Jerzy Giedroyć przedwojenny. Mocarstwowe idee, rozumny radykalizm, geopolityczny realizm
Jerzy Giedroyć nie był ani kapłanem liberalnej lewicy w kwestiach światopoglądowych, ani tym bardziej naiwnym idealistą w spojrzeniu na relacje międzynarodowe. Wprost przeciwnie. Tworzone przez późniejszego twórcę „Kultury” przedwojenne redakcje to najciekawsze intelektualnie środowisko ideowej prawicy w II RP. Z kolei całość jego dorobku stanowi najlepszy fundament dla myślenia o wyzwaniach polityki zagranicznej w kategoriach racji stanu, interesu narodowego i realizmu geopolitycznego. Warto odkryć to dziedzictwo na nowo jako źródło inspiracji dla tych współczesnych konserwatystów, chadeków, republikanów i narodowców, którzy zamiast zaangażowania w plemienną, międzypartyjną nawalankę, wybierają organiczną pracę dla Rzeczpospolitej.
Imperium Polskie może powstać w tym punkcie geograficznym,
w którym nas Opatrzność postawiła, tylko pod warunkiem nadania
mu absolutnie odmiennego charakteru od dwu sąsiadujących z nami imperiów.
Tak jak przed setkami lat zaczniemy rosnąć w siłę i znaczenie, kiedy wrócimy
do czystej krynicy naszej kultury narodowej; kultury wnoszącej do atmosfery przepojonej
pruską butą i rosyjskim barbarzyństwem świeży powiew wielkiego posłannictwa dziejowego; posłannictwa polegającego na ułożeniu współżycia ludów Europy środkowo-wschodniej
na podstawach chrześcijańskiej kultury narodowej.
Zespół „Polityki”, 1938 rok
Współczesna lewica Giedroycia by scancelowała
W lipcu tego roku mija 120 lat od narodzin Jerzego Giedroycia. Niewiele jest postaci w najnowszej polityczno-społecznej historii Polski jednocześnie tak fascynujących, zasłużonych i… zakłamanych. Giedroycia mitologizują, często na podobnie brzmiącą nutę, zarówno jego fałszywi spadkobiercy, jak i samozwańczy przeciwnicy.
Pierwsi sprowadzają go w znacznym stopniu do roli rzekomego protoplasty i patrona lewicowo-liberalnego salonu intelektualnego, który przez pierwsze dekady III RP miał sprawować rząd duszy. Drudzy – postrzegają go jako naiwnego idealistę pozbawionego zdolności myślenia w kategoriach interesu narodowego.
Obie te fałszywe opowieści najłatwiej obalić, zerkając na przedwojenne dziedzictwo późniejszego twórcy „Kultury”. Popełniając popularny błąd prezentyzmu, czyli opisywania zjawisk z przeszłości językiem i kategoriami współcześnie dominującymi, przedwojennego Giedroycia – zgodnie ze standardami dzisiejszych postępowców – należałoby „scancelować” jako prawicowego radykała.
Powodów do obalania własnych pomników twórca „Buntu Młodych” i „Polityki” dał aż nadto. Karykaturalnym wręcz przykładem jest redakcyjna odezwa z lutego 1939 roku, gdy na pierwszej stronie dwutygodnika szokowano hasłem „Żądamy polskiego hitleryzmu!”.
Tekst co prawda wprost odcinał się od totalitarnego charakteru III Rzeszy – na sprzeciwie wobec ustrojowego i etycznego zepsucia obu wielkich sąsiadów budowano zresztą ideową tożsamość środowiska – ale za inspirującą uważał politykę gospodarczą nazistowskich Niemiec.
Polska idea imperialna – zapomniany program polskiego konserwatyzmu
Dużo poważniejszym źródłem dla odrzucenia dorobku i legendy Redaktora przez główny nurt lewicowo-liberalny byłby stustronicowy manifest programowy opublikowany przez środowisko „Polityki” w roku 193.
