Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Peter Thiel i postliberalny kult jednostki

Peter Thiel i postliberalny kult jednostki autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Prorok przemocy? A może przewrotny intelektualista? Peter Thiel kreuje się na najbardziej enigmatyczną postać Doliny Krzemowej. Twierdzi, że rozwojowi technologicznemu zagraża nadejście „antychrysta”. Co to oznacza? Już 20 lat temu w pewnym eseju przedstawił on swoją wizję upadku demokracji liberalnej i nadejścia nowego „cezaryzmu”. Do czego może doprowadzić ten projekt? W jaki sposób Thiel deformuje myśl swojego mistrza, René Girarda? Czy jesteśmy skazani na nowy kult jednostki?

Czy człowiek nowoczesny wierzy w Boga, czy już tylko w naczelnego dyrektora światowej firmy?

Robert Musil

 

Jak naśladowałem prezesa wielkiej firmy

Pracowałem kiedyś w pewnej innowacyjnej firmie. W tej krótkiej opowieści zmieniam, zmyślam pewne szczegóły – nie chcę bowiem portretować żadnej konkretnej osoby, lecz opisać pewne zjawisko.

Prezesem naszej firmy był ekspert poważany w kraju i za granicą. Środowisko traktowało go jako autorytet, w krótkim czasie stał się rozpoznawalnym w całym kraju influenserem. Można powiedzieć, że wymyślił samego siebie jako człowieka, którego w Polsce jeszcze nie było.

Nie poznałem jego „ciemnej strony”. Do pracowników odnosił się z szacunkiem, bez wyższości. Miał ujmujące poczucie humoru. Nie byłbym pod wielkim wrażeniem jego sukcesów, gdyby nie to, że mogą służyć dobru wspólnemu – przyczyniać się do rozwoju i bezpieczeństwa naszego kraju. Jakby tego było mało, człowiek ten ma też rodzinę, kilkoro dzieci, a przecież dla kariery niektórzy rezygnują z życia prywatnego.

Nie próbuję pisać laurki – nie poznałem prezesa zbyt dobrze. Chodzi mi o relację między nim a mną, z której charakteru nie zdawałem sobie sprawy. Wiedziałem, że człowiek ten łączy w sobie kompetencje i talenty trzech lub czterech osób. Jak to możliwe, że jest w stanie tak wiele robić i to na tak wysokim poziomie?

Często zadawałem sobie to pytanie. Zauważyłem, że w okresie, kiedy pracowałem w owej firmie, zacząłem wymagać od siebie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Myślałem: co mogę robić więcej po godzinach? Jak wykorzystać swoje możliwości i nie marnować czasu? Jak dalej się kształcić, jaką aktywnością się wykazać?

Kiedy prezes odszedł z firmy, odczuwałem to tak, jak gdyby zabrano mi metaforycznego ojca. Codzienność w pracy wypełniła pustka. Niemniej, dalej pracowałem, także po godzinach, tak dużo, jak nakazywały moje nowe nawyki. Wkrótce i ja odszedłem z firmy.

Dopiero po roku dotarło do mnie, że – chociaż nie docierało to do mojej świadomości, chociaż nikt nigdy mnie do tego nie zachęcał – naśladowałem prezesa. Zapragnąłem być –podobnie jak on – kilkoma ludźmi w jednym. Działałem niczym zahipnotyzowany, choć byłem wcześniej przekonany, że jestem niepodatny na tego rodzaju wpływy.

René Girard i Peter Thiel. Antropolog i inwestor

„Nie potrafimy przyznać, że podziwiamy tych, których naśladujemy. Widzimy w tym coś wstydliwego” – mówił René Girard, twórca antropologicznej koncepcji mimetyzmu, czyli naśladownictwa. Jako, że – na przykładzie opisanego przeze mnie wyżej doświadczenia – przekonałem się, że mimetyzm jest niewidzialny, niekomunikowalny, mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej będę mógł przyjrzeć się Peterowi Thielowi – najsłynniejszemu spośród uczniów Girarda. Będę starał się – tak jak sam Girard zachęcał – patrzeć „z samego wnętrza mimetyzmu”.

To naturalne, że póki jesteśmy dziećmi, naśladujemy rodziców i opiekunów, ale w dorosłym życiu – twierdzi Girard – element nieświadomości faktu, że ciągle kogoś naśladujemy, często ma negatywne konsekwencje, a cały proces mimetyczny zostaje stabuizowany. Według Girarda, kiedy czegoś pragniemy, działamy pod wpływem pośrednika, czyli kogoś trzeciego, kto nadaje obiektowi pragnienia wartość i prestiż.

Na przykład mężczyzna może pożądać kobiety tylko dlatego, że czuje zazdrość o jej adoratorów. Pożąda ją, ponieważ widzi, że jest pożądana przez innych. W uproszczonym modelu, który Girard nazywa mediacją wewnętrzną, wybieramy sobie rywala, którego chcemy przewyższyć i który zarazem jest idolem, do jakiego pragniemy się upodobnić.

U Szekspira Romeo i Julia pochodzą ze zwaśnionych rodów, ale któż wie, dlaczego są one „zwaśnione”? „Nie jest jasne, dlaczego są w konflikcie, gdyż tak naprawdę nie mają o co walczyć. […] Dwa rody są podobne do siebie, a jednak się nienawidzą”.

