Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Woke-encyklika Leona XIV? Papież ze swoim orędziem chciał dotrzeć do wszystkich mieszkańców świata

Woke-encyklika Leona XIV? Papież ze swoim orędziem chciał dotrzeć do wszystkich mieszkańców świata Papież Leon XIV. Źródło: commons.wikimedia.org

Szeroki oddźwięk, jaki wywołała encyklika „Magnifica humanitas”, również w środowiskach dalekich od Kościoła katolickiego, pokazuje, że nauczanie papieskie stanowi dziś ważny punkt odniesienia nie tylko dla katolików. Wydaje się, że Leonowi XIV w tym dokumencie bardziej niż na głoszeniu nauczania swoim współwyznawcom zależało na dotarciu z orędziem katolickiej nauki społecznej do wszystkich mieszkańców świata.

Magnifica humanitas sprowokowała bardzo wiele reakcji, od entuzjazmu po głosy rozczarowania. Co ciekawe, ten pierwszy dało się zauważyć nie tylko wśród katolików. W mediach społecznościowych pojawiły się hasła takie jak np. „ultralewicowe czytanie encykliki”, ilustrowane obrazkiem z biskupem trzymającym pastorał zakończony sierpem i młotem.

Podobne zjawisko mogliśmy zaobserwować w krajach anglojęzycznych. Jak podało Associated Press, w dniach po ogłoszeniu encykliki filmiki z komentarzami typu: „Kocham mojego woke [sic!] papieża (a nawet nie jestem katolikiem)” – ang. „Love my woke pope (I’m not even Catholic)” – zdobywały milionowe wyświetlenia. Takie reakcje miały być szczególnie charakterystyczne dla młodszego pokolenia.

Można to zjawisko potraktować tylko jako przelotną modę, która wkrótce przeminie, lub jak kolejny trend wypromowany przez żerujące na emocjach algorytmy. Myślę jednak, że ten fenomen nie jest przypadkiem.

Ludzie, o różnych poglądach, potrzebują dziś autorytetów, które wypowiedzą się na temat wyzwań współczesnego świata, a w szczególności rozgrywającej się na naszych oczach rewolucji związanej z AI. Leon XIV, jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie przywódców religijnych, taki autorytet posiada, i to nie tylko w oczach katolików. Dodatkowo wzmocnił swoją pozycję, pokazując w ostatnich miesiącach, że nie boi się gniewu możnych tego świata.

Mimo wszystko samo zainteresowanie to za mało. Słowa papieża mogły zostać zrozumiane powierzchownie, o czym zdaje się świadczyć łączenie go z takimi obcymi nauczaniu Kościoła hasłami jak woke czy symbolami typu sierp i młot.

A jednak, gdy spoglądam na problem od wewnątrz, od strony tekstu Magnifica humanitas, to wydaje mi się, że tak szeroki oddźwięk był celowo wywołanym efektem.

Najbardziej rzuca się w oczy to, że stosunkowo mało jest w encyklice nawiązań do Pisma Świętego czy Ojców Kościoła, a za to wiele pojęć czy całych fraz typowych dla różnych niechrześcijańskich dyskursów. Sama tytułowa humanitas może być przetłumaczona na język polski jako „człowieczeństwo”, ale też alternatywnie jako „ludzkość”. Jest to pojęcie charakterystyczne m.in. dla francuskiego oświecenia.

Z drugiej strony Leon XIV wiele uwagi poświęca nauczaniu społecznemu papieży z ostatnich 150 lat. Mimo iż obiecał mówić o sztucznej inteligencji, to cały długi drugi rozdział przeznacza na omówienie punkt po punkcie katolickiej nauki społecznej oraz wymienienie wkładu w nią kolejnych biskupów Rzymu, począwszy od Leona XIII.

Jak wyjaśnić ten paradoks? Myślę, że najnowszej encykliki nie można rozumieć po prostu jako zwykłego aktu wewnątrzkościelnego nauczania papieża. Jest ona w pierwszej kolejności skierowana do ludzi całego świata – wszystkich, którzy stają wobec wyzwań tworzonych przez niepohamowany rozwój AI.

