Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Rzeź wołyńska jest mordem założycielskim Ukrainy? Analiza ukraińskiej tożsamości

Rzeź wołyńska jest mordem założycielskim Ukrainy? Analiza ukraińskiej tożsamości Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Kult UPA nie jest marginalnym elementem tożsamości ukraińskiej. Stanowi jej główny nurt i źródło, z którego tworzący się naród ukraiński nieustannie czerpie swoje siły. Jak Kijów godzi kult zbrodniarzy z chrześcijańską, greckokatolicką tożsamością? Czy rzeź wołyńska jest zbrodnią założycielską tego narodu? Co my, Polacy, powinniśmy robić wobec faktu, że na Ukrainie czci się tych, którzy mordowali masowo kobiety i dzieci? O tym wszystkim Cezary Boryszewski rozmawia z prof. Michałem Łuczewskim, socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

 W 2014 roku w tekście Nasza krew, krew Republiki pisał pan: „Majdan pokazał, czym jest skarb, który my dawno straciliśmy: wolność do całkowitej przemiany tej ziemi. Ukraińcy pokazywali nam, że przeszłość (niekończące się dekady sowieckiego i postsowieckiego panowania) można odmienić, i że można rozpocząć wszystko od nowa”. Czy w kontekście tego, co dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich oraz popularnych w polskiej opinii publicznej tez, że mimo wszystko Ukraina jest państwem strukturalnie i mentalnie postsowieckim, podtrzymuje Pan Profesor te słowa? W jakim momencie konstytuowania się jako naród jest dzisiaj Ukraina?

Ukraińcy jako naród poruszają się po spirali. Powracają nieustannie do momentu założycielskiego, żeby „rozpocząć wszystko od nowa”, ale za każdym razem dzieje się to w nieco inny sposób. Wracają dokładnie do miejsca, od którego zaczynali, ale na wyższym poziomie spirali, z którego można spojrzeć w dół i zobaczyć miejsce, z którego wyszli. Te momenty mają coraz bardziej radykalny charakter i następują coraz szybciej po sobie, a z każdym z nich Ukraińcy stają się coraz bardziej niepodlegli.

Pierwszy moment – jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości Ukrainy – to rok 1988, tysiąclecie chrztu Rusi, które razem z grekokatolickim duchowieństwem przygotował papież Jan Paweł II. To był pierwszy, niezależny od władz sowieckich masowy ruch społeczny. Na kolejne przebudzenie z ruskiego miru Ukraińcy czekali kilkanaście lat. To był rok 2001 i pielgrzymka Jana Pawła II na Ukrainę. Papież sprawuje wówczas we Lwowie największą liturgię grekokatolicką w dziejach.

Chwilę potem, po sfałszowanych przez Janukowycza wyborach, w 2004 roku wybucha Euromajdan. W kolejnych dekadach Ukraina musiała wciąż na nowo powracać do tego samego momentu założycielskiego: rok 2014 kolejny Majdan: Rewolucja godności, i rok 2022 powszechna mobilizacja przeciwko rosyjskiej agresji.

Coraz bardziej dramatyczne powtarzanie momentu założycielskiego świadczy paradoksalnie o tym, że Ukraina cały czas podlega ciążeniu „dekad sowieckiego i postsowieckiego panowania”, czego pisząc cytowany przez Pana tekst jeszcze nie rozumiałem. To ciążenie przychodzi z zewnątrz w postaci przemocy Moskwy i z wewnątrz – w postaci skorumpowanych struktur ukraińskiego państwa, w których, żeby przetrwać, potrzebujesz „dojść” i „układów”, kogoś, kto da ci ochronę – „kryszę”. Żeby urodził się nowy człowiek, człowiek wolności, człowiek republiki, musi umrzeć człowiek postsowiecki. Ale on cały czas nie chce umrzeć.

Dla Pana spośród momentów założycielskich najważniejszy był Euromajdan, Pomarańczowa Rewolucja.

Miałem wtedy poczucie, że my, Polacy, obserwujemy coś wyjątkowego, wybuch nowej Solidarności, o której w Polsce już dawno zapomnieliśmy. Moja żona, Paulina, czytając niekończące się wiadomości z Ukrainy na naszym stypendium w wiedeńskim Instytucie Nauk o Człowieku, powiedziała mi: „Michał, skoro my mamy pierwszy raz w życiu dobrze, to jedź tam i wesprzyj ich”. Do Kijowa jechałem z Austrii; z Polski jechał Piotr, który dziś inwestuje w londyńskim City, a Łukasz – obecny dyrektor Centrum Mieroszewskiego – z Rosji.

To był dla mnie moment jak z Grottgera: Moja żona w ciąży z naszą pierwszą córką błogosławiła mnie na drogę, bo z trzema kumplami jechaliśmy w nieznane, „za wolność naszą i waszą”. Timothy Snyder i Marci Shore, którzy w tym samym czasie byli we Wiedniu, obiecali opiekować się Pauliną podczas mojej nieobecności. Wszyscy byliśmy wtedy – jak powiedział Tim tym swoim perfekcyjnym polskim – „tacy młodziusieńcy”. I trochę nieodpowiedzialni, bo Łukaszowi nie pozwolono wyjechać z Rosji, a my z Piotrem dotarliśmy z dużymi kłopotami  wreszcie do Kijowa.