Jałowa rywalizacja osób, firm czy partii politycznych prowadzi do eskalacji przemocy. W skrajnych sytuacjach uruchamia mechanizm kozła ofiarnego (to druga kluczowa koncepcja Girarda), a wtedy skłócona społeczność niszczy wybraną przez siebie jednostkę – lub grupę jednostek – którą obarcza rzeczywistymi i wyobrażonymi winami. Traktuje ten akt jako jedyną szansę na zakończenie konfliktu mimetycznego i powrót do równowagi.

Girard stawia swoje tezy niezwykle stanowczo. Dowodzi, że mechanizm kryzysu mimetycznego i składania ofiary stoi u podstaw wszystkich społeczności w całej historii człowieka, a jego echa odnajdujemy w kulturze: od postaci Edypa i Romulusa przez mitologię grecką, historię starożytną, Biblię i sztuki Szekspira aż po czasy obecne.

Proces mimetyczny, zdaniem Girarda, to „szatan” w biblijnym sensie, gdyż wyzwala przemoc. Na przykład Raskolnikow z powieści Dostojewskiego morduje staruszkę, bo pragnie dorównać Napoleonowi. Co ciekawe, Girard pod wpływem własnej teorii nawrócił się na katolicyzm, w związku z czym często odwołuje się do religii.

Powyższy cytat o Romeo i Julii nie pochodzi z pism Girarda, lecz z książki Petera Thiela Zero to One (2014). Zrealizować pomysł, na który nikt dotąd nie wpadł: to właśnie droga „od zera do jednego”.

Thiel na przełomie lat 80. i 90. był studentem Girarda na uniwersytecie Stanforda. Później współtworzył PayPala, inwestował w Facebooka, Airbnb czy Spotify. W 2003 r. został współzałożycielem Palantira, firmy zajmującej się wielkimi danymi (ang. big data) i sztuczną inteligencją w obszarze bezpieczeństwa, wartej obecnie (wiosną 2026 r.) ok. 350 mld dolarów.

Palantir blisko współpracuje z rządem amerykańskim, m.in. z agencją ICE zajmującą się kontrolą migracji. Firma posądzana jest o masową inwigilację zarówno w USA, jak i np. w Strefie Gazy, a nawet o udział w zbrodniach wojennych. Thiel, jako pierwszy z wielkich inwestorów Doliny Krzemowej, poparł amerykańską prawicę. Zainteresował myślą Girarda i w dużej mierze wylansował J.D. Vance’a, a także wspierał Donalda Trumpa zarówno w czasie kampanii wyborczych, jak i w okresie przejmowania władzy.

Na przełomie 2025 i 2026 r. Thiel wkroczył na kolejny, dość osobliwy etap w swojej karierze intelektualnej. Prowadzi zamknięte wykłady na temat figury „antychrysta”, którego wyobraża sobie jako etatystę i luddystę: przywódcę, który będzie zachęcał do powstrzymania rozwoju technologii i zagrażał swobodzie gospodarczej Doliny Krzemowej.

Wykłady Thiela w Rzymie w kwietniu 2026 r. zachęciły do zabrania głosu bp. Antonio Staglianò, przewodniczącego Papieskiej Akademii Teologicznej, który nazwał go „prorokiem przemocy” i zarzucił wykoślawianie myśli Girarda. Czy Thiel rzeczywiście chwali przemoc? W jaki sposób odwraca teorie swojego mistrza?

Najpierw zrezygnuj z rywalizacji, potem zbuduj monopol

„Studia to takie miejsce, w którym ludzie mający śmiałe plany w szkole średniej, uczestniczą w zaciętej rywalizacji z podobnymi sobie o konwencjonalne stanowiska w doradztwie czy bankowości inwestycyjnej. Za przywilej stania się konformistami studenci (lub ich rodziny) płacą setki tysięcy dolarów czesnego, którego wzrost jest szybszy niż wskaźnik inflacji. Dlaczego to sobie robimy?” – pisze Thiel w Zero to One.

Sam po ukończeniu prawa w Stanford Law School marzył o stażu w amerykańskim Sądzie Najwyższym – instytucji mającej decydujący wpływ na prawo obowiązujące w USA. „Byłem bardzo bliski wygrania ostatniego stadium rozgrywki. Jeśli tylko dostanę się na aplikację, będę ustawiony do końca życia, myślałem. Jednak nie dostałem takiej możliwości. Załamałem się wtedy”.

Z amerykańskiej popkultury dobrze znamy opowieści o robieniu kariery i sięganiu, zdawałoby się, niemożliwych celów, ale historie tych, którzy odpadli i załamali się, mniej przyciągają naszą uwagę. Dlaczego mielibyśmy się interesować losem przegranych?

„Konkurencja jest przede wszystkim ideologią, która zawładnęła społeczeństwem i wypacza sposób myślenia” – pisze Thiel. Tymczasem „im bardziej konkurujemy, tym mniejsze mamy zyski”. Dla przykładu, Stanford Law School ma jeden z najniższych wskaźników przyjęć spośród uczelni wyższych w USA – przez ostatnie 15 lat rzadko przekraczał on 10%.

Ambitni studenci prawa funkcjonują w środowisku nadmiernej konkurencji, w którym posiadają zbliżone zasoby i zabiegają o niewielką liczbę stanowisk.

Mimetyczna rywalizacja jest tak zacięta, że nie przychodzi nam na myśl, że może istnieć alternatywa. Zresztą nawet ci, którzy za cenę pracy ponad siły wygrywają, według Thiela zdobywają co najwyżej iluzję prestiżu i podmiotowości. Prawdziwą wolność i władzę – wskazuje – mogą mieć tylko wybitni przedsiębiorcy. Stanie się kimś takim wymaga zmiany myślenia.