Już sam tytuł brzmi z dzisiejszej perspektywy bardzo groźnie: Polska idea imperialna. Ciarki niepokoju przejść mogą każdego, kto zerknie do spisu treści i wzdrygnie się na myśl o tym, co znajdzie choćby w podrozdziale Problem żydowski.
Waga tego dokumentu była ponadstandardowa. To nie przypadkowy tekst z dwutygodnika, który czujne oko kierownika redakcji mogło przeoczyć albo uznać za akceptowalną prowokację odbiegającą od głównej linii. To osobno wydana, rozbudowana broszura programowa, zwieńczenie wieloetapowej, seminaryjnej pracy całego zespołu redakcyjnego.
Wyjaśnieniem opatrzył ją zresztą wprost sam Giedroyć, unikający wszak w całej swojej karierze podpisywania się w druku imieniem i nazwiskiem. „Jest ona wynikiem szeregu zebrań dyskusyjnych urządzonych przez współpracowników oraz sympatyków czasopisma «Polityka». Celem zredagowania opinij przeważających na tych spotkaniach powołano specjalny komitet (…) odpowiedzialny równocześnie za ostateczną redakcję całości.
Komitetowi, zwłaszcza zaś ostatecznemu redaktorowi broszury [Kazimierzowi Studentowiczowi – przyp. PTr] pozostawiono znaczną swobodę w ujmowaniu opinij wyrażonych na wspomnianych zebraniach, dbając jedynie o to, ażeby ogólny kierunek myśli oddawał wiernie nurtujące na nich nastroje”.
Przystanek w drodze do polityki?
Choć w osadzającym wystąpienie programowym w szerszym kontekście rozdziale Krystalizacja opinii publicznej w Polsce autorzy odżegnywali się od partyjnego charakteru publikacji, to jednocześnie nie są tajemnicą polityczne aspiracje tego środowiska.
Ich realizację ambicji uniemożliwił wybuch wojny, ale wciąż łatwo snuć alternatywną historię Polski, w której kluczowi przedstawiciele środowiska „przedwojennych Giedroyciowców” sukcesywnie przenikaliby do struktur władzy ustawodawczej i wykonawczej, by próbować korygować pełzający sanacyjny autorytaryzm w duchu swoich wartości.
Choć brak nam w tej kwestii precyzyjnej wiedzy, to trudno nie zakładać, że w awangardzie tych bardziej politycznych ciągot był właśnie sam Giedroyć. Wszak jego polityczne zaangażowanie było w tym środowisku bodaj najbardziej zaawansowane. Równolegle do pracy redakcyjnej i ideowej zawodowo pełnił funkcje w kolejnych sanacyjnych rządach, zwykle jako zaufany sekretarz czy doradca kilku ministrów w kilku różnych resortach.
Z uwagi na własne polityczne ambicje, intuicje, ale i uwikłania Giedroyć już przed wojną prezentował wyższy od kolegów poziom – wybór adekwatnego słowa pozostawiam Czytelnikom – realizmu czy koniunkturalizmu. Brał na siebie potyczki z nierzadko ingerującą cenzurą, ale też próbował momentami łagodzić najostrzejsze wystąpienia redakcyjnych kolegów względem władzy.
Taka była choćby geneza efemerycznego czasopisma „Problemy”, które Piotr Dunin-Borkowski, bracia Pruszyńscy i bracia Bocheńscy założyli na fali swojej ostrej krytyki stworzenia obozu w Berezie Kartuskiej.
Wreszcie Giedroyć stał też za swoistym „fundraisingiem” na rzecz swojego środowiska. Robił to bez względu na to, czy obejmował on pozyskiwanie środków na wydawanie pism od środowisk ziemiańskich, czy ubieganie się mniej lub bardziej oficjalne państwowe subwencje dla swych wydawnictw.
Miało to być swego czasu źródłem konfliktu między nim a czołowym publicystą środowiska, Adolfem Bocheńskim. Giedroyć miał zdobyć publiczne dofinansowanie dla klasycznej dziś książki Między Niemcami a Rosją, Bocheński zaś – widzieć miał w tym ryzyko utraty wiarygodności i niezależności własnej pozycji.