I tam mogliśmy obserwować naród w momencie jego powstania. Ukraińcy podkreślali, że po raz pierwszy są jednością, że po raz pierwszy są naprawdę razem. Zachód Ukrainy tę jedność odczuł dzięki Janowi Pawłowi II, a teraz cała Ukraina miała się zjednoczyć przeciwko Janukowyczowi, wybierając Europę. „Nasz kraj to wolność” – słyszałem. Wszyscy śpiewaliśmy: Razom nas bahato, nas ne podolaty. Był to moment republikański, jak z Hanny Arendt. Rewolucja dawała nadzieję na powstanie nowego porządku świata.

Ale jednak stary, sowiecki człowiek trwał.

Sam nie chciałem wtedy dostrzec elementu ciągłości. Na Majdanie panowała wtedy prohibicja, jak w Gdańsku w roku ’80, a ja nie zwracałem uwagi na pijanych mężczyzn, bo to nie pasowało do mojej romantycznej wizji. A przede wszystkim wypierałem korupcję. Gdy jechaliśmy na Ukrainę, byliśmy polskimi bohaterami. Kiedy Ukraińcy dowiadywali się, że jedziemy wesprzeć Majdan, rzucali się nam w ramiona. Wszędzie przyjmowano nas za darmo. Nie płaciliśmy za jedzenie. Nie płaciliśmy nawet za pociąg. Nie musieliśmy niczego planować.

Miałem tylko jeden numer telefonu w Kijowie do nieznanej mi kobiety, która od razu przyjęła nas do siebie. Jako pamiątkę naszego pobytu dała mi tom wierszy Tarasa Szewczenki, „Kobziarz”. W każdej chwili protestujący mogli zostać zaatakowani przez siły wierne Janukowyczowi, słyszeliśmy jakieś plotki o jadących do Kijowa czołgach, a nasza gospodyni chciała, żebyśmy czytali wiersze, które uczyniły z języka ukraińskiego język literacki.

Kiedy jednak przyszło nam wracać do Polski, konduktor wymusił na nas dość dużą łapówkę. Ale nie wypadało o tym pisać. Z perspektywy to, co pominąłem – codzienna korupcja – wydaje mi się dużo ważniejsza niż wszystkie wzniosłe słowa i czyny.

Wydaje mi się jednak, że to nie kwestia korupcji budziła w Panu największy dysonans.

To, co budziło nasze największe zaskoczenie i niepokój to fakt, że ci ludzie, którzy rzucali się nam na szyje, często mieli ze sobą flagi UPA. Ja jakoś nie chciałem tego dostrzegać. Zbywałem to paradoksami: banderowcy, najwięksi nacjonaliści są zarazem największymi euroentuzjastami, spadkobiercy ludobójczej, antypolskiej ideologii są zarazem najbardziej propolscy. Ale Piotr mówił, że się ich po prostu bał.

Teraz myślę, że właśnie dlatego Ukraińcy są tak bardzo proeuropejscy i (jeszcze?) propolscy, bo najpierw byli banderowcami i antypolskimi nacjonalistami. Jeśli dokonasz ludobójstwa i oszyścisz swój teren, łatwiej ci kochać potomków tych, których wymordowałeś.

Mi było łatwo tego nie dostrzegać, bo projektowałem na Ukrainę nasze wyobrażenia historyczne i polityczne tak, jakby Ukraina była drugą Polską: Tysiącleciu chrztu Rusi odpowiadało wcześniejsze tysiąclecie chrztu Polski; pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II na Ukrainę w 2001 roku – pierwsza pielgrzymka Jana Pawła do Polski w 1979 roku; Pomarańczowej rewolucji – Solidarność, a Rewolucji godności – upadek komunizmu.

Różnica polegała na tym, że o ile Rosja pozwoliła na niepodległość Polski, o tyle Rewolucja godności doprowadziła do agresji Rosji na Ukrainę i wreszcie – pełnoskalowej wojny z 2022 roku. W Polsce zakończyło się „tylko” na stanie wojennym, a na Ukrainie – stan wojny utrzymuje się przez ponad dekadę. Jeśli tak patrzysz na Ukrainę, tzn. jeśli widzisz w niej drugą Polskę, korupcja i mroczna narracja nacjonalistyczna nie pasują do tego obrazu.

My, pokolenie postsolidarnościowe, gdy byliśmy na Ukrainie w 2004 i 2014 roku, chcieliśmy przeżyć jeszcze raz karnawał „Solidarności”. Nie mogliśmy więc widzieć cienia Ukrainy. Patrzyłem na Ukraińców tak, jak ja sam chciałem być widziany: Byli dla mnie powstańcami z obrazów Grottgera, którzy zostawiają żonę w domu i idą w bój. Mamy bardzo dużą trudność w zobaczeniu Ukrainy taką, jaka ona jest, w całym jej skomplikowaniu, gdyż myślimy z wnętrza naszych narodowych systemów wyobrażeń i metafor. Nie potrafimy ich przekroczyć.

Na tej samej zasadzie liberalni intelektualiści, tacy jak Tim czy Marci, widzieli na Majdanie wyraz progresywnych, prozachodnich, proeuropejskich dążeń Ukraińców, widzieli tęczową, uśmiechniętą Ukrainę (tzn. widzieli samych siebie), a nie słyszeli, że tłum z tym samym uśmiechem wyzywał Kuczmę [prezydent Ukrainy w latach 1994-2005 – red.] i Janukowycza od gejów. Wszyscy nam powtarzali, że Janukowycz wziął sobie na sztandary kolor niebieski (ros. gołuboj), bo był homoseksualistą (gołuboj), „przecwelonym” w więzieniu. Ale takich rzeczy nie można było pisać, ba – nie należało ich widzieć, bo nie pasowało to do naszych wyobrażeń o Ukrainie.