Wyobraźmy sobie, że chcemy założyć od zera w Ameryce sieć restauracji z fast foodem albo firmę produkującą oprogramowanie. Sądzimy, że uda nam się osiągnąć sukces McDonald’s czy Microsoftu. Byłoby to absurdalne. Media niekiedy suflują narrację o „małej firmie, która rzuca wyzwanie gigantowi”, ale na silnie konkurencyjnym rynku możemy zatriumfować – mówi Thiel – tylko jeśli produkt, który oferujemy, jest przynajmniej 10 razy lepszy od produktu, który od lat sprzedaje konkurencja.

Zwykle jest to nierealne, dlatego start-up powinien się rozwijać stopniowo i przede wszystkim unikać konkurencji: „należy zaczynać od rynku, który jest mały”. Na przykład Amazon najpierw zdominował internetową sprzedaż książek i dopiero później rozszerzył działalność na inne rynki, dzięki czemu jego twórca Jeff Bezos stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

Wywalcz mały monopol – to pierwsza z lekcji Thiela. Doskonale sprawdziła się w przypadku Palantira, który najpierw zdobył lokalny monopol na zlecenia dla rządu USA, a potem przekuł go na sprzedaż komercyjną. Chociaż Palantir dopiero po 20 latach od założenia przestał przynosić straty, rośnie dziś w zawrotnym tempie – w 2025 r. jego zyski wzrosły o 252% w porównaniu z 2024.

Lekcja druga: czasami zamiast, walczyć lepiej połączyć się z konkurencją. Thiel wspomina, że w 1999 r., pracując nad PayPalem, podjął decyzję o nawiązaniu współpracy z najgroźniejszym rywalem – Elonem Muskiem, który budował bardzo podobny produkt. Dzięki temu obaj uchronili się przed pęknięciem tzw. bańki dotcomów, do którego doszło w 2000 r.

Te dwa posunięcia – szukanie niszy i współpraca z przeciwnikiem – wydają się mało intuicyjne. Popkultura przyzwyczaiła nas do ostrych konfliktów. Wizja triumfu w wyścigu albo pojedynku włada naszą wyobraźnią. Narracje tego typu de facto przypominają pierwszą część rytuału kozła ofiarnego, która polega na ubóstwieniu jednostki.

Jak pokazuje Thiel, błąd uwikłania się w rywalizację na śmierć i życie popełniają nawet bardzo doświadczeni biznesmeni. Wszyscy znamy to uczucie, kiedy chcielibyśmy rzucić przeciwnika na kolana, prawda?

Gdyby nauki, które Thiel wyciąga z teorii Girarda, ograniczały się do unikania rywalizacji mimetycznej, należałoby twórcę Palantira pochwalić. Po pierwsze dlatego, że zniechęca do konformizmu. Po drugie, gdyby przedsiębiorcy rzeczywiście starali się oferować produkty 10 razy lepsze od konkurencji, mielibyśmy do czynienia z idealnym rynkiem konsumenta i nieprzerwanym napływem innowacji. Oczywiście te postulaty są utopijne, ale do tego, że w biznesie chodzi o zdobycie monopolu, Thiel podchodzi zupełnie poważnie.

Genialny founder, czyli odwrócony kozioł ofiarny

Pojęcie monopolu kojarzy się nam raczej z gospodarką komunistyczną, pustymi półkami w sklepach i niedoborem podstawowych produktów, ale Thiel mówi wprost: monopol w gospodarce rynkowej jest „stanem umożliwiającym osiągnięcie sukcesu”. Co więcej, „monopole są motorem postępu, gdyż perspektywa lat lub nawet dekad osiągania zysków jest potężnym motywatorem do wprowadzania innowacji”.

Tysiące satelitów na orbicie? Kolonizacja Księżyca? Lot na Marsa? To wszystko będzie w zasięgu ręki, bo dopiero pozycja monopolisty pozwala firmie na duże inwestycje w badania i rozwój.

Thiel przykłada do biznesu również drugą teorię Girarda – tę o koźle ofiarnym. Według Girarda osoba, którą skazywała na śmierć społeczność dręczona kryzysem (powodzią, głodem, wojną etc.), była zawsze uważana za żebraka lub boga, niepełnosprawnego lub cudzoziemca – słowem, za kogoś wyjątkowego.

Po rytualnym zabójstwie ofiara zwykle zostawała uświęcona. Mechanizm stale odnawiał się, gdyż wspomnienie mordu wypierała fałszywa pamięć o dobrowolnym poświęceniu ofiary. Tak powstały mity wszystkich kultur świata.

Dopiero ofiara Chrystusa – mówi Girard – doprowadziła do globalnej zmiany w życiu ludzkich społeczności. Dlatego dziś nie składamy już ofiar, przeciwnie – dbamy o wykluczonych i pokrzywdzonych.

Thiel przywołuje przykłady mitycznych kozłów ofiarnych z pism Girarda, takich jak Edyp czy Romulus. Porównuje ich ze Steve’em Jobsem czy Richardem Bransonem. Podkreśla, że founder, czyli założyciel innowacyjnej firmy, powinien kreować się na aspołecznego gwiazdora: „wyróżniająca się jednostka, a nie wynajęty menedżer, może być dla firmy źródłem olbrzymiego potencjału, lecz jednocześnie poważnym zagrożeniem”, gdyż wybitni ludzie chętnie eksponują swoje „cechy krańcowe”, a przez to mogą być jednocześnie podziwiani i nienawidzeni.

