Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

10 lat od decyzji o Brexicie. Co się udało, a co poszło nie tak?

10 lat od decyzji o Brexicie. Co się udało, a co poszło nie tak? źródło: “Brexit” by Christoph Scholz, CC BY-SA 2.0

24 czerwca 2016 r. po ogłoszeniu wyników referendum ws. Brexitu nikt nie miał wątpliwości, że obudziliśmy się w nowej epoce. Oto po trwającym nieprzerwanie od lat 50. XX wieku procesie coraz ściślejszej integracji europejskiej jedno z państw zadecydowało o opuszczeniu wspólnoty. Dziś niewiele pozostało z nadziei na to, że wyjście z Unii okaże się nowym impulsem rozwojowym dla Zjednoczonego Królestwa. Dlaczego tak się stało i co się zmieniło przez te 10 lat?

Motyl w barwach flagi Wielkiej Brytanii (tzw. Union Jack) wylatuje z pudełka symbolizującego Unię Europejską, napis obok głosi: „Out and into the world”. W taki sposób na swojej okładce eurosceptyczny tygodnik „The Spectator” agitował za opuszczeniem wspólnoty w referendum w 2016 r.

Dziesięć lat później na stronie tytułowej wspomnianego magazynu opatrzonej wzmianką „Dekada Brexitu” znalazł się bardzo podobny motyl z uśmiechem na twarzy i rękami wzniesionymi w geście Victorii, choć również z pokiereszowaną twarzą i mocno uszkodzonymi skrzydłami. Obie okładki są doskonałą ilustracją tego, jak zmienił się społeczny odbiór Brexitu i jego konsekwencji, także wśród jego niegdyś najgorliwszych zwolenników.

Decyzja o opuszczeniu unijnych struktur jest dziś przez wyraźną większość Brytyjczyków uważana za błąd. Z badania Ipsos z kwietnia br. wynika, że negatywną opinię o Brexicie wyrażało 54% ankietowanych, a tylko 31% miało odmienne zdanie. Równocześnie w podobnych proporcjach rozkłada się poparcie badanych dla opcji powrotu do Unii w ramach hipotetycznego kolejnego referendum.

W publicznej dyskusji dominuje zatem pogląd, że wyjście ze wspólnoty nie przyniosło zapowiadanych korzyści. Aby jednak sprawdzić, czy ten obraz jest prawdziwy, warto skonfrontować go z tym, co faktycznie przyniósł Brexit w poszczególnych obszarach.

Stagnacja zamiast cudu gospodarczego

W kampanii referendalnej z jednej strony pojawiały się opinie brexitowców, w myśl których wyjście z UE może być kołem zamachowym dla brytyjskiej gospodarki, z drugiej zaś – głosy przedstawicieli obozu prounijnego straszące ekonomicznym załamaniem. W prognozie Departamentu Skarbu z tego czasu możemy przeczytać, że Brexit przyniósłby niemal natychmiastową recesję.

Ostatecznie żadna z tych wizji nie spełniła się w stu procentach, aczkolwiek wydaje się, że to orędownicy pozostania w UE byli bliżej prawdy. Wg Biura ds. Odpowiedzialności Budżetowej (OBR) brytyjskie PKB uległo skurczeniu o ok. 4% w ciągu ostatnich 15 lat. Z analiz ekonomisty Nicka Blooma z Uniwersytetu Stanforda wynika zaś, że w przypadku pozostania częścią Unii PKB per capita byłoby wyższe o ok. 6-8%.

Równocześnie dane OBR pokazują, że wyraźnie spowolnił wzrost eksportu towarów w porównaniu z krajami G7, za to nieco lepiej wypadał eksport usług. Eksperci wiążą tę różnicę z zapisami umowy o handlu i współpracy z UE, która doprowadziła do wprowadzenia kontroli na granicach, a w konsekwencji do powstawania opóźnień w transporcie towarów.