Skupmy się na nacjonalizmie ukraińskim. Czy jest to element konstytutywny dla tożsamości ukraińskiej?

Czasami mówi się, że tożsamość ukraińska to palimpsest, na którym historia nadpisuje kolejne warstwy, wymazując warstwy wcześniejsze. W takiej opowieści pierwszą warstwą jest Ruś Kijowska, następnie kozaczyzna ze zwieńczeniem w Powstaniu Chmielnickiego, następnie bunty chłopskie, hajdamacy, koliszczyzna pod przywództwem Gonty i Żeleźniaka, potem wreszcie – nowoczesny ruch narodowy rozpoczynający się od Tarasa Szewczenki.

Uważam, że tego typu opowieść to „tradycja wynaleziona”, bo to nie ukraiński naród stworzył nowoczesnych ukraińskich nacjonalistów, to raczej ukraińscy nacjonaliści stworzyli mit tysiącletniego, jednego, moralnego narodu ukraińskiego. Łącząc fragmenty historii związane z daną ziemią w jedną całość, tworzyli ciągłość, której w rzeczywistości nie było. Tymczasem jako „proto-Ukraińca” można by przedstawić tyleż Chmielnickiego, co kniazia Jaremę.

W takich mitotwórczych procesach nie ma jednak nic dziwnego. To dlatego, żeby wyjaśnić powstanie ukraińskiego narodu nie należy rozpoczynać od 988 roku i potem opisywać kolejne stulecia, należy rozpocząć od nowoczesnego nacjonalizmu Tarasa Szewczenki i rekonstruować mity, które czyniły przeszłość tych ziem – przeszłością Ukrainy.

Bo ideologie narodowe kolonizują, „nacjonalizują” zarówno dane terytorium, jak i czas. Weźmy fragment Hajdamaków. To wczesny utwór, w którym Szewczenko jeszcze prosi o wybaczenie czytelników, że w opisie przeszłości korzysta z języka ukraińskiego, który wciąż może uchodzić za „prostacki”. W epilogu tego dzieła czytamy:

A tymczasem ja z moją gromadą,
Z Kozakami serdecznymi
Co prędzej się zwinę
I spać pójdę — i polecę

Na tę Ukrainę,

Gdzie chodzili Hajdamacy
Z świętemi nożami, —
Na te szlaki, com wymierzył
Drobnemi nogami.

Święte noże – brzmi trochę jak opowieść o kapłanach pragnących znaleźć ofiarę i złożyć ją bóstwu jako żertwę.

Tak. Ale proszę zwrócić uwagę. Mamy tutaj sformułowanie: z „Kozakami serdecznymi”. Szewczenko snuje przed nami niemal sielankową opowieść. Jednocześnie mamy tutaj „święte noże”. To się odnosi przecież do masakr dokonywanych przez ukraińską czerń podczas koliszczyzny w 1768 roku z kulminacją podczas rzezi humańskiej.

Podczas tego kozacko-chłopskiego powstania według szacunków mogło zginąć 100-200 tys. ludzi – Żydów, polskiej szlachty, duchowieństwa, a także kobiet i dzieci. I Szewczenko nazywa te noże, którymi dokonywano mordów, „świętymi”. Tak wprost pisze o tych wydarzeniach, wymieniając nazwisko głównego prowodyra tych pogromów, w dalszej części Hajdamaków:

Pohulali Hajdamacy,
Dobrze pohulali:
Blisko roku krwią szlachecką
Hojnie napawali
Ukrainę i zamilkli —

Noże poszczerbili.

Niema Gonty! Niema nad nim
Krzyża ni mogiły.
Wiatry bujne gdzieś rozwiały
Prochy hajdamacze,

Nikt się nawet nie pomodli
I nikt nie zapłacze.

To jest wiersz największego poety ukraińskiego. Wieszcza, ojca narodu. I znów ukraińska sielskość łączy się z „krwią szlachecką” i „poszczerbionymi nożami”. Poeta nie współczuje jednak bestialsko mordowanym, lecz Goncie. Nie martwi się, że nikt nie zapłacze i nikt nie pomodli się za jego ofiary, ale tym, że on sam nie ma mogiły.

Wydaje mi się, że Szewczenko definiuje tutaj gramatykę moralną ukraińskiego narodu. Kiedy Ukraińcy myślą dziś o Wołyniu nie płaczą nad polskimi i żydowskimi ofiarami, ale nad sprawcami z UPA, którzy potem ginęli w sowieckich katowniach. Już w dojrzałej formie ten sam kod został zapisany przez Szewczenkę w jego najbardziej znanym wierszu, podstawie ukraińskiej tożsamości narodowej, Testament:

Kiedy umrę, na wysokiej

Schowajcie mogile

Mnie, wśród stepu szerokiego

W Ukrainie miłej.

Ten fragment kojarzy się nam z pieśnią Hej sokoły, chyba nawet jest to wprost parafraza Szewczenki.

Tak. Znów – na pozór sielanka. Jednak idźmy dalej:

Niechaj słyszę, jak Dniepr huczy,
Wre i pianą ciska!
A gdy spłynie z Ukrainy
Ku morzu krew wroga, —
Wszystko rzucę i polecę
Do samego Boga
Na modlitwy. A póki co —
Nie uznaję Boga!
Pochowajcie i wstawajcie,
Pozrywajcie pęta,
Niechaj wrażą krwią skropiona
Wstanie wolność święta!

I naraz sielanka, szeroki step, wolność przeplata się z mrokiem, krwią, mordami. Nie chcieliśmy widzieć tego elementu tożsamości ukraińskiej. Tymczasem to już tam jest od samego początku, od założenia ukraińskiego świata. Ta „wraża krew” to krew Lacha, Żyda, Niemca, Rosjanina, pana.