Precyzyjniej ujmuje to w wykładach, które stały się podstawą Zero to One: start-up zaczyna od struktury monarchii, która może się zmienić w fasadową republikę, dopiero gdy stanie się dojrzałą firmą.

Nie powinien jednak przypominać dyktatury, bo w takim systemie nikt nie chciałby pracować: chodzi o „coś podobnego raczej do archaicznej struktury feudalnej. Ludzie przyznają liderowi wszelką władzę i kompetencje, a potem to jego oskarżają, jeśli coś idzie nie tak”.

Start-up nie może być demokracją, bo demokracje „nie działają”: procesy wyborcze nie pozwalają robić „czegoś nowego”. Zatem „najlepszym systemem jest quasi-mitologiczna struktura z założycielem będącym kimś w rodzaju króla, który ma więcej władzy niż demokratyczny rząd, ale daleko mu do władzy absolutnej”.

Antropologia Girarda zostaje tu przetworzona w teorię zarządzania i strategię marketingową, oparte na micie foundera.

Znajdziemy w pismach i wypowiedziach Thiela więcej pośrednich pochwał wybitnych jednostek. W tekście z 2009 r. Edukacja libertarianina pisze, że „losy naszego świata mogą zależeć od wysiłków pojedynczej osoby, która zbuduje lub upowszechni mechanizmy wolności, które uczynią świat bezpiecznym dla kapitalizmu”.

W wykładach o antychryście wspomina postacie takie jak Aleksander Wielki, Trajan, Dżyngis Chan, Napoleon czy Hitler, zastanawiając się, który z nich „przegrywa mimetycznie” z innymi (jak wiadomo, Napoleon naśladował Cezara, a ten – Aleksandra Wielkiego; w kwietniu 2026 r. media donosiły, że do całej trójki zaczął porównywać się Trump). Stwierdza, że Xi Jinping raczej nie okaże się antychrystem, bo jest już na to za stary.

Thiela nieprzypadkowo fascynują „wielcy przywódcy”. To właśnie im, a nawet tylko im należy się „autentyczna ludzka wolność” w rozumieniu libertariańskim. W Edukacji libertarianina podkreśla, że nadanie praw wyborczym kobietom i rozszerzenie przywilejów socjalnych „uczyniły pojęcie «demokracji kapitalistycznej» oksymoronem”.

„Już nie uważam, by wolność i demokracja były kompatybilne”. Osoby najbardziej utalentowane, potrafiące prowadzić najbłyskotliwsze biznesy nie powinny napotykać żadnych barier. W końcu tylko aspołeczni geniusze mogą wznieść się ponad rynek, oderwać od mimetycznych rywalizacji i przekształcać rzeczywistość.

Gdy liberalny porządek upadnie, nadejdzie nowy cezar

Charakterystyczne dla Thiela jest to, że swoje opinie formułuje tak, żebyśmy mogli wczuć się w jego bohaterów i zarazem oceniać ich wyłącznie z punktu widzenia efektywności. Mówiąc o founderach, podkreśla: „powinniśmy być bardziej tolerancyjni wobec tych, którzy wydają się dziwakami lub postępują w niestandardowy sposób; potrzebne są nam osoby niezwykłe, które zarządzałyby firmami w sposób dający efekt w postaci wykładniczego wzrostu”.

Dziś jednak libertarianizm Thiela i Doliny Krzemowej ustępuje miejsca milenaryzmowi, czyli przekonaniu o zbliżającym się końcu świata i nadejściu powszechnej szczęśliwości. Katastrofa i złoty wiek wcale nie wykluczają się nawzajem.

Sam Altman czy Elon Musk kreują się na postacie wręcz z porządku religijnego, stylizują się na zbawców i przepowiadają „apokalipsę”. Ma się ona wiązać z potężniejszą od człowieka generalną sztuczną inteligencją, której stworzenie prezesi wielkich firm powstrzymują – a zarazem przyspieszają – wcielając się w rolę „katechona”.

W wykładach o antychryście Thiel przywołuje to mgliste pojęcie z 2 Listu św. Pawła do Tesaloniczan, oznaczające kogoś lub coś, co powstrzymuje nadejście antychrysta i koniec świata. „Umieściwszy hipotetyczną katastrofę w centrum debaty publicznej, architekci systemów AI postawili się w roli opornych strażników ludzkości, obciążonych straszliwą wiedzą i ogromną odpowiedzialnością” – pisze James O’Sullivan.

„[…] Spekulatywna tyrania superinteligencji przysłania prawdziwą tyranię kapitalizmu nadzoru”. Jak opisuje to Janis Warufakis, „technofeudałowie” – określenie to współgra z „feudalną” teorią start-upów Thiela – zawdzięczają swój sukces w dużej mierze „darmowym” pieniądzom od rządu USA i pozyskiwaniu danych użytkowników w zamian za „darmowe” usługi.

Gdyby nie ogromne wsparcie rządowe i wyjątkowy w skali świata system finansowania pozwalający przynosić straty przez dziesięciolecia również Palantir nie zdołałby się rozwinąć. Tak zwykle wyglądają kulisy splendoru technologicznych geniuszy, którzy rzekomo wszystko zawdzięczają swojej wybitności.

Oczywiście luminarze Doliny Krzemowej nie nawołują wprost do „kultu jednostki”, ale nieustannie budują wokół siebie aurę tajemniczości, nadludzkich możliwości i niejasnego zagrożenia. Media – w dużej mierze uzależnione zresztą od big techów – współtworzą splendor innowacji i „genialnych” jednostek.

