Chrześcijaństwo Paula Kingsnortha to postmodernizm. Katolicy powinni być ostrożni
Paul Kingsnorth to jeden z najbardziej utalentowanych brytyjskich pisarzy ostatnich dekad. Jest to przykład zachodniego intelektualisty, który nawrócił się na chrześcijaństwo. Jednakże pisarz ten, znany ze swojego wręcz luddystycznego, antykapitalistycznego i antyglobalistycznego podejścia, zbyt wpada w pułapkę pseudomistycznego racjonalizmu. Kingsnorth ostatecznie okazuje się postmodernistą — uwodzicielskim, ale jednak niekompatybilnym z katolickim postrzeganiem rzeczywistości.

Od radykalnej ekologii do Chrystusa
Paul Kingsnorth urodził się w latach 70. Jako trafił do Oksfordu, gdzie studiował historię najnowszą. Bardzo szybko, jeszcze jako student, zaistniał jako dziennikarz — początkowo jako redaktor lewicowej studenckiej gazety „Cherwell”, zaś już po studiach jako publicysta internetowej „openDemocracy” oraz magazynu „The Ecologist”.
W wolnym czasie kręcił się po oksfordzkich pubach z innymi lewicowcami, siejąc zamęt. Przykuwał się łańcuchami do budynków i organizował drogowe protesty, czym przysparzał sporo kłopotów głosującym na Tony’ego Blaira Brytyjczykom. W końcu stał się czołowym głosem brytyjskiej zielonej, antyglobalistycznej lewicy.
W 2001 roku brał udział w antykapitalistycznych protestach na całym świecie: w Pradze, Genui, Papui-Nowej Gwinei, zaś „New Statesman” — centrolewicowy, brytyjski magazyn mocno związany z oksfordzką lewicą — umieścił go w rankingu dziesięciu największych troublemakers w kraju.
Zwrot w stronę konserwatyzmu przeszedł kilka lat później. W 2008 roku wydał Real England — świetnie napisaną książkę, która do dziś w mojej ocenie pozostaje najlepszym opisem tego czym jest współczesna angielska tożsamości, a zarazem stanowi manifest przeciwko globalizacji. Odniosła ona spory sukces: cytował ją David Cameron, który zaledwie dwa lata po jej publikacji został premierem Wielkiej Brytanii.
Minęło jeszcze jednak kilka lat, nim Kingsnorth został chrześcijaninem, wpisując się tym samym w trend quiet revival, o którym pisałem na łamach tego portalu. Dotychczas bywał i buddystą i neopoganinem; przez dekady szukał swojego duchowego domu. Co więcej, jak sam przyznaje, chrześcijaństwem gardził.
Księża — jak pisze w eseju The cross and the machine z 2021 roku, w którym to publicznie ogłosił swoje nawrócenie — byli dla niego albo postaciami oderwanymi od rzeczywistości rodem z epoki wiktoriańskiej, wygłaszającymi monotonne kazania, w których nie sposób było usłyszeć niczego, czego nie słyszało się już tysiąc razy.
Albo aspirowali do roli popkulturowych celebrytów i rozwadniali pradawny rdzeń chrześcijaństwa tak dalece, że w końcu nie zostawało w nim niemal nic autentycznie chrześcijańskiego.
Jednak, im głębiej Kingsnorth zanurzał się w korzeniach kultury w której wyrósł, im usilniej szukał struktury wyjaśniającej ludzki byt, tym mocniej ciągnęło go do chrześcijaństwa.
Aż pewnego dnia — jak pisze — przyśnił mu się Chrystus. Opisał ów sen w swoim dzienniku i od tej chwili wszystko nabrało sensu. „Wszystko było niezmienione i wszystko było nowe; i wiedziałem co się wydarzyło i kto tego dokonał, i po prostu wiedziałem, że jest już za późno. Właśnie zostałem chrześcijaninem”.
Przeciwko Maszynie
Być w zgodzie z samym sobą, to być chrześcijaninem — przekonuje Kingsnorth. Bunt przeciwko Bogu jest buntem przeciwko „korzeniom, kulturze, wspólnocie, rodzinom”. Owi buntownicy jednak wcale nie są wolni — zamiast Bogu, oddają cześć Maszynie, która rozcieńcza to, kim jesteśmy, a w miejsce wszystkiego, co naturalne pozostawia zoptymalizowany system.
„Przyszłość to nauki ścisłe i chatboty, bezgotówkowe parkomaty, wzrost gospodarczy i wydobywanie surowców z asteroid na wieki wieków”. Wpływ dawnego Kingsnortha na nowego jest tu wyraźny.
