Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Aleksander Miszalski, Szpital Południowy, politycy PSL-u. Klientelizm niszczy nasze państwo

Aleksander Miszalski, Szpital Południowy, politycy PSL-u. Klientelizm niszczy nasze państwo Dawid Kacprzyk i Rafał Trzaskowski; źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=Nnp1aGBm7B4

PiS obsadzał KOWR swoim ludźmi. Po 15 października 2023 roku robi to PSL. Aleksander Miszalski zatrudniał w Krakowie ludzi, którzy pomagali mu w kampanii wyborczej. W szpitalu południowym politycy Koalicji Obywatelkiej korzystali z usług medycznych poza kolejką. Znana ze starożytnego Rzymu praktyka klientelizmu ma się w Polsce nadzwyczaj dobrze. Nie chodzi tylko o to, że finansujemy „partyjniaków” z naszych podatków. Sprawa jest poważniejsza. Stawką jest rozwój lub erozja naszego państwa.  Na to, w obecnej sytuacji geopolitycznej pozwolić sobie nie możemy. Jak więc wyplenić chorobę klientelizmu? Czy w polskiej kulturze politycznej jest to w ogóle możliwe?

 Jednym z zarzutów podnoszonych przez przeciwników niedawno odwołanego prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego było zatrudnianie przez niego w podległych mu instytucjach osób, które wspierały go w kampanii wyborczej. Złośliwi krytycy polityki kadrowej byłego prezydenta twierdzili, że wystarczy mieć z nim zdjęcie, aby dostać pracę.

Bogusław Sonik w rozmowie z Agatonem Kozińskim z Portal i.pl z 25 maja 2026 r. stwierdził, że „referendum się powiodło, bo nałożyło się kilka rzeczy. To się nazywa kolesiostwo, lekceważące zatrudnianie partyjnych działaczy bez żadnego zahamowania”.

Były poseł i europoseł Platformy Obywatelskiej w latach 2004-2023 podkreślił, że „Miszalski w ten sposób spłacał długi zaciągnięte w czasie kampanii samorządowej w 2024 r., całkowicie upartyjniając krakowski Ratusz”.

Wypowiedź byłego posła może szokować. Po pierwsze, jest niezwykle szczera. Z reguły politycy tłumaczą, że osoby zatrudnione w instytucjach publicznych są kompetentne, a fakt posiadania przez nie związków z politykami, nie miał wpływu na objęcie przez nich stanowiska.

Po drugie, Bogusław Sonik przedstawił, jak w praktyce działa w Polsce klientelizm. Pojęcie to ma dwa znaczenia. Zgodnie z pierwszym z nich oznacza ono popieranie i protegowanie przez osoby wpływowe tych, którzy świadczą na ich rzecz usługi. Zgodnie z drugim znaczeniem jest to system zależności klienta od patrona w starożytnym Rzymie.

Prezydent Miszalski zatrudniając działaczy partyjnych spłacał dług wdzięczności zaciągnięty podczas kampanii wyborczej. Szkoda tylko, że nie zatrudniał lojalnych wierzycieli w swoich prywatnych firmach, lecz w instytucjach publicznych utrzymywanych z pieniędzy podatników.

Koszty klientelizmu

Koszty wypłaty wynagrodzenia ludziom, którzy dostali pracę w uznaniu zasług dla partii, to nie wszystko. Klientelizm może nawet spowodować utratę szansy na rozwój państwa.

Dobór kadr według klucza koneksji, a nie kompetencji, prowadzi do powierzenia władzy osobom zupełnie do tego nieprzygotowanym, wiernym interesom politycznych patronów, a nie państwa, które reprezentują.

Dzisiaj chyba już wszyscy zapomnieli o sprzedaży strategicznej dla Centralnego Portu Komunikacyjnego działki w Zabłotni, w której uczestniczyli urzędnicy Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (dalej: KOWR) powiązani z Prawem i Sprawiedliwością. Realizacja kluczowej dla rozwoju państwa inwestycji powinna być priorytetem dla każdego urzędnika.

Ostatecznie, działkę udało się odzyskać. Jednak gdyby nie praca dziennikarzy, to może nikt o tej sprawie się nigdy nie dowiedział, zaś działka zostałaby bezpowrotnie utracona

Z artykułu Szymona Jadczaka opublikowanego na portalu Wirtualna Polska 27 października 2025 r. wynika, że  umowę sprzedaży „podpisał Jerzy Wal, zastępca dyrektora oddziału KOWR w Warszawie, na podstawie pełnomocnictwa dyrektora generalnego KOWR Waldemara Humięckiego”.

