Looksmaxxing, Clavicular i inni. Dlaczego mężczyźni chcą być jak Barbie?
Looksmaxxing to nowa internetowa moda, która poprzez media społecznościowe przyszła do nas – a jakże – zza Oceanu. Influencerzy, tacy jak Clavicular, poprzez stosowanie sterydów anabolicznych i ryzykowne operacje plastyczne starają się uczynić swoje sylwetki idealnymi, niczym słynny Ken, chłopak Barbie. Jakie jest źródło tego zjawiska? Na jakie potrzeby odpowiada? Okazuje się bowiem, że looksmaxxing ma swe źródło daleko głębiej, aniżeli w czeluściach amerykańskiego TikToka.
Obsesja wyglądu, czyli Patrick Bateman wchodzi do mainstreamu
„Wierzę w dbanie o siebie, zbilansowaną dietę i rygorystyczny plan ćwiczeń”
Takim credo przedstawia się widzom Patrick Bateman – główny bohater kultowego filmu American Psycho. Produkcja ta, była satyrą na popularyzujące się na przełomie milleniów zjawisko metroseksualizmu. Mianem tym określano heteroseksualnych mężczyzn, którzy przesadnie dbali o wygląd.
W latach 90-tych było to zjawisko nietypowe. Dziś metroseksualizm stał się w zasadzie nową normalnością, zaś sam termin zupełnie wyszedł ze słownika. Postać Patricka Batemana nie tylko nie została zapomniana, ale przeżywa swój renesans. Z tym, że z dziwadła i przestrogi, stała się wzorcem do naśladowania.
Nawet ludzie, którzy nie oglądali filmu, rozpoznają język wizualny tej postaci – nonszalanckie spojrzenie, nienaganną sylwetkę, zadbaną fryzurę i idealnie skrojony garnitur. W języku internetowym jest on „sigmą”, kimś pewnym siebie i wyjątkowym, tudzież „farmiącym aurę” „chadem”, którym każdy mężczyzna, chciałby być.
W jakimś sensie Bateman jest też protoplastą i duchowym patronem Looksmaxxingu – ruchu, który wyniósł potrzebę dbania o wygląd na kolejny poziom.
Termin ten został ukuty w społeczności inceli w latach 2010, którzy gromadzili się na forach internetowych takich jak 4chan, Reddit, PUAHAte czy Lookism.net. Jego twórcy wychodzili z założenia, że zarówno tradycyjne formy kojarzenia się w pary, jak i techniki podrywu rozwijane przez redpill, nie są skuteczne, a jedyne na co tak naprawdę kobiety zwracają uwagę u mężczyzn to atrakcyjny wygląd.
Jego wyznawcy starali się wypracować elementy wizerunku, typy sylwetki czy proporcje twarzy, które byłyby powszechnie uważane za pociągające, nierzadko posiłkując się przy tym paranaukowymi teoriami, najczęściej wyprowadzanymi z biologii ewolucyjnej.
W jego ramach powstał szereg praktyk i wzorców, które miały zapewnić looksmaxxerom idealny wygląd. Ich przekrój był bardzo szeroki. Od dość pozytywnych dla zdrowia i prostych – jak ćwiczenia fizyczne czy dbanie o higienę – poprzez te bardziej inwazyjne i ryzykowne – jak operacje plastyczne czy wydłużania nóg, aż po wprost niebezpieczne i szkodliwe – jak branie sterydów czy kontrolowane samookaleczenia.
Przez długi czas pozostawał on ruchem dość niszowym. Zaczął on przenikać do mainstreamu za sprawą mediów społecznościowych – głównie Tiktoka – na początku lat 2020. Internet zalewały wówczas filmiki z poradami dla facetów jak „wymaxxować” swój wygląd. Jednym z popularnych trendów był na przykład mewing, czyli ćwiczenie polegające na trzymaniu języka przyłożonego do podniebienia, rzekomo mające poprawić wygląd kości szczęki.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci looksmaxxingu stał się Clavicular, 20-letni influencer, o sylwetce, której mógłby pozazdrościć mu sam Adonis. Z budowania wizerunku uczynił on sens swojej działalności internetowej, przyciągając do siebie rzesze zwolenników. O ile nie ma nic złego w polepszaniu swojego wyglądu, to w przypadku looksmaxxerów, zaczyna przybierać to już formy patologiczne.
