Zdradzona „Solidarność”. Źródła polskiego liberalizmu
Gdańscy liberałowie wygrali ideową bitwę o kształt III RP, narzucili państwu swój język i racjonalność, które stały się obowiązującym dogmatem dla niemal całej klasy politycznej przez kolejne dekady. Zdołali przejąć kapitał symboliczny mitu „Solidarności”. Odbierali go klasie robotniczej, która stała się największą ofiarą transformacji. Zaprojektowali Polskę jako kraj, w którym demokracja i wolność polityczna zostały trwale podporządkowane brutalnej logice globalnego kapitalizmu i wolnego rynku.
Władcy zbiorowej wyobraźni
Formacja polskich liberałów odcisnęła zaskakująco wielkie piętno na kształcie transformacji ustrojowej i architekturze III Rzeczypospolitej. W kraju bez tradycji liberalnych, jeszcze w warunkach realnego socjalizmu, to liberałowie stali się władcami zbiorowej wyobraźni. Można wręcz zaryzykować tezę, że chociaż początkowo byli „nieliczni, ale fanatyczni”, stali się głównymi rozgrywającymi na ideowej scenie polskiego życia publicznego przełomu lat 80. i 90.
Wyrazem ich dominującej pozycji ideowej stała się terapia szokowa i neoliberalne reformy, które wprowadzały kolejne rządy wywodzące się zarówno z opozycji demokratycznej, jak i z PZPR-owskiej nomenklatury.
Kluczową i emblematyczną postacią dla tego środowiska jest oczywiście Donald Tusk, którego formacja współrządziła Polską w latach 1991–1993 (jako Kongres Liberalno-Demokratyczny), później w latach 1997–2001 (jako frakcja Unii Wolności), a następnie zdobyła niemal pełnię władzy w latach 2007–2015 (jako Platforma Obywatelska).
Dlaczego środowisko liberalne osiągnęło taki sukces? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dalszej części tego tekstu. Najpierw przedstawmy trzy najważniejsze ośrodki liberalne w kraju z okresu schyłku PRL-u: Warszawę, Kraków i Gdańsk.
Od domowych seminariów do „Res Publiki”
Pojawienie się środowiska polskich liberałów stanowiło emanację specyficznych warunków historycznych, geopolitycznych, ekonomicznych i społecznych lat 80. XX w. Najważniejszym i najbardziej wpływowym ośrodkiem tej myśli stało się środowisko gdańskie, skupione wokół założonego w 1983 r. podziemnego pisma „Przegląd Polityczny”.
Liderami tej grupy byli młodzi dziennikarze i ekonomiści, tacy jak Donald Tusk, Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki. Było to jednocześnie środowisko najmłodsze, które wiele zapożyczyło od Krakowa i Warszawy. Dlatego wrócimy do niego później, gdyż wymaga ono szerszego i bardziej dogłębnego opisu.
Pierwsze zalążki myśli liberalnej w Polsce zaczęły rozwijać się w Warszawie. W połowie lat 70. socjologowie związani z Uniwersytetem Warszawskim, Marcin Król i Paweł Śpiewak, wraz z historykiem Jerzym Jedlickim zorganizowali domowe seminaria, na których czytano zachodnich liberalnych i konserwatywnych klasyków: Friedricha Hayeka, Raymonda Arona czy Alexisa de Tocqueville’a. To oni jako pierwsi odkrywali liberalizm dla polskiej inteligencji.
Z tych seminariów narodziło się pierwsze pismo odwołujące się do światowej spuścizny liberalnej, czyli „Res Publica”. Założone w 1979 r. przez Marcina Króla, wydawane w podziemiu pismo odrzuciło romantyczny i moralizatorski ton opozycji na rzecz politycznego realizmu i powolnego poszerzania zakresu wolności jednostki. „Res Publica” unikała ostrej antykomunistycznej retoryki, stała się inspiracją dla młodych opozycjonistów w całym kraju, w tym Donalda Tuska, który wprost przyznawał, że pismo to ukształtowało jego widzenie polityki i zainspirowało go do założenia „Przeglądu Politycznego”.
Po stanie wojennym wokół Marcina Króla zebrała się Grupa Publicystów Politycznych, która sformułowała koncepcję „nowej racjonalności”. Wzywali oni do wzięcia współodpowiedzialności za rządzenie w ramach republikańskiego hasła „państwo jest nasze”.
