Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Piękno natury, orzeźwiająca woda i piłka z kolegami. Pochwała iluzji lata

Piękno natury, orzeźwiająca woda i piłka z kolegami. Pochwała iluzji lata autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Rytm natury jest dobrym nauczycielem człowieka: wysoka temperatura i piękno służą ucieczce, regeneracji oraz zatraceniu, które bywają pożyteczne i są każdemu potrzebne, aby odnalazł samego siebie. Odpoczynek udaje się wtedy, gdy choć na chwilę oddalamy się od własnych problemów.

Instynktownie wiemy, że pora letnia nadeszła. Istnieje wiele zjawisk typowych jedynie dla niej. Jednym z nich jest nagrzany i parujący asfalt. Para unosi się nad czarną masą, co symbolizuje, że gorąc zawładnął naszą szerokością geograficzną i nie zamierza odpuszczać przez kilka tygodni.

Gdybym jednak miał wskazać jeden fenomen szczególnie charakterystyczny dla tego czasu, byłby nim zapach po burzy – unoszący się w powietrzu ozon. Żadne słowa nie mogą go oddać. Jest wyjątkowy i odświeżający po intensywnym deszczu, błyskawicach na niebie i ogromnym huku grzmotów. Ten zapach przede wszystkim niesie jedną wiadomość: lato już nadeszło.

Zbawienny wpływ upałów

Dla powstania burzy konieczny jest upał. To on jest synonimem tej pory roku i zjawiskiem szczególnie dla niej charakterystycznym. Myli się ten, kto myśli, że wysoka temperatura jedynie zniechęca do działania. Ona zmusza do bezczynności i w ten sposób wskazuje prawidłową drogę na ten okres. Natura zdaje się mówić człowiekowi: „odpoczywaj!”, „rozsmakuj się w świecie!”, „odpuść sobie!”. Lato to dla wielu czas bezczynności.

Mimo to lato nie jest moim ulubionym czasem. Cechuje mnie ambiwalencja. Z jednej strony realnie denerwują mnie upały, z drugiej to one zachęcają do wypoczynku oraz – o ile nie ma suszy – zapewniają, że roślinność objawia swoje najpiękniejsze oblicze.

Radość i zachwyt nad pięknem natury oraz pejzażu łączą się z przekonaniem, że właśnie trwa okres, który karmi człowieka ułudą lepszego świata. Okłamuje mnie. Daje złudną nadzieję.

Jednocześnie w samym sercu lata kryje się również jego najsmutniejszy wymiar, który nie jest widoczny. Kalendarzowe lato rozpoczyna się w najdłuższy dzień roku, po którym każdy kolejny dzień będzie krótszy. Koniec zwiastowany jest przez coraz wcześniejszy zachód słońca.

Perspektywa końca jest obecna od samego początku, jednak pozostaje niewidoczna ze względu na objawione piękno świata. Ujawni swoje oblicze dopiero jesienią, gdy roślinność zacznie obumierać, zapowiadając nadejście zimy – realnego końca.

Zielone liście i kwitnące kwiaty informują obserwatora, że osiągnęły własną pełnię. Długie wieczory i noce mówią o tym jeszcze mocniej. Wszystko to zachęca do kontemplacji – podziwiania przyrody, pejzaży, architektury, miast, kultury. Czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień dzięki swoim cechom stają się miesiącami kontemplacji świata.

W tym sensie wspólne spędzanie czasu przy grillu, nad rzeką, na kajaku czy letni wyjazd może być jej formą – aktywnym karmieniem się oraz podziwianiem rzeczywistości, gdy jest ona najpiękniejsza.

Zielony stan znieczulenia

Pełnia natury, która nas wówczas otacza, jest także zachętą do zatracenia się. Piękno może człowieka zachwycić do tego stopnia, że się w nim zagubi. Łatwo o to, gdy dotyka się porannej rosy, obserwuje zachód słońca nad jeziorem, rzeką lub morzem albo gdy czuje się woń roślin, wyjątkowy zapach powietrza po burzy lub morskiej bryzy.

Szczególnie pięknie pełnię natury utrwalił Bolesław Leśmian w cyklu wierszy „Zielona godzina”. Tytułowa pora nie jest przez poetę umieszczona w żadnym z miesięcy, lecz w dziele czuć nastrój lata. Leśmian opisuje mrowiska ukryte w lesie, dostrzega pajęczyny na drzewach. Poeta pisze w części II:

„Cisza, dławiąc się w kwiatach, brzmi echem w lazury,

Jakby właśnie, do kwiatów mająca urazę,

Niewidzialna dziewczyna głośno płacząc, szła!

Duchu mój, wrażę ciebie, niby dziób bociani,

W mokradła, żab oddechem nabrzmiałe i wzdęte,

Byś poznał woń pod ziemią zaczajonych wód!

W tobie znojny szmer wężów, śmierć zdybanej łani,

nagła czerwień wiewiórek i zbóż złoto święte,

I skwary macierzanek i paproci chłód.

