Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Imigracja do Polski? Najpierw musimy zdecydować, kim naprawdę jesteśmy

Imigracja do Polski? Najpierw musimy zdecydować, kim naprawdę jesteśmy źródło: Unsplash

Przestaliśmy żyć w kraju monoetnicznym. Imigracja, choć zwalnia, w dalszym ciągu będzie kształtować nasze społeczeństwo. Doświadczenie innych krajów uczy, że nawet z grona pracowników tymczasowych wiele osób zostanie u nas na dłużej. Ten trend stawia pytanie o naszą tożsamość, więc nie możemy jej pozostawić samym politykom, ekspertom, a szczególnie agencjom pracy tymczasowej. Dlatego proponuję zwołać panel obywatelski.

Papierowi studenci

„Osiem razy mniej wiz do Polski dla obcokrajowców – odzyskaliśmy kontrolę nad imigracją” – głosi komunikat na stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z początku czerwca.

Napływ obcokrajowców za rządów poprzedników nazywa on „chaotyczną polityką otwartych drzwi”, po czym obwieszcza, że „obecnie dokumenty trafiają wyłącznie do tych cudzoziemców, których obecność przynosi faktyczny zysk polskiej gospodarce i nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa”.

Ministerstwo chwali się też skokowym wzrostem wskaźnika deportacji z 900 do 2700. Zmiany odnotowano w pierwszym kwartale tego roku w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Na pochwałę zasługuje zamknięcie notorycznie nadużywanych furtek, jak tych dotyczących wiz dla studentów. Do niedawna uczelnie przyjmowały rzesze obcokrajowców, wśród których wiele osób pojawiało się tam jedynie po legitymację, po czym łatwiej niż na sali wykładowej było je spotkać za kierownicą taksówki, na rowerze z plecakiem dostarczyciela jedzenia czy na budowie.

Obecnie obcokrajowcy mogą stanowić maksymalnie połowę osób uczących się na każdej uczelni. Tożsamość studentów jest rejestrowana w systemie informatycznym, a obecność na zajęciach podlega stałemu monitoringowi.

Czy zatem bardziej restrykcyjna polityka imigracyjna i pilnowanie zasieków na granicy z Białorusią rozwiązują sprawę obcokrajowców? Co z tymi, którzy już są wśród nas? Jak zdecydować, kogo pozwolić ściągać biznesowi szukającemu rąk do pracy? Czy faktycznie powinniśmy się kierować jedynie wskaźnikami gospodarczymi i bezpieczeństwem publicznym?

Za suma – za Bug

Obecnie zdecydowana większość obcokrajowców w naszym kraju to osoby w wieku produkcyjnym. W zeszłym roku stanowili oni niemal 1,3 miliona spośród 16,3 miliona wszystkich osób ubezpieczonych w ZUS. Najwięcej jest oczywiście Ukraińców, ale przybywa też pracowników z innych kontynentów. Tempo napływu wprawdzie zwolniło, ale wobec obecnej sytuacji demograficznej firmy będą starały się uzupełniać braki w kadrach zaciągiem zagranicznym, korzystając z usług tymczasowych agencji pracy.

W takiej sytuacji mnóstwo norm społecznych, które wydają się dla nas normalne, traci walor powszechności. Podobnie jak Polacy na emigracji – zaskoczeni, że nie wszędzie można zbierać grzyby w lesie – przybysze również nie zawsze odnajdują się wśród pisanych i niepisanych reguł.

Nie na każde przewinienie odpowiedzią powinna być deportacja, jak to miało miejsce w przypadku ukraińskiego wędkarza, który wbrew zakazowi złowił suma będącego chlubą warszawskiego jeziorka.

Oczywiście stołeczny okaz nie jest jedyną ofiarą rosnącej imigracji. W miejscowościach, gdzie szybko przybyło imigrantów, mieszkańcy narzekają na tempo zmian, konflikty kulturowe i poczucie wyobcowania. Nie wystarczy imigracją zarządzać, musimy także dzielić się naszą kulturą i włączać przybyszów do społeczeństwa.

Droga do tego nie prowadzi przez zdewaluowane pojęcie tolerancji. Jako Polacy mamy prawo być dumni z naszej kultury i powinniśmy nią obdarzać tych, którzy zamieszkują wśród nas. To coś więcej niż oczekiwanie, żeby „nowi” się dostosowali do nas. Powinno to być serdeczne zaproszenie, którego odmowa przyjęcia będzie jednak gościom zapamiętana.

Tak rozumiana integracja trudna jest w warunkach ściągania imigrantów do pracy tymczasowej, zakwaterowanych w kontenerach mieszkalnych, którzy po zmianie oddawać się będą oglądaniu na telefonach filmików z ojczystego kraju.

Ich jedynym kontaktem z polskością bywa pół litra miejscowego trunku zakupionego w okolicznym dyskoncie. Wmawiamy sobie, że ci pracownicy przyjeżdżają popracować kilka miesięcy i będą chcieli wrócić do domu. Doświadczenie innych krajów uczy jednak, że „Gastarbeiter” z gościa często staje się domownikiem.

Rządowa strategia migracyjna z października 2024 roku zapowiadała „zachęty dla pracodawców podejmujących działania na rzecz włączania i integracji cudzoziemców”. Ponad półtora roku później trudno znaleźć informacje, o jakich zachętach była mowa.

