Schizma w Kościele katolickim jest bolesna. Czas na kolejny krok Watykanu
Konsekracja biskupów FSSPX to wydarzenie bezprecedensowe i bolesne dla Kościoła katolickiego. Rzym zareagował ostro. Pojawiają się jednak pytania, jakie powinny być następne kroki, aby tradycjonalistów do Kościoła przyciągać, a nie ich odrzucać jako wiernych drugiej kategorii.

Rankiem 1 lipca w malowniczej szwajcarskiej miejscowości Écône doszło do smutnego z perspektywy Kościoła wydarzenia. Dwóch biskupów konsekrujących i czterech nowo wyświęconych biskupów Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X zaciągnęło na siebie ekskomunikę z mocy samego prawa.
Stało się tak, ponieważ owe święcenia zostały dokonane bez zgody biskupa Rzymu – to zaś na mocy prawa kanonicznego automatycznie skutkuje zaciągnięciem na siebie tej najwyższej możliwej kościelnej kary.
Ekskomunika została potwierdzona dekretem Dykasterii Nauki Wiary i podpisana przez jej prefekta już następnego dnia po tych wydarzeniach. Co więcej ogłoszono, że kara ta rozciąga się również na wszystkich kapłanów Bractwa (jako należących do zgromadzenia de facto pozostającego w schizmie z Rzymem) i wiernych należących do FSSPX.
Choć tu trzeba podkreślić, że pojęcie „wiernych należących do Bractwa” jest nieostre i nie każdy, kto uczęszcza na nabożeństwa tzw. piusowców, podlega tej karze.
Kościół zareagował szybko i zdecydowanie, czyli dokładnie tak, jak powinien działać w takich sytuacjach. Przyjrzyjmy się jednak bliżej konfliktowi FSSPX z papiestwem oraz temu, co ta schizma oznacza i co powinna oznaczać dla przyszłości Kościoła.
Jak grochem o ścianę
Przez wiele lat o tzw. piusowcach mówiło się, że mają oni nieuregulowany status kanoniczny. Było tak od czasów pontyfikatu Benedykta XVI, który ściągnął ekskomunikę z czterech biskupów wyświęconych przez abp. Marcela Lefebvre’a, założyciela Bractwa św. Piusa X.
Pozostawali oni w tym czasie de facto na granicy schizmy, uznając papieża i wymieniając jego imię w Kanonie Rzymskim w trakcie Mszy Świętej (co symbolizuje jedność z Rzymem), jednocześnie odrzucając część nauki wynikającej z Soboru Watykańskiego II, którą uważali za sprzeczną z poprzednim nauczaniem Magisterium.
Napisałem „na granicy schizmy”, ponieważ odrzucali oni co prawda część nauczania Soboru Watykańskiego II, m.in. w kwestiach dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego, nie zostali oni bezpośrednio potępieni ani sami z Kościoła oficjalnie nie wystąpili.
Kiedy kilka miesięcy temu Bractwo ogłosiło zamiar wyświęcenia czterech nowych biskupów, wyglądało to jak sprytny sposób wywarcia presji na Stolicy Apostolskiej. „Oto w obliczu braku odpowiedzi sami sobie wyświęcimy biskupów, czy tego chcecie, czy nie” – zdawało się mówić Bractwo.
Cel był jasny – zmusić papieża do wyrażenia zgody na konsekracje albo przynajmniej do milczącego zaakceptowania takiego stanu rzeczy. Jednak Rzym na to nie poszedł.
Stolica Apostolska wielokrotnie od tamtego momentu informowała Bractwo o konsekwencjach zrealizowania przez nich zamiaru konsekracji czterech biskupów. Najpierw ustami prefekta Dykasterii Nauki Wiary, a ostatecznie poprzez list Ojca Świętego skierowany do generalnego przełożonego FSSPX w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła.
„Piusowcy” jednak nie cofnęli. Kościół został po raz kolejny rozdarty i podzielony. Dziś to biskupi, kapłani i wierni przynależący do Bractwa (znów sygnalizuję – kwestia przynależności nie jest kwestią oczywistą) pozostają w schizmie.
Wyrazistość to podstawa
Tak zdecydowana reakcja Stolicy Apostolskiej bardzo mnie cieszy. Nie dlatego, że nie jestem zwolennikiem Mszy trydenckiej, bo jestem, ale dlatego, że nareszcie Kościół staje się na nowo wyrazisty i twardy. Nie sposób nie dojść do wniosku, że duża w tym zasługa obecnego Ojca Świętego Leona XIV.
Nie chodzi tylko o wyrazistość w stosunku do tzw. tradycjonalistów i odrzucenie ich, ale o ogólne odbudowanie tożsamości oraz jasny sprzeciw wobec tych, którzy sprzeciwiają się nauce Kościoła i prymatowi Biskupa Rzymu.
Od początku pontyfikatu Leona XIV media, zwłaszcza liberalne, próbowały narzucać mu narracje charakterystyczne dla czasów jego poprzednika. Chodziło przede wszystkim o rozmyte przekazy na tematy takie jak migracja, błogosławieństwo par jednopłciowych czy kapłaństwo kobiet.
Ojciec Święty okazał się jednak stanowczy. Chociażby w kwestii błogosławieństw par homoseksualnych jasno podkreślił, że nie mogą one sugerować jakiejkolwiek równości z małżeństwem heteroseksualnym. Posługiwał się przy tym językiem, który nikogo ze wspólnoty nie wykluczał, stwierdzając, że „każdy może liczyć na błogosławieństwo na koniec mszy”.