W konsekwencji ujawnienia sprzedaży działki Prezes PiS Jarosław Kaczyński zawiesił w prawach członków Roberta Telusa i Rafała Romanowskiego – odpowiednio byłego ministra i wiceministra rolnictwa –  oraz Waldemara Humięckiego i Jerzego Wala.

Stanowiska na których byli zatrudnieni dyrektorzy w KOWR obsadzane są w drodze powołania, bez konieczności przeprowadzenia konkursu. Stanowisko dyrektora i zastępcy dyrektora oddziału terenowego KOWR może zajmować osoba, która posiada wykształcenie wyższe, jest obywatelem polskim, korzysta z pełni praw publicznych, nie była skazana prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe. Co ciekawe, dyrektor generalny ma władzę powoływać i odwoływać dyrektorów i zastępców dyrektorów oddziałów terenowych.

Według Narodowego Spisu Powszechnego 2021 odsetek osób w Polsce z wykształceniem wyższym wyniósł 23,1%. Zakładając, że większość z nich nie popełniła przestępstwa i korzysta z pełni praw publicznych, potencjalnych kandydatów mogących objąć stanowiska zastępcy dyrektora oddziału terenowego KOWR jest około 7 milionów.

Interesujący jest również fakt, że po zmianie władzy w 2023 r. w KOWR na stanowiskach kierowniczych zatrudniono wiele osób powiązanych z jedną z obecnych partii rządzących.

Z ustaleń Radia Zet opublikowanych 9 października 2024 r. wynika, że „Krajowe Ośrodki Wsparcia Rolnictwa stały się królestwem PSL-u. Politycy i działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego, oprócz centrali w Warszawie, przejęli także 3/4 oddziałów terenowych w całym kraju”. 

W artykule Miłosza Gocłowskiego wskazano, że nie wszystkie osoby zatrudnione w KOWR na stanowiskach dyrektorów ośrodków i ich zastępców posiadają wykształcenie rolnicze oraz  doświadczenie związane z rolnictwem. Zgodnie z przepisami KOWR realizuje zadania wynikające z polityki państwa, w szczególności w zakresie wdrażania i stosowania instrumentów wsparcia rolnictwa, aktywnej polityki rolnej oraz rozwoju obszarów wiejskich.

Naturalnym wydaje się, że ludzie zatrudnieni na stanowiskach kierowniczych w podmiotach publicznych powinni mieć wykształcenie oraz doświadczenie związane z realizowanymi zadaniami. A tego ustawodawca we wskazanych przypadkach nie wymaga.

Jak więc obywatele mają mieć pewność, że w podmiotach mających działać w interesie publicznym, pracują osoby posiadające odpowiednie kompetencje do realizacji powierzonych im zadań?

Brak ustanowienia w przepisach odpowiednich wymagań do zajmowania stanowisk w instytucjach publicznych w powiązaniu z uznaniowym ich obsadzaniem w drodze powołania ostatecznie tylko pogłębia podejrzliwość społeczeństwa wobec zatrudnionych w nich osób. Zwłaszcza tych powiązanych z politykami.

Niedawno tematem dnia była sprawa zarobków żony ministra Marcina Kierwińskego w jednej z samorządowych spółek. Poseł Anna Maria Żukowska zapytana w programie Gość Radia Zet o tę sprawę odpowiedziała, że „jeżeli ktoś ma swoją karierę zawodową ukierunkowaną w jakąś stronę i się na czymś zna, to nie jest tak, że rodziny polityków, no to nie wiem, mają być bezrobotne, no gdzieś muszą pracować”.

W artykule Krzysztofa Katki z 14 listopada 2017 r. opublikowanym w serwisie wyborcza.pl dotyczącym zatrudnienia syna wiceministra Kazimierza Smolińskiego w firmie zależnej od rządu przytoczono wypowiedź polityka na antenie Radia Gdańsk. Wiceminister w rządzie PiS stwierdził wówczas, że „gdzieś te nasze dzieci muszą pracować.”

Oczywiście, że dzieci i rodziny polityków mają prawo pracować w podmiotach kontrolowanych przez państwo. Pod warunkiem, że są wobec nich stosowane te same zasady zatrudnienia jak wobec każdej innej osoby.

Niedawno w programie Bogdana Rymanowskiego na antenie Polsat News Wojciech Machulski z Konfederacji komentując zarobki lekarza oraz radnego Koalicji Obywatelskiej Dawida Kacprzyka w szpitalu zarządzanym przez miasto powiedział:

„Ja nie wierzę w takie przypadki, że radny Koalicji Obywatelskiej akurat dostał tak lukratywne stanowisko w wyniku otwartego konkursu”. Jeżeli społeczeństwo nie wierzy, że konkursy w instytucjach publicznych są otwarte, rzetelne i mają na celu wybór najlepszego kandydata na dane stanowisko, to jak mamy zaufać, że zatrudnieni w nich ludzie są kompetentni i znają się na swojej pracy?