Dla przykładu, Thiel został nazwany przez jedno z czasopism „czołowym intelektualistą dzisiejszej Ameryki”. Mamy identyfikować się z technofeudałami i próbować ich naśladować, wierząc, że my również możemy odnieść sukces na fali bezkrytycznego entuzjazmu wobec technologii.

Jak wygląda to naśladownictwo, opisuje biograf Thiela, Max Chafkin. Thiel Fellowship to stypendium w wysokości 250 tys. dolarów „dla młodych ludzi, którzy chcą budować nowe rzeczy zamiast siedzieć w klasie”. Zdolny uczeń może aplikować o stypendium, o ile rzuci szkołę.

„W całych Stanach Zjednoczonych i poza nimi nastolatkowie kombinowali, jak zbliżyć się do Thiela. Odpowiadali na posty na blogach publikowane przez jego zwolenników i rozpowszechniali je. Śledzili najbliższe otoczenie Thiela na Twitterze i zaczęli mówić jego językiem. Armia jego młodych wyznawców – z których większość po prostu chciała założyć firmy i wzbogacić się, najlepiej za pieniądze Thiela – zaczęła mówić jak techno-utopiści lub kontrarianie [inwestorzy działający na przekór rynkowi – P.B.]”.

Thiel z jednej strony krytykuje mimetyzm, a z drugiej zachęca do innego wariantu mimetyzmu – naśladowania jego samego.

„Domyślanie się” prawdziwego sensu wypowiedzi Thiela nie jest nadużyciem. Sam do tego zachęca w eseju The Straussian Moment z 2004 r. Z tym właśnie esejem polemizuje bp Staglianò, który cytuje opinię Thiela, że „kwestia ludzkiej przemocy została wymazana [whitewashed away] przez oświecenie”.

To ten tekst należy przeanalizować, jeśli chcemy poznać sposób myślenia Thiela. Kluczowych uwag dostarcza Paul Leslie, który znał osobiście Girarda i Thiela na Stanfordzie. Thielowi, pisze Leslie, nie wystarczyło to, że w wieku trzydziestu paru lat został miliarderem: „w 12 tysiącach słów, na 25 stronach, bez kompleksów cytował św. Augustyna, Leo Straussa i Roberto Calasso; szybko rozprawił się z Johnem Locke’iem; nazywał Thomasa Hobbesa tchórzem i wygłaszał tuziny niepokojących deklaracji”.

W 2001 r., według Thiela, amerykańska liberalna demokracja została zakwestionowana przez atak na World Trade Center. „Liberalne ideały oświecenia – racjonalizm, prawa jednostki i prymat ekonomii – nie wystarczają, by stawić czoła zagrożeniom stwarzanym przez przeciwników kierujących się ideologią” – streszcza jego wywód Leslie.

Radykalny islam odsłonił kryzys tożsamości Zachodu: to, że nie potrafi on uzasadnić wartości, w które de facto przestał wierzyć, choć pozornie wciąż je zachowuje. Aby przeciwstawić się terrorystom, Thiel sięga po kategorię wroga, o której pisał Carl Schmitt (to najwyraźniej od Schmitta bierze pojęcie katechona i obawę przed antychrystem). Podkreśla jednak, że Zachód nie może podjąć wojny ideologicznej, gdyż wtedy upodobniłby się do przeciwnika, a mimetyzmu należy przecież unikać.

Z kolei od Leo Straussa Thiel bierze przekonanie, że filozofowie przeszłości obawiali się, że niczym Sokrates zostaną oskarżeni o czyny antyspołeczne i zlinczowani. Dlatego wielu z nich wybierało „ezoteryczny” sposób pisania. Tylko wytrawni czytelnicy mogą znaleźć w ich pismach ukryte, przeznaczone dla nielicznych, „wywrotowe” idee, takie jak ta, że wbrew obietnicom liberalizmu nie da się usunąć przemocy ze społeczeństwa i systemu władzy.

„Straussowski moment” polega na tym, że elity Zachodu muszą na nowo zmierzyć się z problemem „wroga”, odwołując się do siły. Pax Americana, jak twierdzi Thiel, był możliwy nie dzięki debatom na forum ONZ, ale dzięki systemowi ECHELON służącemu do wymiany danych wywiadowczych między USA i ich sojusznikami.

Dominacja Ameryki wynika z ukrytej, brutalnej gry wywiadu, a nie liberalnych instytucji. Strauss naucza, według Thiela, o potrzebie „ram politycznych, które działają poza mechanizmami kontroli i równowagi demokracji przedstawicielskiej, jak opisano je w podręcznikach szkolnych”.

Na koniec Thiel przechodzi do Girarda, który ujawnił, że społeczeństwa bazują na mimetyzmie i mechanizmie ofiarniczym, a nie na umowie społecznej, jak chcieli liberałowie. Terroryzm jest zdaniem Thiela (jak i Girarda) tylko najjaskrawszym przykładem potencjalnie nieograniczonej w zglobalizowanym świecie mimetycznej przemocy.

Napięcia nie mogą już zostać rozładowane przez złożenie ofiar z ludzi, co przybliża groźbę apokalipsy. Co jeśli na przykład dziesiątki państw zaczną jednocześnie budować broń atomową, by szachować się nawzajem?

