, nie dostrzegają szerszej prawdy: kryzysy Zachodu wykraczają poza zarówno granice państwowe, jak i biurokratyczny zasięg jakiejkolwiek instytucji. Wyjście z UE, NATO, WTO […] nie rozwiązuje problemów leżących u ich podstaw – modernizmu, migracji motywowanej chciwością, wyborczego oportunizmu, patologicznego altruizmu, zglobalizowanej oligarchii oraz kultury nienawiści do samego siebie” – czytamy na stronie internetowej Charlemagne Club.
Prawica, zdaniem think tanku, nie powinna zatem dążyć do demontażu Unii Europejskiej, lecz do jej gruntownej reformy przy jednoczesnym zacieśnieniu integracji. Takich działań wymaga chociażby obecna sytuacja geopolityczna i wielobiegunowy porządek międzynarodowy, w którym dominują imperia-cywilizacje jak USA, Rosja i Chiny.
Jeśli państwa członkowskie UE chcą zachować suwerenność rozumianą jako zdolność decydowania o własnej sile, muszą współpracować i przekształcić Europę w nowoczesne imperium – takie, które posiada wystarczająco liczną populację i silną gospodarkę, która jest w stanie wytworzyć nowoczesną broń, struktury finansowe czy własną sztuczną inteligencję. Aby skutecznie chronić swoje interesy, należy według nich rozwijać wspólne odstraszanie nuklearne i myśleć nad przywróceniem pomysłu Europejskiej Wspólnoty Obronnej.
Nie federacja, a cywilizacja? Konkretne propozycje
Co warte podkreślenia, Charlemagne Club nie proponuje stworzenia jednego państwa federalnego na wzór hipotetycznych Stanów Zjednoczonych Europy, lecz konsolidację UE w tzw. wspólną przestrzeń cywilizacyjną. Oznacza to, że państwa członkowskie zachowałyby swoją niepodległość, lecz stworzyłyby silniejszy wewnątrzeuropejski ład, w którym najważniejsze strategiczne zasoby (półprzewodniki, rezerwy walutowe, arsenał) byłyby wspólnie zarządzane.
Aby uniknąć centralizacji, think tank postuluje wzmacnianie jednej z fundamentalnych zasad porządkujących UE – zasadę pomocniczości, zgodnie z którą wszystko, co może być załatwione na szczeblu krajowym, powinno tam pozostać, podczas gdy kwestie o zasięgu kontynentalnym (obronność, handel) powinny być rozstrzygane przez władze ponadnarodowe.
Klub Karola Wielkiego dochodzi przy tym do wniosku, że takie imperium cywilizacyjne przypominałaby pod względem ustrojowym dawne Święte Cesarstwo Rzymskie, a więc unikalny związek polityczny składający się z de facto niepodległych państw, które razem tworzyły silny megaorganizm spajany przez postać cesarza.
„Święte Cesarstwo Rzymskie jest dobrą inspiracją dla przyszłej Unii Europejskiej. Na jej czele powinien stanąć wybieralny prezydent – osoba posiadająca demokratyczny mandat pochodzący co najmniej od kwalifikowanej większości obywateli, mogąca wejść w rolę dawnego cesarza (który też był wybierany w drodze elekcji) i sprawująca najwyższą władzę w Europie.
Parlament nadal mógłby funkcjonować w obecnej formie, być może z podziałem na izbę niższą i wyższą: Parlament jako izba niższa, a Rada Europejska jako izba wyższa na wzór Senatu. Byłyby to rozwiązania pozwalające uprościć funkcjonowanie Unii Europejskiej i zwiększyć jej responsywność” – postulował prof. David Engels, konserwatywny belgijski eseista, na YouTube’owym kanale Charlemagne Club.
To nie jest nowy pomysł. Tomasz Gabiś był pierwszy
Trzeba przyznać, że tak przedstawiona wizja Imperium Europejskiego w wydaniu prawicowym oddziałuje na polityczną wyobraźnię. Co ciekawe, nie jest to koncepcja zupełnie nowa, wszak na polskim podwórku już od blisko 30 lat rozwija ją Tomasz Gabiś.
Podobnie jak Klub Karola Wielkiego, eseista ten kreśli obraz zjednoczonej Europy, w której państwa zachowują swoją tożsamość i niepodległość, lecz funkcjonują w ramach luźnej struktury politycznej – jak sam twierdzi, nawiązującej do imperium Habsburgów czy wspomnianego Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Umożliwiałaby ona realizację wspólnych interesów i stawiała wewnętrzne wzmacnianie Kontynentu na pierwszym miejscu.
Od słów do czynów. Chadecy i AfD przy jednym stole?
Niewątpliwie największym sukcesem Klubu Karola Wielkiego było zorganizowanie spotkania w Parlamencie Europejskim 12 maja tego roku, kiedy to raz pierwszy przy jednym stole zasiedli przedstawiciele wszystkich czterech prawicowych grup politycznych: Europejskiej Partii Ludowej, Patriotów dla Europy, Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz Europy Suwerennych Narodów. Żeby to lepiej zobrazować: posłom umiarkowanej Partido Popular z Hiszpanii towarzyszyli reprezentanci niemieckiej skrajnej AfD.