Akceptowanie klientelizmu powoduje, że obywatele tracą zaufanie do instytucji publicznych, a bez niego nie jest możliwe stworzenie praworządnego państwa.

Uprzywilejowanie polityków i ich rodzin w dostępie do dóbr publicznych to chyba to, co najtrudniej zaakceptować zwykłemu obywatelowi. Obywatelowi, który z chorym dzieckiem nie załatwi sobie w państwowym szpitalu zabiegu bez czekania w kolejce, na co mógł liczyć  senator Tomasz Lenz.

Każde dziecko powinno być leczone w publicznym szpitalu na takich samych zasadach. Tak samo w przypadku kandydatów do pracy, wymogiem zatrudnienia w urzędzie gminy, spółce miejskiej czy ministerstwie nie powinno być posiadanie partyjnej legitymacji przez zainteresowanego lub jego rodzinę.

Nikt oczywiście nie napisze tego w ogłoszeniu o pracę, ale jakoś dziwnym trafem dziennikarze nie mają problemu by skompletować  listę działaczy partyjnych zatrudnianych w podmiotach publicznych kontrolowanych przez władze, niezależnie od tego, kto aktualnie tę władzę sprawuje.

Kultura klientelizmu

Ryzyko zatrudnienia w instytucjach publicznych osób niekompetentnych, brak zaufania do państwa i uprzywilejowanie politycznych elit, to koszty panującej w Polsce kultury klientelizmu. Jan Rokita komentując w Kanale Zero powody odwołania w referendum prezydenta Krakowa stwierdził, że „taka argumentacja, że z tego powodu, że on swoich ludzi mianował na stanowiska to został odwołany wydaje mi się mało przekonująca szczerze mówiąc, bo wszyscy to znają przecież z praktyki ogólnopolskiej. To nie jest nowe zjawisko. Tutaj nic szczególnego się nie zdarzyło”.

Słowa byłego ważnego polityka Platformy Obywatelskiej pokazują, że w Polsce mamy do czynienia z normalizacją klientelizmu. Zjawisko, które powinno być patologią potępiana przez wszystkich polityków, nie oburza jednego z nich. Polityczne elity akceptują wszechobecne układy.

Gdyby było inaczej, to już w pierwszych tygodniach po objęciu władzy obecny rząd zrealizowałby zapisy umowy koalicyjnej o odpolitycznieniu spółek Skarbu Państwa.

W umowie zapisano, że „w największych polskich firmach muszą pracować najlepsi specjaliści i managerowie, a nie osoby wybierane z klucza partyjnego lub rodzinnego. Jednym z priorytetów Koalicji będzie odpolitycznienie Spółek Skarbu Państwa poprzez wprowadzenie czytelnych kryteriów naboru na stanowiska zarządcze”.

W artykule z 22 stycznia 2026 r. dziennikarze Onetu Marcin Terlik i Szymon Piegza opisali zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym „mające ukrócić wsadzanie politycznych nominatów do spółek Skarbu Państwa”. W artykule stwierdzono, że „rewolucji nie będzie, choć szykują się ostrzejsze wymagania dla członków rad nadzorczych”.  

Także w 100 konkretach na 100 pierwszych dni rządu Donald Tusk zapowiedział: „Przeprowadzimy nowy nabór w transparentnych konkursach, w których decydować będą kompetencje a nie znajomości rodzinne i partyjne”. W analizie opublikowanej w serwisie Demagog 20 grudnia 2024 r. oceniono obietnicę odpolitycznienia spółek jako niezrealizowaną.

Demagog opisał również przypadki kilkanaściorga polityków, którzy w 2023 roku bezskutecznie walczyli o głosy wyborców na listach dziś rządzących partii, a znaleźli się w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa.

Pomimo że ustanowienie i wdrożenie standardów zarządzania i doboru kadr w spółkach Skarbu Państwa jest jednym z priorytetów rządu (P16), to prace nad przyjęciem przepisów postępują bardzo wolno. Jako główne działania planowane do realizacji w II kw. 2026 r. przewidziano procedowanie projektu ustawy o zmianie ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym po uzyskaniu wpisu do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Zachowanie obecnych rządzących powiela utrwalony wzorzec postępowania polskich polityków. Zawsze, gdy są w opozycji ostro krytykują nepotyzm rządzących, proponują rozwiązania prawne ograniczające układy.