Brexit wpłynął też na plany inwestycyjne firm, a szacunki mówią o spadku inwestycji nawet o 18% w porównaniu z sytuacją, gdyby Wielka Brytania pozostała członkiem Unii. Nie lepiej jest w przypadku wzrostu wynagrodzeń – średnia realna płaca tygodniowa od momentu referendum jest wyższa o zaledwie 43 funty.

Chcąc zachować uczciwość, trzeba przyznać, że trudno wskazać na ile wspomniane dane odzwierciedlają efekty opuszczenia Unii przez Zjednoczone Królestwo i w jaki sposób przyczyniły się do nich pandemia koronawirusa, wojny na Ukrainie i w Iranie oraz polityka handlowa administracji Donalda Trumpa. Niewątpliwie jednak jest faktem, że Wielka Brytania rozwija się dziś wolniej niż przed Brexitem.

Ogólnie negatywny obraz gospodarki rozjaśnia nieco uzyskanie przez Londyn większej suwerenności w zakresie zawierania dwustronnych umów handlowych (m.in. z Japonią i Nową Zelandią).

Ważnym osiągnięciem jest z pewnością dołączenie w 2023 r. do CPTPP – umowy o partnerstwie transpacyficznym, która jest jedną z  największych stref wolnego handlu na świecie. Póki co jednak znaczenie tego aktu pozostaje ograniczone, gdyż w dalszym ciągu gros brytyjskiej wymiany handlowej odbywa się z krajami UE.

Imigracyjne tsunami

Debata dotycząca imigracji z krajów UE miała kluczowe znaczenie przed referendum i była głównym czynnikiem, który ostatecznie sprawił, że większość Brytyjczyków zdecydowała się na poparcie opcji Leave. Jeszcze przed faktycznym dokonaniem się Brexitu rząd Borisa Johnsona obiecywał obniżenie migracji netto do 250 tysięcy rocznie.

Aby spełnić te zapowiedzi, wprowadzono wzorowany na rozwiązaniach australijskich system punktowy, który miał preferować pracowników o wyższych kwalifikacjach, znających język angielski i posiadających określone oferty pracy. Równocześnie jednak liberalizacji uległ system nadawania wiz, aby wypełnić spowodowany pandemią brak pracowników w takich sektorach jak opieka społeczna czy hotelarstwo.

Wprowadzenie nowych przepisów sprawiło, że wskaźniki salda migracji zaczęły gwałtownie rosnąć. W marcu 2023 r. saldo migracji wyniosło r/r rekordowe 944 tys. zgodnie z danymi brytyjskiego urzędu statystycznego.

Co prawda udało się znacząco zmniejszyć liczbę imigrantów z krajów unijnych, ale powstałą w ich miejsce lukę z nawiązką wypełnili obywatele przybywający do Wielkiej Brytanii z państw takich jak Nigeria, Indie czy Pakistan.

Był to ponad 4-krotny wzrost w porównaniu z danymi z 2019 r. (tj. ostatniego roku przed wyjściem z UE i przed pandemią), gdy migracja netto osiągnęła poziom 224 tysięcy. W kolejnych miesiącach i latach wskaźniki salda migracji uległy obniżeniu wskutek kolejnych działań rządu labourzystów – wg danych z grudnia 2025 r. do Wielkiej Brytanii przybyło r/r o 171 tysięcy więcej osób, niż z niej wyjechało.

Obecnie rząd Partii Pracy za cel stawia obniżenie salda migracji do 100 tysięcy rocznie, ale prognozy rządowe wskazują, że tego progu jeszcze długo nie uda się osiągnąć. Nie zmienia to faktu, że paradoksalnie zmiany podjęte po wyjściu z Unii doprowadziły do największej fali migracyjnej we współczesnej brytyjskiej historii – od stycznia 2021 r. do września 2025 r. do Zjednoczonego Królestwa przybyło ok. 2,6 mln osób netto.

Nic dziwnego, że politycy należący do opozycyjnej, prawicowej Partii Reformy oraz media szyderczo określili efekt zmian wprowadzonych przez Johnsona jako Boriswave.

Problem większy niż przed Brexitem stanowią nielegalne przekroczenia granicy, głównie poprzez próby przepłynięcia kanału La Manche. Od 2018 r. odnotowano ponad 200 tys. takich przypadków.