A skąd brała się mitologia buntów chłopskich?

Szewczenko w ten sposób tłumaczył konflikt klasowy na konflikt narodowy. Polskojęzycznym chłopom, którzy zabijali polską szlachtę w trakcie rabacji galicyjskiej, bardzo trudno było przetłumaczyć język konfliktu klasowego na język narodowy. Pan mówił tym samym językiem, wyznawał tę samą religię.

Inaczej było na Ukrainie. Chłopi byli grekokatolikami bądź prawosławnymi, panowie – katolikami. Fundamentalnie różniła ich sprawowana liturgia. Chłopi mówili w języku rusińskim, panowie – w polskim. W związku z tym konflikt klasowy mógł zostać bardzo sprawnie przedstawione jako konflikt między Ukraińcami a Polakami. Szewczenko mógł następnie ten konflikt klasowy rzutować w przeszłość.

Kult hajdamaków rżnących Polaków i Żydów obecny na Ukrainie to coś takiego, jakbyśmy w Polsce zaczęli czcić przywódców rabacji galicyjskiej. Owszem, jest to obecne wśród niektórych co bardziej progresywnych polskich inteligentów, zwolenników tzw. ludowej historii Polski, którzy nie pamiętają, że właśnie tacy demokratyczni, liberalni panowie byli pierwszym obiektem ataku Szeli. Należy też przypomnieć, że komuniści na Ukrainie wzbudzali swoimi propagandowymi filmami o buntach chłopskich nienawiść do polskich panów. To skądinąd jedna z przyczyn rzezi wołyńskiej, na którą zwraca Grzegorz Motyka.

Bardzo wybiórcza jest to mitologia.

Ale tak działa logika mitologii narodowych. Taki sam proces opisywałem na przykładzie polskiego nacjonalizmu w Odwiecznym narodzie. Pokazałem tam, że najprawdopodobniej pierwszym polskojęzycznym chłopem ze Żmiącej pod Limanową, który uzyskał polską tożsamość narodową, był ks. Jan Chełmecki. W latach czterdziestych XIX wieku poszedł do seminarium w Tarnowie i dowiedział się tam, że jest Polakiem.

Kiedy wrócił z tą nowiną do swojej wsi w 1846 roku, został wydany austriackim żandarmom przez swych ziomków. Mogło mu to skądinąd ocalić życie. Z Ukrainą musiało być podobnie – ktoś poszedł do seminarium grekokatolickiego i tam dowiedział się, że jest Ukraińcem. Do tej pory był „tutejszym”, nagle stał się członkiem narodu. Nieprzypadkowo grekokatolickich duchownych określa się jako „ojców narodu”.

Gdy słyszę te wiersze Szewczenki, gdy patrzę na historię powstań kozackich, pogromów chłopskich, w końcu rzezi wołyńskiej, to wygląda to tak, jakby początki Ukrainy były skąpane we krwi. Nowoczesny europejski umysł może pomyśleć, że to kraj u swych podstaw wyjątkowo barbarzyński, nie pasujący do cywilizowanej Europy. Największy narodowy wieszcz tego kraju wychwala chłopskie pogromy, dziś czci się ludobójców na Wołyniu.

Kult UPA jest przedstawiany przez ukraińskich historyków poniekąd jako kolejny chłopski ruch oddolny. Ruch na rzecz wyzwolenia się z jarzma panów i wybicia się na niepodległość. UPA więc wpisywałaby się w ten romantyzm ukraińskich „świętych nożowników” opisywany przez Szewczenkę.

Jednak pana pytanie dotyka czegoś, o czym my, nowocześni Europejczycy, zapomnieliśmy, bo przeżyliśmy to już dawno temu. U początku każdego narodu stoi mord założycielski. Nowoczesne republiki europejskie narodziły się w ramach chrztu krwi. Pisałem o tym w tekście Nasza krew, krew republiki.

Hannah Arendt pisze we wstępie do książki O rewolucji: „Żaden początek nie może się wydarzyć bez użycia przemocy”; „wszelkie braterstwo, do jakiego zdolni są ludzie, wyrasta z bratobójstwa”; „każda stworzona przez ludzi organizacja polityczna ma swe źródło w zbrodni”. Liberalne państwa – Francja, Anglia, Hiszpania – dumne z tego, że wyznają prawa człowieka i obywatela, oparte są na wcześniejszych czystkach, często o charakterze ludobójczym. Liberté, égalité, fraternité zrodziły się z królobójstwa, rewolucyjnego terroru i rzezi Wandei. Francja żyje, bo unicestwiła swych wrogów.

Polska również u źródeł państwowości ma bratobójcze walki. Nie ma już tutaj Prusów, nie ma Wenedów. Co się stało ze Pomorzanami, Słowińcami? Tych wszystkich plemion nie ma. Jarosław Marek Rymkiewicz zwracał uwagę, że legenda założycielska Polski to opowieść o królu Popielu i jego stryjach – jest to przecież historia mordu politycznego.

Nasz nowoczesny racjonalny umysł – poza umysłem Jarosława Marka Rymkiewicza – tego nie rozumie. Być może Rymkiewicz był największym współczesnym realistą w kwestii natury polityki. Rymkiewicz pokazuje, ze to nie polityka, ale poprzedzające ją morderstwo czyni nas ludźmi. Polityka nigdy nie zmaże kainowego znamienia na naszych czołach, może je co najwyżej ukryć.

