Paweł Musiałek: Pomysł Czarnka nie pomoże nam w rozmowach z Ukrainą
– W relacjach z Ukrainą powinniśmy używać takich argumentów i takich środków nacisku, które nie będą bezpośrednio osłabiały ukraińskiej armii. Jednocześnie Kijów musi zrozumieć, że jeżeli nie będzie respektował polskiego punktu widzenia, to my nie będziemy zawsze działać tak, jak by on chciał – mówił prezes Klubu Jagiellońskiego Paweł Musiałek w rozmowie z Marcinem Fijołkiem w Poranku Siódma9.
Co z dalszym wsparciem Ukrainy?
Podczas wtorkowej audycji Poranku Siódma9 dyskutowano o polityce, jaką Polska powinna prowadzić wobec Ukrainy w dobie sporów historycznych. Punktem wyjścia były słowa kandydata PiS-u na premiera Przemysława Czarnka, który stwierdził, że „trzeba zmusić Unię Europejską do zaprzestania na ten moment finansowania zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich”.
Zdaniem Pawła Musiałka, jest to pomysł „absolutnie fatalny”, ponieważ bez wsparcia UE Kijów nie jest w stanie dzisiaj efektywnie prowadzić dalszej walki na froncie. Propozycja Czarnka narusza zatem podstawową zasadę w obecnych stosunkach polsko-ukraińskich, jaką jest osłabianie rosyjskiej armii poprzez wzmacnianie armii ukraińskiej.
– Mówiąc krótko: w naszych relacjach dwustronnych, które stały się problematyczne, powinniśmy używać takich argumentów i takich środków nacisku, które nie będą bezpośrednio osłabiały ukraińskiej armii. Byłoby to absolutnie przeciwskuteczne z punktu widzenia naszego interesu. Im słabsza armia rosyjska, tym lepiej, bo to daje szanse na rozstrzygnięcie wojny po naszej myśli – tłumaczył prezes Klubu Jagiellońskiego.
Jak stwierdził Musiałek, rozwiązaniem tej trudnej z dyplomatycznego punktu widzenia sytuacji mogłoby być podzielenie polskiego zaangażowania na Ukrainę na dwie „szuflady”. W pierwszej znalazłoby się wsparcie dotyczące aspektów stricte wojennych, czyli zarówno działania wzmacniające armię ukraińską, jak i instrumenty uderzające w Rosję, np. sankcje. W drugiej zaś zawierałyby się pozostałe narzędzia, które można wykorzystywać w stosunkach z Ukrainą, w oderwaniu od wojny.
– Moja krytyka pomysłu Czarnka nie opiera się na założeniu, że w ogóle nie wolno stosować wobec strony ukraińskiej jakichkolwiek ostrych środków. To nie jest moje stanowisko. Strona ukraińska musi zrozumieć, a my musimy jej pokazać, że jeżeli nie będzie respektowany polski punkt widzenia, to naturalne jest, że my nie będziemy zawsze działać tak, jakby ona chciała – wyjaśniał.
Problem polityki historycznej
Nawiązując do wypowiedzi Czarnka prowadzący audycję Marcin Fijołek zasugerował, że były minister edukacji przedstawił tę radykalną propozycję z założeniem, iż w odpowiedzi na skandaliczną decyzję Wołodymyra Zełeńskiego trzeba uruchomić kolejną dźwignię nacisku, gdyż Ukraińcy „nie zrozumieli” do tej pory odebrania orderu ani groźby weta na akcesję Kijowa do UE. Zdaniem prezesa KJ, takie zagrania są jednak kontrskuteczne.
– Musimy mieć na uwadze, że stronę ukraińską będzie bardzo trudno skłonić do tego, żeby zmieniła swoją politykę historyczną. Po pierwsze, zakres naszego oddziaływania jest tutaj bardzo ograniczony i nawet unijne środki niekoniecznie musiałyby spowodować, żeby Ukraina ustąpiła. Po drugie, znacznie by to osłabiło nasz wizerunek w Unii Europejskiej.
