Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Buntownicy Jerzego Giedroycia. Ostatnia generacja polskich konserwatystów

Buntownicy Jerzego Giedroycia. Ostatnia generacja polskich konserwatystów Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Chcieli uczynić Polskę mocarstwem, które potrafiłoby obronić się przed Rosją i Niemcami, nie popadając ani w autorytaryzm sanacji, ani w jałowy nacjonalizm. Jerzy Giedroyc, Adolf Bocheński, Aleksander Bocheński, Ksawery Pruszyński, Kazimierz Studentowicz i inni młodzi publicyści stworzyli wokół czasopism „Bunt Młodych” i „Polityka” najciekawsze środowisko konserwatywne w dwudziestoleciu międzywojennym. Jakie były ich pomysły na reformy Polski? Dlaczego nie zdołali wprowadzić ich w życie i jakie inspiracje pozostawili nam do dzisiaj?

Przed paryską „Kulturą”. Wyjątkowe pokolenie

13 kwietnia 2005 r. w Warszawie zmarł Mieczysław Pruszyński, przedsiębiorca i pisarz, ostatni przedstawiciel przedwojennego środowiska „Buntu Młodych”. Wielu reprezentantów tego kręgu – mimo iż na świat przyszli jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, kiedy nie było państwa polskiego, a tytuł króla polskiego nosił Mikołaj II Romanow – doczekało przekazania 22 grudnia 1990 r. insygniów władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie przez Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie.

Jerzy Giedroyc, legendarny redaktor paryskiej „Kultury”, zmarł w 2000 r., Aleksander Bocheński, autor Dziejów głupoty w Polsce, zmarł pół roku później, na początku 2001 r. Wcześniej, na początku lat 90. odeszli Stefan Kisielewski, kultowy felietonista „Tygodnika Powszechnego”, i Kazimierz Studentowicz, jeden z filarów konspiracyjnej „Unii” i powojennego środowiska „Tygodnika Warszawskiego”, a także Józef Maria Bocheński – dominikanin, światowej sławy filozof.

Każda z tych postaci swoją biografią wpisywała się w najbardziej dramatyczne wydarzenia wieku XX: dwie wojny światowe, rewolucję w Rosji i w tragiczną historię Polski tego okresu. Dwóch najwybitniejszych: Adolf Bocheński i Ksawery Pruszyński – zgodnie z maksymą o ulubieńcach bogów, zginęli młodo. Pierwszy poległ w trakcie działań wojennych pod Ankoną w lipcu 1944 r., drugi zginął w wypadku samochodowym w okolicach niemieckiego Rhynern w czerwcu 1950 r.

Wielu z nich zyskało rozgłos dopiero po wojnie, jednak w ich młodzieńczej aktywności tkwi jakaś nieodparta siła przyciągania. Dorobek okresu, kiedy wchodzili w dorosłość jest często przedmiotem zainteresowania nie tylko ze strony badaczy szukających w nim swoistej genealogii „Kultury”, ale częściej tych, którzy poszukują odświeżenia formuł konserwatywnych, nie tyle jako siły politycznej, ale przede wszystkim jako propozycji intelektualnej.

Pierwszym, który dostrzegł samodzielny potencjał w tym środowisku, był Marcin Król, który w Stylach politycznego myślenia z 1979 r. opisywał nie historię, ale formułę niezależnej i konserwatywnej myśli politycznej. Po nim przyszły przynajmniej dwie fale zainteresowania. Jedna na przełomie lat 90. skupiająca się w dużej mierze na dorobku Adolfa Bocheńskiego, kolejna nadchodzi obecnie.

Dojrzewając między odzyskaniem niepodległości a światowym kryzysem

Nie sposób zrozumieć konserwatywnych „buntowników” bez wskazania wyjątkowości ich generacji. Najważniejsi autorzy reprezentowali pokolenie, które na świat przyszło w okolicach roku 1910. Urodzili się jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, ale w wiek dojrzały wchodzili – jako pierwsze polskie pokolenie od ponad 100 lat – już w warunkach wolności.