Natomiast po przejęciu władzy bardzo szybko w instytucjach publicznych znajdują dobrze płatną pracę ludzie związani z ich partią. Na miejsce kuwet poprzedników wstawiają własne.

Ten wzorzec zachowania niszczący fundamenty działania państwa jest możliwy do utrzymania, bo rządzący wiedzą, że ich następcy będą robić to samo, a zapowiedzi opozycji o realnej walce z nepotyzmem to tylko element kampanii wyborczej. Politycy grają w grę, w której interes obywateli i interes państwa ostatecznie się nie liczą.

Według Arystotelesa polityka jest sztuką rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Niestety obserwując zachowanie wielu polityków można stwierdzić, że polityka w Polsce to troska o dobro partii i jej działaczy. Dlatego politycy odsuwają w czasie podejmowanie działać realnie ograniczających klientelizm albo w ogóle ich nie podejmują. Natomiast chętnie wykorzystują słabości systemu prawnego dla własnego, partykularnego dobra.

Klientelizm to choroba, która rozprzestrzenia się na całe państwo. Przykład idzie z góry, a ryba psuje się od głowy. Ludzie widzą, jak partyjni działacze oraz ich rodziny po przejęciu władzy dostają pracę w instytucjach państwowych.

Nikogo więc nie dziwi, że w licznych podmiotach publicznych, na każdym poziomie działania państwa, zatrudnienia znajdują ci, którzy kogoś znają. Nikogo też nie dziwi, że czasami trzeba najpierw zapłacić za prywatną wizytę u lekarza, aby dostać się do publicznego szpitala, w którym ten lekarz pracuje. Jako społeczeństwo nauczyliśmy się przymykać oczy na te patologie.

Może nie mieliśmy innego wyjścia, bo urodziliśmy się w systemie, który już tak działał. Komunizm może się skończył, ale jego duch przetrwał. Przetrwał, bo zwykły Polak pokolenia moich rodziców musiał walczyć o wykarmienie rodziny.

To politycy w odpowiedzi na praktykę ogólnopolską, o której mówił Jan Rokita, powinni doprowadzić do jej systemowego ograniczenia. Ujawniane przez media kolejne przypadki zatrudniania po znajomości ludzi powiązanych z władzą tylko wzmacniają tę praktykę, a bierność dotychczasowych rządów sprawiła, że stała się ona silniejsza niż prawo, etyka i zwykła przyzwoitość.

Nigdy nie jest za późno 

W wydaniu internetowym Rzeczpospolitej z 17 czerwca br. przytoczono wypowiedź premiera Donalda Tuska w której odniósł się do informacji o uprzywilejowanym traktowaniu polityków Koalicji Obywatelskiej w Warszawskim Szpitalu Południowym.

Pan premier powiedział:  „gdyby to był przypadek jakiejś grupy polityków, nawet jakbym ja miał za to zapłacić najwyższą cenę – pół biedy Ale rozejrzyjcie się wszyscy dookoła. I zastanówcie się, czy rzeczywiście jest tak, że w innych miejscach wszystko gra.

Że nigdy nie znaleźliście się w sytuacji, w której nie bylibyście świadkami, że znajomości rozstrzygają o tempie dostępu do lekarza i szpitala. System jest do zmiany, do radykalnej zmiany. (…) Tu nie powinno być sporów partyjnych.

Te wynaturzenia nie mają koloru jednej partii, (…) są dość powszechne. Mam nadzieję, że ten dzwon alarmowy wystarczy, byśmy bez konfliktów ideologicznych, partyjnych naprawili ten system, nawet jeśli będą to decyzje niepopularne”.

Naprawa systemu nie może ograniczać się tylko do systemu ochrony zdrowia. W polskich realiach znajomości nie rozstrzygają tylko o tempie dostępu do lekarza i szpitala, a często o możliwości zatrudnienia w instytucjach publicznych.

Polski system prawny dotyczący doboru kadr w instytucjach i podmiotach publicznych dobrze sprawdziłby się w Folwarku zwierzęcym Orwella, w którym wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Obecnie mamy prawo, które umożliwia zatrudnienie pracowników w instytucjach publicznych bez weryfikacji ich kompetencji w przejrzystej procedurze. To poprzedni rząd rozszerzył zakres stosowania uznaniowych powołań na wiele stanowisk kierowniczych w administracji rządowej. Rozwiązania te w zakresie służby cywilnej były krytykowane przez ówczesną opozycję, a dzisiejszych rządzących

Po prawie 2,5 roku opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o służbie cywilnej, który nie służy realizacji konstytucyjnego prawa każdego obywatela do dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach, gdyż zaproponowane w nim rozwiązania otwierają możliwość powstawania wielu nieprawidłowości i nadużyć.