Wielu z nich otwarcie przyznaje się do brania nielegalnych substancji zwiększających masę mięśniową czy zażywania amfetaminy, aby ułatwić sobie dietę. W pogoni za idealnym wyglądem, są w stanie ryzykować swoje zdrowie a nawet życie. Dlaczego to robią? Co stoi za tą postawą?
Choć looksmaxxing jest zjawiskiem stosunkowo nowym, to jest też kolejnym etapem, dłuższego procesu. Aby zrozumieć jego genezę, musimy nieco cofnąć się w czasie i przyjrzeć się temu jak w ciągu ostatnich dekad zmieniła się kondycja psychiczna współczesnego mężczyzny.
Od Billa Murraya do He-Mana
„Zawsze używam balsamu po goleniu z niewielką ilością alkoholu lub bez, bo alkohol wysusza skórę i sprawia, że wygląda starzej. Potem nakładam krem nawilżający, balsam przeciwzmarszczkowy pod oczy, a na koniec – nawilżające mleczko ochronne”.
Tymi słowami Patrick Bateman opisuje kosmetyki jakich używa. Mimo iż jest młodym mężczyzną, to już martwi się tym, że kiedyś się zestarzeje i utraci swój młodzieńczy wygląd.
Jeszcze w latach 80-tych mogliśmy oglądać na ekranie topowych prezenterów telewizyjnych, aktorów czy celebrytów z zakolami, łysiną, zmarszczkami, niezbyt umięśnionych lub z lekką nadwagą. Dziś gdy ogląda się stare filmy z Billem Murrayem czy Genem Hackmanem, w których – grając główne role mają wygląd przeciętnych facetów – człowiek czuje się nieswojo. Nawet bohaterowie kina akcji – jak Bruce Willis, Clint Eastwood czy Harrison Ford – mieścili się pod względem sylwetki w „osiągalnych” dla przeciętnego mężczyzny standardach.
Obok nich jednak już wtedy wyrastał model mężczyzny nowej epoki, którego symbolizuje He-Man. Za sukcesem tej zabawki stał podobny pomysł, jak 20 lat wcześniej w przypadku Barbie. Było nim odejście od naturalnych proporcji ciała na rzecz przerysowanych. U Barbie była to sztucznie wąska talia, u He-Mana – przesadnie przerośnięte mięśnie. Tego typu „superbodziec” zaczął dominować wyobraźnie nie tylko chłopców, ale i mężczyzn.
W tym samym okresie popularność zdobywały postacie takie jak Arnold Schwarzenegger czy Hulk Hogan. Mieli oni posturę, którą można było osiągnąć jedynie dzięki odpowiednim predyspozycjom genetycznym, nierzadko również sterydom anabolicznym oraz bodybuildingowi – czyli celowemu kształtowaniu sylwetki przy użyciu specjalnych technik ćwiczeniowych.
Przed epoką Pumping the Iron i Wrestlemanii dobrze zbudowane ciało było dobrze widziane, ale dlatego, że było świadectwem wykonania ciężkiej pracy, oznaką zdrowia czy manifestacją wewnętrznej siły. Kulturystykę traktowano jako zajęcie niepoważne i niepraktyczne, bardziej atrakcję estradową, niż faktyczny sport.
Dla sportowców dobrze zbudowane ciało było narzędziem do rywalizacji i osiągania lepszych wyników w czasie, gdy dla bodybuilderów – było ono celem samym w sobie. Potężne mięśnie nie miały służyć niczemu innemu, poza dobrym wyglądem.
Nowy wzorzec sylwetki rozpalał wyobraźnie mężczyzn marzących o sile, potędze i wyjątkowości. Jednak raz obrany kierunek oceniania mężczyzn na podstawie budowy ich ciała został nakreślony a kwestią czasu było już jedynie to jak pójdą oni w ślady… kobiet.