Większość z nich kończyła studia na przełomie lat 20. i 30., w czasach Wielkiego Kryzysu i niezwykłej radykalizacji politycznej, dotykającej szczególnie młodzieży. Więc z jednej strony mamy świadomość epokowego znaczenia 1918 r. i poczucie odpowiedzialności uczestniczących w sztafecie pokoleń.

Z drugiej zaś strony, doświadczenie gwałtownego rozpadu świata społecznego w latach ogólnoświatowego kryzysu. Kiedy wymarzona przez pokolenia niepodległość stała się rzeczywistością, jak ją zachować pośród dziejowej burzy? Oto główny problem nurtujący to pokolenie.

Ogólnie rzecz biorąc, w tej epoce buntowano się przeciwko starym. Hasło „buntu” przechodziło przez młodych od lewa do prawa. Często prowadziło ono do politycznych i ideowych ekstrawagancji skutkujących wzrastającym upodobaniem do flirtów z ideami totalitarnymi (lewicowymi i prawicowymi). W praktyce więcej było w tym skłonności do fantazji i mordobicia niż realnego rozumienia procesów politycznych.

Środowisko skupione wokół Giedroycia było inne. Łączyło w sobie młodzieńczy nonkonformizm z polityczną dojrzałością. Spoglądali dalej, ale zarazem czuli grunt pod nogami. Przy polskiej inklinacji do politycznej mistyki kończącej się rozczarowaniem i zazwyczaj oportunizmem, byli zjawiskiem dość szczególnym. Przyznajmy lekceważonym przez współczesnych, docenianym w chwilach, kiedy proste hasła hurra-humanizmu bądź hurra-patriotyzmu nie przystawały do rzeczywistości.

Konkurencja dla Młodzieży Wszechpolskiej

Genealogia grupy „Buntu Młodych” związana jest z wydarzeniami z maja 1926 r. i powstaniem organizacji pod nazwą „Myśl Mocarstwowa”. 12 maja 1926 r. marszałek Józef Piłsudski wraz z wiernymi sobie oddziałami rozpoczął zamach stanu, który zapoczątkował drogę do jego autorytarnych rządów. Zamach został poparty przez siły centrolewicowe, łącznie z Komunistyczną Partią Polski.

Piłsudski nie zamierzał jednak być zakładnikiem jednej strony sceny politycznej i już wkrótce zawiązał porozumienie z częścią środowisk konserwatywnych. Zgodnie z jego strategią, proces naprawy państwa miał mieć charakter ponadpartyjny, stąd w obozie sanacyjnym zasiedli obok siebie dawni rewolucjoniści z PPS i ziemiańscy obszarnicy.

Pokłosiem tego sojuszu było powstanie na przełomie 1926 i 1927 r. akademickiej organizacji Myśl Mocarstwowa o profilu konserwatywno-piłsudczykowskim, której politycznym celem było budowanie konkurencji dla wpływów nacjonalistycznej Młodzieży Wszechpolskiej na polskich uczelniach wyższych.

Jerzy Giedroyc, Aleksander i Adolf Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy należeli do najważniejszych działaczy organizacji. Posiadała ona kilka organów prasowych, zazwyczaj sponsorowanych przez konserwatystów, m.in.: „Myśl Mocarstwowa” czy krakowska „Civitas Academica”.

W 1931 r. wyszedł pierwszy numer dwutygodnika „Bunt Młodych”. W dwa lata później zrezygnowano z afiliacji „Myśli” i ogłoszono, że pismo jest organem młodej niezależnej inteligencji.

Rozluźnienie związków z organizacją było naturalnym skutkiem upływu czasu. Główni autorzy „Buntu” opuszczali mury uczelni i rozpoczynali aktywność na szerszym polu. Sama organizacja nigdy nie zdołała zbudować trwałych struktur, zresztą zaprzestała działalności w drugiej połowie lat 30.

Można stwierdzić, iż największym jej osiągnięciem było właśnie skupienie na przełomie lat 20. i 30. niezwykle żywotnego intelektualnego środowiska i stworzenie platformy dla ich pracy intelektualnej.