Tym bardziej cieszy więc, że papież Leon nie próbuje przypodobać się którejkolwiek z tych dwóch skrajnych grup w Kościele. Zamiast tego buduje Kościół, który jednocześnie jest arką dla zagrożonych powodzią świata, jak i latarnią wskazującą innym drogę.
Obydwie te metafory są mi szczególnie bliskie. Jako katolik chcę zarówno wskazywania drogi przez Magisterium, które mnie prowadzi, jak i bezpieczeństwa oraz ochrony przed złem świata zewnętrznego.

Tradycyjne sieroty
Pytanie, które musi sobie postawić wspólnota Kościoła i na które z pewnością nie ma prostej odpowiedzi, brzmi: co dalej? Co dalej z tymi z nas, których wrażliwość i duchowość skłaniają się ku Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, a poglądy na to, co się stało po Soborze Watykańskim II, są krytyczne lub bardzo krytyczne?
W tym miejscu musimy zrozumieć dwa aksjomaty, które są kluczowe dla dalszego rozważania. Po pierwsze – Roma locuta, causa finita.
Czy to się komuś podoba, czy nie, Sobór Watykański II i jego postanowienia są w tym momencie częścią tradycji Kościoła, a także istotnym składnikiem jego nauczania. Krytyka Soboru – czy może raczej implementacji i niektórych interpretacji jego dokumentów – bywa zasłużona, ale odrzucanie Soboru trudno uznać za katolickie.
Po drugie – Salus animarum suprema lex. Kościół musi zadbać o wszystkie dusze swoich wiernych. Także tradycjonalistów, dlatego właśnie konieczne jest wyciągnięcie do nich ręki. Pokazanie, że w Kościele Powszechnym jest miejsce dla nich na równi z „Neonami”, charyzmatykami i tzw. niedzielnymi katolikami.
Rzym musi zdecydować, czy naprawdę jest gotowy poświęcić zbawienie dusz tych, którym bliżej jest do Mszy w nadzwyczajnym rycie i dalej utrzymywać rygorystyczne warunku sprawowania mszy trydenckiej w ramach łączności z Rzymem, czy nieco złagodzić dotychczasowy kurs, pokazując „tradsom”, że nie są wiernymi drugiej kategorii.
Dobrym przykładem dla Kościoła jest reakcja biskupa Oslo, Fredrika Hansena. Po święceniach w Ecône zaprosił wszystkich wiernych Bractwa do uczestnictwa w coniedzielnych tradycyjnych liturgiach sprawowanych kościele św. Józefa w Oslo. Co więcej, obiecał, że jeżeli wierni wyrażą taką potrzebę, to rozszerzy liczbę celebracji sprawowanych w tradycyjnym rycie. Takiej właśnie inkluzywności potrzebuje dziś Kościół.
Mądry tradycjonalizm
Problem z Bractwem Świętego Piusa X jest jednak jeszcze jeden i to kluczowy.
Zacietrzewienie hierarchii kościelnej na punkcie wyrugowania tradycyjnej duchowości jest niestety przykrym faktem, który widać szczególnie w krajach Zachodu. Tam do liturgii nie przykłada się już praktycznie żadnej wagi, a nauczanie dogmatyczne schodzi na dalszy plan. Najważniejsza staje się budowa „bezpiecznej przestrzeni” – czymkolwiek miałaby ona być.
Ważniejsze jednak w kontekście schizmy jest jednak nastawienie drugiej strony tego sporu.
Z jednej strony „lefebryści” podkreślają rolę tradycji, Kościoła, papiestwa i podporządkowania Rzymowi. Z drugiej zaś de facto odrzucają zwierzchnictwo Rzymu, tłumacząc to stanem wyższej konieczności.
Na początku swojego pontyfikatu papież Leon XIV mówił o konsekwencji katolickiej w podejściu do otaczającego nas świata. Powiedział, że jeśli ktoś uznaje prawo do życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci i jest przeciwnikiem aborcji, to powinien być też przeciwnikiem kary śmierci.
Przez analogię łatwo zastosować to rozumowanie do postępowania Bractwa Świętego Piusa X. Jeśli jesteś tradycjonalistą i uznajesz prymat papieża oraz wieczyste kierownictwo Ducha Świętego nad Kościołem Powszechnym, to nie możesz traktować posłuszeństwa wobec papieża w wybiórczy sposób.
***
Kluczowe wyzwanie, jakie stoi dziś przed Kościołem, to przygarnąć do siebie tych z nas, którzy łakną pięknej i godnej liturgii. Pokazać się tradycyjnym katolikom jako jedyny prawdziwy Kościół Chrystusa i dać im przestrzeń na ich duchowość.
W ostatnich latach i dekadach dużo słyszeliśmy o zaakceptowaniu innych duchowości i o potrzebie postawienia na indywidualne charyzmaty oraz o konieczności dostosowania się do świata.
Ekskomunika, którą zaciągnęło na siebie Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, jest wielką raną dla Mistycznego Ciała Chrystusa, ale nie takie rzeczy przetrwał Kościół Rzymski. Konieczna jest jednak ponowna, poważna w formie i treści oferta skierowana do tych wiernych, którym głęboko na sercu leży duchowość oparta o tradycyjną formę rytu rzymskiego i nauczanie przedsoborowe Kościoła.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.