11 września pokazał, że liberalny porządek nie radzi sobie ani z wewnętrznymi konfliktami, ani z atakiem z zewnątrz: „[…] epoka nowoczesna nie będzie trwała wiecznie i ostatecznie ustąpi miejsca czemuś bardzo od niej innemu. Nie możemy zapominać, że pewnego dnia wszystko zostanie ujawnione, wszystkie niesprawiedliwości obnażone, a ci, którzy je popełnili, zostaną rozliczeni”.

W zakończeniu Thiel podkreśla, że „chrześcijański mąż stanu” powinien, podążając za myślą Girarda, nawet w sytuacji kryzysu wybierać pokój „Królestwa Bożego”, odrzucać „nieograniczoną przemoc mimetyzmu wymykającego się spod kontroli”. Ten zwrot brzmi dziwnie zachowawczo.

Leslie wskazuje, że prawdziwą konkluzję Thiel, wzorując się na ezoterycznym pisaniu Straussa, ukrywa. Chodzi o zamieszczony po niemiecku cytat z zakończenia Zmierzchu Zachodu (1922) Oswalda Spenglera:

Atoli nam, których los umieścił w tej kulturze i w tym momencie jej rozwoju, gdy pieniądz świętuje swe ostateczne zwycięstwo, a jego dziedzic cezaryzm zbliża się cichaczem i niepowstrzymanie, dany jest tym samym w ciasno zakrojonych granicach kierunek woli i powinności, bez których nie warto dalej żyć.

Ducunt fata volentem, nolentem trahunt.
[Chętnych wszak ludzi za sobą los wiedzie, niechętnych zaś wlecze – P.B.]

Thiel wcale nie nawołuje więc do pokoju, lecz sławi silną władzę centralną. Postliberalny cezaryzm – pisze Leslie – oznacza „system kierowany przez silnego, charyzmatycznego lidera, który, by przywrócić porządek, skupia w swoich rękach władzę, często omijając normy konstytucyjne”.

Piszący w połowie 2025 r. Leslie wiedział już, od jakiego chaosu i łamania wszelkich reguł i obyczajów zaczęła się druga prezydentura Donalda Trumpa. Sugeruje, że Thiel wspiera prezydenta USA, bo postrzega go jako „agenta chaosu”, który miałby utorować drogę jakiemuś nowemu autorytarnemu przywódcy. Czy tezę tę potwierdzają ostatnie wykłady Thiela?

Antychryst, czyli zasłona dla nowego mimetyzmu

W wykładach z lat 2025-2026 Thiel nie wspomina już o mężu stanu, lecz o antychryście. Twierdzi, że postęp technologiczny i naukowy przeżywa stagnację. Międzynarodowe instytucje finansowe sprawiają, że „ukrywanie własnych pieniędzy stało się dość trudne” (nawet dla miliarderów). Antychryst będzie wpajać ludzkości strach przed zmianą klimatu, wojną atomową czy sztuczną inteligencją, by przejąć władzę nad światem.

Dalej Thiel zastanawia się, czy antychrystem może być np. Greta Thunberg i czy człowiek ten będzie miał 33 lata, jak Chrystus czy Budda w chwili śmierci, czy może na przykład 66. W poszukiwaniu proroctw łączy Krótką opowieść o Antychryście XIX-wiecznego rosyjskiego filozofa Włodzimierza Sołowjowa, Tolkiena, komiksy i mangę.

Naśladowcy Thiela zapewne mogą ten kolaż potraktować na poważnie, ale ja widzę tu raczej naiwny milenaryzm. Ciekawa jest tylko apologia „wielkich ludzi” podawana po raz kolejny nie wprost, lecz „dla domyślnych” lub skłonnych do tego, by utożsamiać się z geniuszami i ich naśladować.

W wizji Thiela bogacze powinni dalej się bogacić, „postępu” umożliwionego przez koncerny AI nie należy kontrolować, a największym zagrożeniem pozostaje etatystyczna tyrania, „rząd światowy”.

Słychać tu akcenty osobliwych ekstremistycznych ideologii z Doliny Krzemowej, takich jak neoreakcjonizm związany z postacią blogera Curtisa Yarvina, postulujący likwidację władzy państwowej i przekazanie władzy CEO, a oni stworzyliby – zaczynając od Doliny Krzemowej – technologiczne, monarchiczne miasta-państwa, które zapewniłyby ludzkości prawdziwy rozwój.

Problem w tym, że dziś giganci technologiczni nie są już innowacyjni. Zajmują się przede wszystkim poszerzaniem swej władzy i ugruntowywaniem monopoli. „Filozofia” Thiela jest częścią agresywnej i przewrotnej strategii marketingowej.

„Gdy Thiel chwali twórcze, wolne jednostki, pragnące uniknąć kontroli antychrysta poprzez ukrywanie swoich majątków, oczywistym wzorcem owych jednostek są nowi cyfrowi oligarchowie, monopolistycznie kontrolujący internet” – komentuje Slavoj Žižek. I dalej: „cyfrowi monopoliści, tacy jak Bezos, Musk, Zuckerberg i Gates, utrzymują swój monopol poprzez bezwzględne tępienie wszelkiej konkurencji”.

Właśnie Thiel, jak ironizuje Žižek, to „postać wybitnie w typie antychrysta”. W ślad za filozofem aplikowałbym ostrzeżenia o przemocy i antychryście do samego Thiela. Twórca Palantira marzy o autorytaryzmie Doliny Krzemowej wyposażonej w najbardziej zaawansowaną na świecie technologię wywiadowczo-wojskową i mogącej kontrolować nawet rząd USA.

