Rosja słabnie na naszych oczach. Czy to już moment, by świętować?
W piątym roku wojny w mocarstwowej fasadzie państwa rosyjskiego pojawiają się pęknięcia, których nie sposób ukryć przed jego mieszkańcami. W interesie Polski jest podkreślanie ich zarówno w Rosji i jej strefie wpływów, jak i na szerszej arenie międzynarodowej. Jednocześnie należy unikać wiary w utopijne scenariusze upadku reżimu Władimira Putina, a co dopiero rozpadu Federacji Rosyjskiej. Kryzys może za to skłonić dyktatora do posunięć niebezpiecznych dla całego regionu.
Frontowe porażki nie tylko przy froncie
Po pierwszych kilku miesiącach „specjalnej operacji wojskowej”, kiedy stało się jasnym, że Ukrainie nie grozi nagły upadek, na pierwszy plan zgłaszanych przez nią potrzeb wojskowych wybiły się pociski dalekiego zasięgu, które pozwoliłyby przenieść wojnę na terytorium wroga. Zachodni sojusznicy długo wahali się przed przekazaniem takowych, obawiając się eskalacji konfliktu.
Z perspektywy czasu możemy powoli oceniać, kto miał rację w tej debacie, jako że obecnie od wielu miesięcy ukraińskie ataki dronowe sięgają daleko za linie frontu, trafiając w cele oddalone o setki kilometrów. Ukraińska armia korzysta przy tym głównie z własnych rozwiązań technicznych. Do tej pory Rosjanie nie znaleźli sposobu na równorzędną odpowiedź.
Priorytetowymi celami tych ataków są obiekty wykorzystywane do wydobycia i przetwórstwa surowców energetycznych oraz zakłady zbrojeniowe. Do ich strategicznego wymiaru jeszcze powrócę, natomiast z perspektywy wizerunkowej ważne jest, że ataki te są niemożliwe do ukrycia przez władzę i dotykają ludność w coraz większym stopniu.
Dobrym przykładem jest atak z 18 czerwca, w którym Ukraińcy użyli około 200 dronów w celu zniszczenia podmoskiewskiej rafinerii Kapotnia. Jak podaje „Rzeczpospolita”, wskutek nalotu zamknięto wszystkie cztery moskiewskie lotniska pasażerskie, a mieszkańcy mogli doświadczyć opadów produktów ropopochodnych, rozrzuconych po okolicy siłami eksplozji. Z kolei 6 lipca Siły Zbrojne Ukrainy dosięgły rafinerii w Omsku, jednym z największych miast Syberii.
Trwa także kampania polegająca na odcięciu półwyspu krymskiego od dostaw, przez co pojawia się tam racjonowanie żywności i zakaz sprzedaży paliw.
Innym przejawem przejęcia inicjatywy przez Ukraińców był upokarzający dla Rosjan stan tegorocznej parady z okazji Dnia Zwycięstwa. Trwała ona tylko 45 minut i po raz pierwszy od 2008 r. nie uwzględniała przejazdu ciężkiego sprzętu wojskowego, co pokazało, jak silny był wówczas strach przed atakami dalekiego zasięgu.
Zełeński wykorzystał okazję do wyśmiania przeciwnika, wydając w formie prezydenckiego dekretu „pozwolenie” na przeprowadzenie parady o ściśle określonym miejscu i czasie w zamian za wymianę jeńców i kilkudniowe zawieszenie broni.
Drugie możliwe wyjaśnienie okrojonego wymiaru parady – mianowicie, że cały sprzęt jest pilnie potrzebny na froncie – także nie świadczy dobrze o sytuacji militarnej Kremla. Chociaż rosyjska armia odnosi pewne sukcesy (szczególnie na odcinku donbaskim), ponosi przy tym ogromne straty. Siły Zbrojne Ukrainy szacują całkowite straty rosyjskie od początku wojny na milion 400 tysięcy żołnierzy (zabici i ranni).
Niedawno internetem wstrząsnęła informacja podana przez historyka Petera Frankopana za rosyjskimi blogerami, wedle której przewidywana długość życia rosyjskiego poborowego od momentu rozpoczęcia szkolenia kształtuje się w przedziale między 10 dniami a 3 tygodniami. Po wejściu do walki to jedynie 25-30 minut, co Frankopan przypisuje rosnącej roli dronów na polu bitwy.
Możliwe, że wysoka śmiertelność nie skłoni Kremla do deeskalacji, a wręcz przeciwnie – kolejnego poboru. Miałby on nastąpić jesienią, po wyborach do Dumy. Według ukraińskich i rosyjskich źródeł Rosja ma przygotowywać poligony pod wyszkolenie dużej fali zmobilizowanych rekrutów, a także rozmawiać z sąsiadami na temat tymczasowego zamknięcia przejść granicznych.
