Diabeł w pudełku. Czy technologia jest narzędziem szatana? A może darem Pana Boga?
Smutny Uzurpator poległy przed wiekami nie omieszka skorzystać ze sposobności, żeby wgramolić się do każdego pudełka i zwierciadełka wykonanego przez nieuważnego inżyniera. Nawet jeśli nikt go nie zapraszał i tak przyjdzie, nie ma co się łudzić. Ale czy to oznacza, że nie możemy nic z tym zrobić?
Diabeł gra estradowe tango
Nie ma na co czekać, zacznijmy od tytułowej historii, bo możliwe, że w przeciwnym razie nikt nie dotrwa do konkluzji. Gdy byłem mały, babcia opowiedziała mi historię ze swojej młodości. Połowa lat 50., Warszawa.
Dwie nastolatki słuchają radia, a w odbiorniku gra orkiestra. Tymczasem siedząca z nimi w pokoju babcia koleżanki babci bała się podejść do stojącego radia, bo przerażona tym czego doświadcza uznała, że w tym pudełku musi kryć się jakaś nieczysta siła.
Wydźwięk historii miał być jednoznaczny: ta komiczna babcia koleżanki babci nie rozumiała rzeczy tak oczywistej jak to, że z pudełka o wymiarach, jak można szacować, 60 × 35 × 30 cm może wydobywać się dźwięk estradowego tanga, wykonywanego przez wieloosobową orkiestrę.
Starsza kobieta w komiczny, jak miała to pokazać historia, sposób nie rozumiała, jak orkiestra złożona z wielu osób mogła zmieścić się w pudełku. W pudełku był więc DIABEŁ.
To puenta historii, po której powinien wystąpić śmiech, albo przynajmniej lekkie rozbawienie. Bynajmniej nie szydercze, bo nie chodzi tu o wykpienie wiary tej Bogu ducha winnej kobiety, ale o pokazanie, że w XX wieku mogli żyć ludzie o tak niedorzecznych poglądach.
Jest rok 2026, a ja przypominając sobie tę historię wcale się nie śmieję. Powiem więcej. W ciągu ostatniego roku opowiedziałem ją kilku osobom i zauważyłem zdumiewającą rzecz: śmiali się tylko ludzi starsi. Młodym nie było wcale do śmiechu. Czy to coś oznacza?
Dziś postaram się przeprowadzić apologię zachowania tej kobieciny. Porwę się z motyką na słońce i ustawię na przegranej pozycji, aby pokazać coś, co mogłoby się przyśnić tylko ludziom bardzo prostym. Albo filozofom.
Zdziwienie światem
Zacznijmy od zdziwienia, albo nawet więcej, od przerażenia. W starożytności już wiedziano, że to doskonały punkt wyjścia do badania świata. A więc powiem tak: jestem zdziwiony, a nawet przerażony, że prawie nikt nie jest na poważnie przerażony otaczającym nas światem.
Zanim przejdziemy dalej. Proponuję, żebyś drogi czytelniku wstał i wziął wdech, a potem usiadł. Dobrze (pewnie i tak tego nie zrobiłeś), teraz posłuchaj: zapomnij o wszystkim co wydaje ci się oczywiste. Tylko na chwilę rzecz jasna.
Nie masz telefonu, komputera, samochodu, radia, zegarka, płyt cd (tego możesz rzeczywiście już nie mieć) i wszystkiego co cię otacza, a zostało wynalezione w ciągu ostatnich 200 lat. Jedyne co widzisz, widzisz swoimi oczami, jedyne co słyszysz, słyszysz uszami, twój głos ma zasięg siły twoich trzewi.
Możesz przemieścić się o tyle, ile dadzą radę twoje nogi. Jeśli dochodzi do ciebie dźwięk muzyki, to znaczy, że gdzieś ktoś wykonuje ją na żywo na instrumentach. Jeśli widzisz obraz, to znaczy, że przed nim stoisz. Jeśli widzisz piękny krajobraz, to znaczy, że znajdujesz się właśnie przed nim.
Dziwne, co nie? Jeśli tak myślisz, to nieźle jesteś „oddzielony” (ważne słowo dla kontekstu artykułu – zapamiętaj). Dziwne to jest, że może być to dla kogoś dziwne. Fakt, że możesz widzieć coś, czego obok ciebie nie ma, słuchać muzyki, której nikt w tym momencie nie wykonuje, czy przyglądać się widokowi gór i morza ze swojego pokoju znajdującego się w wielopiętrowym mieszkaniu w stłoczonej metropolii.
To przecież czary, to przecież magia! I ta starsza pani z historii mojej babci doskonale to rozumiała.
Piłsudski przed dziwaczną tubą
Co do technologii, sądzę, że należy mieć w ogólności dość wyważone i racjonalne stanowisko na jej temat. Dobrym przykładem może być tu J.R.R. Tolkien, który ponoć nie przekraczał progu pubu, w którym było włączone radio, a gdy miał pierwszy raz nagrywać swój głos, odprawił nad magnetofonem egzorcyzm.
