Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Coraz więcej mężczyzn przyjmuje testosteron. Medyczna konieczność czy kolejna moda?

przeczytanie zajmie 10 min
Coraz więcej mężczyzn przyjmuje testosteron. Medyczna konieczność czy kolejna moda? Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Na polskim YouTubie i Instagramie znajdziemy setki materiałów poświęconych TRT, czyli terapii zastępczej testosteronem. To uznana metoda leczenia pacjentów z potwierdzonym niedoborem tego hormonu, stosowana pod kontrolą lekarzy. Dziś coraz częściej funkcjonuje jednak również jako element kultury fitnessu, biohackingu i produktywności, a także odpowiedź na tzw. kryzys męskości. Aby w pełni zrozumieć ten fenomen, przyjrzyjmy się krajom anglosaskim, gdzie boom na TRT osiągnął znacznie większą skalę.

Testosteronowa polityka

W styczniu Robert F. Kennedy Jr., amerykański sekretarz zdrowia, wystąpił w podcaście Katie Miller, gdzie opowiadał m.in. o kondycji fizycznej Donalda Trumpa. Lider ruchu MAHA (Make America Healthy Again) zachwycał się jego wyjątkową witalnością i niemal niezniszczalną biologią, twierdząc nawet, że prezydent posiada „konstytucję Boga”.

Sugerował przy tym, że może to wynikać z poziomu jego hormonów, powołując się na opinię dr. Mehmeta Oza, który miał stwierdzić, że Trump ma „najwyższy poziom testosteronu, jaki kiedykolwiek widział u osoby powyżej 70. roku życia”. Kennedy dodał na koniec: „Wiem, że prezydent będzie zadowolony, że to powtarzam”.

Dziś gołym okiem widać, że koncentracja – a może nawet obsesja – na sile fizycznej, dominacji i tradycyjnie rozumianych wzorcach męskości stała się jedną z charakterystycznych cech otoczenia Trumpa. Podczas kampanii wyborczej przyszły prezydent USA przedstawiał się jako kontrast wobec – jak to określał – „słabego” przywództwa Joe Bidena, ustawiając wybory jako starcie siły ze słabością.

Jednak to nikt inny jak sam RFK Jr. w największym stopniu promuje muskularną, fizyczną sprawność jako ucieleśnienie męskości. Sekretarz zdrowia regularnie publikuje nagrania, na których prezentuje swoją wyjątkowo – jak na siedemdziesięciolatka – wyrzeźbioną sylwetkę. W jego narracji o zdrowiu kluczową rolę odgrywa właśnie testosteron.

W ostatnich dekadach obserwuje się stopniowy spadek jego poziomu u mężczyzn, co Kennedy określał wręcz jako „egzystencjalne zagrożenie”. W tym kontekście proponowane przez niego federalne wytyczne żywieniowe sugerują m.in. rozważenie suplementacji oleju rybnego i witaminy D. W „Lex Fridman Podcast”, odpowiadając na pytanie o swoją „świetną formę”, Kennedy wspomniał o diecie i treningu, a także o tzw. „protokole przeciwstarzeniowym”, który obejmuje również TRT, czyli terapię zastępczą testosteronem.

Od medycznej niszy do fitnessowej mody

Jeszcze kilkanaście lat temu terapia ta była stosunkowo niszową metodą leczenia mężczyzn cierpiących na hipogonadyzm, czyli stan, w którym organizm produkuje zbyt mało testosteronu. FDA (amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków) od dekad utrzymuje, że TRT powinna być stosowana wyłącznie u mężczyzn z wyraźnymi zaburzeniami zdrowotnymi wpływającymi na produkcję testosteronu – zarówno na poziomie mózgu (regulującego wydzielanie hormonów), jak i jąder, które ów hormon wytwarzają.

W kwietniu departament zdrowia administracji Trumpa ogłosił jednak plany rozszerzenia dostępu do terapii dla osób z niskim poziomem testosteronu z różnych innych przyczyn oraz z obniżonym libido.

Warto podkreślić, że stężenie testosteronu obniża się wraz z wiekiem. Chociaż mężczyźni nie przechodzą menopauzy, poziom testosteronu osiąga u nich szczyt w wieku około 20 lat, a następnie stopniowo spada. Historycznie rzecz biorąc, było to akceptowaną częścią procesu starzenia się, ale ostatnio coraz więcej mężczyzn – w tym RFK Jr. – stosuje testosteron jako rodzaj leku zapewniającego długowieczność.