Chaos, strach i drożyzna
Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem wzbudziła w Rosji nadzieję, że wzrost cen ropy pozwoli podreperować finanse, a sankcje, którymi objęty jest rosyjski sektor naftowy, zostaną złagodzone. Do pewnego stopnia rzeczywiście tak było.
Jeszcze w marcu USA zawiesiły sankcje na zakup rosyjskiej ropy, aby złagodzić dotykające sojuszników skutki szoku podażowego wywołanego zamknięciem cieśniny Ormuz. Poluzowanie sankcji obowiązywało z krótką przerwą do 17 czerwca i znacząco zwiększyło dochody Kremla z eksportu surowców energetycznych.
Efekt nie był jednak wystarczający, by zamaskować fakt, że Rosja jest krajem z wysoką inflacją, wahającą się w granicach 10-15%, fatalnym stanem usług publicznych i rozpadającą się infrastrukturą. Przestaje być dobrym miejscem do życia nawet dla Rosjan z najlepiej rozwiniętych regionów. We wspomnianym artykule dla „Foreign Policy” Frankopan wskazuje za szefem szwedzkiego wywiadu, że rosyjską gospodarkę może czekać jedynie długookresowa recesja lub nagłe załamanie.
Starając się przekonać obywateli, że wszystko jest w porządku, państwo wpada w kolejne pułapki. Kreml kontynuuje wysiłki na rzecz ograniczenia dostępu Rosjan do ogólnoświatowego internetu. Jest to motywowane zarówno celami propagandowymi, jak i względami bezpieczeństwa związanymi z przeniesieniem się wojny w głąb rosyjskiego terytorium. Restrykcjom podlega dostęp do mediów społecznościowych, w tym Telegrama, który jest wykorzystywany nie tylko przez cywilów, ale i do łączności w wojsku.
Te posunięcia pokazują młodszym mieszkańcom Rosji, że ich państwo ma coś do ukrycia. Równolegle w związku z ukraińskimi działaniami dywersyjnymi, rosyjskie służby czasowo odcinają mieszkańcom całkowicie dostęp do internetu. Dzieje się to nie tylko w okolicach infrastruktury naftowej położonej na peryferiach, ale i w dużych centrach finansowo-usługowych jak Moskwa, które bez sieci nie mogą funkcjonować.
Przerwy uderzają zarówno w życie prywatne, jak i działalność gospodarczą, a brak internetu często pojawia się, gdy ukraińskie ataki powodują eksplozje i pożary, a także poważne niedobory paliwa. Wszystko to podważa narracje o sukcesach rosyjskiej armii.
Efektem są rekordowe niskie w ostatnich latach sondaże poparcia dla władzy i kierunku jej polityki. Jak donosi Levada Center, odsetek Rosjan wyrażających poparcie dla Władimira Putina w maju 2026 wyniósł 79%, w porównaniu do 86% w maju roku poprzedniego. Utrzymujący się w ostatnich miesiącach spadek poparcia to pierwszy nieprzychylny dla dyktatora trend od 2022 roku.
Podobny spadek widzimy w ocenie działań premiera i rządu. Ze stwierdzeniem, że kraj zmierza w dobrym kierunku, zgodziło się w maju tego roku 61% respondentów, a wcześniej w kwietniu – 55%. Porównajmy to z wynikiem 73% w maju 2025.
Exodus elit
Choć często wyobrażamy sobie wschodniego sąsiada jako barbarię, wielu mieszkańców europejskiej części Federacji Rosyjskiej żyje na poziomie zbliżonym do naszego. Przy okazji to ci najbogatsi i najlepiej wyedukowani.
Do niedawna byli chronieni przed skutkami wojny, która toczyła się daleko i ginęli w niej głównie przedstawiciele mniejszości czy kryminaliści. Teraz jej efekty zaczynają być znacznie bardziej odczuwalne.
Nie wróży to dobrze gospodarce państwa Putina. Najlepiej wykształceni i wykwalifikowani pracownicy to równocześnie ci, którzy najchętniej opuszczają Rosję w obawie przed szykanami politycznymi, poborem czy wzrostem kosztów życia.
Według badań przeprowadzonych przez zespół Outrush, spośród ok. 800 tysięcy ludzi, którzy opuścili Rosję w ciągu roku od wybuchu pełnoskalowej wojny, 43% stanowili informatycy, kolejne 21% – akademicy, działacze kulturalni, nauczyciele czy osoby związane z mediami, a następne 12% – pracownicy biurowi. Pracodawcy boleśnie odczuli skutki tej emigracji; szacunki wskazują, że w 2023 sektor IT został pozbawiony nawet 40% pracowników.
Nie dysponujemy jeszcze danymi, które pozwoliłyby nam powiedzieć coś więcej o obecnej skali tego zjawiska. Na razie wiemy, że przeważająca większość emigrantów nie planuje powrotu, dopóki w kraju nie zajdą diametralne zmiany polityczne.