Równouprawnienie w opresji
„Nie zakładaj więcej tego stroju. Noś sukienkę. Spódnicę lub coś w tym stylu. […]
I wysokie obcasy. Lubię wysokie obcasy”.
W ten sposób bohater American Psycho zwraca się do swojej asystentki, starając się jej narzucić swoją wizję kobiecości. Ironiczne jest jednak to, że w filmie sam obsesyjnie dopasowuje się on do wzorca jaki nakłada mu kultura.
Ekranowym mężczyznom, których ceniono za dokonania czy talent, od początku telewizji towarzyszyły panie z idealnym wyglądem. Posiadające figurę niedostępną dla większości kobiet, z perfekcyjnym makijażem, efektownie ułożonymi włosami i wydatnymi piersiami, nierzadko po operacji plastycznej. Były sztucznie odmładzane lub wymieniane na młodsze, kiedy się zestarzały.
W latach 70-tych feministki domagały się nadania kobietom prawa do starzenia się i naturalnego wyglądu, jakie mieli wówczas mężczyźni. Choć go nie dostały, to jednak do równouprawnienia doszło – ale w odwrotnym kierunku. Stopniowo także mężczyźni zostali objęci wyśrubowanymi normami wyglądu – oczywiście dostosowanymi do ich płci.
Wspomniani wcześniej bodybuilderzy „starej daty” stronili od zabiegów upiększających – zwłaszcza Hogan był kojarzony z łysiną, która dziś dyskwalifikowałyby go z udziału w popkulturze. Jednak dziś operacje przeszczepiania włosów, diety odchudzające czy wstrzykiwanie botoksu stały się już standardem. Ciężko dziś znaleźć hollywoodzkiego aktora o pooranej bruzdami cerze czy z brzuchem. Pewnym ewenementem jest to, że niektórzy z nich, wyglądają obecnie młodziej niż kiedyś.
Presja na wygląd była nie tylko modą, ale elementem rozwoju gospodarki konsumpcyjnej w której doszło do utowarowienia wyglądu mężczyzn. Proces ten opisał Christopher Lasch w swojej książce Kultura narcyzmu:
„Przemysł reklamowy celowo zachęca nas do troski o wygląd. W latach dwudziestych kobiety w reklamach nieustannie postrzegały siebie coraz bardziej samokrytycznie. Duży odsetek reklam w czasopiśmie skierowanym do kobiet przedstawiał je jako patrzące w lustra. […]. Broszura reklamująca środki piękności przedstawiała na okładce nagą kobietę z nagłówkiem: „Twoje arcydzieło – ty sama”. Dzisiaj poruszanie takich tematów jest bardziej zdecydowane niż kiedykolwiek. Co więcej, reklama zachęca mężczyzn, tak samo jak kobiety, do postrzegania swojego “ja” jako najwyższej formy kreatywności”.
Na Lascha powoływała się też Karolina Lewestam w eseju opublikowanym na łamach magazynu Pismo zatytułowanego Wszyscy jesteśmy narcyzami. Socjolożka pisała, że dawniej kobiety były uczone, aby oceniać własną wartość poprzez to, jak postrzega je płeć przeciwna. Pochodną tego było odgrywanie przez nie roli idealnej partnerki – żony, matki i kochanki.
Dziś, w dobie „performatywnej męskości”, także ta „brzydsza płeć” nie jest już określana przez czyny i doświadczenia, które realnie ją kształtują, ale poprzez zewnętrzny odbiór i odgrywanie wyuczonych wzorców zachowań. Lewestam stwierdza, iż: „Być może podstępna treść emancypacji jest taka, że wszyscy zostaliśmy zmuszeni do stania się kobietą”.
Choć skojarzenie z kobiecością może wydawać się zaskakujące w ruchu looksmaxxingu, który wręcz ocieka wstrzykiwanym testosteronem, to jego członkowie pośrednio sami się do tego przyznają.
Gdy bowiem kobiety zarzucają im, że operacje wydłużania nóg czy chirurgiczne przemodelowanie szczęki są formą oszustwa, odpowiadają, że one same stosują przecież makijaż, żeby wyglądać atrakcyjniej. Używają chemii, aby ukryć swój naturalny wygląd i wydawać się atrakcyjniejsze mężczyznom. Stosują więc podobną taktykę, ale prowadzoną innymi metodami.
