Kanał Zero to nowa Agora? Takiej pozycji jak miał Adam Michnik nie da się już wywalczyć
Krzysztof Stanowski i Robert Mazurek na II Kongresie Zero, screen z: https://www.youtube.com/live/rwd4x8lWS3s?is=wtaDkfvTtXXbsHV0
W świecie nasyconego rynku i potężnej konkurencji nawet najsprawniejsi gracze nie są w stanie powtórzyć sukcesu wyrosłej na transformacji Agory. Ważniejszą kwestią od tego, czy da się osiągnąć pozycję Adama Michnika, jest pytanie, czy możemy jeszcze stworzyć medium, któremu ufałaby większość społeczeństwa.
W dyskusjach o przyszłości polskich mediów często spotykam się z tezą, że Kanał Zero może stać się „nową Agorą” – firmą będącą nie tylko ośrodkiem medialnym, ale także metapolitycznym, wyznaczającym kierunki, w których zmierzają nastroje i debata publiczna.
Porównanie to moim zdaniem jest jednak nieuzasadnione. Nie dlatego, że współczesnym aktorom rynku medialnego – a Kanałowi Zero szczególnie – brakuje ambicji, kompetencji czy przebojowości. Przyczyna leży gdzie indziej.
Agora wyrastała w zupełnie innych warunkach. Powstała na samym początku nie tylko transformacji ustrojowej, ale także budowy rynku medialnego i narodzin polskiego internetu. Procesy te tworzyły wyjątkową sytuację – niezwykle atrakcyjną okazję do szybkiego wzrostu. Współcześni gracze żyją zaś w warunkach gospodarki platformowej.
Co więcej, nie chodzi wyłącznie o zmiany technologiczne i inny model biznesowy, który jest potrzebny w nowych czasach. Przeobrażenia rynku dotknęły także tego, w jaki sposób budujemy społeczne zaufanie i przestrzeń do debat.
Agora instytucją transformacji
Aby zrozumieć wyjątkowość Agory, trzeba przypomnieć sobie, w jakich okolicznościach powstawała. Był początek III Rzeczypospolitej. Państwo dopiero tworzyło demokratyczne instytucje. Powstawał polski rynek reklamy i nowa klasa średnia.
Po 1989 roku wiele obszarów życia gospodarczego należało zbudować od podstaw. Dotyczyło to także rynku mediów. Nie istniały ugruntowane modele biznesowe, nie było wieloletnich przyzwyczajeń odbiorców ani dominujących prywatnych graczy.
W takich warunkach przewagę uzyskiwali ci, którzy potrafili szybko zbudować markę, zdobyć zaufanie czytelników i wykorzystać efekt pierwszeństwa. Jednocześnie w polskim społeczeństwie narastało zapotrzebowanie na niezależną informację oraz autorytety komentujące i interpretujące rzeczywistości.
Media na początku okresu transformacji współtworzyły nowy porządek społeczny. Dla obywateli stanowiły one swoisty przewodnik po rzeczywistości transformacji: tłumaczyły zasady gospodarki rynkowej, opisywały świat polityki i pomagały odnaleźć się w gwałtownie zmieniającym się otoczeniu.
Nie oznacza to, że Agora była pozbawiona wad czy wewnętrznych sporów. Z perspektywy czasu można krytycznie oceniać wiele jej decyzji redakcyjnych lub biznesowych. Trudno kwestionować fakt, że przez długi czas zajmowała szczególną pozycję w polskiej sferze publicznej.
Ciekawym pytaniem jest to, czy sukces Agory był przede wszystkim efektem zrozumienia zasad rynku medialnego i jakości dziennikarstwa, czy raczej konsekwencją historycznego „okna możliwości”? Moim zdaniem odpowiedź brzmi: jednego i drugiego.
Internet: utracone szanse i lekcja pokory
Dzięki rozpoznawalnej marce, kapitałowi i ogromnemu zasięgowi firma z Czerskiej była jednym z pionierów polskiego internetu. Dysponowała nie tylko zasobami wymiernymi jak finanse, pracownicy i spółki. Posiadała coś niewymiernego, ale równie ważnego – społeczne zaufanie.
Obecnie nie wyobrażamy sobie polskiego e-commerce bez Allegro. Tymczasem na początku XXI wieku nie była to nawet najpopularniejsza z platform sprzedażowych. Niewielu pamięta dziś o prowadzonej przez Agorę witrynie KupSprzedaj.pl.
Serwis ten miał pozycję podobną do Allegro i dynamicznie rosnący rynek do zagospodarowania. Dominacja rynkowa nie wynikała więc z nieuchronności sukcesu, lecz z umiejętności wykorzystania odpowiedniego momentu.
Podobna sytuacja miała miejsce na rynku ogłoszeń lokalnych. Zanim użytkownicy przenieśli się do serwisów tematycznych, popularnością cieszyły się sekcje ogłoszeniowe „Gazety Wyborczej” i portalu Gazeta.pl: Gazeta Dom czy Gazeta Praca. Obecnie tą funkcję pełnią wyspecjalizowane platformy. Ich skala biznesowa wielokrotnie przewyższa tradycyjne media.
Gazeta.pl odgrywała istotną rolę także w zakresie społecznościowym. Przed erą Facebooka internetowe dyskusje toczyły się na forach i blogach, które należały do firmy z Czerskiej. Jednak nadejście mediów społecznościowych otworzyło nową erę, w której Agora już nie uczestniczy.
Ta historia pokazuje coś bardzo ważnego: nawet silni gracze nie są w stanie przewidzieć wszystkich kierunków rozwoju technologii. Wielokrotnie o sukcesie decydują nie wysokie budżety i sieci współprac, ale kompetencje, odwaga i zrozumienie potrzeb użytkowników.
