Korupcja, europejskie ambicje i umiędzynarodowienie UPA. Jak Polska może odwinąć się Ukrainie?
Spór Polski i Ukrainy o UPA nie jest przyczyną kryzysu w relacjach pomiędzy oboma państwami. Jest jego symptomem. Działania strony ukraińskiej są przede wszystkim pochodną przekonania Kijowa o własnej sile. Polska powinna dokonać pilnego przeglądu instrumentów w relacjach z Ukrainą, dbać o swoją pozycję międzynarodową oraz zachować spokój. Czas gra na naszą korzyść, a Ukraina bez względu na stan relacji z Warszawą spełnia korzystną dla Polski rolę – absorbuje rosyjską uwagę strategiczną.
Ostatnie działania strony ukraińskiej wywołują w Polsce zrozumiałe oburzenie. Hurtowe odsyłanie polskich odznaczeń państwowych przez ukraińskich urzędników, demonstracyjna nieobecność najważniejszych przedstawicieli ukraińskich władz na gdańskiej konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy, wreszcie lekceważący stosunek i omijanie Warszawy w rozmowach o architekturze bezpieczeństwa regionu.
To wszystko tworzy wrażenie, że Ukraina nie traktuje Polski jako partnera, z którego zdaniem należy się liczyć. Błędem jest jednak odczytywanie tych gestów jako spontanicznych czy emocjonalnych reakcji.
Jak donosi Wirtualna Polska, ukraińskie elity były przygotowane na decyzję Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Wytyczne co do zwrotu polskich odznaczeń i sposobu komunikacji z opinią publiczną miały być przygotowane już wcześniej.
Podobnie sprawa miała przedstawiać się z samą nieobecnością ukraińskiego prezydenta na konferencji w Gdańsku.
Oliwy do ognia dolała propozycja Wołodymyra Zełeńskiego, który w trakcie niedzielnych obchodów Dnia Konstytucji przedstawił pomysł powstania Panteonu Narodowego. Ukraiński prezydent zaakcentował przy tym, że nikt nie będzie narzucać Ukraińcom, jakich bohaterów mają czcić. Wtórował mu przy tym szef jego kancelarii, Kyryło Budanow, który kilka dni wcześniej stwierdził także, że poziom napięcia w relacjach między Polską a Ukrainą może jeszcze wzrosnąć.
W tle bieżącego sporu trwa także rozgrywka o transfer technologii wojskowych. Cezary Tomczyk w rozmowie z Radiem Zet ujawnił, że Polska nie przekazała Ukrainie myśliwców MiG-29, gdyż Kijów nie wywiązał się z umowy i dotychczas nie dostarczył Polsce technologii dronowych i rakietowych, mimo ustaleń z grudnia 2025 roku.
Kijów zachowuje się tak, jakby koszt pogarszania relacji z Warszawą był dla niego niewielki lub wręcz nieistotny.
Dlaczego Ukraina uznała, że może sobie pozwolić na taką politykę wobec państwa, które od 2022 roku było jednym z jej najważniejszych partnerów?
Sny o potędze
Najprostszą odpowiedzią byłoby wskazanie niewdzięczności, emocji lub „postsowieckości” ukraińskiej klasy politycznej. Takie wyjaśnienia byłyby jednak powierzchowne. Źródeł obecnych napięć należy szukać głębiej – w zmianie sposobu postrzegania własnej pozycji przez ukraińskie elity polityczne.
Sukces obrony państwa, doświadczona i liczebna armia, sprawny przemysł rakietowy i dronowy, a ostatnio także spektakularne uderzenia na terytorium Rosji – w tym ataki na Moskwę – wytworzyły w ukraińskich elitach wrażenie własnej potęgi.
Prezydent Zełeński stara się podkreślać, że Ukraina broni nie tylko siebie, ale i całej Europy. Nasi wschodni sąsiedzi zdają się uważać, że siła armii lądowej rekompensuje im uzależnienie gospodarcze, logistyczne i polityczne państwa od zachodnich donatorów, na których Kijów de facto stoi.
To przekonanie o własnej sprawczości ostatnimi czasy coraz częściej przekłada się na konkretne działania dyplomatyczne. Ukraina usiłuje omijać państwa wschodniej flanki NATO, stawiając bezpośrednio na format E3, czyli Berlin, Paryż i Londyn.
Innym ze skutków tej mocarstwowej wiary jest próba przemycenia do europejskiego dyskursu narracji, że dalsza walka oraz powojenna odbudowa powinny absorbować zachodnie stolice w tym podobnym stopniu, co samych Ukraińców.
Wraz ze wzrostem własnego potencjału ofensywnego Kijów uznał także, że może dyktować warunki sąsiadom. Jaskrawym tego dowodem było postawienie Białorusi ultimatum na demontaż rosyjskich instalacji naprowadzających rosyjskie drony, pod groźbą samodzielnego rozwiązania problemu. Według Ukraińców ultimatum miało przynieść zamierzony efekt.
