Jarosław Królewski: W moim otoczeniu nikomu nie imponuje już Wilk z Wall Street
Z polską gospodarką jest trochę tak, jak z naszą reprezentacją piłkarską. Mamy wybitne jednostki, które potrafią błyszczeć w najlepszych zagranicznych klubach – jak Lewandowski czy Zieliński. Kiedy jednak przychodzi do gry w jednym zespole i drżymy o awans do wielkiego turnieju, wszystko zaczyna się rozmywać – mówi Jarosław Królewski.
Chcielibyśmy zacząć od czegoś mocnego, z względnie niedawnej historii z Davos, kiedy wywołał pan burzę postulatem budowy europejskiego AI Grid i narodowych gigafabryk mocy obliczeniowej. Czy polska klasa polityczna, od Tuska do Nawrockiego i Morawieckiego, w ogóle rozumie, że bez własnych procesorów i serwerowni nasze debaty o etyce i godności AI są tylko teoretyzowaniem pod dyktando Doliny Krzemowej?
Moje wyzwanie rzucone w Davos na pewno przyniosło skutki. Wydaje mi się, że powołanie Rady Przyszłości oraz kolejnych tego typu gremiów to po części efekt tamtego postulatu, z czego bardzo się cieszę.
Przeprowadźmy pewien eksperyment intelektualny. Wyobrażamy sobie dzisiaj przyszłość głównie przez pryzmat gridów i infrastruktury GPU, ale musimy być gotowi na to, że technologia będzie się dynamicznie zmieniać, również na poziomie samej algorytmiki.
Zobaczymy więc, co dokładnie będzie nam potrzebne w przyszłości. W tym przypadku nie ma jednak dyskusji: na poziomie infrastrukturalnym kwestie technologiczne i AI są dziś tak samo ważne dla stabilności i bezpieczeństwa państwa jak energetyka.
I jest w tym krajobrazie miejsce dla Unii Europejskiej?
Patrząc na Unię jako na wspólnotę handlu, wartości i konkretnego podejścia do ekonomii, powinniśmy zadbać o to, aby te systemy ze sobą współpracowały. Państwa muszą być suwerenne w posiadaniu własnej infrastruktury.
To, że jest ona krytyczna, pokazała wojna na Ukrainie. Jeśli Unia Europejska nie jest dziś w stanie zmusić krajów członkowskich do tego, by w kluczowych miastach powstały takie ośrodki obliczeniowe za kilka miliardów dolarów, to obnaża to słabość naszego wspólnego rynku i świadczy o nieodpowiedzialności.
Jestem absolutnym zwolennikiem budowy własnych mocy, bo to zdecyduje o tym, gdzie jako kraj znajdziemy się w przyszłości, jeśli chodzi o nowe silniki wzrostu. A jednym z nich jest właśnie nasza uspołeczniona, przemyślana i mądra infrastruktura.
Dzięki niej unikniemy kilkukrotnego przepłacania za usługi zamawiane przez ministerstwa czy obywateli za granicą i uniezależnimy się od zewnętrznych podmiotów.
Mam nadzieję, że klasa polityczna coraz lepiej rozumie tę formę technologicznej niepodległości. To jednak proces, który nie stanie się z dnia na dzień. Edukacja w tym zakresie to ciężka praca, która spoczywa na nas: przedsiębiorcach i ludziach zajmujących się technologią.
Co państwo powinno robić w kontekście budowy własnych mocy obliczeniowych? Tworzyć je? Powołać gracza państwowego i budować infrastrukturę czy raczej jedynie stworzyć warunki dla biznesu?
Państwo powinno robić obie te rzeczy, ale racjonalnie. Gdy buduje się firmę, zawsze szacuje się, czy w danej dyscyplinie jest się w stanie osiągnąć najlepsze rezultaty. Istnieją usługi strategiczne, które państwo po prostu musi mieć u siebie i musi o nie dbać.
Nie ma co ulegać romantycznym wizjom, że państwo nie powinno stymulować innowacji czy rozwoju technologii. Na doktrynie Hamiltona, zakładającej silne wsparcie państwa dla przemysłu i nowych technologii, zbudowano przecież potęgę Stanów Zjednoczonych. Potem ten model kopiowały Niemcy, Japonia i kolejne kraje. Ta doktryna wciąż funkcjonuje.
Jestem zwolennikiem tezy, że silne państwo opiera się na mocnej inwestycji w bazową infrastrukturę technologiczną. Warstwa aplikacji może już oczywiście podlegać normalnym prawom rynku i być kupowana od prywatnych dostawców.
Musimy jednak czuć się bezpieczni, musimy być rynkiem, który w razie konieczności odcięcia od globalnej sieci byłby w stanie uruchomić swój własny, niezależny internet w kraju.