Terapia zastępcza testosteronem coraz częściej pojawia się w mediach społecznościowych, podcastach poświęconych zdrowiu i w środowiskach fitness jako sposób na poprawę energii, koncentracji, libido i ogólnej jakości życia. Influencerzy fitness promują tzw. „T-maxxing”, czyli dążenie do maksymalizacji poziomu testosteronu za pomocą zarówno naturalnych metod (sen, dieta, trening), jak i terapii hormonalnej.

O swoich doświadczeniach z TRT otwarcie mówią także gwiazdy – od piosenkarza Robbiego Williamsa po najpopularniejszego na świecie podcastera Joe Rogana. Osoby takie jak Rogan czy neurobiolog prof. Andrew Huberman regularnie poruszają temat testosteronu, przedstawiając go jako narzędzie wspierające samopoczucie, sprawność i zdrowe starzenie się. Jednocześnie podkreślają, że taka terapia powinna być prowadzona pod kontrolą lekarza.

Wielu influencerów idzie jednak o krok dalej, wzmacniając przekonanie, że niski poziom testosteronu równoznaczny jest z niskim statusem społecznym, słabością i nieudolnością w sferze seksualnej. Niektórzy doradzają mężczyznom, by stosowali TRT w celu poprawy wyglądu, budowania masy mięśniowej i przyciągania do siebie kobiet.

Clavicular, 20-letni streamer i popularyzator subkultury „looksmaxxingu”, która zakłada nieustanne dążenie do maksymalizacji atrakcyjności fizycznej jako najprostszej drogi budowania społecznego kapitału, przyznał, że sam zaczął stosować testosteron już w wieku 14 lat, aby uzyskać „bardziej męski” wygląd.

Wśród niektórych mężczyzn dyskusja o testosteronie przybrała wręcz wymiar egzystencjalny. W prawicowej „manosferze” określenie „niski poziom testosteronu” bywa używane jako synonim słabości czy utraty tradycyjnie rozumianej męskości. Nierzadko funkcjonuje wręcz w charakterze obelgi, na równi z określeniem „samiec beta”.

Medykalizacja męskości

W styczniu w czasopiśmie „Social Science & Medicine” opublikowano badanie, w którym stwierdzono, że treści dotyczące testosteronu na TikToku czy Instagramie mogą przyczyniać się do medykalizacji męskości.

Autorzy zaobserwowali cztery główne schematy funkcjonujące w mediach społecznościowych: przedstawianie niskiego poziomu testosteronu jako kryzysu męskości i sprawności seksualnej; przesuwanie problemu ze starszych mężczyzn na młodsze grupy; promowanie samodoskonalenia i „optymalizacji siebie” opartego na stereotypowych ideałach męskości; wreszcie budowanie wyraźnego podziału między „prawdziwym mężczyzną” a tym, co kobiece.

Zdaniem badaczy takie narracje charakterystyczne są właśnie dla środowisk zwanych „manosferą”. Dziś jednak niemal całkowicie dominują internet.

Naukowcy zwracają uwagę, że treści te często odwołują się do męskich lęków związanych z relacjami i sprawnością seksualną, a jednocześnie wykorzystują język emancypacji i samorozwoju do promowania produktów związanych z testosteronem. W ich ocenie może to sprzyjać nie tylko medykalizacji męskości, ale i konsumpcyjnemu podejściu do zdrowia.

Wielu influencerów czerpie zyski z linków promocyjnych do suplementów, które rzekomo zwiększają poziom testosteronu, lub do klinik oferujących TRT. Jako przykład może nam tu posłużyć postać Dereka Munro, byłego kulturysty i częstego gościa podcastu Joe Rogana.W swoim programie „More Plates More Dates” otwarcie opowiadał o własnym stosowaniu TRT, analizował działanie substancji wspomagających budowę mięśni, prowadził też serię „Natty or Not”, w której oceniał sylwetki influencerów pod kątem tego, czy wspomagają się testosteronem lub innymi substancjami. Munro często doradzał swoim widzom, jak poprawić sylwetkę i wygląd, aby zwiększyć swoją atrakcyjność. Jednocześnie promował suplementy sprzedawane przez swoją firmę Gorilla Mind, a także własną platformę telemedyczną oferującą konsultacje związane z TRT.