By stworzyć państwo, republikę trzeba najpierw dokonać procesu homogenizacji ludności. To zaś zawsze dokonuje się przez bratobójcze walki. Wszystkie narody noszą kainowe znamię. To, co zrobili Ukraińcy na Wołyniu, pozbywając się stamtąd Polaków, Żydów, ale też Czechów, umożliwiło im stworzenie swojego państwa. Ukraina skompresowała w bardzo krótkim okresie to, co na Zachodzie było rozłożone na setki lat.

Czyli, przechodząc już do kwestii mordu wołyńskiego, była to kwestia stworzenia sobie przez ten naród czegoś rodzaju Lebensraumby użyć tego jednoznacznie kojarzącego się sformułowania?

To ciekawe skojarzenie. W kontekście rzezi wołyńskiej Ukraińcy zapominają, że główną ofiarą UPA poza Polakami i Żydami byli sami Ukraińcy. Szacunki podają od kilku do nawet kilkunastu tysięcy ukraińskich ofiar działalności OUN i UPA.

Sakralizowanie przez współczesnych Ukraińców UPA oznacza, że nie tylko sakralizują przemoc wobec Polaków, Żydów, Rosjan, ale też wobec samych siebie. UPA chciała zlikwidować wszystkich tych, którzy chcieli tworzyć inną wizję Ukrainy, nieopartej na ludobójstwie i mordowaniu kobiet i dzieci.

A przecież początkowo tożsamość narodową tworzyło XIX-wieczne Bractwo Cyryla i Metodego, do którego zresztą „krwawy” poeta Szewczenko należał. Pantelejmon Kulisz czy Mykoła Kostomarow postulowali coś w rodzaju konfederacji wolnych słowiańskich narodów. Czy ten element jest w ogóle jeszcze obecny w ukraińskiej mitologii narodowej?

Opisywaliśmy teologię polityczną Bractwa Cyryla i Metodego w jednym z ostatnich numerów magazynu „44/Czterdzieści i Cztery”. To jedna z możliwych narracji ukraińskich, obok radykalnych, krwawych i nacjonalistycznych teologii politycznych. Te elementy braterskie, zwłaszcza zakorzenione w grekokatolicyzmie, są obecne, lecz jednocześnie przeplatają się z estetyką UPA.

Czyli z jednej strony postkomunizm, z drugiej nacjonalizm, zaś z trzeciej mamy greckokatolicką, braterską słowiańską tożsamość. Wygląda to tak jakby tożsamość ukraińska była karkołomną próbą łączenia sprzeczności, których na zdrowy rozsądek połączyć się nie da. Czy Ukraina ciągle stoi przed wyborem, który z tych elementów okaże się dominującym dla jej tożsamości?

Dla nas, Polaków, gdy patrzymy na Ukrainę – zwłaszcza w kontekście na nowo rozgorzałego sporu o Wołyń – ta ideologia narodowa wydaje się niespójna. Tak jak niespójny wydaje się nam Szewczenko – z jednej strony apologeta świętej przemocy, a z drugiej – święty, który za działalność w Bractwie Cyryla i Metodego został aresztowany.

Tak jak niespójne wydawało mi się, kiedy na Majdanie słyszałem słowa kapłana „Sława Jezusu Chrystu”, na które odpowiadał ryk tłumu: „Herojom sława”. Z drugiej strony jednak, każda sprawna ideologia narodowa musi łączyć w sobie bardzo różne elementy, nierzadko logicznie sprzeczne. I tak Ukraińcy odwołują się do UPA, a jednocześnie ważną częścią ich tożsamości jest chrześcijaństwo.

Jaką rolę pełni grekokatolicyzm w ukraińskiej tożsamości narodowej?

Kościół grekokatolicki to ukraiński kościół narodowy. Tutaj uniwersalne sacrum łączy się z sacrum narodowym. Pod tym względem przypomina on wiarę polskich romantyków, dla których katolicyzm był o tyle istotny, o ile wzmacniał tożsamość narodową. Mam poczucie, że grekokatolicyzm przeżywa moment, który my przeżywaliśmy w latach 80. za pontyfikatu Jana Pawła II. Młodzi mężczyźni walą drzwiami i oknami do seminariów. Jest to odruch w dużej mierze tożsamościowo-patriotyczny.

Nasuwa się zatem pytanie: czy grekokatolicyzm nie jest funkcją ukraińskiej tożsamości narodowej? Na ile możemy mówić o autentycznym chrześcijaństwie?

Grekokatolicyzm jako kościół narodowy może być związany albo bardziej z narodem, albo z kościołem. Dla mnie zawsze był bardziej związany z katolicyzmem, być może dlatego, że nie rozumiałem, że jego siła wiązała się z narodem. Przez ponad dekadę organizowałem szkoły przywództwa dla Polaków, Słowaków i Ukraińców (pierwszą zorganizowałem z Klubem Jagiellońskim) – i mogłem coraz bardziej doceniać głębię wschodniej liturgii.

Podczas wieczorów narodowych Polacy kłócili się między sobą o historię, a Ukraińcy śpiewali religijne pieśni. To było bardzo pociągające. Była w tym witalność i nadzieja. Kiedy  podczas Euromajdanu odwiedziłem Ukraiński Uniwersytet Katolicki we Lwowie, to działały tam prężnie ukraińskie duszpasterstwa akademickie. Śpiewy religijne z gitarą, to wszystko znów kojarzyło mi się z Polską i naszymi latami 80. – Oaza, ksiądz Blachnicki, atmosfera wolności. Te dwa elementy – kościół i naród – będą ze sobą związane aż do końca czasu. Możemy mieć tylko nadzieję, że naród z czasem będzie coraz bardziej oczyszczany przez kościół.