Proponowali „twardy kompromis” z komunistami, polegający na przekształceniu państwa totalitarnego w sprawne i praworządne państwo autorytarne, w którym „sferą zgody” miała być administracja i reforma gospodarcza oparta na wolnym rynku.
Tezy te stanowiły bezpośrednią inspirację dla późniejszych projektów ustrojowych gdańskich liberałów, m.in. koncepcji „autorytarnego państwa praworządnego”. Teksty Grupy Publicystów Politycznych pojawiały się w połowie lat 80. na łamach „Przeglądu Politycznego”, co pokazuje bliskie związki ideowe i towarzyskie między Warszawą a Trójmiastem.
Środowisko skupione wokół Króla wznowiło wydawanie „Res Publiki” w 1987 r. Było to jedno z pierwszych pism opozycyjnych wydawanych w Polsce w oficjalnym obiegu, co początkowo spotkało się z negatywnymi reakcjami przedstawicieli opozycji demokratycznej, a wręcz z zarzutami zdrady formułowanymi przez część opozycjonistów związanych ze środowiskiem KOR-u. Król nie przejawiał jednak większych ambicji politycznych, po 1989 r. jego środowisko uległo marginalizacji i rozproszeniu.
Radykalny Korwin
Zupełnie osobną, bardziej dogmatyczną i radykalną gałęzią warszawskiego liberalizmu była grupa skupiona wokół Janusza Korwin-Mikkego. W 1979 r. powstała również „Oficyna Liberałów”, która w drugim obiegu wydawała m.in. dzieła Miltona Friedmana, Friedricha Hayeka i Wilhelma Röpkego. W 1986 r. środowisko to założyło pismo „Stańczyk” (pisali do niego m.in. Stefan Kisielewski i Ryszard Czarnecki), a rok później powołało Ruch Polityki Realnej (późniejszą UPR).
Ich liberalizm był jednak postrzegany przez resztę opozycji jako zbyt felietonowy i dogmatyczny. Książki wydawane przez Korwin-Mikkego miały jednak ogromny wpływ na popularyzowanie idei liberalnych, przede wszystkim w ich radykalnym, neoliberalnym wydaniu.
Młodzi ludzie, którzy stawiali pierwsze kroki u boku Korwin-Mikkego, robili później kariery w bardziej mainstreamowych ugrupowaniach, przede wszystkim w Platformie Obywatelskiej (obie partie przez krótki czas pozostawały nawet w oficjalnym sojuszu wyborczym). Dzisiaj jego dawni i obecni uczniowie współtworzą z kolei dwie Konfederacje, które w sondażach cieszą się poparciem blisko jednej piątej Polaków.
Życzenia dla Borewicza
Równolegle do środowiska warszawskiego krystalizowało się środowisko krakowskie. Kraków, zapewne jako jedyny ośrodek w kraju, posiadał silne przedwojenne tradycje liberalne. W 1921 r. powstało Towarzystwo Ekonomiczne, które sprzeciwiało się interwencji państwa w gospodarkę oraz głosiło, że wolność gospodarcza jest warunkiem wolności jednostki.
Liderem tej grupy stał się profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Adam Krzyżanowski, a wśród jego najbardziej znanych liberalnych uczniów można wymienić Ferdynanda Zweiga.
Rozwój krakowskiej myśli liberalnej przerwała wojna. Dopiero czterdzieści lat po jej wybuchu w Krakowie na nowo zaczęto zajmować się liberalnymi koncepcjami. W 1979 r. powstał tam podziemny „Merkuryusz Krakowski i Światowy”, do którego redakcji dołączył wkrótce filozof Mirosław Dzielski.
Jako pierwszy w opozycji zajął się on systematycznym definiowaniem tożsamości liberalnej. Opublikował tekst Kim są liberałowie?, w którym przedstawiał liberałów jako obrońców wolności stawiających na realizm i gotowych na kompromisy.
Być może największym, wręcz szokującym jak na tamte czasy wkładem Dzielskiego była jego oferta dla komunistów z 1980 r., wyrażona w tekście Jak zachować władzę w PRL. Życzenia noworoczne dla por. Jerzego Borewicza. Dzielski zaproponował władzom układ: w zamian za utrzymanie monopolu politycznego i zachowanie władzy komunistyczna elita (nomenklatura) miała przeprowadzić „całkowitą reprywatyzację gospodarki” i uwłaszczyć się na państwowym majątku.
