Kościół po Soborze stwierdził, że wszystkie religie są równe? Tradycjonaliści się mylą
Wbrew pozorom to wcale nie liturgia stanowi największą kość niezgody pomiędzy Rzymem a Bractwem św. Piusa X. To, co dla lefebrystów jest nie do przyjęcia, to aktualne nauczanie Kościoła w sprawie ekumenizmu i stosunku do innych religii. Czy słusznie? Czy Kościół po Soborze przestał głosić, że Chrystus jest jedynym zbawicielem?
W oficjalnych dokumentach Bractwa Świętego Piusa X jak i publicystyce ich kapłanów np. ks. Bańki, prowadzącego kanał Okiem Akwinaty oraz sympatyków takich jak np. Dawid Mysior można usłyszeć krytykę współczesnego Kościoła, a szczególnie Soboru Watykańskiego II.
Jednymi z najczęstszych zarzutów stawianych przez Bractwo jest rzekoma zmiana stosunku do innych denominacji chrześcijaństwa oraz religii niechrześcijańskich. Zdaniem FSSPX Kościół odszedł po Soborze od nauki, że przynależność do Kościoła katolickiego jest niezbędna, na rzecz przekonania, ze w gruncie rzeczy Bóg obecny jest w każdej religii.
Bractwo – powołując się na konkretne dokumenty – próbuje wykazać, że Kościół Katolicki przed Soborem Watykańskim potępiał ekumenizm i dialog religijny, zaś po SW II – zupełnie nagle i wbrew Tradycji – zaczął te praktyki afirmować. Zatem – stwierdzają kapłani FSSPX – Rzym odszedł od ortodoksji. Spróbujmy zmierzyć się z tymi argumentami.
Czy po Soborze Kościół zmienił zdanie?
Zacznijmy od pierwszego z zarzutów – nieciągłości w podejściu do ekumenizmu. Bractwo św. Piusa X w swoim oficjalnym dokumencie w pt. Katechizm o kryzysie w kościele (2001)pisze: :
„Z Vaticanum II Kościół zajął nowe stanowisko wobec ekumenizmu. To nowe stanowisko można streścić następująco: rezygnuje się z pretensji religii katolickiej do wyłączności i uważa się inne wyznania chrześcijańskie, a nawet religie niechrześcijańskie, za równouprawnione albo przynajmniej prawie równouprawnione drogi do Boga i do osiągnięcia wiecznego zbawienia (indyferentyzm religijny – J.M). Nie chodzi już o nawrócenie innych religii do Kościoła katolickiego, ale o współistnienie”.
Powołując się na encyklikę Piusa XI Mortalium animos (1928 r.) potępiają współczesny ekumenizm, który ma zakładać, że możliwe jest zjednanie ludzi tylko poprzez wspólnotę wyznawania pewnych zasad wiary lub samą wspólną postawę życia religijnego, a nie zaś poprzez jedność doktryny. Są to w ich przekonaniu stanowiska fałszywe, ponieważ:
„Zasadzają się one na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. (…) W ten sposób dochodzą stopniowo do naturalizmu i ateizmu. Z tego wynika jasny wniosek, że każdy kto przytakuje podobnym poglądom i staraniom, opuszcza całkowicie teren objawionej przez Boga religii”.
Bractwo i jego sympatycy przemilczają jednak fakt, że już w 1949 roku, za pontyfikatu Papieża Piusa XII Święte Oficjum stwierdziło, że o ile sam Kościół nie uczestniczy w ruchu ekumenicznym, to mogą to czynić wierni bezpośrednio, a duchowni pośrednio poprzez przygotowanie wiernych do spotkań. Zatem, już przed soborem widać było w Kościele twórczy niepokój oraz poszukiwanie właściwego modus operandi, przede wszystkim wobec innych denominacji chrześcijańskiej?
Jak do tych oskarżeń o religijny indyferentyzm i odejście od tradycji Kościoła mają się oficjalne dokumenty soboru? W Dekrecoe o ekumenizmie (Unitatis redintegratio)czytamy :
„Nasi bracia odłączeni sprawują wiele chrześcijańskich obrzędów, które – zależnie od różnych warunków każdego Kościoła lub Wspólnoty – niewątpliwie mogą w rozmaity sposób wzbudzić rzeczywiste życie łaski i którym trzeba przyznać zdolność otwierania wstępu do społeczności zbawienia. Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia.
Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu.” –
Czy więc Kościół głosi, że wszystkie religie prowadzą do zbawienia, Kościół katolicki nie jest już jedynym dystrybutorem prawdy? Nie.
Sobór przynosi w pierwszej kolejności zmianę pedagogii. Nie mówi się już o „heretykach” czy „schizmatykach”, lecz przede wszystkim o „braciach”. Intencją takiej zmiany języka jest próba przełamania uprzedzeń i stworzenie przestrzeni dla nieskrępowanego dialogu. Wynika to z przekonania, że prawda narzuca się swą własną mocą i nie potrzebuje do tego autorytatywnego języka. Posługuje się raczej perswazją aniżeli przemocą.
Nie chodzi tu o polityczną poprawność, ale o roztropne zrozumienie, że wychowanie w innej kulturze, zakorzenienie w innej tradycji chrześcijańskiej jest bardzo dużą barierą do rozpoznania w Kościele katolickim jako jedynego prawdziwego. Oznaczanie protestantów jako heretyków będzie przez nich odbierane jako atak na „wiarę przekazaną im przez ojców”. Zresztą z punktu widzenia ortodoksji protestanci nie są heretykami – sam św. Augustyn zwracał uwagę, że nie można nazwać heretykiem kogoś, kto został wychowany w „błędnej wierze” bez własnego wyboru i winy.
Niemniej nie oznacza to negowania różnic. Mówi o tym jasno Paweł VI w encyklice Ecclesiam Suam z 1964 roku: „Chętnie zgodzimy się na tę zasadę, że najpierw powinno się wydobyć na światło dzienne to, co wszystkim wspólne, a dopiero potem wskazywać na to, co dzieli […] Musimy jednak zaznaczyć, że nie mamy władzy uszczuplania w czymkolwiek całości depozytu wiary i wymagań miłości”.
Kościół katolicki dalej jest jedynym i prawdziwym Kościołem ustanowionym przez Chrystusa. Zadaniem ekumenizmu jest przywrócenie wszystkich nazywających się chrześcijanami do jedności z Kościołem katolickim. Na drodze do jedności powinno się zaczynać od tego, co łączy i od dogłębnego poznania, co twierdzi druga strona. Następnie należy przejść do rzetelnego wykładania swych racji
Czy poza Kościołem jest zbawienie?
Największa różnica pomiędzy językiem przedsoborowym i posoborowym widać jednak w próbie odpowiedzi na następujące pytanie: czy elementy prawdy obecne w innych religiach dają możliwość prowadzenia cnotliwego i pobożnego życia, które uzdatniałyby ich do otwarcia się na działanie Boskiej łaski i zbawienie?
Krótko mówiąc – czy Chrystus działa również w innych religiach? Lefebryści podkreślają, że możliwe jest to tylko w drodze wyjątku, ponieważ wszystkie religie niechrześcijańskie są fałszywe i nie mogą być częścią Bożego planu. Bóg więc np. może zbawić np. buddystę pomimo udziału tego człowieka w tej tradycji religijnej, a nie dzięki niej czy poprzez nią. I tu rzeczywiście można mówić o pewnej zmianie. Podobnie podchodzą również do innych wyznań chrześcijańskich, zwłaszcza protestantyzmu – Bóg zbawia pomimo udziału w luterańskim zborze, a nie dzięki niemu.
Jak pisze Franciszek Solarz OFMConv w książce Sobór watykański II a religie niechrześcijańskie podkreśla, że poszukiwanie prawd zawartych w religiach niechrześcijańskich służy przede wszystkim preparatio evangelica. Według pedagogiki zbawczej inne religie, o ile zawierają prawdy dotyczące natury ludzkiej i zasad moralno-religijnych, mogą stanowić „stopnie na drodze do pełni życia religijnego”.
Lefebryści twierdzą, ze takie podejście narusza prawdę o tym, że tylko przez Chrystusa – a co za tym idzie także poprze udział w jego mistycznym ciele – człowiek może zostać zbawiony. Extra Ecclesiam nulla salus – „Poza kościołem nie ma zbawienia” brzmi wyznawana prez Kościół prawda wiary Katolickiej.