Co jeszcze jest istotne w zrozumieniu ukraińskiej tożsamości?

Ciekawym wątkiem do zbadania byłby wpływ niemiecki na tożsamość ukraińską. Nawet jeśli słowiańskie ruchy narodowe obracały się przeciwko Niemcom, to bardzo dużo zawdzięczały ich filozofiom narodowym: Herderowi i Heglowi. Można powiedzieć, że na Ukrainie ścierają się ze sobą trzy teologie polityczne.

Jedna to „niemiecka” teologia polityczna spod znaku Hegla, która sakralizuje jedność: jedno państwo, jeden naród i jedną religię, a z czasem także – jednego przywódcę (Banderę). Drugą jest anty-teologia polityczna, którą reprezentował Michaił Bakunin – słynny rosyjski teoretyk i praktyk anarchizmu, który przeciwstawiał państwu i cesarzowi świętą anarchię. Była to w gruncie rzeczy pochwała brutalnej przemocy. Mordowania władców i wszystkich tych, którzy stoją na drodze do wolności.

Juliusz Słowacki, gdy słuchał Bakunina w Paryżu, przeraził się jego poglądami. Jego chrześcijańska dusza nie mogła zgodzić się na „mongolską” przemoc. Sam Słowacki proponuje inną teologię polityczną. Taką, która nie sakralizuje władz ziemskich, ale nie jest też pochwałą mordów na władcach. Proponuje teologię pokoju. I Ukraińcy biorą z każdej z tych teologii po trochu. Jest element republiki i założenia państwa jak u Hegla, jest element nacjonalistyczno-rzeźnicki jak u Bakunina, jest w końcu element chrześcijański.

Wracając do pochwały hajdamaków i kultu UPA: mam wrażenie, że najbliżej jednak jest Ukraińcom do Bakunina.

Ten element nas szokuje, ale jest charakterystyczny dla religii archaicznych. Gdy patrzymy na Wołyń, widzimy obraz tego, czym według René Girarda jest religia – powtarzaniem momentu założycielskiego: mordu kozła ofiarnego, aby ustanowić jedność społeczną. To dlatego podczas rzezi wołyńskiej greckokatoliccy duchowni mogli święcić noże i siekiery. W tożsamości ukraińskiej element archaiczny i element chrześcijański są ze sobą przedziwnie przeplecione. Kiedy moi ukraińscy przyjaciele mówią o Banderze, przypomina mi się Mickiewicz, który w wykładach z Collège de France proponował figurę Chrystusa-Napoleona. Panteonizacja, sakralizacja Bandery to w istocie tworzenie figury Bandery-Chrystusa.

Skoro nie da się tego pogodzić, to dlaczego Ukraińcy tak uparcie trzymają się swojej legendy o UPA?

Światło może rzucić myśl rosyjskiego semiotyka kultury, Jurija Łotmana. Mówił on, że Rosja w przeciwieństwie do Zachodu jest poddawana nieustannej rewolucji, że zachodzi w niej ciągłe odwracanie porządków. Zachód doświadcza ciągłości, Rosja nieustannej zmienności. Dziś jednak, inaczej niż pisał Łotman, role się odwróciły. Teraz to Rosja buduje swój kapitał moralny na ciągłości, gdy tymczasem Zachód przechodzi nieustanne rewolucje. Rosja buduje ciągłość, zaś Zachód zaczyna patrzeć na przeszłość krytycznie i z nią zrywać.

Budowanie kapitału moralnego na ciągłości nazywam etosem. W Rosji dominuje podejście do historii, w którym mówi się: nieważne, czy byliśmy dobrzy, czy źli. Ważne, że byliśmy wielcy, przetrwaliśmy dziejowe burze i niebezpieczeństwa ciągnące na nas z Zachodu i Wschodu. Z kolei Niemcy musieli odciąć się od swojej historii i niczym św. Paweł dokonać radykalnej konwersji.

Na tym tle widać wyjątkowość ukraińskiej kultury pamięci. Niemcy odcinają się od SS, ale Ukraińcy nie chcą się odciąć od SS-Galizien. Nie będą jednak twierdzić, że mordy były czymś dobrym. Raczej w stylu rosyjskim odpowiedzą, że było, jak było, ale ważne, że przetrwaliśmy i nie poddaliśmy się Polakom, Żydom i Rosjanom. Moralność narodowa sprowadza się w ten sposób do moralności przetrwania: Dobre jest to, co służy narodowemu przetrwaniu.

Tak można tłumaczyć działalność Ukraińskiego IPN [Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej – red.], który ma swoją rytualną funkcję, charakterystyczną dla nowoczesności: odbiera złu znamiona zła. W ujęciu ukraińskich badaczy rzeź wołyńska jest czymś jeśli nie wprost dobrym, to przynajmniej zrozumiałym, jakimś naturalnym wybuchem nienawiści do „polskich panów”. A jednocześnie ukraiński IPN przenosi nacisk z UPA mordującą Polaków na UPA walczącą z rosyjskimi komunistami. Nie reprezentuje ona już mordów założycielskich na Wołyniu i „hajdamaków”, którzy zabijali kobiety i dzieci „świętymi nożami”, ale bojowników antykomunistycznych, którzy stali się ofiarami.

Wróćmy do Wołynia. Trwa afera związaną z faktem, że Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”. Co ta sprawa mówi nam o nas samych?