Wspomnieć trzeba też, że znaczącą grupą wśród nielegalnych imigrantów są w ostatnich latach studenci, którzy nadużywają wiz studenckich, starając się przedłużyć swój pobyt na Wyspach po zakończeniu studiów.

Polityczna rewolucja i coraz mniej Zjednoczone Królestwo

Pośrednim i dość nieoczekiwanym skutkiem opuszczenia wspólnoty przez Londyn jest też rozhermetyzowanie sceny politycznej, i to w sposób jakiego Wielka Brytania nie widziała od przeszło stu lat.

W sondażach największym poparciem (ok. 27%) cieszy się Partia Reformy Nigela Farage’a, który był głównym orędownikiem Brexitu, zaś lewej flance coraz silniejszą pozycję zyskują Zieloni Zacka Polanskiego (ok. 15%). Dla bardziej centrowych wyborców alternatywą są też Liberalni Demokraci z ok. 12% głosów.

Kruszy się natomiast dominacja rządzących dotąd naprzemiennie konserwatystów i labourzystów (po ok. 18%), którzy jeszcze kilka lat temu potrafili zdobyć łącznie nawet przeszło 80%. Zmaterializowanie się tych badań w wyborach do Izby Gmin oznaczałoby w warunkach jednomandatowych okręgów wyborczych prawdziwą rewolucję i możliwe rządy większościowe twardej prawicy.

Dlaczego zatem mimo negatywnych ocen Brexitu wśród większości wyborców nowym premierem może zostać człowiek, dla którego wyjście z UE było najważniejszym osiągnięciem jego politycznej kariery? Przede wszystkim dla Brytyjczyków znacznie ważniejsze są obecnie inne problemy, w szczególności koszty życia i imigracja (w badaniu YouGov na te kwestie wskazało po 49% proc. respondentów).

Zwłaszcza w tym ostatnim temacie Partia Reformy ze swoim radykalnym programem wydaje się ugrupowaniem najbardziej wiarygodnym. Co ciekawe, Farage sam uznaje Brexit za porażkę, wskazując wszakże przy tym, że odpowiedzialność za to ponoszą niedolne rządy Partii Konserwatywnej i Partii Pracy, które nie chciały bądź nie potrafiły doprowadzić do deregulacji.

Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym partię Farage’a jest rozdrobnienie elektoratu prounijnego, który pozostaje podzielony między labourzystów (którzy chcą zacieśniać partnerstwo z Unią, ale równocześnie deklarują uszanowanie wyników referendum z 2016 r.), a partie otwarcie opowiadające się za powrotem do wspólnoty (Zieloni, Liberalni Demokraci).

Elektorat prawicowy i eurosceptyczny pozostaje bardziej skonsolidowany, choć i tu ostatnio dla Partii Reformy wyrasta konkurencja w postaci bardziej radykalnej, na razie cieszącej niewielkim poparciem Restore Britain.

Za odnowieniem członkostwa są też nacjonaliści ze Szkockiej Partii Narodowej (SNP), ugrupowania, które obecnie sprawuje rządy w Szkocji. To właśnie Szkocja może okazać się w dłuższej perspektywie szczególnie palącym problemem dla Londynu w polityce wewnętrznej.

Szkoccy wyborcy są znacznie bardziej prounijni (w 2016 r. za pozostaniem głosowało tu 62%) niż ci z Anglii czy Walii, a równocześnie od dłuższego czasu u wielu Szkotów coraz silniejsza staje się świadomość własnej odrębności narodowej.

SNP próbuje to wykorzystać, powracając do idei organizacji kolejnego referendum ws. niepodległości. W najbliższym czasie realizacja tego pomysłu pozostaje nierealna ze względu na bezwzględny brak zgody rządu w Londynie.

Być może w obliczu braku możliwości powołania większościowego rządu po kolejnych wyborach do Izby Gmin bez poparcia posłów SNP, sprawa ta ponownie stanie na agendzie. Jednak nawet zachowanie status quo może powodować rosnące pęknięcie między Londynem a Edynburgiem.