Lekarstwo na brak sprawczości?
„Po prostu – chcę – się – dopasować”.
Tymi słowami Patrick Bateman odpowiada swojej narzeczonej, na pytanie czemu chodzi on do pracy, której nie lubi i której nie musi robić.
Tym, co łączy problemy dawnego feminizmu i współczesnego looksmaxxingu jest dojmujące poczucie ubezwłasnowolnienia. Kiedyś było ono domeną amerykańskich żon, które nie mogły założyć konta w banku czy podjąć pracy bez zgody męża. Nie mogąc kształtować swojego życia kształtowały swój wizerunek i szukały akceptacji w oczach innych.
W czasie gdy mężczyzna mógł „stawać się kimś” poprzez wpływanie na otoczenie, kontrolowanie losu swojego i swojej rodziny, to kobieta oddawała swoją sprawczość w zamian za bezpieczeństwo i opiekę. Stawała się raczej obserwatorem swojego życia niż jego twórcą.
Jednak dziś żyjemy w świecie rządzonym w dużej mierze przez bezosobowe mechanizmy. Wszystko w naszym życiu jest szczegółowo opisane i określone. Nawet w czasie kryzysu o ratowaniu sytuacji decydują nieznani nam bliżej biurokraci i eksperci.
Coraz więcej ludzi – niezależnie od płci – ma więc poczucie braku kontroli nad światem, w którym żyje. Nasz wpływ na krajową politykę jest minimalny, nasze stanowisko pracy jest zależne od technologii powstającej po drugiej stronie świata, na nasze miejsca zamieszkania mogą wpłynąć „trendy rynkowe”. Nawet to co obejrzymy w wolnym czasie, wybiera za nas algorytm.
Jednymi z ostatnich przestrzeni, nad którymi wciąż możemy sprawować kontrolę, są z jednej strony to, jaki obraz samych siebie kreujemy w mediach społecznościowych, a z drugiej – nasze własne ciało. Tak się składa, że looksmaxxing łączy obie te sfery.
Harwardzki psycholog dr Alok Kanojia w wideoeseju Looksmaxxing Is Not About Looks zauważa, że w omawianym trendzie można zaobserwować podobne mechanizmy jakie dawniej opisywano w przypadku kobiet dotkniętych anoreksją.
Z badań prowadzonych nad tym zaburzeniem wynikało choćby to, że im ktoś miał mniejsze poczucie indywidualnej sprawczości, tym rygorystyczniej traktował swoje ciało i chciał je mocniej kontrolować. Jakby starał sobie „nadrobić” poczucie sprawstwa, którego nie miał w innych przestrzeniach życia.
Wspólne dla obu grup jest też doświadczenie bycia traktowanym jako ciało, cenione głównie ze względu na jego użyteczność dla innych lub konsumpcję przez innych. O seksualizacji kobiet powiedziano już wiele, jednak ta w przypadku mężczyzn wciąż wydaje się być dość nowa.
W przypadku blackpillowców, z których looksmaxxing wyrasta, istnieje pewien wzorzec racjonalizacji tego procesu. Traktują oni bowiem modyfikację swoich ciał jako rzekomo jedyną drogę, do znalezienia „wysokiej jakościowo” partnerki i „przekazania dalej swoich genów”. Mężczyzna mimowolnie staje się więc ciałem zredukowanym do narzędzia prokreacji i obiektu pożądania.
Jednak koszt tej przemiany jest ten sam zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, a jest nim – samouprzedmiotowienie.
Wizerunek jako waluta wymiany
„Mam wszystkie cechy istoty ludzkiej – ciało, krew, skórę, włosy ale brak mi jakiejkolwiek rozpoznawalnej emocji, poza żądzą i obrzydzeniem”.