Bez względu na to, czy nam się to podoba, czy też nie, dzięki swojej armii Ukraina zaczęła odgrywać istotną rolę w europejskiej architekturze bezpieczeństwa. Ukraińcy traktują swoje wojsko jak przepustkę do geopolitycznej ligi mistrzów, co w połączeniu z wojenną traumą i wzmożoną polityczną ekspozycją w ostatnich 4 latach tworzy dla tamtejszej klasy politycznej prawdziwie wybuchową mieszankę.
Państwo o PKB wielkości województwa mazowieckiego wypłynęło na głębokie wody zanim nauczyło się poruszać po płytszych akwenach.
Innymi słowy, szybki polityczny awans udzielił się kijowskim elitom, które bezkompromisowo próbują licytować o wysokie stawki, czego przykład widzieliśmy w zeszłym roku w trakcie słynnej awantury w Białym Domu pomiędzy Zełeńskim a Trumpem. Wtedy ukraińska asertywność przyniosła nie najgorszy efekt.
Oczywiście istnieje także możliwość blefu. Być może Kijów celowo licytuje powyżej swojego realnego potencjału, aby ukryć narastające zmęczenie wojną, zamaskować wewnętrzne kryzysy i wymusić na zachodnich partnerach jak najwięcej ustępstw, zanim okno możliwości ostatecznie się zamknie.
Z punktu widzenia Polski nie ma to większego znaczenia. Niezależnie od tego, czy zachowanie ukraińskich elit to wynik autentycznej megalomanii, czy desperackiego blefu, polska odpowiedź powinna być dokładnie taka sama i uwzględniać najważniejszy aspekt polityki wschodniej: stosunek sił między Polską a Rosją.
Bufor
Spójrzmy na obecny kryzys z dystansu. Aby polska polityka wschodnia była skuteczna, nie potrzebuje ani wdzięczności Kijowa, ani sentymentalnych deklaracji, ani potwierdzonego na piśmie sojuszu strategicznego. Kluczem do zrozumienia naszej sytuacji jest uświadomienie sobie tego, że w rzeczywistości głównym punktem odniesienia dla Warszawy nie jest i nigdy nie była Ukraina, lecz Rosja.
Nawet dla stereotypowo kojarzonego z proukraińską postawą środowiska Jerzego Giedroycia i paryskiej „Kultury” to Rosja – nie Ukraina, Litwa i Białoruś – odgrywała centralną rolę, co wielokrotnie podkreślał m.in. Juliusz Mieroszewski. Istnienie Ukrainy miało w tym układzie na dłuższą metę umożliwić stopniową normalizację relacji polsko-rosyjskich, które dzięki odpowiedniej równowadze sił nie opierałyby się na dominacji jednej ze stron.
Dopóki Moskwa dysponuje intencjami i potencjałem zagrażającym wschodniej flance NATO, dopóty wiązanie i wykrwawianie jej sił zbrojnych leży w fundamentalnym interesie Rzeczypospolitej.
Ukraińscy żołnierze nie walczą za wartości europejskie ani za bezpieczeństwo Polski, tylko o przetrwanie własnego państwa i narodu. Jednak ubocznym skutkiem tej walki jest systematyczna degradacja kremlowskiej machiny wojennej. Ukraina absorbuje rosyjską uwagę strategiczną, dając Polsce cenny czas na rozbudowę własnych zdolności.
Dlatego dyplomatyczne afronty – choć irytujące i wymagające reakcji – nie zmieniają strukturalnego układu sił. Kijów, nawet jako trudny i roszczeniowy sąsiad, z własnej woli i we własnym interesie wykonuje dla nas krytyczną pracę.
My natomiast nie musimy płacić bezwarunkową uległością, ponieważ Ukraina i tak spełnia dla nas tę rolę. Oznacza to również, że nie powinniśmy wzbraniać się przed wykorzystywaniem dostępnych nam instrumentów w relacjach z Kijowem do realizacji własnych interesów.
Słabe punkty
Polska posiada narzędzia nacisku na Ukrainę, zdeterminowane przede wszystkim naszą kluczową rolą tranzytowo-logistyczną. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy ich demonstracyjnie nadużywać. Pokaz siły dla samego pokazu może prowadzić do obnażenia własnych słabości. Instrumentów nacisku należy używać do realizacji konkretnych celów.
Prawdziwie strukturalne lewary buduje się jednak długofalowo, chociażby przez systematyczne uzależnianie biznesu, polityków oraz społeczeństwa obywatelskiego od inwestycji i grantów. A więc tak, jak od dekad działają w naszym kraju Niemcy.
Nie znaczy to jednak, że już dziś nie posiadamy pewnych atutów. Aby polityka wobec Ukrainy była skuteczna, powinniśmy odpowiednio określić słabe punkty Kijowa. Należy umieć uderzyć tam, gdzie jest to bolesne. Jednocześnie musimy pamiętać o tym, że najbardziej medialne kwestie takie jak proponowanie „remontu” lotniska w Jasionce to złudna droga, gdyż tego typu ruchy mogłyby odbić się rykoszetem i bardziej nam zaszkodzić, niż pomóc.