Bardziej scentralizowana Unia i iluzja powrotu

Dla Unii Brexit okazał się wstrząsem mniejszym, niż mogło się początkowo zdawać. Owszem, wraz z wyjściem Wielkiej Brytanii unijne PKB zmniejszyło się o ok. 15%, liczba ludności spadła o 12%, a o ok. 5% zmniejszył się unijny budżet. Ważne zmiany nastąpiły też na poziomie politycznym – osłabieniu uległ obóz państw forsujących bardziej restrykcyjną politykę fiskalną, wzmocniła się natomiast pozycja Francji i Niemiec.

Brak głównego oponenta przyspieszenia integracji doprowadził też do zintensyfikowania głosów o konieczności większej centralizacji wspólnoty. Choć na razie nie ma widoków na np. likwidację prawa weta, to debata na ten temat wciąż trwa i pewnie szybko się nie zakończy.

Nie spełniły się też wróżby sprzed dekady o nieuchronnej kaskadzie exitów w kolejnych krajach. Trwający kilka burzliwych lat proces wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii, a także mało obiecujące efekty gospodarcze sprawiły, że brytyjski przykład może raczej odstraszać inne  państwa przed podjęciem podobnych kroków.

Warto również postawić pytanie, czy realna jest perspektywa ponownej akcesji Wielkiej Brytanii do UE. Bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że na obecny moment nie ma przesłanek do spełnienia tego scenariusza. Choć nie brak na scenie sił politycznych, które wprost deklarują, że przywróciłyby członkostwo w Unii, to jednak zarówno aspirująca do przejęcia władzy Partia Reformy, jak i konserwatyści – i w mniejszym stopniu labourzyści – są temu przeciwne.

Rząd labourzystów jasno potwierdza wolę pozostania poza Unią, jednocześnie jednak widać chęć ściślejszej współpracy z krajami wspólnoty. Narzędziem do realizacji tego celu jest choćby porozumienie zawarte w 2025 r., które pozwoli m.in. na powrót do programu Erasmus od 2027 r. oraz likwidację ograniczeń w handlu żywnością.

Londyn chciałby także powrotu do jednolitego wspólnego rynku, co jednak spotyka się z oporną reakcją Brukseli, która przedstawia jako warunek wprowadzenie pełnego swobodnego przepływu osób.

Co więcej, traktując postulat powrotu do unijnych struktur na poważnie, należy zauważyć, że Wielka Brytania nie odzyskałaby już specjalnych klauzul, które przez lata były związane z jej przynależnością do Unii. Wraz z momentem Brexitu bezpowrotnie przepadł m.in. rabat budżetowy czy możliwość pozostania poza strefą Schengen.

Akcesja wiązałaby się też z przyjęciem innych zobowiązań, takich jak przystąpienie do strefy euro. Z badań przeprowadzanych przez YouGov wynika jasno, że na takie warunki nie zgadza się także ta część Brytyjczyków, którzy przy bardziej ogólnych pytaniach deklaruje chęć wstąpienia do wspólnoty.

***

Tak jak oczekiwano 10 lat temu, tuż po ogłoszeniu wyników referendum, materializacja Brexitu przyniosła ogromne zmiany. Na ironię losu może zakrawać fakt, że zmiany te zwykle poszły w innym kierunku, niż wielu wówczas przypuszczało. Dziś Wielka Brytania pozostaje wciąż poobijana wskutek swej decyzji z 2016 r., choć z pewnością sytuacja nie jest tak dramatyczna, jak chcieliby to widzieć zwolennicy powrotu.

Z tego względu warto na razie się wstrzymać z ostateczną oceną. Jak nie bez kozery wskazują niektórzy analitycy, wyjście z Unii to proces wydłużony w czasie. Niewykluczone, że w odleglejszej perspektywie Brexit, mimo obecnych problemów, okaże się sukcesem. Być może wówczas zwycięski gest motyla z okładki „The Spectator” (zapewne niezamierzenie) okaże się uzasadniony.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.