Tak brzmi kolejna myśl bohatera American Psycho na temat siebie samego. Przeziera przez nią logika, wedle której człowiek odcina się od swojego wnętrza, a jego ciało staje się niejako maszyną, zamieniającą anaboliki i odżywki białkowe w idealnie ukształtowaną tkankę mięśniową. Nie napędza jej chęć bycia lepszym – ale lęk przed tym, że nie będzie się „pasować” do wymogów jakościowych lub zazdrość, iż ktoś będzie wyglądał lepiej.
Człowiek staje się w niej zarówno producentem samego siebie jak i przedmiotem, który produkuje – obiektem, którego jedynym zadaniem jest bycie pociągającym i pożądanym. Jest produktem, który dodatkowo – trzeba dobrze sprzedać w internecie.
Rygor idealnego wyglądu objął dziś nie tylko ludzi „ze świecznika”, lecz – w ramach internetowej demokratyzacji – praktycznie każdego, bez względu na status materialny. Kamery, przez które mogą oceniać nas inni, każdy nosi w kieszeni. W każdej chwili możemy być nagrani, a nasze wizerunki ocenione i zestawione z ludźmi, którzy całe swoje zasoby poświęcają na osiąganie idealnego wyglądu. Presja społeczna, aby inwestować w jak najlepszą prezencję, więc ustawicznie rośnie.
Trudno też ocenić, na ile pogoń za idealnym wizerunkiem jest robiona dla własnej satysfakcji, a na ile jest sposobem przetrwania na kapitalistycznym rynku. W ekonomii uwagi, podstawową przewagą jest umiejętność sprzedania samego siebie. Sami looksmaxxerzy w promocji swoich technik powołują się na badania wykazujące, że ludzie o lepszym wyglądzie są lepiej traktowani przez innych i mają większe szanse na awans w pracy.
O ekonomicznych podstawach tej przemiany kulturowej pisał Christopher Lasch, we wspomnianej wcześniej książce:
„We wczesnym kapitalizmie uprzemysłowienie, pozbawiając chłopa ziemi, a rzemieślnika narzędzi, uczyniło z nich proletariuszy. Niegdyś zdani byli na własne siły na rynku, a siła fizyczna była ich jedynym towarem. Obecnie wyeliminowanie umiejętności związanych nie tylko z pracą fizyczną, ale również umysłową stwarza warunki, w których potęga pracy tkwi raczej w charakterze niż w sile czy inteligencji. Kobiety i mężczyźni muszą jednocześnie atrakcyjnie wyglądać, dobrze odgrywać swoje role oraz być specjalistami od autoprezentacji”.
W postprzemysłowej gospodarce coraz łatwiej jest więc czerpać zyski ze swojego wizerunku, a niekoniecznie z tego, co ktoś dokonał, co umie zrobić czy co zrobił dla innych. Na znaczeniu traci więc treść życia, a zyskuje forma, która staje nową treścią.
W kulturze klasycznej dobrze zbudowane ciało było zewnętrzną formą wewnętrznej treści, jakimi była praca nad sobą, dyscyplina, pracowitość czy wytrzymałość. Wspomniani na początku bodybuilderzy próbowali utrzymywać związek między swoim wyglądem a faktycznym hartem ducha. Dlatego też wstydzili się tego, że nieco „oszukiwali” na siłowni poprzez branie sterydów, przyspieszających przyrost tkanki mięśniowej.
Współcześni looksmaxxerzy są już jednak w innej logice. Dobry wygląd nie odnosi się już do niczego więcej, poza sobą samym. Tą zmianę widać w samych nazwach tych zjawisk, o ile bodybuilderzy byli skupieni na „budowaniu swojego ciała”, to looksmaxxerzy – skupiają się na na „maksymalizacji swojego wyglądu”. Cel uświęca środki, a metoda dojścia do niego przestaje mieć znaczenie. Nieważne czy schudłeś, bo przestrzegałeś diety czy może dlatego, że wstrzyknąłeś sobie Ozempic – liczy się jedynie efekt w postaci utraty tkanki tłuszczowej.