Na poziomie symboliczno-historycznym, oprócz dotychczasowych działań, lewarem Polski powinno być umiędzynaradawianie sprawy i budowanie „koalicji chętnych”. Należy pamiętać, że w trakcie Rzezi Wołyńskiej ofiarami byli nie tylko Polacy, ale także Czesi, Ormianie czy Żydzi.
Systematyczne propagowanie naszych racji historycznych wśród zachodniej opinii publicznej trafia na o tyle podatny grunt, że sprzeciw wobec symboliki okołonazistowskiej jest przedmiotem szerokiego konsensu.
Ukraina konsekwentnie zabiega o przychylność społeczeństw Zachodu, która jest jej niezbędna do pozyskiwania zachodnich funduszy, więc granie kwestią gloryfikacji UPA to znaczący cios w wizerunek Kijowa.
Kolejny poziom można umownie nazwać „gospodarczo-unijnym”. Ukraina jest całkowicie uzależniona od zachodnich kroplówek. Polska, dysponująca prawem weta w UE, ma możliwość twardego warunkowania dostępu Kijowa do unijnych środków, rynku oraz instrumentów finansowych.
Mechanizmy integracyjne powinny być traktowane ściśle transakcyjnie. Otwarcie kolejnych etapów negocjacyjnych możemy uzależniać od realizacji takich czy innych polskich postulatów, w zależności od aktualnie zdefiniowanych potrzeb.
Jeśli chodzi natomiast o „opcje atomowe” w relacjach z Ukrainą, najsilniejszym punktem nacisku jest wewnętrzna stabilność polityczna samej ukraińskiej elity oraz pięta achillesowa Ukrainy – korupcja.
Władza w Kijowie panicznie boi się utraty legitymacji społecznej i widma kolejnych majdanów. Polskie służby wywiadowcze i dyplomacja powinny precyzyjnie diagnozować i wykorzystywać ukraińskie afery korupcyjne.
Zbieranie materiałów kompromitujących, dyskretna współpraca z oponentami politycznymi obecnej ekipy, kontakty w Narodowym Biurze Antykorupcyjnym Ukrainy (NABU), umiejętne podsycanie nacisków na otoczenie Zełeńskiego oraz narracyjne oddziaływanie na ukraińską opinię publiczną to potencjalnie skuteczne narzędzia, których użycie należałoby rozważyć w warunkach dalszego impasu.
Rozgrywanie pozycji ukraińskiego prezydenta na arenie wewnętrznej w momencie jego słabości to ostateczny lewar, przed którym Kijów nie ma skutecznej obrony, co pokazały protesty przeciwko próbom likwidacji niezależności NABU przez ukraiński rząd latem ubiegłego roku.
Nie chodzi tu o spektakularne działania, lecz o wykorzystanie systemowych punktów nacisku, co ma miejsce nie tylko w wypadku państw otwarcie wrogich. W kontekście sygnalizacji strategicznej może to także oznaczać, że nie musielibyśmy otwarcie korzystać z przedstawionych powyżej lewarów. Mogłoby wystarczyć, że ukraińskie elity uwierzyłyby w to, że posiadamy te narzędzia i jesteśmy gotowi ich użyć.
Czas gra na naszą korzyść
Z perspektywy elementarnych zasad racjonalnej dyplomacji, antagonizowanie dotychczas najbardziej przyjaznego i kluczowego logistycznie sąsiada to ze strony ukraińskich elit po prostu strategiczna głupota. Błędem naszej debaty publicznej jest jednak ciągłe biczowanie się i poszukiwanie winy po stronie Polski.
Obecny stan rzeczy niekoniecznie jest efektem polskiej nieudolności, lecz przede wszystkim winą ukraińskich decydentów, którzy uwierzyli we własną mocarstwowość i nie wykazują dziś gotowości do kompromisu.
Jest to głównie problem Kijowa, a nie nasz – Ukraina i tak spełnia dla nas swoją rolę.
Polską odpowiedzią na tę sytuację powinno być konsekwentne dbanie o własną siłę i pozycję międzynarodową. Kluczem jest budowa samodzielności strategicznej oraz zacieśnianie pragmatycznych sojuszy w regionie, chociażby z państwami nordyckimi i Turcją.
Czas pracuje dla nas. Biorąc pod uwagę coraz bardziej chwiejne nastroje sondażowe i widmo politycznych przetasowań w krajach Europy Zachodniej, Ukraina prędzej czy później będzie zmuszona do rewizji obecnego kursu. Zełeński stawia dziś bowiem na status quo, którego zaraz może nie być.
To, czy nastąpi to na drodze refleksji, czy poprzez niezwykle bolesne zderzenie z geopolityczną ścianą, zależy już wyłącznie od samych Ukraińców. Wtedy będziemy wystawiać rachunki.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