„Potęga »globalnej gospodarki« burzy granice i bariery, tradycje i kultury”, pisze w drugim rozdziale swojej ostatniej książki. Maszyna nie pozwoli, aby cokolwiek starego przetrwało.
To właśnie na Maszynie chcę się szczególnie skupić. W jedynej książce, jaką Kingsnorth opublikował od czasu nawrócenia — Against the Machine („Przeciw Maszynie”) — wzywa nas on do walki z tytułowym antagonistą.
Dziennikarz krucjatę przeciwko Maszynie która przejawia się zjawiskach takich jak: technologia, rozwiązłość seksualną, pieniądz, postępowa lewicę, kapitalistyczna prawica oraz nowoczesny rozum i racjonalizm. Maszyna — w jego przekonaniu — już zwyciężyła. Ruiny, pośród których żyjemy, „wciąż są piękne — nienaruszone katedry, koncerty Bacha… To pozostałości czegoś, co niegdyś nazywano »chrześcijaństwem«”.
Pod tym względem Kingsnorth jest przeciwieństwem Toma Hollanda. Dla Hollanda chrześcijaństwo jest wciąż wszechobecne, nawet jeśli sami tego nie dostrzegamy. Dla Kingsnortha natomiast to, co pozostało, jest jedynie fasadą zgniłej do cna kultury. „Naszej kulturze nie grozi śmierć; ona już umarła, a my się tego wypieramy”.
Tu właśnie tkwi problem. Kingsnorth — jak wielu poetów i mistyków — widzi światło, lecz go nie rozumie. Przez pewien czas kusiło mnie, by poświęcić nieco miejsca prostowaniu licznych błędów merytorycznych, które dziennikarz popełnia w swojej ostatniej książce.
Wcześniejsza wersja tego tekstu znacznie obszerniej tłumaczyła chociażby, jak Kingsnorth powiela antyreligijną argumentację Davida Hume’a, nie widząc jej negatywnych konsekwencji dla wiary.
Taki tekst jednak byłby nudniejszy i, co ważniejsze, nie ma sensu spierać się z kimś, kto odrzuca rozum. Jakiego argumentu można użyć wobec rozmówcy, który z góry uznaje racjonalną argumentację za niewartą uwagi?

Chrześcijaństwo Kingsnortha jest problematyczne
Być może właśnie dlatego Kingsnorth przeszedł na rumuńskie prawosławie, a nie — co byłoby dlań najbardziej oczywistym sposobem odzyskania więzi z dziedzictwem przodków — na anglikanizm czy katolicyzm.
W prawosławiu bardzo silnym jest nurt, który wyraża nieufność wobec racjonalnego rozumu i filozofii, przedkładając nad nie mistycyzm, niejasne intuicje i osobiste doświadczenie duchowe. Inaczej niż katolicy, którzy nie negowali racjonalności, widząc wiarę nie jako negacje rozumu, ale jego uwznioślenie.
W II wieku n. e. słynny heretyk Marcjon został wyśmiany w Rzymie, gdy próbował bronić tezy, że Bóg Starego i Nowego Testamentu to dwie różne istoty nawet pomimo tego, że pogląd ów przeczył rozsądkowi.
Pod koniec XIII wieku, zaledwie trzy lata po swojej śmierci, św. Tomasz z Akwinu został potępiony przez biskupa Paryża za to, że poddał Boga racjonalnej analizie; niespełna pięć dekad później Rzym potępił samo to potępienie, a Tomasza kanonizowano (Kingsnorth zresztą skarży się na to w 20. rozdziale swojej książki).
To małżeństwo rozumu i chrześcijaństwa nigdy się nie rozpadło: w artykule opublikowanym w 2016 roku na łamach prestiżowego czasopisma filozoficznego „Noûs”, autor — Shamik Dasgupta, profesor filozofii na Uniwersytecie w Berkeley — wyjaśnia, że „racjonalizm” traktuje się dziś „jako pogląd przestarzały, którego nie trzeba dziś brać poważnie, [ponieważ] pociąga on za sobą konsekwencje, które można uznać za kłopotliwe: a mianowicie istnienie Boga”.
W istocie, Kingsnorth — mimo swoich starań, by odrzucić nowoczesność — jest boleśnie postmodernistyczny. „Rozum, jak się okazało, nie był lepszą alternatywą dla intuicji, emocji czy instynktu”. Odrzucenie racjonalnego argumentu, prymat emocji, odwoływanie się do intuicyjnej oczywistości — wszystko to znamiona kogoś, kto pisze w cieniu francuskiego egzystencjalizmu i teorii krytycznej.
Jedną z największych zalet rozumu jest jego uniwersalność. Bez względu na to kim jesteśmy i gdzie żyjemy, prawa logiki pozostają takie same. Kawaler zawsze jest nieżonaty, a dwa dodać trzy zawsze daje pięć.
