Religijność okazuje się przewagą, także demograficzną. Gdzie i dlaczego rodzi się więcej dzieci?
Co łączy ultraortodoksyjnych Żydów, amiszów i salaficckich muzułmanów? Nie tylko religijność, lecz także wysoka dzietność i zdolność do budowania trwałych wspólnot. W czasie gdy Polska i większość Europy pogrążają się w kryzysie demograficznym, to właśnie te środowiska udowadniają, że przyszłość może należeć do tych najbardziej wierzących.

Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach „Gościa Niedzielnego”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!
11 lat temu miała premierę książka Michela Houellebecqa pt. „Uległość”. Opowiadająca historię Francji, w której władzę przejmuje lider muzułmańskiej partii Mohammed Ben Abbes, stopniowo i jakby mimochodem wprowadzający muzułmańskie normy prawne i obyczajowe.
Dla mnie jednak „Uległość” bardziej obnaża słabość naszej kultury, niż wyraża lęk przed zagrożeniami związanymi z masową imigracją i kulturowym zastąpieniem.
Muzułmańska wspólnota rośnie
W 1990 r. liczba muzułmanów mieszkających w Europie wynosiła niespełna 30 mln osób. W 2010 r. osiągnęła poziom 44 mln. Dziś przekracza już 50 mln. Rosnąca liczba muzułmanów to konsekwencja zarówno masowej imigracji, jak i wysokiej dzietności.
Dane Pew Research Center sprzed dziewięciu lat pokazują, że o ile populacja niemuzułmańskich mieszkańców Europy starzeje się i powoli wymiera, o tyle muzułmanie na Starym Kontynencie są relatywnie młodzi i z łatwością przekraczają poziom zastępowalności pokoleń wynoszący 2,1 (dzietność muzułmanów w Europie sięga 2,6, niemuzułmanów – jedynie 1,6).
Polska tragedia
Tymczasem w Polsce sytuacja wygląda odwrotnie. W 2025 r., według oficjalnych statystyk Głównego Urzędu Statystycznego, współczynnik dzietności spadł do historycznie niskiego poziomu 1,068. Urodziło się najmniej dzieci od II wojny światowej.
Przewaga liczby zgonów nad liczbą urodzeń w poprzednim roku była drastyczna i wyniosła 167 tysięcy osób. O tyle zmniejszyła się liczba Polaków i cudzoziemców na stałe mieszkających w naszym kraju. Gdyby taki ubytek ludności dotyczył jednego polskiego miasta, Chorzów zniknąłby w siedem miesięcy, Gniezno w cztery i pół miesiąca, a Grudziądz w pół roku.
Eksperci zajmujący się demografią, jak na przykład Mateusz Łakomy, szukając przyczyn zwracają uwagę na mieszankę czynników materialnych, społecznych i kulturowych, które składają się na dramatyczny obraz wymierającej Polski.
Izraelski wyjątek
Jedynym krajem należącym do OECD, który znacznie przekracza poziom zastępowalności pokoleń, jest Izrael. To nowoczesne i zamożne państwo, w którym wskaźnik dzietności wyniósł 2,9. Media izraelskie przewidują zaś, że w tym roku osiągnie on poziom 3,2. W Izraelu rodzi się więc ponad trzykrotnie więcej dzieci niż w Polsce. Jak wytłumaczyć tę anomalię?
Socjolog Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty zwraca uwagę, że grupą najszybciej zwiększającą swoją liczebność, są ultraortodoksyjni Żydzi. W rodzinach, w których życie przebiega w rytmie czytania Tory, religijnych rytuałów oraz ścisłych, konserwatywnych norm obyczajowych, rodzi się średnio sześcioro dzieci.
Jednak także wśród Żydów, którzy mniej rygorystycznie podchodzą do religii, wskaźnik dzietności jest na tyle wysoki, że wydaje się nieosiągalny w żadnym innym rozwiniętym kraju świata.
Dla dużej części społeczeństwa w Izraelu religia stanowi prawdziwą formę życia, a nie jedynie cotygodniowy rytuał będący odpoczynkiem od świeckiej kultury. Wspólne obyczaje i normy religijne tworzą przestrzeń, którą siłą rzeczy oddychają w dużej mierze również osoby niewierzące lub praktykujące rzadziej.