Dzielski z fascynacją odnosił się do dyktatur z Ameryki Południowej (przede wszystkim do reżimu Augusto Pinocheta w Chile), uznając, że w warunkach braku wolności politycznych autorytarny rząd jest w stanie najlepiej zabezpieczyć proces rynkowych reform i ochrony własności prywatnej.
Krakowskie środowisko liberałów angażowało się w działalność pierwszej „Solidarności”, jednak z czasem uległo rozproszeniu i nie przetrwało jako spójna grupa do końca dekady.
Ich działalność koncentrowała się bardziej na kwestiach filozoficzno-politycznych niż na stworzeniu ścisłego programu gospodarczego, co dało później przewagę liberałom z Gdańska. Być może losy tego środowiska potoczyłyby się inaczej, gdyby Mirosław Dzielski nie zmarł przedwcześnie – odszedł na dwa miesiące przed wprowadzeniem terapii szokowej.
Zwycięski Gdańsk
Najważniejsze środowisko liberalne w Polsce powstało kilka lat po krakowskim i warszawskim. Za początek jego istnienia można uznać 1983 r. Wtedy ukazał się pierwszy numer „Przeglądu Politycznego” założonego przez Donalda Tuska. W tym wydaniu redakcja obrała sobie za cel powołanie elitarnego środowiska politycznego i wypracowanie jego programu. Forma już była, a treść dopiero miała się narodzić.
Kluczowym, pokoleniowym doświadczeniem formacyjnym dla tej grupy była trauma Grudnia 1970 r. Zderzenie tragicznych wydarzeń pacyfikacji robotników z kłamstwem komunistycznej propagandy doprowadziło do ostatecznej demitologizacji systemu i wyleczyło młodych Gdańszczan z jakichkolwiek złudzeń wobec PRL-u.
Początkowo ich bunt wpisywał się w ramy ustanowione przez Sierpień 1980 r. Miał charakter lewicowy, egalitarny i wolnościowy. Współtworzyli Niezależne Zrzeszenie Studentów i aktywnie wspierali pierwszą „Solidarność”, pracując w jej prasie (tak jak Donald Tusk w „Samorządności”) lub doradzając ruchowi samorządowemu (jak Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki).
Ogromny wpływ na radykalizm i unikalność gdańskich liberałów miała specyfika samego Trójmiasta. Z jednej strony Gdańsk był miastem portowym, oknem na kapitalistyczny świat, do którego docierały zachodnie towary i idee, co sprzyjało otwartości i handlowej zaradności. Z drugiej strony na intelektualnej mapie Polski miasto miało status peryferyjny. Słabość lokalnego, młodego środowiska akademickiego (Uniwersytet Gdański powstał dopiero w 1970 r.) paradoksalnie stała się później jego atutem.
Jak wspominał Janusz Lewandowski, brak silnych autorytetów intelektualnych zachęcał do samokształcenia, co sprawiło, że myśl neoliberalna trafiała na wybrzeże w formie surowej, dosłownej i nieprzefiltrowanej przez warszawskie czy krakowskie spory. To poczucie peryferyjności rodziło również środowiskowy antagonizm wobec zdominowanej przez środowisko KOR-u Warszawy.
Gdańsk był również niesłychanie istotny dla rozwoju środowiska skupionego wokół Donalda Tuska, ponieważ dawał bliski wgląd w działanie „Solidarności” i bezpośredni dostęp do stoczni oraz samego Lecha Wałęsy. Miało to zaowocować w niedalekiej przyszłości (w 1991 r.) nominacją Jana Krzysztof Bieleckiego na stanowisko premiera.
Momentem zwrotnym, który pchnął to środowisko do sformułowania własnej, niezależnej agendy, był stan wojenny. Błyskawiczne zdławienie wielomilionowego ruchu związkowego przez wojskową juntę obnażyło słabość koncepcji masowego oporu i podważyło hegemonię zrewoltowanej klasy robotniczej z lat 1980–1981.
Inteligencja – wcześniej zepchnięta do roli ekspertów i często dość biernych obserwatorów wydarzeń – znowu mogła wrócić do gry o najwyższe stawki. Sposobem działania inteligencji od zawsze było tworzenie własnego środowiska, w którym pobrzmiewały echa szlacheckiego salonu. Jak się tworzy środowisko? Budując związki towarzyskie i podlewając je intelektualnym sosem. Nie było na to lepszego sposobu niż wydawanie własnego pisma.
