Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Donald Tusk chce postawić pomnik Mazowieckiemu. Tym trzem grupom bardziej należy się uhonorowanie

Donald Tusk chce postawić pomnik Mazowieckiemu. Tym trzem grupom bardziej należy się uhonorowanie Tadeusz Mazowiecki. Źródło: commons.wikimedia.org

Opowieść o transformacji nie może zamykać się na jedno nazwisko. Jeśli pomnik polskich przemian miałby stanąć pod KPRM, to powinien mieć spracowane dłonie robotnika, twarz inteligenta pochylonego nad sprawą prześladowanych i sylwetkę przedsiębiorcy, który z wolności uczynił machinę gospodarczego wzrostu.

Są miesiące, w których kalendarz wyraźnie dopomina się o właściwą hierarchię pamięci. W czerwcu wracają dwie daty: Poznań 1956 i Radom 1976. Dwa robotnicze bunty przeciwko komunistycznemu państwu, które na sztandarach niosło hasła sprawiedliwości społecznej, a przeciwko ludziom pracy wysyłało milicję, prokuratorów i propagandę.

W tym samym czasie powraca pomysł budowy pomnika Tadeusza Mazowieckiego przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Pierwszy premier III RP z pewnością zasługuje na ważne miejsce w historii; był jedną z bardziej znaczących postaci polskiej drogi do wolności.

W całej opowieści o transformacji umykają jednak prawdziwi bohaterowie przemiany Polski – robotnicy, inteligenci i przedsiębiorcy. I to właśnie im należy się pomnik budowy nowej Rzeczypospolitej.

„Żądamy chleba”

Poznań był pierwszym masowym buntem społecznym przeciwko władzy komunistycznej po zakończeniu okresu zbrojnego oporu żołnierzy wyklętych wobec nowego systemu. Bezpośrednią przyczyną była fatalna sytuacja ekonomiczna, poczucie krzywdy i rosnące wśród robotników przekonanie o oszustwie władzy, deklaratywnie kierującej się głosem ludu.

Hasło „Żądamy chleba” stało się jednym z najważniejszych symboli tamtego protestu. Obaliło ono podstawowe kłamstwo komunizmu – system deklarujący troskę o klasę robotniczą nie potrafił zapewnić jej godnego życia, podeptał także prawo do upominania się o należne warunki bytowe. W Polsce powstała więc „nowa klasa wyzyskiwaczy”, jak to opisywał Milovan Djilas.

Protestujący zdawali sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Państwo na wystąpienie odpowiedziało siłą, kierując przeciwko robotnikom broń. Paradoks sytuacji doskonale uchwyciła Kazimiera Iłłakiewiczówna w wierszu „Rozstrzelano moje serce”, zadając pytanie: „Czemu zawsze rządzi inteligent, a do robotników się strzela?”

W realiach dogorywającego stalinizmu nie chodziło o inteligencję rozumianą jako warstwę społeczną naturalnie wywodzącą się ze społeczeństwa, lecz o grupę partyjnych zarządców, stających de facto naprzeciw „zwykłym” ludziom.

Krwawe stłumienie poznańskiego buntu było jednym z ostatnich aktów twardego stalinizmu w Polsce. Nie zatrzymało zmian, które dojrzały w społeczeństwie, jak i wewnątrz samej partii. Wydarzenia poznańskie nie obaliły komunizmu, ale podważyły jego aksjologiczne podstawy.

Pokazały, że robotnicy, na których władza budowała swoją legitymację, mogą stać się jej najpoważniejszym oskarżycielem. Ostatecznie wydarzenia te doprowadziły do okresu gomułkowskiej „małej stabilizacji” i odsunięcia stalinistów od dominacji w partii.

Poznański czerwiec to nie wyłącznie dramatyczny epizod PRL, ale także początek budowy polskiego oporu społecznego i procesu delegitymizacji władzy komunistycznej. Robotnicy stali się awangardą społeczeństwa, nie w propagandowym sensie nadanym im przez partię, ale jako klasa, która pierwsza w masowy sposób była w stanie jawnie przeciwstawić się władzy.

Jak robotnik z inteligentem

20 lat po Poznaniu czerwiec ponownie stał się miesiącem robotniczego zrywu. Tym razem tło stanowiła dekada Gierka, rozpoczęta od śmiałych obietnic modernizacji, poprawy warunków życia i urealnienia szans awansu cywilizacyjnego.

Państwo zaciągało zagraniczne kredyty, inwestowało w przemysł i w początkowym okresie lat 70-tych sprawiało wrażenie możliwości stworzenia godnych warunków życiowych. Obietnica okazała się krucha.

Mimo rzeczywistych zasług chociażby w zakresie budownictwa mieszkaniowego, administracyjne sterowanie gospodarką, wraz z brakiem zdolności do eksportu na rynki zachodnie, doprowadziło do upadku gospodarki. Propaganda sukcesu nie była w stanie wygrać z rzeczywistością.

Gdy model gospodarczy zaczął się załamywać, władza starała się przerzucić koszty kryzysu na społeczeństwo. Zapowiedź drastycznej podwyżki cen żywności uderzała w warunki bytowe rodzin robotniczych.

Dlatego 25 czerwca 1976 roku ludzie ponownie wyszli na ulice – w Radomiu, Ursusie, Płocku i innych miejscach kraju. Najmocniejszym symbolem sprzeciwu były jednak wydarzenia w Radomiu.