W tym kontekście chciałbym przypomnieć, że encykliki były początkowo czymś w rodzaju listu okólnego adresowanego przez papieża do biskupów świata. Tak było z encykliką Ubi primum Benedykta XIV (wydaną w 1740 r.), która jest uznawana za pierwszą encyklikę w historii. Dopiero z biegiem czasu dokumenty te zaczęły być kierowane do szerszego grona chrześcijan, a wreszcie również do wszystkich ludzi dobrej woli.

Korzystając z tego zwyczaju poszerzania grupy odbiorców, Leon XIV przekazał nam encyklikę, która może stanowić podstawę do dyskusji i poszukiwania rozwiązań wyzwań związanych z nowymi technologiami w bardzo szerokich gronach, bynajmniej nie tylko katolickich. W końcu w erze Internetu, który pozwala w ciągu zaledwie sekund przesyłać informacje z jednego krańca globu na drugi, wszyscy zamieszkujemy jedną światową wioskę.

Czy raczej miasto, używając metafory zaproponowanej w Magnifica humanitas. Może ono zostać przeniknięte duchem orędzia chrześcijańskiego, całym skarbem mądrości Kościoła. Ale może też być wznoszone bez niego.

Gdy spojrzy się z tej perspektywy na najnowszą encyklikę, to głębszego sensu nabiera poruszanie tak wielu zagadnień (od wpływu AI na edukację szkolną, przez higienę cyfrową, rynki pracy po nowoczesną wojnę), a jednocześnie unikanie w tych dziedzinach jednoznacznych rozstrzygnięć. Papież często tylko wskazuje ogólne zasady czy kierunki działania.

Do tego robi to zrozumiałym dla współczesności (lub niedawnej przeszłości) językiem, mówiąc np. o prawach człowieka, o sprawiedliwości czy o stosunkach międzynarodowych. Następnie wzywa specjalistów, decydentów czy zwykłych ludzi do wypracowania szczegółowych rozwiązań. Chce zainicjować dyskusję, która – inspirując się chrześcijańskim nauczaniem – wykroczy poza granice samego Kościoła.

Zaznacza też, że technologia sztucznej inteligencji obecnie bardzo szybko się rozwija i w pełni nie rozumieją jej nawet sami twórcy. Nie oznacza to, że na temat AI nie należy się wypowiadać, ale że należy zachować w tej materii pewną ostrożność. Leon XIV postanawia skupić się na typowo społecznych zastosowania nowych technologii, jako na sprawie najpilniejszej, bo dotyczącej codziennego życia miliardów ludzi.

Dlatego myślę, że najważniejszym rozdziałem Magnifica humanitas jest ten na pierwszy rzut oka wtórny i nieodkrywczy rozdział drugi. To on ma dostarczyć czytelnikowi kryteriów, dzięki którym nie będzie bezbronny w zetknięciu z wyzwaniami, które niesie gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, przynoszący – zdawałoby się – rzeczy nowe, a jednak na głębszym poziomie podobne do wyzwań, z którymi mierzyliśmy się już w przeszłości (chociażby w dobie XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej).

Wśród zasad wymienionych przez Leona XIV są m.in. troska o dobro wspólne, a nie tylko o partykularny interes wielkich korporacji; traktowanie AI i wielkich zbiorów danych jako czegoś zbliżonego do wody czy powietrza, a więc mającego w jakiś sposób służyć wszystkim (zasada powszechnego przeznaczenia dóbr); a także zasady pomocniczości, solidarności i sprawiedliwości społecznej.

Papież szeroko pisze również o godności każdego człowieka i o rozwoju, który musi być integralny, czyli „przyczyniać się do rozwoju każdego człowieka i całego człowieka” (jak to wyraził Paweł VI).

Zwraca uwagę na bardzo wiele szczegółowych problemów, często wiążąc je z konkretnymi zaleceniami katolickiej nauki społecznej, tym samym ukierunkowując ich potencjalne rozwiązania. Pisze o niesprawiedliwym rozdzielaniu owoców pracy; o traktowaniu pracowników w kategoriach kosztu, którego można się pozbyć wraz ze wzrostem efektywności firmy; o obciążeniu, jakie dla środowiska naturalnego wywołuje rozwój infrastruktury obsługującej AI czy o wykorzystywaniu niemal niewolniczej pracy ludzi z globalnego Południa do obsługiwania danych szkolących wielkie modele językowe.