Jakże las, wespół z tobą zieleniąc się, dyszy!”.

Natura i las u Leśmiana są czymś niesamowicie żywym i energicznym. Poeta dostrzega piękno i bogactwo fauny i flory – opisuje ich formę i czas, gdy prezentują się one najlepiej. W wierszu Leśmiana niemal atakują one człowieka swoją intensywnością.

Zielona godzina autora „Łąki” jest czymś bardzo letnim. To właśnie lato jest bowiem porą roku, która najmocniej angażuje wszystkie zmysły człowieka. Daje mu często za dużo wrażeń – za dużo zapachu, za dużo dźwięku, za dużo widoków. Nie jest ono melancholijne jak jesień ani depresyjne jak zima. Jest nasycone entuzjazmem i energią. W ten sposób może stać się pułapką.

Lato jest niczym alkohol, którego można łatwo nadużyć. Może służyć jako używka, która wzbogaca nasze doznania i równocześnie grozi zniewoleniem człowieka poprzez ciągłe dostarczanie mu nowych i mocnych impulsów. W ten sposób można wznieść się ponad doczesność i od niej uciec– zamknąć na nią oczy i udawać, że nie dostrzega się prawdy o rzeczywistości.

Upalna (fałszywa) beztroska

Uchwycił to DuBose Heyward, który napisał słowa do utworu, kołysanki „Summertime” George’a Gershwina. Chyba najbardziej znaną interpretacją tej piosenki pozostaje wykonanie Billie Holiday. Tekst Heywarda zaczyna się następująco:

„Summertime and the livin’ is easy

Fish are jumpin’ and the cotton is fine

Oh your Daddy’s rich and your ma is good lookin’

So hush little baby, don’t you cry.”

Sens utworu wydaje się pozornie banalny. Jednak ta pozorność zanika, gdy ma się świadomość tego, że „Summertime” pochodzi z opery „Porgy and Bess”, której akcja rozgrywa się w środowisku ubogich Afroamerykanów na Południu USA w latach 20. XX wieku.

Kołysanka o łatwym życiu śpiewana jest w kontekście strukturalnej biedy i rasizmu. Beztroska jest więc tu aspiracją, nie rzeczywistością. Przedstawia ona życie, które tylko wydaje się łatwe.

Ale w tej banalności widoczne są najważniejsze cechy lata. Tekst piosenki zachęca do cieszenia się chwilą: rybki skaczą, pola wyglądają pięknie. Rodzice mają się dobrze, więc czemu miałbyś płakać i się przejmować, młody chłopcze? Nic nie jest w stanie cię skrzywdzić, gdy twoi rodzice stoją obok. Lato jawi się jako okres swobody, prosty i przyjemny. „Summertime” celowo zakłamuje rzeczywistość, aby była ona łatwiejsza do strawienia.

Beztroska naturalnie odsyła nas ku przeszłości – latom dziecięcym i młodzieńczym – prostszej niż teraźniejszość, ku której biegną myśli wielu, których duszami zawładnęła nostalgia. W okresie dojrzałości nie smakuje już tak samo, zamiast tego wywołuje wyrzuty sumienia.

Mimo to wspomnienie o niej smakuje wybornie. Beztroska nie bierze się znikąd. Kryje się za nią potrzeba chwilowego zawieszenia codziennych reguł życia.

Cofam się myślami o 10, 15 czy 20 lat. Konkretne wspomnienie czy moment nie są istotne, ważne jest uchwycenie uniwersalnego schematu. Egzaminy na studiach zostały już zdane, świadectwa ze szkoły odebrane. Budzik nie zadzwoni o 5, 6 czy 7 rano. Prędzej o tej porze położymy się spać po kolejnym ognisku, grillu czy nocnej wyprawie.

Część z nas uda się do pierwszej, letniej pracy. Jednak i ona będzie inna od tej, z którą zwykle mieliśmy do czynienia. Zamiast pierwszej lekcji w szkole – pierwsze przeciągnięcie się tego dnia w łóżku. Zamiast podręczników i zeszytów w plecaku wylądują kąpielówki, piłka czy piwo. Zamiast czujnego oka nauczycieli obserwować nas będą młode i nie tak troskliwe oczy koleżanek, kolegów, rodzeństwa i krewnych.

Dostrzegamy, że lato jest okresem zawieszenia między miesiącami intensywnej pracy lub nauki – czasem przejścia z jednego okresu wytężonej aktywności w drugi.

Paradoksy sztuki odpoczywania

Lato uchodzi za czas wypoczynku. Odpoczynek jest zawieszeniem obowiązków, stanem, w którym możemy uciec od nich, aby się zregenerować – powrócić na nowo do siebie, z dala od problemów, nerwów i stresu.

Wakacje dla uczniów i studentów są długie, pracownikowi przysługuje zaledwie kilka tygodni – zawsze zbyt krótkich i nigdy w pełni wystarczających. Jednak nawet te kilkanaście dni pozwala uciec od zmartwień. W dziecięco-młodzieńczych wspomnieniach o beztrosce ukryta jest cała prawda o wytchnieniu. Jest to czas regeneracji zmęczonego ciała i psychiki.