Z tego powodu też nie do końca wiadomo, czy opowieści o mikrourazach kości policzkowych czy rolki o wstawaniu codziennie o 5 rano i robieniu kilkugodzinnej, „morderczej” rutyny, są w ogóle prawdziwe. Jeżeli dla kogoś liczą się jedynie pozory, to prawda o nich samych nie ma znaczenia, ważne jest tylko to jak postrzegają ich inni.
Narcyz wstydzi się siebie
„Istnieje idea Patricka Batemana, pewnego rodzaju abstrakcja, ale nie ma prawdziwego «mnie» — jest tylko iluzoryczny byt. […] Trudno mi nadać sobie sens na jakimkolwiek poziomie. Moje «ja» jest sfabrykowane, jest aberracją”.
Oto kolejny cytat z Patricka Batemana. Mówi te słowa patrząc w lustro – do samego siebie. Choć w filmie jest on osobą o wyrazistym stylu, interesującą się muzyką i problemami społecznymi, to spod tej maski przeziera chroniczne poczucie pustki. Jest ona ceną za to, że zamiast budować substancję swojego życia, nieidealną, ale realną – buduje on zewnętrzną skorupę, mającą być nieskazitelnym pancerzem odgradzającym go od świata.
Jest to wręcz swoista pułapka, bo stawiając na budowę własnego wizerunku, nie podejmuje się wyzwań, które by pomogły nam określić kim właściwie jesteśmy i zbudować nam faktyczną, trwałą tożsamość. A nie mając jej – nie ma się innego wyjścia jak trwanie w narcystycznej fikcji.
Bowiem wbrew powszechnej opinii, narcyzm nie sprowadza się do tego, że ktoś jest egoistą, jest samolubny lub „kocha siebie”. Narcyz w rzeczywistości odczuwa tak wielki wstyd wobec własnej osoby, że porzuca własne ja na poczet wyidealizowanego wizerunku.
W looksmaxxingu spod maski samorozwoju przeziera pewna desperacja. Sprowadza się ona do przekonania, że nieważne co zrobię i kim będę, nikt nie będzie mnie chciał, dopóki nie zbliżę się do popkulturowego wzorca idealnego wyglądu, co znów czyni z looksmaxxerów „niewolników lustra”.
Ludzie o ukonstytuowanej osobowości mają pewne stałe przekonanie o samych sobie. Stanowi ono swoisty filtr, przez który przepuszczają opinie innych. Dla osób z zaburzeniami tożsamości opinie innych są kluczowe, bo są niejako zastępnikiem ich własnego, słabego lub chaotycznego wnętrza.
Żeby podtrzymać swój wizerunek, będą torturować własne ciała, narażać je na niebezpieczne zabiegi, czy też stosować wszelkiego rodzaju sztuczki, manipulacje czy kłamstwa – w skrajnych przypadkach nawet całkowicie fabrykując swoje życie.
Innym zaburzeniem – spokrewnionym z narcyzmem, jest borderline. W przypadku którego także występuje problem z niestabilną tożsamością. Tego typu osoby miewają problemy ze stwierdzeniem kim dokładnie są, przez co mają tendencję do określania tego poprzez „przejmowanie” opinii a czasem i stanów emocjonalnych innych osób. Nierzadko łączy się to też z ciągłą potrzebą uwagi, która pomaga im stabilizować poczucie własnego ja.
Oczywiście nie znaczy to, że ludzie, którzy zajmują się kulturystyką mają automatycznie narcyzm lub borderline. Jednak looksmaxxing może silnie przyciągać osoby z tego typu problemami. Jest to bowiem bardzo rygorystyczny wzorzec bycia, obiecujący, że jeśli się go przyjmie to otrzyma się uznanie, prestiż i uwagę innych.
Pewnego rodzaju samodyscyplina, regularne ćwiczenia czy dążenie do wyznaczonego celu mogą pomagać w kształtowaniu charakteru i wręcz w wychodzeniu ze wspomnianych zaburzeń. Jednak sam looksmaxxing ma masę patologicznych mechanizmów i toksycznych idei mogących jedynie pogorszyć stan takich osób, nakręcić ich obsesję, doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu tudzież – ich wyeksploatować. Biznes zbudowany wokół wyglądu, nie będzie miał skrupułów, żeby żerować na tego typu ludziach i jeszcze nakręcać wspomnianą modę.
