Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Prawda o zwolennikach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Prawda o zwolennikach Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Dnia 1 lipca w Écône odbędą się święcenia nowych biskupów Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX). W Polsce grupy sympatyków Bractwa organizują wspólne wyjazdy na święcenia. Kim są wierni związani z FSSPX? W wielu kręgach wydaje się dominować stereotyp, że tzw. lefebryści to oszołomy i incele, politycznie związani ze skrajną prawicą. Konserwatyści katoliccy będą raczej sądzić, że to bezkompromisowi intelektualiści, którzy stanowią reakcję na tendencje, które pojawiły się w Kościele po Soborze Watykańskim II. Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, jest bardziej skomplikowana, a samo środowisko FSSPX okazuje się o wiele bardziej zróżnicowane niż wskazywałyby na to stereotypy.

Tradycjonalistyczne oszołomy?

Zacznijmy w klimacie piłkarskim: „Stadiony to jest oczko w głowie Lucyfera. Lucyfer inaczej Ball bardzo to lubi, dlatego to się nazwało Foot (jak jedzenie) i ball. ten Football to jest lusz [rodzaj energii – B.D.] dla Szatana on się tym zywi, to jest czarny okult.

Piłkarze jak psy aportują za piłką, a goje jak jest gol to się cieszą i produkują lusz. 11 na 11 to jest związane z numerologią. Mundial czyli mistrzostwa świata w piłkce noznej to jest największa satanistyczna impreza, Szatan dostaje najwięcej luszu. Tylko nie mówice kibolom bo Was za to jeszcze pobiją.” [pisownia oryginalna]

Obrazek z takim opisem przydryfował do mnie od osób związanych z tradycjonalizmem. Choć absurdalny i skrajny, pod pewnymi względami jest dla tego środowiska symptomatyczny.

Flirt części sympatyków Bractwa z teoriami spiskowymi i nieortodoksyjnymi formami religijności – nie tylko z perspektywy Kościoła posoborowego, ale również przedsoborowego – ma jednak głębsze powody niż sugerowana przez niektórych (mniej lub bardziej otwarcie) głupota „tradycjonalistycznych szurów”.

Socjolog religii Peter Berger ukuł dla opisu współczesnej religijności pojęcie imperatywu heretyckiego. Według Bergera w klimacie wolności wyboru religia ulega swoistemu urynkowieniu, a religijne przekonania mogą być swobodnie zmieniane i przekształcane.

Owo urynkowienie religii ma w Polsce rys specyficzny. Hegemoniczna pozycja Kościoła katolickiego, umocniona w okresie PRL-u i transformacji, nigdy nie została podważona w obszarze pola religijnego. Choć Kościół spotyka się w ostatnich latach z coraz mocniejszą krytyką, rosnąca pluralizacja światopoglądowa nie pociąga za sobą klasycznie rozumianej pluralizacji religijnej.

Wprawdzie rozwijają się w Polsce dość prężnie inne wspólnoty religijne, ale trudno byłoby widzieć w nich realne (i symboliczne) zagrożenie dla katolicyzmu. Wystarczy porozmawiać z kimkolwiek o religii, żeby przypomnieć sobie jak mocne są chociażby synonimiczne więzy między religią a katolicyzmem.

Co więcej, jak pokazała Dorota Hall w pracy New Age w Polsce, nawet fenomeny z obszaru nowej duchowości mają tendencję do wchodzenia w hybrydyczne relacje z różnymi formami – zwłaszcza ludowego – polskiego katolicyzmu.

Pluralizacja religijna ma więc w naszym kraju silny komponent wewnątrz- i okołokatolicki. Oznacza to, że rywalizacja o wiernych toczy się w (mniej lub bardziej precyzyjnie zakreślonych) ramach Kościoła, a udział w niej biorą nie tylko ruchy tradycjonalistyczne, ale także „liberalne”.

Po okresie PRL-u, w którym różnice wewnątrz Kościoła – zwłaszcza na poziomie doktrynalnym – nie przebijały się do powszechnej świadomości (dobrym przykładem jest recepcja Soboru Watykańskiego II), od lat 90. narasta wewnątrzkościelne zróżnicowanie.