„Bunt Młodych” na mapie politycznej II RP 

Pismo, podobnie jak wileńskie „Słowo” redagowane przez Stanisława Cat-Mackiewicza, posiadało profil konserwatywno-sanacyjny. Należy jednak pamiętać o podziałach w ramach obozu konserwatywnego i piłsudczykowskiego.

Afiliacje te nie zawsze oznaczały dokładnie ten sam zestaw poglądów. Np. pomiędzy prawicą a lewicą piłsudczykowską różnice były bardzo głębokie. Oba skrzydła łączył autorytet Piłsudskiego, a po jego śmierci pragmatycznie podzielono strefy wpływów w ramach układu władzy.

„Buntowcy” w początkowym okresie blisko związani byli z księciem Januszem Radziwiłłem i inicjatywami politycznymi tego lidera ówczesnego ziemiaństwa i jednocześnie jednego z architektów porozumienia zachowawców z piłsudczykami. Po 1935 r. widać tendencje do odcinania się od oficjalnych ugrupowań zachowawczych i czasami od samej identyfikacji „konserwatywnej”, przyznajmy – w ówczesnych czasach niezbyt nośnej wśród młodych.

Jednak do końca członkowie środowiska zachowali wyraźne powiązania z konserwatystami, szczególnie bliskie z Mackiewiczem i Rogerem Raczyńskim, najważniejszym sponsorem pisma. Od strony ideowej, mimo deklaracji, pismo propagowało idee zakorzenione w konserwatyzmie – niekiedy mówi się o jego „neokonserwatyzmie”, „konserwatywnym stylu myślenia” bądź kategorii „rewolucji konserwatywnej”.

Nieco bardziej skomplikowane były związki z obozem sanacyjnym. Już na samym początku istnienia pisma Mieczysław Pruszyński ogłosił w „Buncie” artykuł – manifest pod wymownym tytułem Opozycja Jego Królewskiej Mości, w którym pisał: „Opozycja nasza nie jest […] opozycją dla opozycji. Jest to realna opozycja dyktowana interesem państwa. Opozycja w stosunku do przyjaciół, których bardzo się szanuje, ale którzy jednak czasem się mylą”.

Słowa te dobrze charakteryzują główną strategię pisma względem sanacji, która poległa na uznaniu prymatu Piłsudskiego, jednak z zachowaniem prawa do krytyki poszczególnych posunięć rządu. Nie było to łatwe w praktyce. Szeroko rozumiany obóz piłsudczykowski był podzielony na frakcje, a i samo środowisko „Buntu” dalekie było niekiedy od politycznej jednomyślności.

Kiedy w lipcu 1934 r. otworzono obóz internowania w Berezie Kartuskiej, część redakcji, głównie Ksawery Pruszyński, Adolf Bocheński i Mieczysław Pruszyński żądała od Giedroycia ostrzejszej reakcji na zastosowanie bezprawnych metod walki politycznej. Bezskutecznie. Giedroyc zdawał sobie sprawę, że w obliczu istniejącego systemu cenzury, tego typu wystąpienia nie będą miały szansy się przebić, a ponadto mogą przynieść szkodę samemu pismu.

Wspomniani autorzy w grudniu 1934 r. odeszli z „Buntu” i założyli własne pismo pt. „Problemy”, w którym starali się ostrzej krytykować rząd. Na skutek częstych konfiskat – a te zawsze były bardzo dotkliwe dla wydawców ze względów finansowych – pismo upadło po kilku miesiącach. Autorzy wrócili do współpracy z Giedroyciem.

Jednak ten pragmatyzm nie uchronił pisma od reperkusji politycznych. W obozie sanacyjnym „Buntowi” najbliżej było do grupy Walerego Sławka, który po śmierci Marszałka tracił szybko swoją polityczną pozycję. Pismo często padało ofiarą ingerencji cenzorskich, polegających na konfiskacie całych artykułów bądź ich fragmentów.