Arystotelejska polityka jako zainteresowanie i metoda
Nieprzypadkowo, nim przeszedłem do streszczenia głównych pozycji ideowych autorów Polskiej idei imperialnej, wspomniałem o napięciach politycznych, w jakich funkcjonowało środowisko. Powyższe tyczą się głównie chęci mówienia własnym głosem w coraz mocniej autorytarnej Polsce sanacyjnej. Celem było budowanie pozycji, która umożliwia zarówno otwarte zabieranie stanowiska, jak i zachowanie nadziei na jego wysłuchanie przed decydentów lub szeroką opinię publiczną.
Nie jest to romantyczna historia nieugiętego „dawania świadectwo”, ale trudne i jakże prawdziwe i balansu między „Polską naszych pragnień” a „Polską naszych możliwości”, jak nazwie to dekady później już w komunistycznej Polsce dość podobne i odwołujące się nieraz wprost do dziedzictwa „Buntu Młodych” i „Polityki” inne inspirujące środowisko ideowej prawicy – Ruch Młodej Polski.
Poszukiwanie zdrowego balansu, ważenie argumentów i wartości, nieustające i każdorazowo odrębne dla każdej z komentowanych dziedzin poszukiwanie złotego środka – to chyba najlepsze streszczenie politycznej, ideowej i programowej metody pracy środowiska przedwojennych „Giedroyciowców”.
Trudno znaleźć inny polityczny dokument, który tak po aptekarsku próbuje ważyć sprzeczna racje, wartości i wyzwania, który tak dużą uwagę przykłada do poszukiwania optymalnej pozycji między skrajnościami, jak właśnie Polska idea imperialna. W tym kontekście „Polityka” to nie tylko ujęta w tytule czasopisma deklaracja zainteresowań redakcji, ale i swoiste odwołanie do z ducha arystotelejskiej metody jej definiowania i praktykowania.
W poszukiwaniu złotego środka
Poszukiwanie złotego środka w niemal każdym obszarze rzeczywistości lektura Polskiej idei imperialnej zdradza od pierwszych stron. Pierwszym obszarem poszukiwania tej zdrowej równowagi jest napięcie między silnym państwem a realną gwarancją praw obywatelskich.
„Równolegle z utworzeniem silnej hierarchii rządowej muszą istnieć dostateczne gwarancje chroniące wolności jednostki przed niczym nieuzasadnionymi ograniczeniami ze strony tego rządu” – czytamy już na drugiej stronie manifestu.
W Polsce coraz bardziej autorytarnej z jednej, a pozbawionej już realnego autorytetu Marszałka z drugiej strony, te słowa nie brzmiały wcale niewinnie, ale jako dość wyrazista polemika z praktyką sukcesorów Józefa Piłsudskiego.
Pogodzenie ideałów siły i wolności jest punktem wyjścia do rozważań nad idealnym ustrojem, w ramach którego sformułowano między innymi niezwykle postępowy jak na owe czasy postulat powołania sądu odpowiedzialnego za badanie zgodności ustaw z konstytucją.
W dziedzinie wartości autorzy apelowali o znalezienie balansu pomiędzy siłą państwa a pełnym realizowaniem wszelkich wskazań etyki katolickiej – tak w wymiarze osobistym, jak i w polityce wewnętrznej i międzynarodowej.
„Tylko w umiejętnym pogodzeniu ideałów katolickiej kultury narodowej z potęgą ramienia potrafimy stworzyć niezwyciężony wał, w oparciu o który mniejsze względnie młodsze narody tej części świata, w której żyjemy, znajdą warunku bezpiecznego bytowania” – pisali.
Odnośnie do polityki zagranicznej być może program Polskiej idei imperialnej jest najlepiej znany. Zakładał w krótkiej perspektywie za priorytet niedopuszczanie do porozumienia między nazistowskimi Niemcami i Sowietami. W długiej zaś – wspieranie procesów narodowotwórczych i separatystycznych na Wschodzie. Jednocześnie wiele uwagi poświęcono w dotyczącym jej rozdziale konieczności wyrwania polityki zagranicznej, podobnie jak armii, poza kaprysy zmiennej opinii publicznej.