Można jednak domyślać się, że w sytuacji pogarszających się warunków życia i widma kolejnych restrykcji pierwsi do wyjazdu będą ci, których na taką przeprowadzkę stać. Kreml stoi więc przed obliczem drenażu mózgów, który zaostrzy jeszcze gospodarcze i technologiczne zacofanie.
Co z tymi, którzy już wyjechali? Najpopularniejszymi kierunkami migracji zaraz po wybuchu wojny były Turcja, Gruzja i Armenia. Wielu Rosjan znalazło się także w Izraelu i Serbii, przy czym ta ostatnia jest najpopularniejszym kierunkiem przeprowadzki wśród osób zmieniających miejsce zamieszkania po raz drugi.
Odsetek emigrujących dla żadnego poszczególnego państwa UE nie przekroczył 2%; najpopularniejsze były Estonia i Niemcy. Gdyby jednak zsumować je ze sobą, przynajmniej 8% powojennej fali emigracyjnej znalazło się w granicach UE.
Emigrujący Rosjanie wybierają więc przede wszystkim kraje poradzieckie, bliskie kulturowo i takie, w których zapewne już wcześniej często bywali w celach turystycznych.
W ostatnim roku popularnym kierunkiem emigracji była także Białoruś, na co wskazuje Maria Kuranets, vlogerka prowadząca kanał Polska oczami Białorusinki. Jako przyczyny takiego stanu rzeczy wskazuje m.in. bardziej otwarty dostęp do internetu, niższe ceny, bliskość językową czy… dostępność zachodnich sklepów. Brakuje jednak konkretnych danych, aby stwierdzić skalę tego zjawiska.
Państwo groźne dla wszystkich
Nie sądzę, że powinniśmy przyjmować wiadomości o wewnętrznych turbulencjach w Rosji wyłącznie z entuzjazmem. To państwo będzie niebezpieczne także i wtedy, gdy pozbawi swoich obywateli resztek praw, obniży poziom życia i odetnie się od światowego internetu.
Powszechne wystąpienie obywateli przeciw władzy, w którym można by pokładać nadzieje, ani nie jest szczególnie prawdopodobne, ani nie ma gwarancji sukcesu.
Pewnym porównaniem może być tu Iran, w którym w styczniu tego roku masowe protesty przeciwko reżimowi skończyły się krwawą masakrą, a trwająca od marca wojna z Izraelem i USA nie zachwiała pozycji ajatollahów. Zastraszenie i odcięcie ludności od świata zewnętrznego nie przeszkadza reżimowi w walce o dominującą pozycję w Zatoce Perskiej.
Podobnie jak w przypadku Iranu, postępująca totalitaryzacja państwa będzie oznaczać wzrost zagrożenia zarówno dla Rosjan, jak i i ich sąsiadów, w tym także dla nas. Utrata poparcia może skłaniać Putina do podejmowania coraz bardziej desperackich i agresywnych działań, które reżimowe media będą mogły przedstawić jako świadectwo sprawczości i potęgi Rosji na arenie międzynarodowej.
To znana i skuteczna strategia, którą Putin stosuje już od czasów wojen w Czeczenii. Przed możliwością wprowadzenia jej w życie ostrzegał głośny artykuł „The Telegraph” z 3 lipca. Według osób powiązanych z Kancelarią Prezydenta RP Amerykanie mieli ostrzegać polskie władze o możliwym ataku hybrydowym.
Chociaż nie należy tych informacji lekceważyć, warto pamiętać, że nie są one zupełną nowością. Już 29 czerwca w wywiadzie dla Rzeczpospolitej szef Agencji Wywiadu, pułkownik Paweł Szota, ostrzegał przed prawdopodobnymi prowokacjami skierowanymi w państwa NATO. Wcześniej podobnie wypowiadali się szefowie innych europejskich wywiadów, na co zwrócił uwagę premier Donald Tusk, odnosząc się do doniesień prasowych.
Jeśli jednak można wskazać jakiś pozytyw, to fakt, że Rosjanie mogą wciąż biernie protestować przeciwko polityce dyktatora, głównie przez opuszczenie kraju. Perspektywa biedy i życia w izolacji skuteczniej zniechęca zamożnych obywateli do „specjalnej operacji wojskowej” i przeprowadzającego ją aparatu państwowego niż względy moralne. A biorąc pod uwagę plotki o kolejnej mobilizacji, Rosjanie mogą chcieć wyjechać wcześniej niż później.
Exodus wykształconych pracowników, kierujących się w dużej mierze do państw ościennych, osłabia Kreml gospodarczo. Budzi to jednak pytanie, czy w przyszłości Rosja nie upomni się także i o nich, mając w zwyczaju specyficzną formę „dbania o prawa mniejszości rosyjskiej” w sąsiadujących krajach…
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