Uczestnicy spotkania podkreślili konieczność zniesienia polityki kordonów sanitarnych, dzięki czemu możliwe będzie utworzenie prawicowej większości w Parlamencie Europejskim. Jak zaznaczyli członkowie think tanku, europosłowie osiągnęli daleko idące porozumienie w takich obszarach jak ograniczenie migracji, wzmacnianie konkurencyjności gospodarczej i obrona konserwatywnych wartości.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z inicjatywy Charlemagne Club jest to, że krytyka obecnego kierunku integracji europejskiej nie musi dla prawicy oznaczać odrzucenia samej Unii Europejskiej. Klub pokazuje, że możliwa jest alternatywna, prawicowa wizja jej rozwoju.
Europa potrzebuje cesarza
Powstanie funkcji faktycznego przywódcy Europy, wybieranego w wyborach bezpośrednich, jest szczególnie cennym postulatem Klubu Karola Wielkiego. Po pierwsze, władza wykonawcza zyskałaby wtedy społeczną legitymację, jako że zostałaby wyłoniona decyzją obywateli państw członkowskich, a nie w wyniku zamkniętych negocjacji brukselskich biurokratów.
Co jednak ważniejsze, potencjalny „cesarz” Europy mógłby realnie reprezentować interesy większości mieszkańców Europy zamiast wyłącznie najpotężniejszych graczy. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że Niemcy głosują na kandydata ich wewnątrzunijnych rywali – Francuzów – i vice versa. Taki mechanizm stwarza z kolei szansę dla państw średnich – jak Polska – na mocniejsze zaznaczenie swojej obecności w europejskich gremiach.
Oczywiście, aby wybory jak najlepiej odzwierciedlały wolę obywateli UE, potrzebne byłyby prawne „bezpieczniki” jak wymóg większości kwalifikowanej zamiast bezwzględnej czy określony odsetek głosów, jakie kandydat musi uzyskać w każdym z 27 państw członkowskich.
UE i USA niczym Gondor i Rohan
Na obrazie Klubu Karola Wielkiego pojawia się jednak zauważalna rysa. Jest nią otwarcie deklarowana niechęć do Stanów Zjednoczonych, które zamiast naturalnego sojusznika Imperium Europejskiego ukazane są jako nam przeciwne, posiadające zgoła odmienne interesy wrogie imperium. Takie myślenie jest rzecz jasna spowodowane chimeryczną polityką Donalda Trumpa, za rządów którego USA wycofują się z roli głównego strażnika bezpieczeństwa w Europie.
Pogląd, zgodnie z którym uzyskanie przez Unię większej podmiotowości wobec Stanów musi wiązać się z określeniem naszych transatlantyckich partnerów jako rywali, wydaje się dziś dominować myślenie o integracji europejskiej. Dowodem na to są choćby działania wspomnianej przeze mnie Meloni, która ostatnio zaostrzyła kurs wobec USA, a wcześniej była jedną z najwierniejszych sojuszniczek Trumpa.
Taki punkt widzenia koresponduje z popularną w Europie, tradycyjnie antyamerykańską polityką Francji, co jest o tyle znamienne, że omawiany przeze mnie projekt Imperium Europejskiego miałby zostać objęty patronatem króla Franków Karola Wielkiego. Dotychczasowe imperia rzeczywiście toczyły ze sobą walkę o wpływy, w związku z czym pozostaje pytanie, czy Europa i Ameryka nie są skazane w tej optyce na kurs kolizyjny. Zarówno historia, jak i geopolityka odpowiadają jednak, że niekoniecznie.
Nie można bowiem zapominać, jak ważnym motorem napędowym integracji europejskiej po II wojnie światowej były i wciąż są Stany Zjednoczone. Amerykanom zależało na powstaniu dużego, otwartego i zamożnego rynku, który gwarantowałby stabilną i sprawiedliwą wymianę handlową – stała się nim silna, zjednoczona Europa. Nic się w tej kwestii nie zmieniło, wszak współpraca gospodarcza pozostaje owocna dla obu stron Atlantyku, wbrew fałszywej opinii Trumpa, że Unia Europejska powstała w celu wykorzystywania USA.
Jeśli mielibyśmy szukać idealnego modelu współpracy na linii UE-USA, znaleźlibyśmy go w sojuszu Gondoru i Rohanu z tolkienowskiego Śródziemia. Były to dwa potężne królestwa, które posiadały odmienne interesy i przez większość czasu żyły w odosobnieniu, lecz związane były ze sobą wieczystym przymierzem, na mocy którego połączyły swoje siły w obliczu wspólnego wroga – Mordoru.
Analogicznie, Europa i Stany Zjednoczone, obecnie kroczące w kierunku separacji (jeśli nie rozwodu), powinny odnowić swój sojusz i wykorzystać swój połączony potencjał polityczno-gospodarczy-wojskowy do zneutralizowania zagrożenia ze Wschodu. Oczywiście będzie to możliwe wtedy, jeśli wyimaginowane Imperium Europejskie podjęłoby odważną decyzję i stało się w swoich założeniach imperium nie tylko antyrosyjskim, lecz także antychińskim.
***
Czy Giorgia Meloni, Charlemagne Club i inni konserwatywni orędownicy integracji europejskiej są dowodem na obranie prounijnego kursu przez prawicę? Raczej nie, obecnie w debacie publicznej po prawej stronie słychać przede wszystkim głosy domagające się przywracania suwerennym państwom ich kompetencji zamiast wzmacniania władzy ponadnarodowych instytucji unijnych.
Nie zmienia to jednak faktu, że Unia Europejska pod postacią nowoczesnego imperium cywilizacyjnego pozostaje niezwykle ciekawą koncepcją, która przełamuje swoisty marazm wyobraźni politycznej konserwatystów na Starym Kontynencie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