Argumentacja na rzecz każdego z tych elementów jest konsekwentnie taka sama: potrzeba kalkulacji interesu i realizacji racji stanu opartej o trwałe wartości, przy jednoczesnym odrzuceniu sentymentalizmów i emocji. To dokładnie przeciwieństwo tego, co dzisiejsi prawicowi krytycy wyśmiewają jako rzekomo romantyczne dziedzictwo Giedroycia.
Podobnie w polityce mniejszościowej – dotyczącej Ukraińców, Żydów i innych mniejszości – ważono argumenty moralne z kategorią interesu narodowego i obowiązkiem zapewnienia skutecznego funkcjonowania państwa.
W dziedzinie gospodarczej Polska idea imperialna stała z kolei na gruncie społecznej gospodarki rynkowej. Dużo poważniej niż w jej dzisiejszym „realnym” wydaniu redakcja akcentowała dwie kluczowe kategorie katolickiej nauki społecznej: ideę powszechnego przeznaczenia dóbr i preferencyjnej opcji na rzecz ubogich.
Odnośnie do pierwszej z idei czytamy, że „poddanie się rygorom systemu kapitalisytycznego ma sens, jak długo przedsiębiorca zużywa rosnącego w jego rękach zysku nie na cele luksusowej konsumpcji, lecz na wciąż nowe inwestycje produkujące artykuły pierwszej potrzeby dla szerokich mas ludności i zapewniające tym masom odpowiednie źródło zatrudnienia. Tą drogą dokonuje przedsiębiorca ponownej, społecznie sprawiedliwej repartycji nierównomiernie narastających zysków”.
Dalej zaś czytamy: „Stoimy na gruncie własności prywatnej, własność tę uważamy jednak za depozyt społeczny złożony w ręcę właścicieli po to, żeby dawał większe owoce, i to nie dla nich samych wyłącznie, lecz przede wszystkim dla całego społeczeństwa”.
Odnośnie zaś do preferencyjnej opcji na rzecz ubogich czytamy: „Ważniejszym jest (…), ażeby zaczęli jeść przymierający głodem bezrobotni, niż żeby wzrastała stopa życiowa choćby nawet skromnie uposażonych jednostek. (…) Podnoszenie się stopy życiowej zatrudnionej części społeczeństwa jest uzasadnione dopiero, gdy zniknie zjawisko bezrobocia”.
Takiego patrona potrzebują propaństwowi symetryści
Lektura Polskiej idei imperialnej niemal 90 lat po jej wydaniu ciągle inspiruje. Przypomina, że twórcy „Buntu młodych” i „Polityki” to wciąż odpowiedni patroni polityki ambitnej, ideowej i uczciwej.
Na szczególne docenienie zasługuje jednak to, że poszukując politycznych metod ze wszech miar umiarkowanych, rozumnych i bliskich optimum arystotelesowskiego „złotego środka”, autorzy nie wyrzekali się jednocześnie dobrze rozumianego, bo rozumnego, radykalizmu.
Wiele z ich opinii mogło tak wówczas, jak i może dziś, szokować czy wręcz bulwersować intelektualną odwagą. Płynięcie pod prąd popularnych tendencji i prostych recept to postawa, której polska polityka wydaje się dziś potrzebować co najmniej tak samo, jak u schyłku II RP.
Mamy nadzieję, że inicjowany niniejszym cykl publikacji przypominających program Polskiej idei imperialnej i aktualizujących dziedzictwo przedwojennych „Giedroyciowców” będzie zaczynem do intelektualnego ożywienia także dzisiejszych sporów o kształt Rzeczypospolitej.
Publikacja jest częścią projektu „Mocarstwo idei – Jerzy Giedroyc przedwojenny” dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra. Wielkie Rocznice – edycja 2026”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