Konkursy bywają fikcją, ponieważ członków komisji konkursowej powołuje osoba powiązana z politykami lub od nich zależna. Prawo nie może legalizować patologii, a z nimi walczyć.

Prawo może być narzędziem walki z klientelizmem. Aby tak było, musi wprowadzać jasne zasady działania oraz mechanizmy rozliczania za ich nieprzestrzeganie. Oburzenie społeczne wywołane wysokimi zarobkami radnego Koalicji Obywatelskiej i utworzeniem saloniku VIP w publicznym szpitalu dla równiejszych obywateli z partyjną legitymacją już zmusiło rządzących do podjęcia działań mających naprawić chory system ochrony zdrowia poprzez zmianę przepisów.

Jednak państwo to system naczyń połączonych. Skuteczne przeciwdziałanie patologiom w placówkach ochrony zdrowia wymaga nadzoru nad prawidłowym realizowaniem świadczeń zdrowotnych. Za nadzór oraz realizowanie prawa odpowiada administracja publiczna. U nas to kolejny zapomniany przez rząd obszar.

Sprawne zarządzanie państwem wymaga koordynacji działania aparatu administracji. Wdrożenie skutecznych mechanizmów koordynacji działania administracji publicznej jest standardem w wielu państwach.

Tak samo standardem jest niezatrudnianie przez polityków swoich znajomych w podległych im instytucjach, gdyż wiedzą, że merytoryczny dobór kadr leży w ich interesie. Politycy uchwalają prawo, a jego realizacją zajmują się urzędnicy. Od jakości ich pracy, kompetencji i terminowości działania zależy, czy nowe prawo będzie działać tak jak chcą tego politycy.

Również standardem w wielu demokratycznych państwach są niezależne od polityków ciała eksperckie odpowiedzialne za rekrutację lub przynajmniej weryfikację kompetencji osób zatrudnianych w podmiotach publicznych. Te niezależne podmioty odpowiadają za tworzenie i egzekwowanie standardów w zakresie doboru kadr.

We wspomnianym artykule opublikowanym na portalu onet.pl dotyczącym zmian w projekcie nowelizacji ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym wskazano, że „posłowie Polski 2050 jeszcze w lutym 2024 r. złożyli w Sejmie ustawę mającą uregulować tę kwestię.

Ich projekt zakładał stworzenie specjalnego Komitetu Dobrego Zarządzania, który miał powoływać część członków rad nadzorczych w państwowych spółkach. Komitet w zamyśle miał mieć zagwarantowaną niezależność — w jego skład wchodziłyby osoby zgłaszane przez związki zawodowe, organizacje pracodawców i rektorów wyższych uczelni.

Ustawa przewidywała też jawny rejestr wynagrodzeń osób zasiadających we władzach spółek Skarbu Państwa. Dodatkowo miały one mieć zakaz wpłacania pieniędzy na partie polityczne”. Projekt oczywiście upadł.

***

Historia prac nad przepisami prawa mającymi odpolitycznić spółki Skarbu Państwa i odbudować służbę cywilną jest dowodem braku woli politycznej. Lekarz z Warszawskiego Szpitala Południowego i osoby, którym świadczył VIP-owskie usługi w publicznym szpitalu, to jaskrawy przykład rozpasania ludzi władzy.

Ludzi, którzy żerują na państwie, gdy tylko mogą. Ludzi, którzy w kraju niszczonym przez układy zachowują się, jakby byli bezkarni.

Czy na fali oburzenia społecznego wywołanego informacjami o korzyściach, jakie osoby ze świata polityki czerpią z posiadanych znajomości, zostanie w Polsce zmienione prawo w taki sposób, aby zapewnić dobór kadr w instytucjach publicznych w oparciu o jednakowe zasady dla wszystkich?

Czy legitymacja partyjna przestanie być biletem do krótszych kolejek do lekarza i dobrze płatnej pracy w sektorze państwowym? Czy przyszłoroczne wybory parlamentarne będą bodźcem, który doprowadzi do pojawienia się trwałej woli politycznej u rządzących, aby skończyć z kulturą klientelizmu?

Winston Churchill powiedział kiedyś, że „pozostaje to tajemnicą i tragedią historii, że naród [Polacy] gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący, powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów”.

Oby w kontekście przyszłorocznych wyborów i tolerancyjnych wobec klientelizmu polityków słowa Winstona Churchilla w końcu straciły na aktualności.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.