W 1937 r. kiedy pismo zmieniło tytuł na „Polityka”, najważniejszy państwowy kolporter prasy „Ruch” odmówił jego dystrybucji. Była to de facto próba zniszczenia pisma. Nieudana. Bojkot przez „Ruch” został zakończony dopiero w lipcu 1938 r., a „Polityce” udało się przetrwać.

W drugiej połowie lat 30. Giedroyc „grał” na ówczesnej prawicy. Z jednej strony chciano zbliżyć się do prawicy piłsudczykowskiej i Rydza Śmigłego, z drugiej zaś podejmowano kilkukrotnie próby porozumienia się ze środowiskami radykalnej prawicy nacjonalistycznej.

Pozostawały wyraźne różnice ideowe, przede wszystkim w kwestii stosunku do mniejszości narodowych, jednak obserwując polityczną taktykę Giedroycia w tamtym czasie, można przyjąć, iż zakładał on możliwość ideowego oddziaływania na młodych narodowców  i wpływania na ich ewolucję w kierunku własnego programu. Było w tym nieco naiwności, można jednak zauważyć, że już w latach powojennych Giedroyc stosował podobną technikę względem tzw. rewizjonistów. W okresie redagowania „Polityki” widać było, że dobrze się czuje w roli „suflera idei”.

Na łamach „Buntu” i „Polityki” silnie akcentowano, iż podział pomiędzy szkołą Dmowskiego i szkołą Piłsudskiego wynikał z dylematów czasów niewoli, a kolejne pokolenia winny na nowo określić w warunkach wolności – wychodząc z cienia patronów – swoje samodzielne ideowe oblicze.

Jednocześnie snuto plany odnośnie aktywnego wejścia w politykę. W czasie wyborów 1938 r. próbowano bezskutecznie wystawić do sejmu kandydaturę Aleksandra Bocheńskiego. W dalszej perspektywie istniały zamiary stworzenia własnego koła parlamentarnego „Polityki”.

Plany te przerwała wojna. Można zauważyć pewien paradoks. Po wojnie dwóch z trzech posłów koła „Dziś i Jutro” było publicystami przedwojennej „Polityki” (Aleksander Bocheński, Jan Frankowski), w późniejszym Kole Poselskim „Znak” również zasiadali przedwojenni współpracownicy Giedroycia – Kisielewski, Stanisław Stomma i Konstanty Łubieński. Z przekąsem można stwierdzić, że mocarstwowcy weszli do parlamentu, tylko nie do końca o taki fasadowy parlament chodziło.

Jednak próby gry politycznej nie zaciemniały ciągłej pracy programowej, która toczyła się na łamach pisma, a także w uruchomionej serii wydawniczej zespołu „Polityki”. W 1937 r. wyszły w niej dwie fundamentalne prace – Między Niemcami a Rosją Adolfa Bocheńskiego i Polityka gospodarcza państwa Kazimierza Studentowicza.

W roku kolejnym opublikowano najważniejszy dokument ideowy pt. Polska idea imperialna oraz Problem polsko-ukraiński na Ziemi Czerwieńskiej autorstwa Aleksandra Bocheńskiego przy współpracy Stanisława Łosia i Włodzimierza Bączkowskiego oraz Politykę gospodarczą Niemiec hitlerowskich Stanisława Swianiewicza.

W 1939 r. ogłoszono Mobilizację sił niemieckich w Polsce Józefa Winiewicza, tłumaczenie pracy Joan Robinson Wstęp do teorii zatrudnienia oraz Przypływy i odpływy demokracji Aleksandra Trzaski-Chrząszczewskiego.

Są to książki pisane przez znakomitych znawców tematu, świadectwa ówczesnych dylematów i prognoz. Zwłaszcza prace Adolfa Bocheńskiego i Aleksandra Trzaski-Chrząszczewskiego to przykłady wybitnych dzieł politycznych, których znaczenie nie zmalało wraz z upływem czasu.

Polska skazana na bycie mocarstwem

Grupa „Polityki” stworzyła de facto jeden z pierwszych politycznych think-tanków na ziemiach polskich, którego najważniejszym obszarem działania nie była bezpośrednia działalność polityczna, ale koncepcyjna. Istniała w środowisku wyraźna polityczna ambicja, ale główny nacisk został położony na określenie celów i środków politycznego działania.