Ewolucja ideowa gdańskich liberałów
Początkowo myśl gdańskich liberałów nie była jednorodna ani nawet stricte wolnorynkowa. W pierwszych latach wydawania „Przeglądu Politycznego” liberalizm rozumiano głównie jako obronę praw człowieka, wolność jednostki i postawę antytotalitarną, łączono go nawet z socjalizmem demokratycznym i ideą demokratycznej kontroli nad gospodarką.
Przełom nastąpił w połowie lat 80., gdy do redakcji dołączył ekonomista Janusz Lewandowski. Wprowadził na łamy pisma koncepcje zachodnich neoliberałów: Friedricha von Hayeka, Ludwiga von Misesa czy niemieckich ordoliberałów (Wilhelma Röpkego, Waltera Euckena). Pod wpływem tych lektur i ich dosłownego odczytania środowisko dokonało ostrego zwrotu w prawo.
Neoliberalizm zaoferował im spójną, radykalną antyutopię wobec upadającego komunizmu. Zgodnie z tą doktryną to własność prywatna i wolny rynek stały się najwyższymi gwarantami wolności jednostki, a wszelka ingerencja państwa w gospodarkę – w tym państwo dobrobytu (ang. welfare state) – została uznana za drogę do totalitaryzmu.
Liberałowie odrzucili koncepcje „trzeciej drogi” czy socjalizmu z ludzką twarzą jako szkodliwe iluzje. Uznano, że racjonalny rachunek ekonomiczny jest możliwy wyłącznie w warunkach prywatnej własności środków produkcji i działania przedsiębiorców, a nie urzędników czy robotniczych samorządów.
Kluczowym elementem ich myślenia był głęboki strach przed masami i „tyranią większości”. Fascynacja elitaryzmem i krytyka społeczeństwa masowego, czerpana m.in. z prac Alexisa de Tocqueville’a oraz José Ortegi y Gasseta, ukształtowały w nich antyegalitarną postawę. Liberałowie uważali, że społeczeństwo polskie jest zbyt roszczeniowe i „zetatyzowane”. Doszło do odwrócenia sojuszy.
Związek zawodowy „Solidarność” ze swoimi egalitarnymi postulatami stał się zagrożeniem dla wolności jednostki. Liberałowie natomiast zaczęli patrzeć na PRL-owską nomenklaturę jak na sojuszników przy wprowadzaniu wolnego rynku i prywatyzacji, które miały być gwarantem swobód obywatelskich. Gdańszczanie wiedzieli jednak, że symbol „Solidarności” jest zbyt cenny, żeby go porzucać.
Aby zneutralizować egalitarne i rewindykacyjne żądania klasy robotniczej, liberałowie dokonali reinterpretacji samego fenomenu „Solidarności”. Związek zawodowy, który w latach 1980–1981 żądał demokratycznej kontroli nad gospodarką i uspołecznienia środków produkcji, został przedefiniowany jako ruch „społeczeństwa obywatelskiego”.
W tej nowej, inteligenckiej narracji „Solidarność” nie walczyła o socjalizm i prawa pracownicze, lecz o godność, prawa człowieka i chrześcijańską odnowę moralną. Dążenia robotników do faktycznej kontroli nad zakładami pracy zaczęto określać jako niebezpieczne, populistyczne i autorytarne. W ten sposób „Solidarność” stała się pustym znaczącym (w rozumieniu Ernesto Laclaua), które liberałowie wypełnili własną, wolnorynkową i indywidualistyczną treścią oraz odpolitycznili żądania świata pracy.
Dzięki temu przesunięciu zapoczątkowanemu na łamach „Przeglądu Politycznego” „Solidarność” w 1989 r. mogła wesprzeć reformy, które doprowadziły nie tylko do upadku ponad tysiąca zakładów pracy i ograniczenia prawa do strajku, ale też do zanegowania kluczowej roli samej klasy robotniczej w obaleniu PRL-u.
Droga do rynkowej utopii
Działanie polskich liberałów opierało się na przekształcaniu kapitału kulturowego i społecznego (zdobytego dzięki działalności wydawniczej i opozycyjnej) w kapitał polityczny i ekonomiczny. Szybko zrozumieli, że same idee nie wystarczą, dlatego przeszli do „liberalizm praktycznego”.