Według danych przekazanych „The New York Times” przez firmę badawczą IQVIA liczba recept na testosteron w amerykańskim społeczeństwie wzrosła z niecałego miliona w 2000 roku do prawie 12 milionów w 2025 roku. Co i tak jest najprawdopodobniej wartością zaniżoną, ponieważ coraz więcej mężczyzn pozyskuje ten hormon poza tradycyjnym systemem opieki zdrowotnej.

Pandemia doprowadziła do zmian prawnych, które umożliwiły podmiotom świadczącym usługi telezdrowotne wystawianie recept bez osobistej wizyty pacjenta, co przełożyło się także na gwałtowny wzrost liczby recept na terapię zastępczą testosteronem.

Ten boom zbiegł się w czasie ze wzrostem liczby młodszych pacjentów, którym przepisywano testosteron. Choć niedobór tego hormonu dotyka najczęściej starszych mężczyzn, analiza danych dotyczących recept sprzed i po pandemii wykazała, że najszybszy wzrost odnotowano właśnie wśród mężczyzn w wieku od 35 do 44 lat.

Zwolennicy TRT twierdzą, że niedobór testosteronu jest powszechnie niedodiagnozowany, a przestarzałe podejście systemu ochrony zdrowia do gospodarki hormonalnej sprawia, że część mężczyzn nie otrzymuje potrzebnego leczenia. Rzeczywiście, w przeglądach klinicznych szacuje się, że hipogonadyzm jest bardzo często niedoleczony – terapię otrzymuje jedynie około 10–25 proc. mężczyzn spełniających kryteria kliniczne.

Mimo to niektórzy endokrynolodzy wyrażają przeciwne obawy. Twierdzą, że rosnący fanatyzm wokół testosteronu może wywoływać niepotrzebny niepokój wśród zdrowych mężczyzn.

Klinicyści ostrzegają również przed medykalizacją naturalnego procesu starzenia oraz traktowaniem hormonów jako narzędzia do zwiększania wydajności i produktywności. Celebrowana w internecie kultura hipermaskulinizmu może skłaniać mężczyzn (zwłaszcza tych młodszych) do nierealistycznych – i potencjalnie niebezpiecznych – oczekiwań wobec terapii medycznej.

W narracji wyłącznie optymistycznej często ignoruje się znane zagrożenia dla zdrowia, przede wszystkim te dotyczące produkcji nasienia i płodności. A w miarę jak wyrzeźbione ciała z siłowni stają się ideałem męskości, mężczyźni mierzą się też z narastającą presją psychiczną.

Testosteronowe eldorado dla firm farmaceutycznych

„Uważaj na ten PRZERAŻAJĄCY objaw niskiego poziomu testosteronu… Powinieneś budzić się rano z erekcją. Jeśli tak się nie dzieje, istnieje duże prawdopodobieństwo, że masz niski poziom testosteronu. Zbadaj się!” – zachęca na TikToku „Sex coach” (102 tys. obserwujących).

Tego typu przekaz wychodzi jednak coraz częściej poza ściany ekranu. Dziś nawet londyńskie metro pokryte jest reklamami typu: „Czujesz się rozdrażniony? To może być spowodowane niskim poziomem testosteronu”.

Firmy oferujące TRT przekonują pacjentów, że „co czwarty mężczyzna po 30. roku życia cierpi na niski poziom testosteronu”. Źródłem tej alarmującej statystyki jest artykuł opublikowany prawie 20 lat temu w „Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism”. W badaniu obejmującym 1475 mężczyzn wykazano, że 24,3 proc. z nich miało stężenie testosteronu poniżej 10,4 nmol/l, czyli poziomu uznawanego za dolną granicę normy.

Sęk w tym, że jednocześnie odsetek osób spełniających kryteria klinicznego hipogonadyzmu — czyli mających zarówno obniżony poziom hormonu, jak i inne objawy problemu — wynosił 5,6 proc., a większość z tych mężczyzn miała ponad 70 lat.

Nowsze badania przeprowadzone w Europie, Stanach Zjednoczonych i Chinach wskazują, że częstość występowania hipogonadyzmu u mężczyzn w populacji ogólnej wynosi około 2–8 proc., a ryzyko jego wystąpienia wzrasta wraz z wiekiem.

«Wymyślono pseudochorobę zwaną „niskim testosteronem”, na którą rzekomo cierpi ogromna liczba mężczyzn» – komentuje na łamach „The Guardian” dr Richard Quinton, brytyjski endokrynolog, współautor wytycznych Society for Endocrinology dotyczących terapii zastępczej testosteronem.