Właśnie dlatego rozum jest tak kompatybilny z chrześcijaństwem: chrześcijaństwo jest religią uniwersalną i rości sobie prawo do uniwersalnych prawd.
Trudno je uzasadnić jedynie na gruncie czysto intuicyjnym lub emocjonalnym. Pisarze chrześcijańscy zawsze próbowali formułować racjonalne argumenty za istnieniem Boga. Kingsnorth jednak odrzuca rozum, przez co nie jest w stanie uzasadnić uniwersalnych prawd chrześcijaństwa — i też tego nie robi.
Kingsnorth ceni chrześcijaństwo dlatego, że jest stare, a nie dlatego, że jest prawdziwe. Jednak jego miłość do tego, co dawne, nie zawsze jest odwzajemniana; a jego analiza tego, jak Maszyna przekłada się na desktrukcję przeszłości, starzeje się słabo.
Zamiast słuchać Kingsnortha, lepiej czytać Leona XIV
Odkąd Kingsnorth zaczął pisać Against the Machine, myśl prawicowa na świecie zyskała na sile w sposób, który średnio pasuje do jego przewidywań. Cały rozdział poświęca chociażby tezie, że Maszyna nieuchronnie prowadzi do triumfu ideologii trans — tymczasem każdy, kto śledzi politykę na Zachodzie wie, że kwestie trans jako lewicowy temat polityczny są dziś martwe.
Mimo niewątpliwego talentu literackiego — nazwano go najwybitniejszym żyjącym anglojęzycznym pisarzem — Kingsnorth jest naiwny. Nigdy nie napisałby Against the Machine, gdyby nie wygodne życie, jakie wiódł: urodzony jako syn inżyniera, wykształcony w Oksfordzie, utrzymujący się z pisania.
W ciągu ostatnich kilkuset lat postęp technologiczny i gospodarczy sprawiły, że długość życia dramatycznie wzrosła, wiele śmiertelnych chorób zostało wyeliminowanych, a głód z rutynowej rzeczywistości stał się dla miliardów osób tematem podręczników historii — przede wszystkim w tej części świata, którą Kingsnorth piętnuje jako źródło problemu, czyli na Zachodzie.
W kwestii Maszyny chrześcijanie wyjdą lepiej, słuchając autora mniej przyjemnego w lekturze, lecz znacznie bardziej miarodajnego: papieża Leona XIV.
„Systemy sztucznej inteligencji nie przeżywają doświadczenia, nie posiadają ciała, nie odczuwają radości i bólu, nie dojrzewają w relacji, nie znają od wewnątrz tego, co znaczą miłość, praca, przyjaźń i odpowiedzialność.
Nie mają również świadomości moralnej: nie oceniają dobra i zła, nie ujmują ostatecznego sensu sytuacji, nie biorą na siebie ciężaru konsekwencji.
Mogą naśladować języki, zachowania i oceny, mogą symulować empatię albo zrozumienie, ale nie rozumieją tego, co wytwarzają, ponieważ nie żyją w sferze afektywnej, relacyjnej i duchowej, w których człowiek staje się mądry”.
Watykański żargon bywa zwykle mało czytelny a mimo to jego argumentacja jest bardziej czytelna niż ta Kingsnortha. Istnieją surowe, filozoficzne, racjonalne powody, dla których powinniśmy podchodzić do technologii sceptycznie.
Jednocześnie Watykan, w przeciwieństwie do Kingsnortha, rozumie, że we wszystkim potrzebna jest równowaga. „Szybkość i prostota, z jakimi można uzyskać wskazówki, złożone opracowania, treści medialne oraz formy konkretnej pomocy upraszczają nasze życie”. Sztuczna inteligencja, podobnie jak szabat, jest ustanowiona dla człowieka.
Platon w Państwie znany jest ze swojej krytyki poetów. „Musimy prosić Homera i innych poetów, by się nie gniewali, jeśli skreślimy [ich poezję] — nie dlatego, że jest niepoetycka czy pozbawiona uroku dla tłumu, lecz dlatego, że im większy jest w niej poetycki czar, tym mniej nadaje się ona dla uszu chłopców i mężczyzn, którzy mają być wolni i którzy niewoli powinni lękać się bardziej niż śmierci”.
Im piękniejszy język, tym bardziej jest przekonujący — lecz poeci nie są poszukiwaczami prawdy. Są poszukiwaczami piękna, lub przynajmniej tego, co powierzchownie brzmi pięknie. Pismo papieża jest mniej powabne niż pismo Kingsnortha, ale za to jest prawdziwsze.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.