W drugiej połowie lat 80. środowisko to powołało do życia liczne spółdzielnie i firmy (m.in. Świetlik, Doradca), które stały się dla nich azylem niezależności finansowej i szkołą menedżerską. Przedsiębiorczość miała stanowić żywy dowód na to, że własność prywatna radykalnie zmienia mentalność ludzi, uczy ich odpowiedzialności i wolności.
Liberałowie zdawali sobie jednak sprawę, że większość społeczeństwa nie poprze dobrowolnie drastycznych reform wolnorynkowych, które nieuchronnie niosły za sobą bezrobocie i zubożenie wielu grup zawodowych. Aby zrealizować swój projekt, sięgnęli po metody inżynierii społecznej i polityczny pragmatyzm.
Odrzucili politykę strajków na rzecz koncepcji „nowej racjonalności” (sformułowanej kilka lat wcześniej m.in. przez Marcina Króla i Mirosława Dzielskiego), która zakładała „twardy kompromis” z komunistyczną władzą. Chociaż publicznie głosili, że ingerencja państwa w gospodarkę i etatyzm to źródła zła i totalitaryzmu, w tym wypadku uznali, że tylko ono jest jedynym narzędziem zdolnym przeprowadzić odgórnie niezbędne reformy.
W tym kontekście Lech Mażewski stworzył w 1988 r. na łamach „Przeglądu Politycznego” koncepcję „autorytarnego państwa praworządnego”. Liberałowie postulowali stworzenie ustroju przejściowego, w którym władza komunistyczna utrzymałaby monopol polityczny, ale w zamian zagwarantowałaby rządy prawa, prywatyzację i uwolnienie gospodarki z okowów centralnego planowania.
Obawiali się, że przedwczesna demokratyzacja zablokuje bolesne reformy gospodarcze ze względu na opór mas. Inspiracją dla takiego sposobu myślenia były południowoamerykańskie dyktatury na czele z reżimem generała Augusto Pinocheta, którego rządy pokazywały, że dyktatura potrafi brutalnie wymusić kapitalistyczny porządek i zdusić roszczenia związków zawodowych.
Centralnym punktem wprowadzenia autorytarnego państwa praworządnego był projekt „powszechnego uwłaszczenia”. Został opracowany przez Janusza Lewandowskiego i Jana Szomburga. Zakładał radykalną parcelację majątku państwowego (poprzez bony prywatyzacyjne) i był nazywany wprost przez autorów „aktem eutanazji” etatyzmu. Nie miał być to proces naturalny ani oddolny, lecz potężna operacja inżynierii społecznej zorganizowana przez aparat państwa.
Celem było stworzenie z dnia na dzień szerokiej warstwy właścicieli i klasy średniej. Polacy mieli otrzymać własność i dzięki temu przestać być zrewoltowaną klasą robotniczą, a stać się kapitalistami.
Liberałowie posługiwali się marksistowskim założeniem: wierzyli, że zmiana bazy ekonomicznej (nadanie własności) automatycznie ukształtuje nową, prokapitalistyczną nadbudowę w świadomości obywateli. Ten liberalny bolszewizm był oczywiście daleko idącą naiwnością, która zaowocowała jednak powstaniem Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, w których rozpłynęła się ogromna część prywatyzowanego majątku publicznego.
Pod koniec lat 80. realny socjalizm zbankrutował. Jednocześnie wydawało się, że nie ma alternatywy dla neoliberalizmu, którego światowymi orędownikami stali się Ronald Reagan i Margaret Thatcher. Robotnicza „Solidarność” była już natomiast tylko cieniem swojej własnej potęgi sprzed delegalizacji w 1981 r.
Program neoliberalny umożliwił wyjście z politycznego pata między opozycją i nomenklaturą. Otworzył drogę do narodowego pojednania pod hasłami wolności gospodarczej i prywatyzacji. Neoliberalizm w Polsce nie był więc tylko importowanym programem gospodarczym narzuconym przez Zachód, ale wewnętrznym projektem politycznym, który trafiał w odpowiedni moment historyczny, odpowiadał na potrzeby nomenklatury i opozycyjnej elity.
Służył inteligencji do legitymizacji własnych roszczeń do władzy i zracjonalizowania nowego układu sił w społeczeństwie opartym na daleko idących nierównościach.