Radom pokazał, że po 20 latach sprzeczność PRL pozostała taka sama. Władza odwołująca się do robotników, nie wahała się siłą pacyfikować ich protestów, gdy upominali się o swoją godność i warunki bytowe. System legitymizujący się troską o los proletariatu znowu potraktował go jak wroga.

Znaczenie Radomia nie zamyka się na samym proteście. Po brutalnych represjach wobec jego uczestników narodziła się nowa jakość polskiej opozycji. Pomoc dla prześladowanych strajkujących stała się impulsem do powstania Komitetu Obrony Robotników. To właśnie tam, po doświadczeniu wydarzeń czerwca 1976 roku zawiązał się realny sojusz klasowy pomiędzy robotnikami a inteligencją.

Dlatego Radom 1976 jest jednym z kluczowych etapów drogi do Solidarności. Robotnicze bunty i poparcie inteligencji stworzyły podstawy do tworzenia trwałych struktur opozycyjnych, które zwracały uwagę na prawa obywatelskie.

Dopiero połączenie tych dwóch sił umożliwiło powołanie do życia ruchu, którego władza komunistyczna nie mogła sprowadzić do protestu ekonomicznego czy spisku wąskiej grupy działaczy.

Bohaterowie z polowych łóżek

Po 1989 roku na scenę historii weszła jeszcze jedna grupa, bez której transformacja pozostałaby jedynie zmianą instytucji politycznych. Byli nią polscy przedsiębiorcy – często drobni, zaczynający od łóżek polowych, bazarów, warsztatów czy sklepów. To oni wzięli na siebie ciężar gospodarczej przebudowy państwa w momencie, gdy stare struktury przestawały działać, a nowe dopiero się kształtowały.

W latach 90. państwo wciąż szukało swojej drogi do efektywności. Gospodarka wychodziła z niedoboru, społeczeństwo uczyło się reguł rynku, a obywatele płacili wysoką cenę gwałtownych przemian.

W tej rzeczywistości przedsiębiorcy zapewnili społeczeństwu dostęp do towarów i usług, tworzyli miejsca pracy, ryzykowali własnymi oszczędnościami i budowali podstawy społecznej gospodarki rynkowej.

Musieli się jednocześnie mierzyć z chaosem prawnym, słabością instytucji, zagraniczną konkurencją, postkomunistycznymi układami gospodarczymi, a niekiedy także z presją świata przestępczego.

Mimo tych okoliczności to właśnie oddolna przedsiębiorczość stała się jednym z głównych motorów polskiej modernizacji. Dzięki niej wolność polityczna otrzymała wsparcie w postaci realnej poprawy warunków materialnych.

Dzięki całości tych działań Polska może się poszczycić rekordowym w skali nie tylko Europy, ale i świata wzrostem gospodarczym. Z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika,  że w 1990 roku PKB per capita w parytecie siły nabywczej stanowiło 41% średniego PKB państw wchodzących w skład dzisiejszej Unii Europejskiej, podczas gdy już w 2023 roku wskaźnik ten wyniósł 81%.

Efekt ekonomiczny nie był bez znaczenia w kontekście dążeń Polski do akcesji unijnej. Modernizacja gospodarcza stanowiła jeden z filarów, dzięki któremu wstąpienie w skład państw członkowskich stało się możliwe.

Dlatego opowieść o transformacji nie może się zamykać na nazwiskach premierów, ministrów czy negocjatorów. Robotnik podważył moralne podstawy komunizmu, inteligent pomógł w tworzeniu języka przekazu, a przedsiębiorca wziął odpowiedzialność za stosunki gospodarcze. Ta mieszanka tworzy prawdziwy obraz polskiej transformacji.

Jedno nazwisko zamiast społecznego wysiłku

W tym kontekście pomysł budowy pomnika Tadeusza Mazowieckiego przed Kancelarią Premiera nie jest wyłącznie gestem historycznej wdzięczności. To element świadomie prowadzonej polityki pamięci. Taka opowieść, skupiona na jednej postaci, zawęża obraz transformacyjnego doświadczenia społeczeństwa. Pomnik poświęcony jednej postaci nieuchronnie przenosi całą uwagę na nią.

Mazowiecki jest również wpisany w konkretne spory III RP. Dla jednych symbolizuje odpowiedzialny kompromis i pokojowe przejście od komunizmu do demokracji. Dla innych jest ucieleśnieniem „grubej kreski”, człowiekiem odpowiedzialnym za utrzymanie ciągłości instytucjonalnej i niewystarczające rozliczenie komunistów. Trudno z takiej postaci uczynić neutralny pomnik całej transformacji.

Pomnik transformacji nie może opowiadać historii jednego z politycznych tenorów przełomu. Powinien być uznaniem dla oddolnych ruchów, który naprawdę niósł wiatr polskich przemian. Powinien także przypominać o solidarności robotnika, inteligenta (poniekąd więc też Mazowieckiego) i przedsiębiorcy, stanowiąc monument społecznego sprawstwa.

Jeśli ma stanąć, powinien mieć spracowane dłonie robotnika, twarz inteligenta pochylonego nad sprawą prześladowanych i sylwetkę przedsiębiorcy, który z wolności uczynił machinę gospodarczego wzrostu.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.