Zresztą spójrzmy jak do tej sprawy podchodził inicjator FSSPX, Abp Lefebvre. W trakcie soboru krytykował przede wszystkim niejasność sformułowań Unitatis Redintegratio. Dokument miałby rozmywać prawdę o tym, że Kościół katolicki jest jednym i jedynym Kościołem założonym przez Chrystusa m.in. przez dowartościowywanie obecności elementów uświęcających w obrzędach kościołów niekatolickich.
Lefebvre krytykował twierdzenia, że Bóg posługuje się tymi kościołami jako środkami zbawienia – według niego należałoby raczej precyzyjnie dookreślić, że Duch Święty może posługiwać się tymi elementami w tych wspólnotach, które są „katolickie” (chrzest czy też katolicka doktryna w tych Kościołach obecna). Według niego tego typu retoryka może prowadzić w praktyce do wspomnianego już irenizmu.
Arcybiskup znacznie zaostrzył swoją retorykę po soborze. Bardzo ostro skrytykował ekumeniczne i międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 roku, gdy Jan Paweł II spotkał się z przedstawicielami różnych denominacji chrześcijańskich i przedstawicieli innych religii. Modlono się wówczas wspólnie o pokój na świecie. Lefebvre miał wówczas stwierdzić, że tego typu działanie papieża legitymizuje niekatolickie religie jako „dobre”. Według niego Jan Paweł II „zabił” w ten sposób sens ewangelizacji i prowadzenia misji.
Czy Lefebvre miał rację? W dyskusji na ten temat można się spotkać z dwiema skrajnymi postawami. Jedną podkreślającą, że zbawienie możliwe jest tylko poprzez udział w „widzialnym ciele Kościoła” oraz drugą głoszącą , że wszyscy ludzie dobrej woli w jakichś sposób dążą do prawdy, więc ostatecznie każdy człowiek może zostać zbawiony przez Boże miłosierdzie, niezależnie od formalnej przynależności religijnej.
Lefebryści przytaczają w tym punkcie nauczanie Papieża Pius XII, który w Mystici Corporis naucza, że do przynależności do prawdziwego Kościoła Chrystusowego konieczne są trzy elementy: chrzest, prawdziwa wiara i podporządkowanie prawowitej władzy. Pojedyncze osoby mogą natomiast należeć do duszy Kościoła, bez spełniania wszystkich tych warunków o ile, dzieje się to bez ich świadomej winy. Z tego wynikałoby, że wszelkie kościoły schizmatyckie nie należą do prawdziwego Kościoła.
Bardzo użyteczną analizę w oparciu o przedsoborową teologię poczynił YouTuber o nazwie Panarion. Pokazuje on podział na ciało i duszę kościoła, które można odnaleźć chociażby w nauczaniu św. Roberta Bellarmina.
„Do ciała Kościoła należą ci ochrzczeni, którzy zewnętrznie wyznają katolickie nauczanie, pod magisterium Papieża, we wspólnocie wiernych. Jednakże, do duszy kościoła należą wszyscy ludzie z wewnętrzną wiarą i miłością. Ten, kto z własnej winy pozostaje poza ciałem Kościoła do końca swojego życia, nie zostanie zbawiony. (…) Jednakże ten, kto bez własnej winy pozostaje poza ciałem Kościoła może zostać zbawiony, dopóki ma wiarę i miłość, oraz żal doskonały i należy do duszy Kościoła”.
Natomiast względem nieochrzczonych papież Pius IX w encyklice Quanto conficiamur moerore pisze: „Wiemy tak dobrze jak wy, że ci cierpiący w niepokalanej niewiedzy w kwestii naszej najświętszej religii, poprzez dokładne trzymanie się prawa naturalnego i jego nakazów, które zostały napisane przez Boga w sercach wszystkich ludzi, przez przysposobienie do posłuszeństwa Bogu i prowadzenia cnotliwego i dobrego życia, mogą na mocy Boskiego światła i łaski, dostąpić życia wiecznego.