Odzyskanie przez Polskę niepodległości i oparcie jej bytu na międzynarodowym porządku prawnym, a konkretnie na dwóch traktatach: wersalskim z 1919 r. i ryskim z 1921 r. było postrzegane przez Adolfa Bocheńskiego – głównego autora „Buntu” od spraw międzynarodowych – jako wynik sprzyjającej koniunktury, która jednak w tej części Europy była czynnikiem niezwykle zmiennym.

Dawne hasło „niepodległości” musiano zastąpić postulatem „mocarstwowości”, właśnie po to, aby tę niepodległość zachować. W tej części Europy kraj leżący pomiędzy silnymi i imperialnymi Rosją i Niemcami nie miał szans przetrwania przy prowadzeniu polityki biernej i zachowawczej.

Przesłanka była prosta: Polska odzyskała niepodległość na skutek umiejętnego wykorzystania konfliktu niemiecko-rosyjskiego, jednak w przypadku ponownego zbliżenia się obu krajów niechybnie ją utraci. A to zbliżenie – zdaniem Bocheńskiego – wcześniej czy później musiało nastąpić.

Nie łudził się, jak czyniło to ówczesne kierownictwo państwa, że różnice ideologiczne pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim wykluczają taki sojusz. Otwarcie pisał, że polityka przezwycięży ideologie i przestrzegał przed scenariuszem paktu Ribbentrop-Mołotow na wiele lat, zanim został on zawarty.

Pierwszym zadaniem było zatem rozbicie owych geopolitycznych, niemiecko-rosyjskich kleszczy, które uniemożliwiały jakąkolwiek politykę regionalną. Przed dokonaniem tego wszelkie projekty międzymorskie – postulujące sojusz państw między Bałtykiem a Morzem Czarnym – Bocheński uważał za przedwczesne, a co za tym idzie szkodliwe.

Program „Polityki” zakładał działanie na rzecz podsycania antagonizmu niemiecko-rosyjskiego, a było to możliwe tylko poprzez strategiczne wspieranie strony agresywnej, tj. w ówczesnych okolicznościach Rzeszy niemieckiej.

Trudno określić, na ile zakładano możliwość współdziałania w agresywnych planach Niemiec względem Rosji, w tej kwestii Bocheński pozostawał enigmatyczny. Z pewnością nie zamierzano przeszkadzać Niemcom w realizacji agresywnej polityki względem ZSRR. Bacznie śledzono dynamiczny bieg wydarzeń na arenie międzynarodowej, który jednak pokazał, że po drodze Hitler miał jeszcze kilka innych celów do osiągnięcia. Szybkie osiągnięcie przez Rzeszę hegemonii w Europie Środkowej naturalnie wymusiło porzucenie wcześniejszej strategii.

Celem strategicznym było również utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego (większość dzisiejszej Ukrainy znajdowała się wówczas w granicach ZSRR). Bocheński i grupa „Polityki” – wbrew większości ówczesnej opinii publicznej – był konsekwentnym zwolennikiem niepodległej Ukrainy jako największej zapory przed rosyjskim imperializmem. Samo istnienie takiego państwa, niezależnie czy w sojuszu z Polską, czy nie, było już wartością.

Rozbicie Rosji otwierałoby szereg nowych możliwości działania międzynarodowego, przede wszystkim niwelowałoby możliwość sojuszu niemiecko-rosyjskiego bądź zasadniczo ograniczałoby jego siłę. Oczywiście najkorzystniejszy byłby scenariusz współpracy polsko-ukraińskiej.

Wiedziano, iż to porozumienie nie byłoby łatwe i należałoby dopiero stworzyć warunki do jego wypracowania, a nie można byłoby tego osiągnąć inaczej niż poprzez łagodzenie konfliktów z mniejszością ukraińską na terenie Rzeczpospolitej.