Powodów tego stanu rzeczy jest kilka: od większej dostępności treści „alternatywnych”, do rozmycia się konsolidacji narodowo-obywatelsko-katolickiej w demokratycznym systemie po śmierci Jana Pawła II. Ostatnio kluczowe znaczenie ma jednak upowszechnienie internetu. Tym sposobem nurty katolickie wpisały się w socialmediową ekonomię uwagi.

Internet z jednej strony faworyzuje treści bardziej angażujące i kontrowersyjne, a więc bardziej krytyczne wobec tego, co uchodzi za główny nurt, a z drugiej umożliwia tworzenie wspólnot „heretyckich” (mówiąc Bergerem) o zasięgu ponadlokalnym.

Zaangażowanie w takie wspólnoty może być jednak mało konsekwentne i eklektyczne. Większa swoboda wyboru pociąga za sobą wzrost płynności. Nic nie stoi na przeszkodzie, by oglądać jednocześnie arcybiskupa Jana Pawła Lengę, Bena Shapiro i internetowych uzdrowicieli.

Tym sposobem ortodoksyjny tradycjonalizm ma heterodoksyjne potencjały, stając się elementem pluralistycznego i wciąż pluralizującego się krajobrazu światopoglądowego, który współtworzą teorie o satanistycznym mundialu, kazania wygenerowanego przez AI Jezusa i pseudoterapeutyczne przestrogi przed narcyzami.

FSSPX weszło w tę rzeczywistość z przytupem w okresie pandemicznym. Według kapłanów z Bractwa właśnie wtedy doszło do podwojenia liczby wiernych w kaplicach. Zamknięte kościoły, komunia na rękę i rozbudzony nastrój nieufności do instytucji, w tym Kościoła głównego nurtu, skłaniały bardziej konserwatywnie nastawione osoby do poszukiwania alternatyw.

Do wzrostu internetowej (i pozainternetowej) popularności Bractwa w Polsce walnie przyłożył się ksiądz Szymon Bańka, prowadzący na YouTubie kanał „Okiem Akwinaty” (kiedyś „Szkoły Akwinaty”). Ksiądz Bańka, co trzeba podkreślić, temperuje eklektyczne i spiskowe zapędy części środowiska, dostrzegając w nich poważne zagrożenie duchowe.

„Spiskowe” skrzydło Bractwa rekrutuje się przede wszystkim spośród osób w wieku średnim, których mniejszy kapitał kulturowy łączy się z hiperdostępnością informacji. FSSPX jest jednak środowiskiem bardzo zróżnicowanym, także pod względem wiekowym. Nic dziwnego, skoro – jak zgodnie wołają media z całego świata – pokolenie Z dokonuje właśnie konserwatywnej rewolty.

Memiarze – liturgia i postironiczna krucjata

To chyba mój ulubiony mem, który przypłynął ze środowisk FSSPX:

Pseudoetymologiczny traktat w jednym obrazku charakteryzuje młodych tradycjonalistów, uwypuklając ich powiązania z kulturą internetu, postironiczne uwielbienie łaciny oraz twardych rozstrzygnięć eschatologicznych, a wreszcie ich męskość flirtującą z manosferą.

Jest bowiem jasne, że to młodzi mężczyźni o wiele częściej niż młode kobiety zbliżają się do Bractwa. Są to najczęściej osoby, które łączy doświadczenie niedopasowania do rozmaitych środowisk (szkolnych, rówieśniczych, rodzinnych) oraz zawód Kościołem głównego nurtu.

Zainteresowanie tradycjonalizmem wśród młodych jest – przynajmniej w optyce medialnej – fenomenem światowym. W Stanach Zjednoczonych rozkwit przeżywa zarówno tradycjonalizm katolicki, jak i Kościół prawosławny – oba oferujące rozbudowaną liturgię i bogate świątynie.

Dla młodych mężczyzn z Bractwa, z którymi miałem okazje rozmawiać, pierwszy kontakt z mszą trydencką był wydarzeniem o olbrzymim znaczeniu zarówno religijnym, jak i estetycznym. Liturgia była po prostu piękna.

Z drugiej strony, memiczną ofensywę przeprowadza tradycjonalizm internetowy, co dobrze widać na przykładzie memów z Luce – maskotką roku jubileuszowego 2025. Luce występowała w roli pogromczyni Szatana, prowadzącej wojska krzyżowe przeciw hordom heretyków i innowierców.