Bóg, który widzi, sprawdza i zna całkowicie umysły i dusze, myśli i cechy wszystkich ludzi, nie dopuściłby, w swoim nieskończonym dobru i miłosierdziu, aby na kogoś pozbawionego własnej winy spadła kara wiecznego cierpienia. Jednakże jest dobrze znany katolicki dogmat, że nikt nie może zostać zbawiony poza Kościołem Katolickim, i że ci którzy nagminnie sprzeciwiają się autorytetowi Kościoła i uparcie trwają oddzieleni (…) nie mogą otrzymać zbawienia (…)
Ale, broń Boże aby dzieci kościoła katolickiego w jakikolwiek sposób byli nieżyczliwi dla tych, którzy nie są złączeni z nami tymi samymi więzami wiary i miłości. Nie…niechaj będą gotowi do pomocy im i, ponad wszystko, (…) niech dążą do nawrócenia ich na Katolicką prawdę i powrotu do najbardziej kochającej z matek, Kościoła”.
Zbawienie jest więc możliwe poza Kościołem, jeśli nigdy nie poznało się prawdziwej nauki, ani nie miało takiej możliwości, a poprzez swoje pragnienie wypełniało się to, co uważano za Bożą wolę. Przez wzgląd na chrzest i Bożą wolę – jak podaje Encyklopedia katolicka – należą oni do ducha Kościoła, są więc członkami Kościoła wewnętrznie, ale nie zewnętrznie. Potwierdza to Konstytucja dogmatyczna o kościele z roku 1964:
„Co zaś się tyczy tych ludzi, którzy będąc ochrzczeni noszą zaszczytne imię chrześcijan, (…), to Kościół wie, że jest z nimi związany z licznych powodów. Wielu bowiem jest takich, którzy mają we czci Pismo święte, jako normę wiary i życia, i wykazują szczerą gorliwość religijną, z miłością wierzą w Boga Ojca wszechmogącego i w Chrystusa Syna Bożego, Zbawiciela, naznaczeni są chrztem, dzięki któremu łączą się z Chrystusem, a także uznają i przyjmują inne sakramenty w swoich własnych Kościołach czy wspólnotach kościelnych. (…).
Dochodzi do tego łączność (communio) w modlitwie i w innych dobrodziejstwach duchowych; a co więcej, prawdziwa jakaś więź w Duchu Świętym, albowiem Duch Święty przez swe łaski i dary wśród nich także działa swą uświęcającą mocą, (…). Tak oto we wszystkich uczniach Chrystusowych Duch wzbudza tęsknotę i działanie, aby wszyscy, w sposób ustanowiony przez Chrystusa, w jednej trzodzie i pod jednym Pasterzem zjednoczyli się w pokoju”
Ten sam dokument stwierdza: „Sobór święty… opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, uczy, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia, On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół;
On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu, potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby więc zostać zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać”. Czy nie jest de facto powtórzenie nauki Piusa IX?
Rzeczywiście jednak postawiono pewien krok naprzód, jeżeli chodzi o dostrzeganie elementów zbawczych we wspólnotach niekatolickich. Pius IX w cytowanych przeze mnie fragmentach był zdecydowanie bardziej ostrożny w swoich sądach. Sobór postąpił kilka kroków dalej. Czy jest to słuszne? Wydaje się, że tak.
Dostrzegając bowiem u niekatolików szczerą wiarę w Chrystusa, wysoki poziom życia moralnego, a nawet świadectwo męczeństwa, trudno było nie spytać – czy ci ludzie nie są prawdziwymi uczniami Chrystusa? Czy w związku z tym, że chociaż dają doskonałe świadectwo o wierze, a nie są w Kościele katolickim, mieliby pójść do piekła? A przecież o tym, co znaczy być uczniem Chrystusa usłyszeli w ramach swojej tradycji – prawosławnej, luterańskiej, kalwińskiej etc. Gdyby nie Ewangelia, którą słyszeli w zborach, nie wiedzieliby co znaczy imitatio Christi.
Zerwanie czy rozwinięcie
„Nie chodzi tu o modyfikacje depozytu wiary, o zmianę znaczenia dogmatów, (…), o dostosowanie prawdy do upodobań epoki, (…). Jedność jakiej pragnie Bóg, może się urzeczywistnić tylko dzięki powszechnej wierności wobec całej treści wiary objawionej. Kompromis w sprawach wiary sprzeciwia się Bogu, który jest Prawdą. (…) Tak więc <<Bycie razem>>, które zdradzałoby prawdę, byłoby sprzeczne z naturą Boga”. Pisał Jan Paweł II w encyklice Ut unum sint, poświęconej właśnie tematowi ekumenizmu
Wydaje się, że krytyka Bractwa ostatecznie nie dotyka jądra posoborowej teologii lecz przesunięcia akcentów i duszpasterskiej praktyki. Przed Soborem Kościół rzeczywiście był bardziej powściągliwy w kwestii tego, czy ktoś nienależący do Kościoła mógł być zbawiony. Po Soborze zaś do tej kwestii zaczął podchodzić nieco odważniej, wydając więcej pozytywnych orzeczeń na temat obecności Logosu/Chrystusa poza widzialnym Kościołem.