Oprócz oczywistych kwestii realnego bólu i realnej krzywdy trzeba powiedzieć, że pamięć o Wołyniu to wewnętrzna sprawa Polski. Wołyń przez lata był wykluczany z polskiego dyskursu. Nie ma żadnych muzeów temu poświęconych. Dopiero teraz powstają pierwsze pomniki.

Jeden z nich jest w Domostawie. Bardzo sugestywny.

Tak, ale czy pan wie, że taki pomnik jest również w Warszawie?

Nie miałem pojęcia.

Znajduje się na Żoliborzu, na ul. Gdańskiej, przy Trasie Toruńskiej. Nikt nie ma pojęcia o jego istnieniu. My sami nie oddaliśmy sprawiedliwości ofiarom Wołynia, to cóż dopiero mówić o tym, żeby robili to Ukraińcy, dla których jest to w oczywisty sposób niewygodne?

Czy zatem jesteśmy skazani na bierną akceptację faktu, że u naszego wschodniego sąsiada czci się ludobójców?

Wierzę, że jest inaczej. Wróćmy do momentów założycielskich Ukrainy. Z jednej strony: krwawe pogromy chłopskie, Wołyń. Z drugiej: millenium chrztu Rusi i pielgrzymka Jana Pawła II na Ukrainę. Można powiedzieć, że Ukraińcy mają dwa źródła. Archaiczny chrzest krwi i chrześcijański chrzest z wody i z Ducha.

Czyli, szukając dalej idących metafor, mają tożsamość pochodzącą od Księcia tego świata i od Chrystusa, logikę państwa ziemskiego i państwa Bożego.

Dokładnie. Ten dylemat doskonale oddaje wiersz Stanisław napisany przez młodego Karola Wojtyłę:

Tak. Na glebę naszej wolności upada miecz.

Na glebę naszej wolności upada krew.

Który ciężar przeważy?

To samo wyrażał tekst utworu „Moja krew” zespołu – nomen omen – Republika:

Moją krwią podpisywano wojnę miłość rozejm pokój wyrok układ

Jedność może się tworzyć pomimo ducha i miłości albo poprzez nie. Ale Wojtyła wskazuje jeszcze na coś innego: tożsamości również mogą się tworzyć poprzez krew. Ale dokonuje się tego, stawiając na piedestał nie sprawców, lecz ofiary. Jest to cecha charakterystyczna dla chrześcijańskiej i postchrześcijańskiej kultury – stanięcie po stronie ofiar.

Wracając do kwestii dwóch chrztów: jedno i drugie tworzy solidarność. Jedno i drugie jest oparte na mechanizmie generującym jedność. Z jednej strony, mamy mechanizm kozła ofiarnego, a z drugiej – możliwość przyznania się do winy, nawrócenia, odpuszczenia win i braterstwa.

Wielkość Szewczenki polega na tym, że rozumiał i wypróbował te dwa mechanizmy. Na tym też polega paradoks Ukrainy, która próbuje zachować w swej tożsamości obydwa mechanizmy, obydwa chrzty. Dlatego konfunduje nas, gdy przytula nas ktoś dzierżący w dłoniach flagę UPA. Jak prawdziwy kapłan powraca do dawnych mordów, żeby ich nie powtórzyć.

Czy Ukraińcy nie dokonują nowego mordu założycielskiego na Rosjanach?

To właśnie się nie dzieje. Proszę zwrócić uwagę, że nie słyszymy nic o masowych zbrodniach żołnierzy ukraińskich na Rosjanach. Rosjanie są zabijani w sposób przypominający grę komputerową. Na ekranach widzimy lecące drony, które precyzyjnie uderzają w uciekających nieporadnych „ruskich” albo w strategiczne instalacje wojskowe i przemysłowe. To jest wojna na odległość, wojna stechnicyzowana do granic możliwości, która z antropologicznego punktu widzenia nie może przynieść katharsis.

A jednak mord założycielski rzeczywiście dokonuje się także teraz. I jest analogiczny do tego, który Rymkiewicz dostrzegał w powstaniu warszawskim. Nowy mord założycielski jest dokonywany na samych Ukraińcach. To ukraińscy chłopcy są wysyłani jako mięso armatnie na front. To oni stają się prawdziwą ofiarą.

Czyli w porządku ofiarniczym Zełenski jest kapłanem, zaś ukraińscy chłopcy żertwą?

Właśnie tak! Ukraińcy uciekają do Polski, żeby nie zostać złożonymi w ofierze. Zełenski w pewnym sensie dokonuje mordu założycielskiego na samych Ukraińcach. To jest – jakby to nazwał Rymkiewicz – szaleństwo przeciw szaleństwu. Niech nas zabiją, spalą, a my na tym zbudujemy swój naród.

Ukraińcy prowadzą „wielką wojnę ojczyźnianą”, po raz kolejny zakładają swój naród. Do tego potrzeba mocnych rytuałów, potrzeba radykalnych mitologii. Stąd to ciągłe odwoływanie się do UPA, które pozwala nie widzieć przemocy zadawanej w przeszłości swoim własnym sprzymierzeńcom, a jednocześnie przemocy, której podlegają sami Ukraińcy, wysyłani na front, bo nie mają odpowiednich znajomości, funduszy i kryszy.

Czy jesteśmy skazani na to, żeby te dwa porządki – porządek chrześcijański i porządek ofiarniczy – nieustannie ze sobą mieszać? Czy – mówiąc już wprost językiem religijnym – te dwa porządki będą nieustannie ze sobą splecione aż do momentu ponownego przyjścia Chrystusa, który oddzieli ziarno od plew, dobro od zła, Państwo Boże od państwa ziemskiego?