Owa nowa, postironiczna krucjata, nawet jeśli nie w pełni poważna – a raczej właśnie dlatego, że nie w pełni poważna – jest żywiołem internetowego tradycjonalizmu, który łamie tabu i tworzy wspólnotę pseudowojennego uniesienia.

Oba te zjawiska – uniesienia liturgicznego i uniesienia memicznego – są fenomenami głęboko estetycznymi. Z tego powodu zresztą spotykają się z krytyką wskazującą na ich powierzchowność, nieautentyczność, a nawet fetyszyzację materii. W tym sensie msza trydencka byłaby ostatecznym przejawem totalnie wyalienowanej, spektakularnej formy religijnej.

I choć z pewnością wielu świeżych entuzjastów tradycji lubi ją, bo się ładnie świeci i jest hipsterska, estetyczność nie musi dyskwalifikować – zwłaszcza jeśli jesteśmy na gruncie religijnym. Co więcej, można estetykę rozczytać jako sam fundament religii.

Dyskusja ta przywołuje echa sporu o ikonoklazm, w wyniku którego Kościół nie tylko potwierdził prawomocność tworzenia wizerunków świętych i Chrystusa, ale – jak pisze Joseph Ratzinger w Duchu liturgii – dostrzegł w ikonach wyzwanie Wcielenia, ikonoklazm uznając tym samym za „sumę wszystkich herezji”.

„Wcielenie – pisze dalej Ratzinger – oznacza przede wszystkim to, że niewidzialny Bóg wkracza w przestrzeń widzialnego, abyśmy my, przywiązani do tego, co materialne, mogli go rozpoznać”.

Przekładając to na ateistyczny język socjologii w duchu Durkheima – estetyczno-materialna strona kościołów i liturgii łączy ludzi, zapośredniczając i warunkując doświadczenie społeczno-religijne. Tym sposobem powstaje wspólnota skupiona wokół estetycznego obiektu lub rytuału, będąca samym sednem religii.

Ostatecznie więc estetyczno-religijna wspólnota osnuta wokół tradycjonalizmu jest przede wszystkim wspólnotą społecznie żywą i zdolną do łączenia różnych grup. Bez względu na nasze podejście do FSSPX i innych środowisk tradycjonalistycznych, trzeba im przyznać, że po prostu działają.

Intelektualiści na nowej arce

Byłoby jednak przekłamaniem stwierdzenie, że Bractwo pozbawione jest podbudowy intelektualnej, wspierając się jedynie na afekcie i rytualno-internetowym uniesieniu. Na tradycję przychylnym okiem patrzy wielu katolickich intelektualistów, a samo zaangażowanie wymaga zarówno wiedzy, jak i teologicznej refleksyjności. Wierni są skłonni charakteryzować się jako osoby racjonalne, a nawrócenie do tradycji jako krok motywowany – między innymi – intelektualnie.

Ci, z którymi rozmawiałem, wskazywali, że środowiska „posoborowe” – oazy, duszpasterstwa i grupy charyzmatyczne – zawiodły ich płytkością, infantylizmem i emocjonalnością, podczas gdy oni poszukiwali wiary budowanej na fundamentach rozumowych – konsekwentnej i pogłębionej.

Bractwo odpowiada na te potrzeby na dwóch poziomach – praktycznym i teoretycznym.

Po pierwsze, wciąż stosunkowo niewielka liczba księży i wiernych przekłada się na większe zaangażowanie obu stron we wspólnotę. Po drugie zaś, FSSPX oferuje podejście radykalne i w swoim radykalizmie pozycjonujące się jako alternatywa dla „letniego posoborowia”.

***

Tradycjonalizm rysuje się więc jako atrakcyjna i całościowa alternatywa dla nowoczesności – a może należy powiedzieć modernizmu – zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Kościoła. Jednocześnie jednak – co widzieliśmy wcześniej – z tego modernizmu wprost wynika i korzysta z reguł nowoczesnej gry.

Można zapytać, czy ten intelektualny aspekt rozwoju tradycjonalizmu nie bierze się przynajmniej po części z kryzysu posoborowej teologii i duszpasterstwa, które nie potrafią odnaleźć języka przekonująco odpowiadającego na wyzwania współczesności. To jednak temat na inny tekst.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.