Dla firm sprzedających ów hormon rozszerzanie definicji niedoboru testosteronu oznacza po prostu tworzenie jak największego rynku zbytu. Jak sugeruje dr Quinton: „Prywatne firmy zainwestowały ogromne środki w kliniki testosteronowe w Wielkiej Brytanii i oczywiście teraz oczekują zwrotu z tej inwestycji”.

Badania pokazują, że komercyjne platformy oferujące usługi często przepisują TRT niezależnie od tego, czy pacjenci faktycznie mają klinicznie niski poziom testosteronu, a Amerykańskie Towarzystwo Urologiczne informuje, że około jedna trzecia mężczyzn, którym przepisano ten lek, nie spełnia kryteriów diagnozy.

Warto dodać, że obecnie rynek terapii testosteronem obejmuje także kobiety. Panie również wytwarzają ten hormon, ale w znacznie mniejszych ilościach niż mężczyźni.

Jak czytamy na łamach na łamach „The Pharmaceutical Journal”, w Wielkiej Brytanii liczba recept na „T” dla kobiet wzrosła dziesięciokrotnie, do czego przyczyniły się rekomendacje takich gwiazd jak Kate Winslet czy Halle Berry, które opowiadały o swoich doświadczeniach związanych z przyjmowaniem hormonu w celu złagodzenia objawów menopauzy – choć potencjalne korzyści z takiej terapii nadal są przedmiotem badań. Testosteron odgrywa również kluczową rolę w opiece zdrowotnej nad osobami transpłciowymi.

Nie dajmy się zwariować

Promujący TRT lekarze podkreślają, że testosteron jest bezpieczny, a wcześniejsze dowody łączące jego stosowanie z wyższym ryzykiem raka prostaty i zawałów serca zostały podważone przez nowsze badania. Dr Quinton zaznacza jednak, że analizy te nie dotyczyły mężczyzn przyjmujących testosteron w ilościach wyższych niż naturalnie wytwarza organizm: „Z całą pewnością wiemy, że jeśli bierzesz zbyt duże dawki testosteronu, ryzyko chorób serca i problemów sercowo-naczyniowych znacząco wzrasta”.

Na łamach „The Guardian” wypowiadał się też Channa Jayasena, endokrynolog NHS i profesor kliniczny endokrynologii rozrodu w Imperial College London. „Aby postawić diagnozę męskiego hipogonadyzmu, konieczne jest nie tylko niskie stężenie testosteronu, ale także obecność kluczowych objawów” – podkreślał. Należą do nich zaburzenia erekcji – w szczególności brak porannych erekcji – niskie libido, bezpłodność, przyrost masy ciała, osteoporoza czy depresja.

Warto pamiętać, że przyjmowanie testosteronu wiąże się także z różnymi skutkami ubocznymi. Na przykład znacząco hamuje jego naturalną produkcję w jądrach, wpływając na płodność. Może też prowadzić do zagęszczenia krwi, zaniku jąder, trądziku czy wypadania włosów.

Do tego dochodzi wpływ na psychikę: przy bardzo wysokich dawkach używanie testosteronu wiąże się z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. „Działa on na układ limbiczny w mózgu, wywołując psychozę” – komentował prof. Jayasena.

Niektórzy eksperci wskazują, że ogólny spadek poziomu testosteronu może być powiązany z siedzącym trybem życia lub narażeniem na działanie substancji chemicznych zaburzających gospodarkę hormonalną.

Najbardziej oczywistym podejrzanym jest tutaj otyłość, która dotyka obecnie około 40 proc. Amerykanów, 30 proc. Brytyjczyków i 25 proc. Polaków. Liczne badania wykazały, że zwykła utrata wagi może znacznie podnieść poziom tego hormonu. 

Badajmy się – jak najbardziej. I stosujmy terapie medyczne, jeśli otrzymamy diagnozę konkretnego zaburzenia – to nie podlega dyskusji. Jednocześnie warto mieć świadomość, że nasze zdrowotne niepokoje coraz częściej podlegają logice urynkowienia, kiedy to gotowe rozwiązania są nam oferowane zanim jeszcze pojawi się jakakolwiek diagnoza. Nie pozwólmy, by kapitalizowano nasze lęki: przed byciem niedoskonałym, przed starzeniem się, przed utratą sprawności, przed spadkiem libido czy wreszcie – przed śmiercią.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.