Tak uważam. Jak mawiał mój mistrz Charles Tilly: „State making is war making and organized crime” [tworzenie państw to prowadzenie wojen i zorganizowana przestępczość]Każde państwo oparte jest o założycielską przemoc.

Taras Szewczenko, sakralizując hajdamaków, doskonale rozumiał, na czym polega tworzenie się narodów. Doskonale rozumiał to także nasz Rymkiewicz. To, co skryte jest w ciemnościach początków naszych narodów, obserwujemy naocznie na Ukrainie od 150 lat. Ukraina nie myśli kategoriami nowoczesności. Jest gotowa poświęcić współpracę z Polską, bo czuje, że źródła prawdziwej jedności leżą w Wołyniu, że w micie UPA tkwi siła zasilająca mit tego państwa.

A co z ekshumacjami? Godny pochówek to fundament cywilizacji chrześcijańskiej. Czy nawet na to nie możemy liczyć?

Dlaczego podczas rzezi wołyńskiej płonęły wsie i kościoły? Dlaczego wybrano Triduum Paschalne na przeprowadzenie największych masakr? Żeby nie widzieć własnej przemocy. Przemoc na Wołyniu miała charakter niesłychanie brutalny, tak brutalny, że stawała się wręcz ekstatyczna. W kolejnych zbrodniach można było się zatracić do tego stopnia, żeby nie czuć już własnej odpowiedzialności. Można było mieć poczucie, że przemoc nie ma już charakteru indywidualnego, lecz boski. Tego UPA nauczyła się od Niemców.

Na ten związek znów wskazuje Grzegorz Motyka. To od nich Ukraińcy – żołnierze SS-Galizien czy batalionu „Nachtigall” – nauczyli się dokonywać czystek etnicznych w sposób systematyczny. Zazwyczaj przyjmowało się, że mordy dokonywane przez Niemców były zautomatyzowane i odbywały się obozach koncentracyjnych, które nieprzypadkowo określano jako fabryki śmierci. Historycy, tacy jak Tim Snyder, pokazują, że to nieprawda. Niemcy mordowali przede wszystkim w sposób barbarzyński: palili wsie, rozstrzeliwali, tłukli kolbami. Ludobójstwo wołyńskie było zastosowaniem metod niemieckich przez ich ukraińskie ofiary.

Zauważmy przy tym, że takie metody mają charakter rytualny. Sprawiają bowiem, że tak jak sprawcy zatracają się w mordach, tak „z dymem pożarów” znikają same ofiary. Jeśli spalimy ofiarę, to wydaje się, że jej duch ulatuje – gdzieś tam hen, daleko do nieba – i tworzy jedność społeczną jako owoc rytuału. Gdybyśmy teraz zobaczyli gnijące zwłoki, to okazałoby się, że ofiara nie była doskonała.

Co więcej, po mordzie założycielskim sama ofiara jest często sakralizowana. Tak tłumaczyłem sobie miłość Ukraińców z flagami UPA do nas, Polaków. Oni sakralizowali wnuków ofiar, których zabijali ich dziadowie. I Polaków można było wspaniale sakralizować.

Kiedy w 2022 roku wybuchła wojna na Ukrainie, Polacy nie zabijali kobiet i dzieci, jak czyniło to UPA na Wołyniu, lecz je ratowali. To wyglądało tak, jakby nic nigdy między dwoma narodami w przeszłości się nie zdarzyło. Domagając się ekshumacji, naraz psujemy Ukraińcom rytuał. Dawna ofiara wydaje się niedoskonała, a dzisiejsi Polacy nie mogą być dłużej sakralizowani.

Niektórzy podnoszą argument, że skoro tożsamość narodowa Ukrainy jest tak naprawdę dopiero tworzona, a jej państwowość zagrożona, to powinniśmy czekać, aż sytuacja się ustabilizuje i dopiero wówczas próbować dochodzić prawdy o Wołyniu i walczyć o masowe ekshumacje.

Patrząc socjologicznie, trzeba powiedzieć, że aby doszło do pojednania, potrzebne są trzy elementy. Pierwszym warunkiem jest autentyczność pamięci, wierność sobie. Ten warunek Ukraińcy bardzo dobrze spełniają. Ale jest też element drugi – to element prawdy. Ukraina powołała zakłamujący historię IPN, nie chce się zgodzić na prawdę. Dopóki Ukraina nie będzie gotowa na poważne badania, ekshumacje, otwarcie archiwów, zaproszenie zewnętrznych obserwatorów, pojednanie się nie dokona.

Wreszcie, trzeci element to uwzględnianie Innego. Otwarcie się na jego wrażliwość: jak to, co ja robię, wpływa na niego? Jeżeli Zełenski mówi: „nikt nie będzie mówił nam, kogo kochać”, to odrzuca Innego, czyli nas.

Ale tak po ludzku trzeba powiedzieć jasno: naprawdę nie wiemy co zrobić, by do tego pojednania doszło. Wszyscy udają, że wiedzą. I Nawrocki, i Tusk, i Zełenski, i cała masa intelektualistów. Prawda jest taka, że my naprawdę nie wiemy. Bo pojednania między narodami nie da się zaplanować. Spójrzmy na list polskich biskupów do niemieckich, który został tak źle przyjęty przez polskie społeczeństwo i przez niemiecki kościół katolicki.

Takich rzeczy nie da się wymusić. Musi nastąpić wewnętrzna przemiana serca. A bez Chrystusa nie jest to możliwe. Bez wizji, że winy mogą zostać odkupione i przebaczone, nie jest to możliwe. Bez Chrystusa pozostaje tylko ukrywanie swoich własnych zbrodni.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.