Jednak zawieszenie obowiązków jest ułudą. Świat nie zmienia się, nie zaczynają nim rządzić nowe prawa, a jedynie na te kilka dni lub tygodni przestają one nas obowiązywać. Nietrudno w tym dopatrzyć się iluzji, którą karmi nas również piosenka Billie Holiday.

Czas beztroski jest ograniczony i skończony. Nie trwa wiecznie. To jedynie moment – dłuższy albo krótszy. Pojawia się w ludzkim życiu i odurza nas. Myliłby się ten, kto sądziłby, że tak ulotną beztroską nie można się upajać. Właśnie dlatego jej smak jest tak dobry – pozwala na ucieczkę.

Ale to nie jedyne letnie paradoksy. Kolejny widać w różnicy między wsią a miastem, między rolnictwem a sektorem usług. Dla rolników lato to czas ciężkiej pracy, dla pozostałych – wypoczynku. Tkwi w tym ukryta prawda o ludzkiej rzeczywistości: gdy jedni odpoczywają, drudzy trudzą się, aby pracą swych dłoni zapewnić pożywienie.

Czerwiec, lipiec i sierpień to dla jednych okres radości, dla drugich to czas żniw. Współczesny mieszczanin często nie ma tej świadomości albo ją wypiera – jego beztroska opiera się na tym, że inni zużywają swoją energię, gdy natura pragnie, by odpoczęli.

Mimo to właśnie te iluzje są człowiekowi potrzebne. Dają nadzieję konieczną do wytchnienia. Rytm natury jest dobrym nauczycielem człowieka: wysoka temperatura i piękno służą ucieczce, regeneracji oraz zatraceniu, które bywają pożyteczne i są każdemu potrzebne, aby odnalazł samego siebie. Odpoczynek udaje się wtedy, gdy choć na chwilę oddalamy się od własnych problemów.

Ucieczka od codzienności?

Albert Camus w niewielkiej książce, a w zasadzie rozbudowanym eseju „Lato” dostrzegał w tej porze roku coś więcej niż jedynie czas wypoczynku. Dzieło otwiera tekst poświęcony Oranowi, poszukiwaniu pustyni oraz potrzebie najpierw odwrócenia się od świata, a następnie zrozumienia go, właśnie dzięki owemu odwróceniu się.

Zaproponowany przez pisarza gest nie jest eskapizmem, lecz momentem szczególnego pojednania człowieka ze światem, który, jak wiemy, dla pisarza był rządzony przez absurd. Czytam w eseju: „Ta niezmienność świata zawsze budziła w człowieku sprzeczne uczucia.

Doprowadza go do rozpaczy i do zachwytu. Świat mówi zawsze tylko jedno, najpierw interesuje, potem nuży. Ale w końcu zwycięża na mocy uporu. Ma zawsze rację”.

W pełni światła i gorąca człowiek nie przestaje być ani śmiertelny, ani wolny od trosk, choć o tym na parę chwil zapomina, ale łatwiej godzi się z własnym losem oraz zasadami rządzącymi rzeczywistością.

Być może właśnie dlatego letnie złudzenie o możliwości oddalenia się od tych praw jest tak potrzebne. Nie dlatego, że pozwala zapomnieć o prawdzie, lecz dlatego, że pomaga ją na chwilę zaakceptować.

Istnieje pewien nowoczesny idiom. Mówi on o tym, że należy rozważyć rzucenie wszystkiego i udanie się w Bieszczady. Zawarta w nim jest głęboka prawda o prawidłowym odpoczynku – w zbiorowej wyobraźni Bieszczady stały się synonimem oddalenia się od codzienności. Odpoczywamy wtedy, gdy zawieszamy działanie zasad świata i oddalamy się od nich, aby odrodzić się na nowo – przeżyć letnie katharsis w postaci wypoczynku.

Rolę metaforycznych Bieszczad może pełnić dowolne miejsce na ziemi. Może być ono blisko albo daleko. Odległość geograficzna nie jest najistotniejsza – najbardziej liczy się realność oddzielenia się od codzienności.

Lato i odpoczynek nie zawieszają przecież obowiązywania praw świata. Sprawiają jedynie, że na chwilę przestajemy je odczuwać. Nie widzimy nadchodzącego końca. Wypoczywamy i nie dostrzegamy, jak świat przemija, podobnie jak nie zauważamy od razu skracających się wieczorów – człowiek w ten sposób uczy się, że nie może zatrzymać tego, co najbardziej kocha i ceni, bo i to przeminie, choć jeszcze tego nie widzi.

Być może właśnie dlatego lato jest nam tak potrzebne. Przypomina bowiem, że nawet to, co najpiękniejsze, zaczyna przemijać w chwili, gdy osiąga swoją pełnię. Jest ono również źródłem nadziei – zawsze mamy pewność, że ono znowu nadejdzie i znów świat będzie wydawał się prostszy i piękniejszy niż jest w rzeczywistości.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.