Nowy „cezaryzm” – 20 lat po tym, gdy Thiel przemycił jego postulat w pozornie niewinnym eseju – to reżim odwołujący się do „zapewniania bezpieczeństwa”, omijający reguły „niedziałającej” demokracji, wyznający niejasną parareligijną ideologię.

Nie da się tego pogodzić z myślą Girarda, który, choć dostrzegał, że liberalna demokracja nie radzi sobie z napięciami mimetyzmu, po 11 września powiedział, że potrzebujemy „rozsądniejszej, odnowionej ideologii liberalizmu i postępu”. Choć za największe zagrożenie uznawał terroryzm, krytykował USA za „interwencję” w Iraku i nieludzkie traktowanie więźniów w Guantanamo.

Nie stworzył też nigdy projektu politycznego, tylko coraz wyraźniej nawoływał do nawrócenia. „Chrystus ostrzega nas przed niebezpieczeństwem antychrystów – tych, którzy chcą być naśladowani. To, co w samym Chrystusie trzeba naśladować, to Jego wycofanie” – podkreśla w książce Apokalipsa tu i teraz.

Biorąc pod uwagę nadużycia, o które oskarżany jest Palantir, wyraźnie widzimy, że w dobie rozwoju AI Zachód potrzebuje mechanizmów ograniczających władzę polityków i przedsiębiorców. Problem w tym, że w podupadającej liberalnej demokracji bezpieczniki te zostały już dawno temu poluzowane.

Potrzebujemy krytyki „wielkich ludzi”

Dlaczego Thielowi i innym prezesom wielkich firm tak łatwo zachęcić nas do tego, że powinniśmy ich naśladować? Allan Bloom – uczeń Leo Straussa, autor Umysłu zamkniętego, konserwatywnego bestsellera z lat 80., który wywarł wpływ także na Thiela i którego inspiracje dostrzegam w opublikowanym w 2026 r. „manifeście” Palantira – powiedziałby, że wynika to z degeneracji wzorców osobowych w społeczeństwie liberalnym.

Według Blooma w amerykańskiej liberalnej demokracji wewnętrznie sprzeczne, zwulgaryzowane idee równości i relatywizmu moralnego, które doskonale współgrają z konsumpcjonizmem, wyparły tradycyjny system wartości. Stary system – bardziej skomplikowany, arbitralny, odwołujący się do idei arystokracji – zachęcał do kultywowania wzorców osobowych i wypracowywania w sobie cnót.

„Churchill inspirował się swym przodkiem Marlborough – jego stanowczość w działaniu jest niewyobrażalna bez zapatrzenia w ten wzorzec. Marlborough twierdził, że najważniejszą rolę w jego wychowaniu odegrał Szekspir.

Z kolei Szekspir o cnotach męża stanu uczył się w dużej mierze od Plutarcha. Taki jest rodowód intelektualny nowożytnych bohaterów” – pisze Bloom. Wskazuje, że liberalna edukacja pod hasłem równości doprowadziła do kryzysu autorytetów, a pustkę tę zajęli uosabiający konsumpcjonizm „idole” w rodzaju Micka Jaggera.

W epoce mediów społecznościowych konsumpcjonistyczny kult jednostki stał się bardziej zdecentralizowany i interaktywny. Zarazem zjawiska mimetyczne uprościły się. Według Girarda w świecie nowożytnym „[l]udzie należący do najniższych warstw społecznych pragną tego, co mają ludzie z warstw najwyższych”.

Kiedyś, będąc chłopami, prawdopodobnie nie naśladowalibyśmy królów i książąt, ale dziś punktem odniesienia są dla nas celebryci, politycy, gwiazdy filmu, muzyki i dziennikarstwa, dawni bywalcy wyspy Jeffreya Epsteina. Wartość tych ludzi – jak i każdego z nas – ocenia się po liczbie followersów.

„Naśladuj mnie!”, „podziwiaj mnie”, „upodobnij się do mnie” – wołają obrazy z każdej reklamy i każdej rolki w mediach społecznościowych. „Idolizacja” przenika do świata polityki. Już kilkanaście lat temu uwielbienie wobec Baracka Obamy zakrawało na kult jednostki. Dziś Trump pragnie tak samo jak Obama otrzymać Nagrodę Nobla, która niekiedy staje się symbolem mimetyzmu.

Odpowiedzią na upadek autorytetów nie powinien być jednak postulowany przez Thiela „cezaryzm”. Jak już wspomniałem, według Girarda to Chrystus poprzez swoją niewinną śmierć pokonał przemoc i zachęcał ludzi, by naśladowali jego samego, tym samym wyrwali się z rywalizacji mimetycznej. Również w tym punkcie widzimy, jak Thiel, powołując się na Girarda, naprawdę go zniekształca, gdyż jego teoria polityczna polega na budowie nowego pseudochrześcijańskiego porządku mimetycznego.

Jak mówił Girard w jednej z ostatnich książek, „niektórzy mają szczęście posiadać dobre wzorce i wiedzę dotyczącą możliwości wycofania się i zdobycia dystansu. Inni nie mają tego szczęścia i posiadają złe wzorce. Decyzja nie należy do nas: za nas decydują owe wzorce. Można zostać zgubionym przez swój wzorzec […]”.

Pozwolę sobie na spekulację nawiązującą do teorii Girarda. W historii wyobraźni Zachodu istnieje obok Chrystusa jeszcze jeden kozioł ofiarny o niezwykłym mimetycznym oddziaływaniu – Juliusz Cezar. Wybitny strateg, pisarz, kochanek, polityk, któremu przypisywano nadzwyczajną siłę woli. Zamordowany przez senatorów, a potem uznany za boga.