Ojciec nowoczesnego światotwórstwa wiedział, że tam, gdzie gra radio, nie śpiewa już człowiek, a tam, gdzie głos może oderwać się od mówiącego i zacząć żyć własnym życiem, dzieją się naprawdę wielkie czary.
Szczególnie trafnie zjawisko to ujął jeden z największych polskich poetów Józef Piłsudski (typ poezji wykonywanej przez tego wieszcza należy do dość specyficznych i wyjątkowo romantycznych okazów, bowiem jej materią nie były słowa, lecz czyn!) w zdumiewająco aktualnej wypowiedzi, którą skierował do ludzi wszystkich wieków poprzez gramofonową tubę. Posłuchajmy go więc:
„Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą i myślę, że głos mój ma się oddzielić ode mnie i pójść gdzieś w świat beze mnie, jego właściciela. Zabawne pomysły mają ludzie! Doprawdy, trudno się nie śmiać z tej dziwnej sytuacji, w której nagle głos pana Piłsudskiego się znajdzie. Wyobrażam sobie tę zabawną chwilę, gdy jakiś ananas korbą nakręci, śrubkę naciśnie i jakaś trąba, zamiast mnie, gadać zacznie.
Ciekawe! […] Pusty śmiech mnie bierze, że ten biedny mój głos, ode mnie oddzielony, przestał nagle być moją własnością i należy już, nie wiem do kogo, nie wiem do czego: do trąby czy do jakiegoś akcyjnego towarzystwa. […] A gdy wam teraz do śmiechu już usta się układają, śmiejcie się do woli, gdy ja z tej trąby was żegnam pustym, dziecinnym, żołnierskim śmiechem i słowem: do widzenia!”
Sadzę, że śmiech można tu rozumieć jako czystszą i bardziej niewinną formę zdziwienia. To za jego pomocą Marszałek obłaskawił i zniweczył potężne siły, które skrywają się w narzędziu dla nas tak niepozornym. A jednak. Do kogo dziś należy głos pana Piłsudskiego? Mogę powiedzieć jedynie to co on, z pewnością oddzielił się od niego już na zawsze.
W momencie, gdy to piszę, chłód przebiegł mi po kręgosłupie, bo, od czasów rozbawionego i zatroskanego Marszałka, wiele rzeczy już się oddzieliło. Albo zostało oddzielonych. Wielu ludziom wcale nie jest do śmiechu, gdy z samego rano, w środku dnia czy późną nocą kompulsywnie ocierają palcem dłoni ekran swojego zwierciadełka. To zwierciadełko się śmieje, a oni milczą zaczarowani.
Myślę tu także o ludziach dość konkretnie oddzielonych od doświadczeń swoich zmysłów, od swoich talentów, od swoich marzeń, od swoich rodziców, od swoich dzieci, od swoich planów na życie, od swoich wspomnień, od swojego zdania, od ptaków, od gór, od morza, od tęsknoty, od miłości, od deszczu i od Pana Boga.
Około dwudziestu lat temu do użytku wchodziło określenie „surfować” po internecie. Ile w tym pięknego optymizmu! Ten obraz językowy ustawiał rzeczywistość, tak aby pokazać, kto nad kim ma panować.
Internauta utrzymuje się na fali, opanowuje ją i nie daje jej się złamać, przepływa brawurowo w zamykającym się nad nim tunelu ciekawostek i błyskotliwych spostrzeżeń forumowiczów fandomu.
Dziś nikt nie porównałby korzystania, a może używania internetu do surfingu, ono bardziej przypomina ponury upadek kowadła na dno Tartaru, które spadając 9 dni i 9 nocy nabiera tylko prędkości pogrążając się w coraz mroczniejszą nicość.
Technologia to magia?
„Właściwie wysoko rozwinięta technologia jest trudno odróżnialna od magii” – napisał kiedyś Arthur Clark. Tak! Trafił pan w sedno, panie kolego!
Ja jednakże poszedłbym nawet krok dalej – między technologią a magią nie ma w ogóle różnicy, jeśli analizujemy sposób ich odbioru przez standardowych użytkowników. Magia to moc, której początek, koniec, wysokość i głębokość nie są uchwytne dla oka, ucha czy dotyku.
Magia się dzieje i jest bardziej sprawcza od jej obserwatora. Czasem potrafi wymknąć się spod kontroli i niejako się „rozlać”, powodując niemało kłopotów. Mag może jedynie z niej korzystać, okresowo panować nad nią, ale nie może jej posiąść. Magowie to serwisanci i akwizytorzy magii!
O dziwo jednak magia wcale nie przynależny do porządku „nadprzyrodzonego”. Jest do bólu naturalna, tak jak driady, fauny, centaury czy elfy, a więc istoty, których istnienie i nadzieje związane są z doczesnym światem.