Co ważne, te wszystkie reguły i konkretne obserwacje mogą być zaakceptowane przez kogoś posiadającego wrażliwość inną niż chrześcijańska.

Gdyż Leon XIV chce, aby nowy kształt tych wszystkich obszarów naszego życia, które zmieniają się pod wpływem AI, był formowany z uwzględnieniem uniwersalnych zasad zawartych w katolickiej nauce społecznej. Z pożytkiem zarówno dla wierzących, jak i niewierzących.

Pojawia się tu jednak pewne znaczące ryzyko. Choć papież wprost występuje jako widzialna głowa Kościoła na ziemi, to jednak w praktyce korzysta ze swoistego moralnego, wręcz świeckiego autorytetu, jaki wypracowali sobie w ostatnich dekadach biskupi Rzymu, uważnie słuchani nie tylko przez katolików. Nie jest on tożsamy z pochodzącym od Boga autorytetem następcy świętego Piotra.

W rezultacie podstawowe przesłanie encykliki – wezwanie do zastosowania zasad katolickiej nauki społecznej do wyzwań związanych z AI – łatwo może się rozmyć w potoku mile brzmiących słów. Lub zostać ograniczone tylko do pewnego stanowiska filozoficznego, pozbawionego jakiegoś głębszego fundamentu.

Na szczęście w Magnifica humanitas pojawiają się – od czasu do czasu, ale w miarę regularnie – odwołania nie tylko do współczesnych dokumentów, ale i do konkretnych fragmentów Pisma Świętego. Przypominają one, że katolicka nauka społeczna to nie zbiór arbitralnych zasad, ale próba zastosowania do szerszej rzeczywistości społecznej przesłania, które zostawił nam Jezus – m.in. w kazaniu na górze czy swoim własnym przykładem życia.

Za tym przesłaniem stoi też cała pogłębiona antropologia – wizja tego, kim jest człowiek. A jest on istotą stworzoną do miłości i daru z siebie. Jest również obrazem samego Boga, przeznaczonym do wspólnoty z nim.

Tego typu refleksje pojawiają się głównie w zakończeniu, które skupia się na tajemnicy Wcielenia. Tym samym pokazuje, że nauczanie Kościoła, również to opisane we wcześniejszych rozdziałach, jest oparte na głębokim fundamencie. Godność człowieka ma swoje najmocniejsze uzasadnienie w tym, że Bóg chciał się stać człowiekiem. Można więc powiedzieć, że tak właściwie dopiero w zakończeniu zostaje ukazany właściwy teologiczny fundament całej encykliki.

Ostatecznie dotyczy ona jednak kwestii typowo społecznych, a głębsze przesłanie ewangelii jest w niej czymś w rodzaju tła wskazującego, że oprócz wszystkich pilnych problemów obecnej doby istnieje coś więcej. Zawiedzeni mogą być ci, którzy liczyli na podjęcie z chrześcijańskiej perspektywy problematyki samej AI jako takiej, a nie jej oddziaływań społeczno-gospodarczych. Ledwo zarysowany wątek trans- i posthumanizmu (nurtów myślenia popularnych w środowisku twórców sztucznej inteligencji), które prawdopodobnie będą musiały zostać omówione szerzej gdzie indziej.

Czy encyklika w takiej formie spełni swoje zadanie? Liczne reakcje ze strony ludzi często niezwiązanych z chrześcijaństwem pokazują, że papieżowi udało się dotrzeć z przesłaniem katolickiej nauki społecznej do szerokiego grona odbiorców.

Już samo to jest ważnym osiągnięciem. Jaka będzie dalsza recepcja Magnifica humanitas, pokaże przyszłość. Mam nadzieję, że nie tylko zmobilizuje do dalszej dyskusji o AI w obrębie środowisk związanych z Kościołem, ale również zainspiruje wiele rozwiązań problemów związanych ze sztuczną inteligencją, które będą mogły być wprowadzone w życie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.