Jego imię stało się oficjalnym tytułem władców Rzymu, symbolem przejścia od „chorej” republiki do potęgi pryncypatu. Cezar fascynował Machiavellego, Hegla, Nietzsche nazywał przyszłego nadczłowieka „Cezarem z duszą Chrystusa”.

W sferze symbolicznej Cezar jest alternatywnym Chrystusem – antychrystem – reprezentującym ziemską władzę i chwałę, które trwają i reprodukują się pomimo jego śmierci. Kult nowego Cezara oznaczałby nadejście girardowskiego państwa przemocy powielającego „szatański” mimetyzm.

***

Jeśli porządek liberalny przetrwa, to jakie wzorce osobowe będą w nim obowiązywać? A jeśli zostanie zastąpiony przez inny porządek, to czy nowe wzorce nie okażą się jeszcze gorsze od starych? Dlaczego w ogóle fascynują nas „wielkie jednostki”? Dlaczego pragniemy podziwiać i ubóstwiać? Sądzę, że odruch ten – jak i nasz stosunek do influenserów – należy poddać zdecydowanej krytyce.

Wierzę, że moglibyśmy wykształcić liderów, także w obszarze technologii, których szanowalibyśmy, a nawet uznawalibyśmy za pozytywne wzorce osobowe, bez śladu kultu jednostki. Wymagałoby to przemian w edukacji, budowaniu instytucji i podejściu do wspólnoty.

To właśnie dobro wspólne, a nie mitologię indywidualnego sukcesu, powinni szanować mężowie stanu chcący przekroczyć zarówno niedostatki liberalizmu, jak i ideologie „wywrócenia” politycznego stolika. Niestety mimetyzm – przejawiający się w konsumpcjonizmie i polaryzacji politycznej – osiągnął w dzisiejszym społeczeństwie takie stadium, że reformy tego rodzaju są już zapewne niemożliwe. Być może powinniśmy liczyć na to, że rewolucjoniści będą „częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”.

 

Bibliografia:

Palantir, [Excerpts from the #1 New York Times Bestseller The Technological Republic: Hard Power, Soft Belief, and the Future of the West, by Alexander C. Karp & Nicholas W. Zamiska, wpis na X, dostęp online, https://x.com/PalantirTech/status/2045574398573453312, dostęp dnia 18.05.2026.

Bhuiyan J., Kerr D., Robins-Early N., Inside tech billionaire Peter Thiel’s off-the-record lectures about the antichrist, dostęp online, https://www.theguardian.com/us-news/2025/oct/10/peter-thiel-lectures-antichrist, dostęp dnia 30.05.2026.

Bloom A., Umysł zamknięty, przedm. S. Bellow, przeł. T. Bieroń, Poznań 1997.

Chafkin M., The Contrarian. Peter Thiel and Silicon Valley’s Pursuit of Power, New York 2021.

Girard R., Chantre B., Apokalipsa tu i teraz, przeł. C. Zalewski, Kraków 2025.

Girard R., Widziałem szatana spadającego z nieba jak błyskawica, przeł. E. Burska, Warszawa 2002.

Leslie P., From Philosophy to Power: The Misuse of René Girard by Peter Thiel, J.D. Vance and the American Right, dostęp online, https://salmagundi.skidmore.edu/articles/1176-from-philosophy-to-power, dostęp dnia 28.05.2026.

Masters B., CS183: Startup – Peter Thiel Class Notes, dostęp online, https://blakemasters.tumblr.com/post/24578683805/peter-thiels-cs183-startup-class-18-notes, dostęp dnia 29.05.2026.

O’Sullivan J., The Politics Of Superintelligence, „Noema Mag”, dostęp online, https://www.noemamag.com/the-politics-of-superintelligence/, dostęp dnia 29.05.2026.

Spengler O., Zmierzch Zachodu, wyb., oprac. i przyp. H. Werner, przeł. J. Marzęcki, Warszawa 2014.

Staglianò A., Augustyn E., Watykan kontra Thiel: dlaczego Kościół potępia „amerykańską herezję”?, dostęp online, https://www.tygodnikpowszechny.pl/watykan-kontra-thiel-dlaczego-kosciol-potepia-amerykanska-herezje-193264, dostęp dnia 05.06.2026.

Szostak P., Mroczna ideologia z garażu, dostęp online, https://www.dwutygodnik.com/artykul/8181-mroczna-ideologia-znbspgarazu.html, dostęp dnia 05.06.2026.

Thiel P., The Education of a Libertarian, „Cato Unbound”, dostęp online, https://www.cato-unbound.org/2009/04/13/peter-thiel/education-libertarian/, dostęp dnia 05.06.2026.

Thiel P., Masters B., Zero to one: notatki o start-upach, czyli jak budować przyszłość, przeł. K. Pawłowski, Warszawa 2015.

Varoufakis Y., Technofeudalizm: co zabiło kapitalizm?, przeł. P. Szadkowski, przedm. J. Bartosiak, Sieradz 2024.

Žižek A., Peter Thiel, antychryst, przeł. K. Byłów, dostęp online, https://krytykapolityczna.pl/swiat/peter-thiel-technofeudalizm-monopol-chrzescijanstwo-zizek/, dostęp dnia 05.06.2026.

 

Materiał pochodzi z 68. teki czasopisma idei Pressje zatytułowanej Liberalizm marnotrawny. Trwa zbiórka na jej wydanie.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.