Jednak różnice na tym polu nie wymagają, jak sądzę, funkcjonowania „w stanie wyższej konieczności” i odmawiania papieżowi faktycznej jurysdykcji, tak jak to Bractwo robi obecnie. O sensie tak prowadzonego ekumenizmu można dyskutować będąc w pełni w Kościele. Tak wielu hierarchów (jak np. kard. Gerhad Muller) rzeczywiście to czyni.
Mimo wszystko potrzebna jest ewalucacja
Warto jednak wziąć na serio zarzuty tradycjonalistów i przemyśleć, czy nie dochodzi do jakiegoś rodzaju wypaczeń. Zaczynanie od tego, co łączy, nie powinno zakończyć się na tymetapie. W innym przypadku dialog nastawiony na prawdę może stać się powierzchownym „klepaniem po plecach”. Mówienie prawdy nie jest przemocą. Każdy ma wolność, by ją przyjąć bądź odrzucić.
Ekumenizm, który kończy się na udawaniu, że nic nas nie dzieli, a nie przechodzi do poważnej teologicznej debaty, jest wypaczeniem. Jest też sprzeczny z nauczaniem ostatniego Soboru. Dlatego wszelkie działania, które w imię pedagogii „przełamywania barier” posługują się fałszem, są błędne. Dobry cel nie usprawiedliwia złych środków.
Dlatego konfliktu o ekumenizm nie należy zamykać w manichejskim podziale „bezduszni faryzeusze – empatyczni ekumeniści”. Dyskusja, czy ekumenizm i dialog międzyreligijny, który dziś prowadzimy (vide Deklaracja Abu Zabi), jest dobry i skuteczny, powinna być toczona uczciwie i z otwartością na wszelkie argumenty.
Jednocześnie rzeczywiście dialog może ubogacać. Uważam, że pewnym nieporozumieniem jest następujące twierdzenie wysuwane przez tradycjonalistów: skoro Kościół katolicki ma pełnię prawdy to nie może się niczego nauczyć od innych wyznań – to inni powinni uczyć się od nas. Klucz hermeneutyczny do zrozumienia tego problemu daje Deklaracja Dominus Iesus, która przypomina o podziale religii na objawioną i naturalną. Ten drugi rodzaj jest to nic innego jak pewien skarbiec ludzkiej mądrości, pewne intuicje transcendencji zawarte w człowieku, z których wykształciły się różne systemy religijne.
Kościół katolicki może się od innych religii uczyć. Nie jest to nauka rozumiana jako przyswojenie czegoś objawionego przez Boga, czego Kościół nie ma. Chodzi raczej o to, że sposób przeżywania duchowości obecny w innych religiach i kulturach może zainspirować katolika do zwrócenia uwagi na jakąś treść objawioną, która nie była wystarczająco wyakcentowana bądź została zapomniana. Może dać też narzędzia do innego, czasami lepszego ujęcia prawdy objawionej w Chrystusie. Podobnie rzecz ma się z innymi denominacjami chrześcijaństwa.
Kontakt z innymi wyznaniami może być bodźcem do nawrócenia, gdyż często prawdę objawioną przysłania niemoralne życie katolików. (Co zostało wskazane jako główna przyczyna powstania protestantyzmu przez papieża Hadriana VII w przemówieniu do sejmu Rzeszy Niemieckiej). Te twierdzenia nie są sprzeczne z faktem, że Kościół katolicki nosi w sobie pełnię prawdy zbawczej. Katolicyzm zawsze doceniał naturalną mądrość ludzką, wykorzystując chociażby filozofię grecką do zbudowania spójnego systemu teologicznego.
Jednak musimy pamiętać, że ostatecznym motywem ekumenizmu jest pragnienie, „aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). I w świetle tej prawdy powinniśmy dokonywać ewaluacji wszelkich ekumenicznych działań.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