Polscy liberałowie stworzyli ideową ramę, w której można było przejść z jednego ustroju do drugiego. W ramę tę wkroczył Leszek Balcerowicz, który uważany jest dzisiaj za ojca polskiej transformacji. Nie ma jednak wątpliwości, że Balcerowicz był jedynie wyrazicielem ducha czasów i gdyby nie został wówczas ministrem finansów, ktoś inny wykonałby za niego zadanie wprowadzenia terapii szokowej. Polska transformacja nie była przypadkiem, ale efektem strukturalnych procesów zachodzących w kraju i na całym świecie.
Podmieniony sztandar
Wizja społeczeństwa, jaką zaprojektowali liberałowie, całkowicie różniła się od ideałów Sierpnia 1980 r. i stała do nich w jawnej opozycji. Zamiast egalitarnej „Samorządnej Rzeczpospolitej” opartej na partycypacji pracowniczej stworzyli społeczeństwo rynkowe oparte na głębokich nierównościach. Z perspektywy neoliberalnej nierówności nie były patologią, lecz pożądanym mechanizmem stymulującym konkurencję, wzrost i postęp.
Obywatel III RP w ich koncepcji miał być homo oeconomicusem – autonomiczną, elastyczną, skupioną na własnym zysku jednostką będącą „przedsiębiorcą samego siebie”. Wszelkie ryzyka społeczne – związane z utratą pracy, nagłą chorobą, niepełnosprawnością, brakiem mieszkań czy nawet życiem poza głównymi ośrodkami miejskimi – zostały w dużej mierze zindywidualizowane i zrzucone na barki jednostki, co zwalniało państwo z odpowiedzialności za życie i rozwój obywateli.
Wizja Gdańszczan niosła za sobą projekt głębokiej depolityzacji obywateli. Społeczeństwo obywatelskie, o którym mówili liberałowie, nie miało kontrolować gospodarki, ale wyręczać państwo z jego zadań, oddało realną władzę w ręce wąskiej, rzekomo merytokratycznej elity.
Paradoksalnie ustrój wprowadzony na początku polskiej transformacji (1989–1991) przypominał koncept „autorytarnego państwa praworządnego”. Kluczowe rynkowe reformy zostały zadekretowane przy Okrągłym Stole i przez Sejm kontraktowy, zanim Polacy uzyskali prawo głosu w pełni wolnych, demokratycznych wyborach parlamentarnych.
Gdańscy liberałowie wygrali ideową bitwę o kształt III RP, narzucili państwu swój język i racjonalność, która stała się obowiązującym dogmatem dla niemal całej klasy politycznej przez kolejne dekady. Zdołali przejąć kapitał symboliczny mitu „Solidarności”, odebrali go klasie robotniczej, która stała się największą ofiarą transformacji. Zaprojektowali Polskę jako kraj, w którym demokracja i wolność polityczna zostały trwale podporządkowane brutalnej logice globalnego kapitalizmu i wolnego rynku.
Zamiast zakończenia
Niemal czterdzieści lat po upadku komunizmu neoliberalizm ma się w Polsce wciąż świetnie. Partie prześcigają się w postulatach wprowadzania kolejnych przywilejów dla przedsiębiorców i deregulacji gospodarki. Wciąż postępuje prywatyzacja usług publicznych na czele z edukacją i służbą zdrowia.
Siłą neoliberalizmu jest to, że idealnie wpisuje się w lokalne konteksty. Okazało się, że nasza wersja liberalizmu świetnie idzie w parze z konserwatyzmem i feudalnym dziedzictwem Polski. Neoliberalizm przywracał władzę elicie, a jednocześnie trzymał w ryzach społeczeństwo wraz z jego emancypacyjnymi żądaniami.
Neoliberalna państwofobia padła na podatny grunt. Tak jak w nowożytności i podczas zaborów państwo stało się wrogiem oraz zagrożeniem dla wolności jednostki. Dzięki temu zaskakującemu aliansowi konserwatystów, ideowych potomków szlachty i fanów wolnego rynku, żywotność tak rozumianych idei liberalnych wydaje się w Polsce niezagrożona.
Materiał pochodzi z 68. teki czasopisma idei „Pressje” zatytułowanej „Liberalizm marnotrawny”. Trwa zbiórka na jej wydanie.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.
Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.