W pracy Problem polsko-ukraiński na Ziemi Czerwieńskiej, której pierwszy nakład został skonfiskowany przez władze, autorzy analizowali błędy polskiej polityki w Galicji Wschodniej, wskazywali na brak jakiejkolwiek głębszej strategii, działania od przypadku do przypadku i de facto tworzenie dogodnego podłoża pod rozwój antypolskiego nacjonalizmu.

Polityka wielkoobszarowa państwa, o ile nie miała opierać się na przemocy, musiała zacząć się od politycznej pracy na niższych szczeblach. Wyraźnie oddzielano szumne deklaracje imperialne polskich polityków od realnej sytuacji. Polska idea imperialna, którą wypracowano, była dopiero programem, jak takie państwo stworzyć. Przedstawiciele środowiska „Polityki” nie łudzili się, że będzie to możliwe w krótkim horyzoncie czasowym.

Państwo z kartonu

Polityka zagraniczna zajmowała centralne miejsce w programie imperialnym dlatego, że dawała czas na gruntowniejszą pracę państwową. Zdawano sobie sprawę, że geopolityka to nie wszystko i siła państwa opiera się również na innych, bardziej trwałych fundamentach, takich jak systemy gospodarczy, polityczny i społeczny.

Tu widziano wiele dysfunkcji. Na łamach „Buntu” i „Polityki” szczegółowo analizowano poszczególne obszary polityk państwa, prowadzono dyskusje, szukano rozwiązań, przyciągano specjalistów od konkretnych dziedzin. Przywołana powyżej seria wydawnicza była przykładem opracowywania poszczególnych sektorów, jak dzisiaj można by powiedzieć, polityk publicznych.

Idąc za tradycją konserwatyzmu krakowskiego, który był istotny dla znacznej części współpracowników pisma, autorzy doceniali istnienie silnego ośrodka władzy, jaki powstał po zamachu majowym. Jednak zdecydowanie odróżniali stabilną i sprawną władzę od systemu autorytarnego, który w dłuższej perspektywie był politycznie bezpłodny.

Stąd akceptowano zasady obowiązującej od 1935 r. konstytucji kwietniowej, ale zdecydowanie krytykowano realizację jej zapisów, szczególnie jeśli chodzi o ówczesną ordynację wyborczą, która de facto likwidowała polski parlamentaryzm. Pod tym kątem bliska im była zasada ustrojowej równowagi.

Istotny był – wyrażony m.in. w Polskiej idei imperialnej – postulat wyciągnięcia spod wpływu parlamentu spraw wojskowych i zagranicznych, gdyż tutaj konsekwencje demokratycznej demagogii byłby destrukcyjne dla państwa. Jednocześnie wskazywano na konieczność zaangażowania społeczeństwa w sprawy publiczne . Odcięcie obywateli od wpływu na państwo, typowe w ustroju autorytarnym, tworzyło niebezpieczną sytuację rewolucyjną.

Nie można było wyobrazić sobie silnego państwa bez silnej gospodarki, a w tym zakresie sytuacja Polski nie była godna pozazdroszczenia. Mówiąc w skrócie, byliśmy za biedni na skuteczną realizację własnej podmiotowości. Działania na tym polu wymagają czasu. Geniusz dyplomacji jest w stanie stworzyć nowy układ międzynarodowy w kilka miesięcy, geniusz gospodarczy potrzebuje kilku lat dla osiągnięcia widocznych efektów.

Od 1936 r., kiedy do „Buntu” dołączył Kazimierz Studentowicz, opracowano program mobilizacji i rozbudowy skromnego potencjału kraju. Studentowicz, ekonomista wykształcony m.in. w Stanach Zjednoczonych, postulował konieczność odejścia od umiarkowanego monetaryzmu ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego.

„Polityka” stanęła na gruncie założeń Johna Maynarda Keynesa, ale starano się je dostosować do polskich warunków Z zaciekawieniem spoglądano na inflacyjną politykę gospodarczą w III Rzeszy. W 1938 r. wydano szczegółową analizę Stanisława Swianiewicza Polityka gospodarcza Niemiec hitlerowskich. W marcu 1939 r. na pierwszej stronie redakcja opublikowała krótki artykuł pod prowokacyjnie brzmiącym tytułem Żądamy polskiego hitleryzmu!.