To chyba najlepsza wiadomość dla wszystkich, którzy już się jej boją albo śmieją się na jej widok. Jeśli granice czaru nie wykraczają poza horyzont doczesności, to znaczy, że możemy mieć nad nim przewagę.
Świat zaczarowany nie jest wcale problemem, albo chociaż nie musi nim być. Katolicyzm przełomu XX i XXI wieku obsesyjnie zwalczał wszystko co „magiczne” i „czarodziejskie”, sądzę jednak, że na tej taktyce ciąży wielkie zagrożenie skierowane przeciwko naturalnym odruchom, które ten sam katolicyzm fundowały.
Zamiast obłaskawiać istoty zamieszkujące lasy wyobraźni poprzez przydrożną kapliczkę oddaną Królowej Nieba i Ziemi, wielu doszukuje się w takiej hiperdulii przejawu bałwochwalstwa.
Ale czy pomyśleliście drodzy moi, że jeśli przestaniemy nakłaniać łąki i strumyki, aby oddawały pokłon Pani Świata i aby wysławiały jej cześć, to pójdą one pod niewolę złowieszczego i krwawego kultu Matki Ziemi? Że jeśli przestaniecie zrywać wianki i ozdabiać nimi przydrożne Figury, to prędzej czy później wyrwane wylądują na ofiarnym ołtarzu Dziewanny?
Nie czarujmy się, świata nie trzeba jakoś specjalnie czarować, to dzieje się niemal samoczynnie. Świat ludzi zamieszkany przez mityczne stwory, bohaterów i siły niezbadane to nie postulat rewizjonistów sekularnej racjonalności, ale fakt antropologiczny.
Problem nie w tym, aby świat zaczarować czy go odczarować, ale żeby sprowadzić wszystkie fantastyczne istoty do jedynego prawowitego Królestwa, w którym „jest mieszkań wiele”, także dla nich.
Tak samo technologia – magia metropolii zasilana przez niewidzialną energię płynącą niedostrzegalnymi szlakami powietrznymi. Uzdatniająca i odnawiająca wciąż zwierciadła i zwierciadełka.
Jej moc, rozumiana przez nielicznych, nie daje się okiełznać już przez nikogo. Jej kapłani, jej prorocy, jej królowie nawet boją się jej. Świat naturalny jest krainą bardzo niebezpieczną, ale nie złą, a przynajmniej nie sam z siebie.
Eteroplan Niepokalanej
Ale my mamy przecież zaklęcie! Mamy klucz otwierający wrota! Wiemy, jak złamać potężne czary! To pokazał przecież największy Czarodziej XX wieku, ojciec Maksymilian Maria Kolbe!
Już jako młody chłopak, opracowując swój „eteroplan”, chciał wzbić się wzwyż, aby podbić inne planety dla Niepokalanej. Mając 15 lat opracował projekt „aparatu zapisującego mowę i głosy natury”, a więc narzędzia o potencjale nad wyraz magicznym. Fakt, że Radio Niepokalanów puściło w eter pierwszą audycję 8 grudnia, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, też nie pozostaje bez znaczenia.
Ojciec Kolbe wyznacza tu dość jasny program. Możecie okiełznać świat i jego żywioły, możecie zdominować wszelką domenę. Możecie zakładać miasta, wydawnictwa i przedsiębiorstwa, nie mając na to środków i możliwości. Możecie utrwalać głos i obraz w subtelnej materii cyfrowej, podbijać gwiazdy i wyznaczać szlaki podniebne.
Możecie ocalić zlęknione mitologiczne istoty, które, niczym dzikie zwierzęta, ukryte w cieniach ludzkiej wyobraźni potrafią kąsać i atakować tych, którzy w nieodpowiedni sposób do nich podchodzą. Możecie złamać nieczystą magię Czarnoksiężników i rozbić ich zwierciadełka. Możecie stąpać po wężach i pić truciznę.
Byle tylko pod sztandarem Niepokalanej. A może nawet tak pokraczny byt jak Wspólnota Europejska znalazłby swój użytek i miejsce, gdyby jego godło z gwiazd dwunastu nie było tylko fasadą?
***
Zacząłem od diabła w pudełku, dobrze byłoby jakoś to wszystko ze sobą powiązać, aby się nie rozleciało. Myślę, że Smutny Uzurpator poległy przed wiekami nie omieszka skorzystać ze sposobności, żeby wgramolić się do każdego pudełka i zwierciadełka wykonanego przez nieuważnego inżyniera. Nawet jeśli nikt go tam nie zapraszał, to i tak przyjdzie, nie ma co się łudzić.
Tutaj ta starsza pani z początku tekstu miała słuszność, ale czy możemy się na to zgodzić, że skoro coś do pudełka wlazło, albo planuje się tam zainstalować, to tak ma być? Myślę, że najlepszą strategią będzie tu atak spod znaku ojca Kolbego i prosta konstatacja: jeśli zwierciadełko nie będzie odbijać światła ze Zwierciadła Sprawiedliwości, to prędzej czy później zobaczycie w nim kopyta i rogi.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