Proszę pamiętać, że Unia była wielokrotnie krytykowana przez Polskę (także polską prawicę) za prowadzenie polityki wschodniej w duchu Russia first i brak pomocy dla krajów ościennych, które bały się zakusów imperialnej Rosji.
Dopiero w ostatnich latach zauważyliśmy zwrot UE na właściwe tory. Teraz byłoby więc czymś absolutnie fatalnym, gdyby z Polski został wysłany sygnał, że my nagle kwestionujemy politykę, którą przez wiele lat prowadziliśmy. To my byliśmy przecież na froncie unijnej debaty o wsparciu dla Ukrainy – przypominał Musiałek.
Prezes KJ zastanawiał się, czy zamiast tego nie umieścić kwestii dotyczących polityki historycznej w negocjacjach akcesyjnych Kijowa do Unii. Wyraził jednocześnie wątpliwości, czy to byłoby efektywne rozwiązanie z racji tego, że na Ukrainie pojawia się silny nastrój dumy narodowej, a zdecydowana większość społeczeństwa stanęła w sporze z Polską po stronie prezydenta Zełeńskiego, co wzmocniło jego legitymację.
– Niestety obawiam się, że o ile w przypadku kwestii transportowych czy rolniczych twarda transakcyjna polityka może dać skutek, tak nawet najtwardsza polityka wymuszająca na stronie ukraińskiej jakąkolwiek korektę polityki historycznej będzie przeciwskuteczna. W czasie wojny Ukraińcy szukają takich bohaterów, którzy będą im pasować i niestety takich, a nie innych dzisiaj sobie wybierają. To jest oczywiście dla nas kurs bardzo smutny i bolesny.
Możemy protestować, bo cóż innego nam pozostało. To, co przede wszystkim powinniśmy robić, to działać dalej w Polsce, czyli upamiętniać ofiary rzezi wołyńskiej, ale też upamiętniać tych Ukraińców, którzy pomagali. Pamiętajmy, że UPA zabijało nie tylko Polaków, lecz także tych Ukraińców, którzy szukali porozumienia, a ich nie było wcale tak mało – nawoływał Musiałek.
Droga bez powrotu?
W ramach ostatniego wątku dyskusji Fijołek przywołał słowa charge d’affaires na Ukrainie płk. Piotra Łukasiewicza, który podczas rocznicy „Krwawej niedzieli” podkreślał, że nie chce uprawiać symetryzmu, lecz musi również wspomnieć o tych Polakach, którzy zawinili wobec Ukrainy.
Na pytanie, czy tak powinno wyglądać przemówienie polskiego dyplomaty w takich okolicznościach prezes KJ odpowiedział, że było ono samo w sobie akceptowalne, lecz biorąc pod uwagę obecnie panujące nastroje, dobór słów powinien być inny.
– Myślę, że byłaby inna okazja, by przypomnieć, że oczywiście nie wszystko w naszej przedwojennej polityce wobec Ukrainy było w porządku i na pewno mogła być jednym z powodów uzasadnionej niechęci Ukraińców.
Natomiast nie było to żadne usprawiedliwienie dla rzezi wołyńskiej, bo mieliśmy tam do czynienia z nadmiarową reakcją, która – podkreślmy – nie była efektem spontanicznej polityki z czasów pewnej demoralizacji wojennej, tylko wpisywała się w nurt myślenia ukraińskich nacjonalistów walczących o państwowość – komentował gość Poranku Siódma9.
Według Musiałka zarówno konfrontacyjna polityka Zełeńskiego, jak i rywalizacja polskiej prawicy na zaostrzanie kursu wobec Ukrainy tworzą obecnie bardzo pesymistyczną sytuację. Jego zdaniem, w najbliższym czasie nie ma co liczyć na poprawę wzajemnych stosunków.
– Wcale nie jest powiedziane, że najgorsze za nami, ponieważ obie strony są nastawione na konflikt i obie zyskują na arenie wewnętrznej. Jednocześnie długofalowo tracą na tym nasze strategiczne relacje i za mało jest osób, których głos byłby na tyle słyszalny, żeby tę sytuację odwrócić – podsumował prezes KJ.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