Domagano się w nim zastosowania rozwiązań gospodarczych zachodniego sąsiada, opartych na inflacyjnym napędzaniu koniunktury. Tylko ten aspekt niemieckiej polityki wewnętrznej budził zainteresowanie, resztę zdecydowanie odrzucano. Zdecydowanie porzucono dawne konserwatywne przywiązanie do zasady laissez faire. W obliczu realnego zagrożenia kolektywizmem, w imię obrony zasady własności prywatnej oczekiwano wzmocnienia pozycji państwa i jego koordynacyjnej roli względem procesów ekonomicznych.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem dotyczący polityki względem mniejszości żydowskiej. Autorzy, głównie piórami Ksawerego Pruszyńskiego i Aleksandra Bocheńskiego, zwalczali endecki antysemityzm.

Dostrzegali wagę tego problemu społecznego, stąd w drugiej połowie lat 30. jako jedno z pierwszych środowisk konserwatywnych wskazywali na konieczność współpracy z ruchem syjonistycznym w celu wspierania dobrowolnej emigracji żydowskiej do Palestyny.

Mocno  oponowali przeciwko antyżydowskiej agresji jako demoralizującej życie publiczne i nieskutecznej. Aleksander Bocheński pisał w 1938 r., iż dla narodowców Żydzi w Polsce stali się najważniejszym problem politycznym, podczas gdy realne problemy leżą zupełnie gdzie indziej. Antysemityzm – jego zdaniem – był de facto wymówką przed podjęciem poważnej pracy państwowej.

Czytając Polską ideę imperialną powinniśmy pamiętać, że zarysowana tam polityka względem mniejszości żydowskiej nie odzwierciedlała tonu publicystyki pisma. Rozdział ten, który opracował Kazimierz Studentowicz, był przedmiotem ostrego sporu z Adolfem Bocheńskim. Ostatecznie i tak ukazał się ponoć w złagodzonej formie. Należy przyjąć, iż tezy w nim zawarte miały na celu przyciągnięcie uwagi środowisk narodowych, z którymi w tym czasie planowano porozumienie.

Ostatni głos dawnego konserwatyzmu

Agresja Niemiec na Polskę zakończyła historię jednego z najciekawszych środowisk młodej prawicy w II Rzeczypospolitej. Większość z autorów poszła do wojska i walczyła przez kolejne pięć lat w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, inni zostali w kraju i próbowali ratować, co się dało. W czasie wojny poległ wspomniany Adolf Bocheński. Mniej znani autorzy, jak Stanisław Żejmis i Konstanty Troczyński, zginęli w KL Auschwitz. Reszta przetrwała i po wojnie aktywnie działała w kraju bądź na Zachodzie.

Stanęli oni ponownie przed typowym XIX-wiecznym polskim dylematem: ugoda czy emigracja, symbolizowanym przez odrębne drogi podjęte przez Jerzego Giedroycia i Aleksandra Bocheńskiego.

Jednak wybuch wojny to również koniec pewnego etapu historii polskiego konserwatyzmu. Zerwana społeczna i polityczna ciągłość, emigracja i komunizm spowodowały, że chociaż w konserwatywne idee polityczne podnosili niektórzy autorzy, nie było już środowisk, ugrupowań, gazet o tej orientacji.

Środowisko „Buntu Młodych” było ostatnią grupą naturalnie zakorzenioną w dawnym konserwatyzmie, potem mieliśmy do czynienia z próbami konserwatywnej rekonstrukcji. Były i są one intelektualnie wartościowe, ale nie przebijają się przez współczesne strategie politycznych i medialnych magnatów na prawicy.

Jednak to, co głośne z reguły nie jest tym, co mądrzejsze. Dorobek przedwojennej grupy stanowi inspirację dla tych, którzy chcieliby, by Polska nie powtarzała wciąż tych samych błędów.

Publikacja jest częścią projektu „Mocarstwo idei – Jerzy Giedroyc przedwojenny”  dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra. Wielkie Rocznice – edycja 2026”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich  przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.