Ucieczka od rzeczywistości
„Pozwól mi nie być kompletnym,
Pozwól mi nie być usatysfakcjonowanym,
[…]
Wybaw mnie od idealnej cery i perfekcyjnych zębów!”
To już nie są słowa Patricka Batemana, ale Tylera Durdena, bohatera książki Podziemny krąg Chucka Palahniuka. Została ona przeniesiona na wielki ekran na rok przed American Psycho. Swoją drogą, ilość kultowych filmów o kondycji współczesnego człowieka z przełomu mileniów chyba zasługuje na jakąś oddzielną monografię.
O ile Bateman w pełni akceptuje konformistyczny styl życia, wyścig szczurów i towarzyszącą mu grę pozorów, to bohater Fight Clubu otwarcie się przeciw niemu buntuje. Wychowany w świecie pozorów, w którym moda i styl stają się zamiennikiem osobowości – rozpaczliwie szuka wyzwań, które by pomogły mu ukształtować swój charakter.
Nie jest to łatwe bo nowoczesny świat, nie ma specjalnie oczekiwań wobec mężczyzn – może właśnie poza tym żeby dobrze się prezentowali.
„Jesteśmy średnimi dziećmi historii. Bez celu i bez miejsca.
Nie mamy Wielkiej Wojny. Nie mamy Wielkiego Kryzysu.
Nasza wojna jest wojną duchową… naszym kryzysem jest nasze życie”.
Dlatego też bohater książki tworzy sobie własny cel, który daje mu poczucie, że robi coś prawdziwego, co pozwala mu się faktycznie „sprawdzić” w starciu z problemami i innymi ludźmi. Choć ćwiczy podobnie jak Bateman, to nie po to by dobrze wyglądać, ale po to by być sprawniejszym i lepiej radzić sobie w walkach.
„Podziemny Krąg staje się twoim powodem, żeby chodzić na siłownię, nosić krótko obcięte włosy i regularnie obcinać paznokcie. Siłownie, do których chodzisz, są pełne facetów próbujących wyglądać jak mężczyźni, jakby bycie mężczyzną oznaczało wyglądanie tak, jak nakazuje rzeźbiarz albo dyrektor artystyczny”.
Choć poprawnie diagnozuje problem świata w jakim żyje i próbuje wyjść poza logikę kultury narcystycznej, to jednak jest już nią zbytnio przesiąknięty. Oderwany od społeczności, rodziny, wiary czy kraju – nie zna niczego poważnego, czemu mógłby się poświęcić. Jedyne co mu pozostaje to zemsta na świecie, który odebrał mu możliwość stania się mężczyzną.
W jakimś sensie looksmaxxerzy też się poświęcają. Mówią, że robią to dla siebie, choć czy tak jest faktycznie? Jeżeli bowiem próbują się wpasować w zewnętrzny model idealnego wyglądu – to dla kogo to w zasadzie robią? Czy faktycznie służą sobie czy może składają się na ofierze jakiegoś wirtualnego bóstwa? Jaką ma ono dla nich nagrodę? Podziw? Czy jednak ludzie autentycznie myślą, że looksmaxxerzy są wspaniali, czy może po prostu im zazdroszczą, bo sami chcieliby mieć takie ciało jak oni?
A może wynagrodzeniem za poświęcenie siebie jest idealna partnerka? Jednak czy będzie ona w relacji z danym mężczyzną, czy z atrybutami jego wyglądu, które kiedyś przeminą? Czy całe życie będzie odgrywał on rolę idealnego partnera i dbał o wygląd ze strachu przed jej utratą?
Czy na końcu, pod tą, całą atrakcyjną powłoką jaką tworzy looksmaxxing nie zostanie pustka, którą Bateman opisuje w ten sposób:
„Moja osobowość jest mglista i niedojrzała, a bezduszność głęboka i trwała. Moje sumienie, współczucie i nadzieje zniknęły dawno temu, o ile w ogóle kiedykolwiek istniały. […] Mój ból jest ciągły i dojmujący, i nie życzę nikomu lepszego świata”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