Paradoks współczesnych mediów
Porównując Kanał Zero do Agory, pomijamy ważną różnicę. Rewolucja technologiczna znacznie obniżyła próg wejścia na rynek. Nie musisz posiadać drukarni, sieci dystrybucji czy rozbudowanej infrastruktury. Wystarczą kamera, dostęp do internetu i umiejętność przyciągnięcia uwagi odbiorców. Pomimo tego nigdy wcześniej tak trudno nie było zbudować trwałą przewagę.
Walka nie toczy się już wyłącznie z krajowymi konkurentami. Dziś medium rywalizuje nie tylko z innymi redakcjami, ale także z YouTube’em, TikTokiem, platformami streamingowymi, podcastami, newsletterami i tysiącami twórców funkcjonujących w nasyconym, globalnym obiegu.
Innymi słowy, dziś chodzi nie o możliwość publikacji, ale o uwagę odbiorcy. Paradoksalnie nigdy wcześniej wejście na rynek medialny nie było tak łatwe i jednocześnie nigdy wcześniej tak trudno nie było stać się dużą instytucją.
Od medium środka do medium tożsamości
Ważna jest też inna różnica, o której rzadko się mówi. Agora w latach 90. i na początku XXI wieku była postrzegana jako medium głównego nurtu. Oczywiście już wtedy miała ona swoich zapiekłych krytyków, ale mimo to dla bardzo szerokiej grupy odbiorców stanowiła wiarygodne źródło informacji i kształtowała debatę publiczną.
Trzeba pamiętać o tym, że Gazeta Wyborcza powstała jako organ prasowy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Adam Michnik, jej pierwszy redaktor naczelny, na to stanowisko został mianowany przez Lecha Wałęsę. Polacy uwierzyli, że ludzie związani z Agorą nie tylko pomogli odzyskać wolność, ale także stali się jej obrońcami.
Trudno to zrozumieć młodszym osobom wychowanym w epoce mediów społecznościowych. „Gazeta Wyborcza” była obecna nie tylko w domach czytelników, ale także szkołach, bibliotekach i urzędach. Czytali ją wyborcy różnych ugrupowań politycznych, przedsiębiorcy, nauczyciele, studenci i urzędnicy. Można było się z nią nie zgadzać, ale trudno było ją ignorować.
Jest to jeden z powodów, dla których mówi się czasem o „mediach wspólnych” – instytucjach, które współtworzyły przestrzeń debaty, grupującą różne środowiska. Obecnie media funkcjonują w innym świecie.
Kanał Zero od początku był medium wyrazistym, opartym na silnej osobowości założyciela i świadomie odróżniał się od istniejącego rynku medialnego. Takie podejście ma wiele zalet. Pozwala szybko zbudować społeczność lojalnych odbiorców, zwiększa zaangażowanie i ułatwia wyróżnienie się w zatłoczonym środowisku informacyjnym.
Ma to jednak ograniczenia. Wyrazistość nie tylko przyciąga zwolenników, ale jednocześnie mobilizuje przeciwników. Im bardziej medium jest uznawane za jeden z elementów sporów tożsamościowych, tym trudniej poszerzać grono odbiorców poza własną bańkę. Część potencjalnych widzów czy reklamodawców rezygnuje nie z powodu braku zasięgów, lecz dlatego, że samo medium budzi w nich negatywne skojarzenia.
Dla biznesu oznacza to zawężenie rynku, na którym można rosnąć. Medium postrzegane jako „dla wszystkich” ma potencjalnie większą bazę odbiorców i partnerów komercyjnych. Nie jest to zarzut wobec Kanału Zero. To raczej opis zmiany, jaka zaszła w zwyczajach nas odbiorców mediów.
W epoce klęski urodzaju związanej z nadmiarem treści i łatwością dotarcia do niej przewagę mają eksperci tematyczni i media branżowe. Właśnie z tego powodu współczesne media mogą być jednocześnie bardzo wpływowe i mniej uniwersalne niż ich poprzednicy.
Co zamiast „nowej Agory”?
Czy wobec tego Kanał Zero może odnieść sukces? Oczywiście, że tak. Już to zrobił. Medium Krzysztofa Stanowskiego stało się być może najważniejszym spośród nowych przedsięwzięć medialnych ostatnich lat. Zgromadziło dużą publiczność, zbudowało rozpoznawalną markę i osiąga stały wzrost finansowy. Moim zdaniem stanie się trwałym elementem polskiego krajobrazu medialnego.
Nie będzie to jednak powtórzenie historii Agory. Przyczyną tej sytuacji jest to, że odnosi sukces według zupełnie innych reguł. Agora urosła, korzystając z pierwszeństwa, ograniczonej konkurencji i szerokiego społecznego zaufania. Kanał Zero funkcjonuje w rzeczywistości rozproszonej uwagi, globalnej konkurencji i silnych podziałów tożsamościowych.
Pytanie o to, czy Kanał Zero stanie się nową Agorą, jest zatem źle postawione. Warto zastanowić się, jakich mediów potrzebuje Polska epoki platform cyfrowych. Czy debata publiczna powinna być kształtowana przez jeden dominujący ośrodek? Zamiast czekać na „nową Agorę”, trzeba zrozumieć media takimi, jakimi są dziś – wraz z ich szansami i ograniczeniami.
Wyzwanie nie polega na tym, że nie powstanie druga Agora. Polega ono na tym, że być może z powodu zmian technologicznych nie możemy już stworzyć mediów, którym ufałaby większość społeczeństwa. To jest znacznie ważniejsze pytanie niż to, czy Kanał Zero stanie się nową Agorą.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