Gdzie dwóch Polaków, tam trzy polskości

Trudnością w dzieleniu się kulturą jest również brak wspólnej wizji, co stanowi o naszej tożsamości. Rozbicie społeczeństwa na mniejsze i większe grupki sprawia, że „bycie Polakiem” każdy z nas rozumie inaczej.

Tak samo ma się sprawa z mieszkaniem wśród Polaków. Trudno sprowadzać współżycie w społeczeństwie do samego płacenia podatków i przestrzegania przepisów, nie tylko ze względu na ambiwalentny stosunek samych Polaków do własnego państwa, ale również dlatego, że nie są to kryteria wystarczające.

Związany ze środowiskiem narodowców portal Nowy Ład odkurzył ostatnio sztandar nacjonalizmu, służący do niedawna głównie za straszak. Polska dla Polaków? Ja się z tym hasłem zasadniczo zgadzam, z założeniem, że do polskości można dołączyć, co zresztą jasno wynika z historycznego doświadczenia.

Poprzednie pokolenie naszego środowiska wydało w 2010 roku numer magazynu „Pressje” pod tytułem „Polska ejdetyczna”. Pod tym greckim terminem kryła się polskość jako idea filozoficzna, ze szczególnym, republikańskim rozumieniem wolności. Wykraczała ona poza biologiczny-skonstruowany etnos, jak i przeżywany kulturowo etos, choć autorzy zauważali, że te wymiary przynależności do narodu mogą być dla wielu osób najważniejsze.

Przedstawienie tożsamości jako wizji filozofii politycznej może być mało dostępne dla większości z nas, jak i imigrantów żyjących na co dzień bardziej przyziemnymi sprawami. Takich dylematów jest jednak więcej.

Czy w naszych żyłach bardziej tętni muzyka Fryderyka Chopina, czy Zenka Martyniuka? Czy wszyscy polscy nobliści literatury wchodzą w narodowy kanon? Czy aby być jednym z nas trzeba pamiętać cytaty z pielgrzymek Papieża-Polaka, czy wystarczą memy z żółtą twarzą?

Sam również mam swoje intuicje co do tego, jak definiować polskość i czego potrzeba, żeby żyć wśród Polaków. Rzecz w tym, że mniej lub bardziej świadomie nosi je w sobie każdy z nas, dla każdego nieco odmienne.

Ludowa mądrość naszą bronią

Pragnę jednak zaproponować inne rozwiązanie. W niedawnym materiale Klubu Jagiellońskiego nasz kolega, Piotr Trudnowski, zasugerował przeprowadzenie panelu obywatelskiego na temat ochrony zdrowia. Uważam, że temat imigracji o wiele lepiej nadaje się do dyskusji losowo wybranych Polaków niż zasady finansowania i realizacji świadczeń zdrowotnych.

Zasadniczo jestem wręcz przeciwny idei paneli obywatelskich. Założenia wprawdzie brzmią świetnie: losujemy wśród obywateli grupę ludzi w różnym wieku, z miejscowości małych i dużych, z różnym wykształceniem i o różnym statusie materialnym.

Eksperci i organizacje społeczne wykładają im swoje racje na zadany temat, po czym następuje dyskusja „statystycznych obywateli” prowadząca do przyjęcia wniosków, które mają potem wdrożyć politycy. W praktyce takie panele bywają metodą do szukania społecznej akceptacji dla decyzji z góry podjętych na szczeblu politycznym lub są sposobem na rozładowanie napięcia związanego z przyjmowaniem niepopularnych rozwiązań.

Dobór tematu, jak też ekspertów informujących wylosowane grono o uwarunkowaniach i konsekwencjach dyskutowanych pomysłów dają dużą władzę organizatorowi takiego panelu, który potem może się skryć za parawanem z napisem „demokracja deliberatywna”.

Możemy jednak podjąć temat imigracji w uczciwy sposób, zrywając z takimi praktykami. Powinniśmy wylosować spośród nas, którzy omówią, jakiej skali, z jakich kierunków i o jakim charakterze uważamy imigracje za pożądaną. Często dyskutujemy o nim i tak, na marginesie zachowań poszczególnych przedstawicieli danej narodowości.

Pewną namiastkę debaty stanowi wymiana zdań na platformach cyfrowych, słusznie nazywanych antyspołecznościowymi, które dla zysku premiują poglądy skrajne, oburzające lub nastawione na łatwy poklask.

W dzisiejszych realiach trudno też powiedzieć, na ile za prezentowanymi poglądami stoją prawdziwi ludzie, a na ile są to dyskusje botów z innymi botami, nastawione na sianie niepokojów lub nabijanie wyświetleń, które można potem przeliczyć na realne pieniądze.

Trudno też przesądzić o tożsamości narodu, a w ślad za nią o polityce migracyjnej w referendum, czego dowodem są tendencyjne pytania zadawane Polakom w minionych plebiscytach. Jest to też niewdzięczny temat do podjęcia przez polityków.

Są oni zmuszeni żonglować pomiędzy nagłymi zrywami społecznych emocji a lobbyingiem pracodawców. Mogą wdrażać polityki nakierowane na ten lub inny cel, ale są jedynie reaktywni wobec faktycznej tożsamości narodu.

Nawiązując do tahitańskiego obrazu Gaugina chciałoby się rzec: eksperci i historycy mogą nam powiedzieć, „skąd przyszliśmy”. Politycy przedstawiają nam wizje, „dokąd zmierzamy”. Jednak na pytanie „kim jesteśmy” musimy sobie odpowiedzieć sami. Dopiero wtedy będziemy w stanie zdecydować, kto może do nas dołączyć.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.