W Izraelu w części grup – zwłaszcza tradycyjnych, religijnych i w społecznościach arabskich – więzi rodzinne mają bardzo silny charakter, a sieci krewniacze odgrywają istotną rolę w codziennym życiu, także w kwestiach wychowania dzieci i wzajemnego wsparcia.
Jak przekonuje Grabowski, wszystko to dzieje się w otoczeniu pronatalistycznej polityki i intensywnej, prorodzinnej propagandy – od mediów po podręczniki szkolne.
Religijni przejmą przyszłość?
Eric Kaufmann, profesor socjologii, ostatnio zaangażowany w krytykę ideologii woke, napisał w 2010 r. prowokacyjną książkę Shall the Religious Inherit the Earth? („Czy osoby religijne przejmą Ziemię?”).
Badacz ten zwracał uwagę na ponadprzeciętną zdolność społeczności religijnych do zwiększania swojej liczebności. Dla przykładu amisze Starego Porządku podwajają swoją populację mniej więcej co dwadzieścia lat. W 1900 roku było ich zaledwie 5 tysięcy, w czasie pisania książki liczyli już blisko ćwierć miliona członków. Szesnaście lat po jej publikacji społeczność ta liczy ponad 410 tysięcy osób.
Kaufmann przekonuje, że podobny trend obserwujemy wśród innych grup, takich jak hutteryci, amisze, ultraortodoksyjni Żydzi, salaficcy muzułmanie czy amerykańscy mormoni.
Wspólnoty ortodoksyjne i tradycjonalistyczne wykazują się większą wspólnotowością, stałością i powszechnością przestrzeganych norm, które ograniczają indywidualizm.
Ludność zsekularyzowanych społeczeństw zachodnich wykazuje odwrotną tendencję demograficzną. I choć oczywiście znaczna część imigrantów przybyłych do Europy wraz z osiągnięciem względnego poziomu dobrobytu ulega tym samym procesom laicyzacji, to jeśli obecne trendy się utrzymają, zgodnie z tytułem książki Kaufmanna wydaje się prawdopodobne, że „osoby religijne przejmą świat”.
Morderczy indywidualizm
Socjologowie alarmują – nasz problem demograficzny jest również konsekwencją tego, że młodzi ludzie coraz częściej cierpią z powodu samotności.
Żyją w kulturze, w której związek nie jest już czymś powszechnym i niemal obowiązkowym, lecz zawsze opcjonalnym. Nawet dwie trzecie młodych Polaków jest albo singlami, albo pozostaje w krótkotrwałym związku z osobą, z którą nie mieszka.
Brak trwałych związków i życie w dobrobycie to jednak tylko część odpowiedzi. Istotną rolę odgrywają także mieszkania, które stały się dobrem luksusowym, trudności w uzyskaniu stabilnego zatrudnienia przez kobiety w wielu branżach czy brak kultury pracy pozwalającej pogodzić obowiązki zawodowe z rodzicielskimi.
Na jeszcze głębszym poziomie problemem jest kultura indywidualizmu, w której zostaliśmy wychowani. Brak wielopokoleniowych rodzin wspierających wychowanie dzieci, zanik wspólnotowych rytuałów rodzinnych i społecznych, a w końcu osłabienie praktyk religijnych jako rdzenia kultury.
Wśród ortodoksyjnych Żydów religia stanowi nadrzędną, jeśli nie jedyną formę życia. Reguluje niemal każdy aspekt egzystencji. Możliwość odgrodzenia się od dominującej kultury świeckiej poprzez własny system szkół, uniwersytetów i mediów stworzyła enklawy pokazujące radykalną alternatywę. Dynamiczny przyrost liczby ortodoksyjnych Żydów stanowi najprostszy dowód żywotności tej kultury.
Przykład żydowski, ale także muzułmański czy mormoński, pokazuje, że silna religijność i przekonanie, iż doczesność jest jedynie przystankiem do wieczności, kształtują trzeźwy stosunek do świata. Paradoksalnie ci, których mniej interesuje ten świat, potrafią żyć w nim z większym poczuciem sensu. Być może właśnie dlatego łatwiej otwierają się na nowe życie.