W Synerise od początku odrzucaliście model software house’u, czyli wynajmowania polskich inżynierów zachodnim korporacjom. Twierdzi pan, że to współczesny model kolonializmu. Jak przekonać polski biznes, że prawdziwy kapitał buduje się na własnym IP, czyli na własności intelektualnej?
To nie jest łatwe, ponieważ taki model niesie ze sobą ryzyko oraz wymaga czasu i cierpliwości. Dużo łatwiej jest szybko się wzbogacić, budując rozwiązania podwykonawcze i generując stabilny przepływ gotówkowy, jeśli szuka się wyłącznie bezpiecznej marży. Natomiast trzeba mieć świadomość, że świat nie będzie już tak wyglądał.
Widzimy to chociażby na przykładzie francuskiego Mistrala, gdzie państwo mocno angażuje się w rozwój infrastruktury AI. Jako Polska musimy szukać własnych, przełomowych rozwiązań technologicznych, także w biochemii, biofizyce i innych kluczowych dyscyplinach.
Dzisiejszego świata nie podbija się postawieniem 100 nowych stacji Orlenu w innym kraju, bo to nie tego typu własność intelektualna decyduje dziś o globalnej przewadze.
To trudna droga, ale mamy świetnych inżynierów i powinniśmy na nich bazować. To, jak są niesamowici, udowodnili już, współtworząc największe marki na świecie. Niestety poza Polską, mimo że to my zapłaciliśmy za ich edukację. Powinniśmy zrobić wszystko, aby zostawali tutaj, a to wymaga wiary, że globalne projekty mogą rozwijać się w naszym kraju.
A czy mamy dla nich odpowiednią ofertę?
Myślę, że przede wszystkim ci ludzie muszą sami zacząć tworzyć dla siebie miejsca pracy, zakładać i rozwijać przedsiębiorstwa, zmuszając się do szukania lepszych ścieżek rozwoju. Z mojej perspektywy to powód do zadowolenia. Tworzenie innowacji to nie tylko opcja, ale nasz obowiązek, jeśli chcemy mieć wpływ na to, jak będzie wyglądał świat.
Powtórzę to, co mówiłem w Davos: Polska powinna dziś znajdować się w gronie trzech, czterech państw, które decydują o przyszłości Europy.
Pod względem wielkiej AI również?
Mam do tego pragmatyczne podejście. Uważam, że w kontekście stricte naukowym, deep-techowym, polskie wielkie AI nie odniesie międzynarodowego sukcesu. Wynika to z faktu, że modele językowe będą się gwałtownie komodytyzować, czyli stawać się do siebie bardzo podobne. Za moment będą tanie, powszechne na każdym urządzeniu i szeroko dostępne w wersji open-source.
Dlatego nie szukałbym przewagi w samych modelach, ale w tak zwanym toolingu, czyli narzędziach wokół nich. Powinniśmy skupić się na rozumieniu specyficznego kontekstu niszowych systemów oraz na rozwiązaniach wewnętrznych, na przykład na potrzeby sektora militarnego. Z mojej perspektywy to o wiele bardziej praktyczne myślenie.
Korzystając z okazji. W imieniu całego zespołu aplikacji Pola chciałem bardzo podziękować za pana wpis w mediach społecznościowych. Po 10 latach działalności człowiekowi wydaje się czasem, że to, co robi, nie ma sensu i nie warto starać się budować świadomości konsumenckiej oraz przekonywać do wspierania polskich firm. Taki post od tak znaczącej osoby dał nam gigantyczną motywację do dalszego działania. Co pana skłoniło do tej inicjatywy?
Jestem dumny, że powstają takie projekty i cieszę się, że jesteście tak konsekwentni w ich rozwijaniu. Człowiek powinien mieć łatwy dostęp do wiedzy o tym, jak funkcjonuje otaczający go rynek, by móc dokonywać świadomych wyborów w zgodzie z własnym światopoglądem. W dzisiejszym świecie, w którym tak niewiele wiemy o pochodzeniu produktów, wasza aplikacja jest czymś niesamowitym.
Pamiętajmy, że siłą polskiej gospodarki wciąż są małe i średnie przedsiębiorstwa. To tysiące firm i ciężka praca ludzi, którzy budują realne rozwiązania. Pracujcie dalej nad aplikacją, aby była jeszcze inteligentniejsza, wykorzystywała sztuczną inteligencję i docierała do jak największej liczby osób.
Warto też pomyśleć o kampaniach społecznych. Ludzie muszą sobie uświadomić, że prostymi, codziennymi decyzjami zakupowymi mogą rocznie przekazywać polskiej gospodarce miliardy złotych czy euro. Często różnica w cenie rodzimego produktu jest minimalna, a wiemy, że kupujemy rzecz świetną jakościowo np. z naszych gospodarstw rolnych czy lokalnych manufaktur.
Każdy kapitał ma swoją narodowość i państwo powinno jasno komunikować obywatelom: „Kupujcie produkty naszych marek, bo to one odprowadzają podatki do budżetu, z którego finansujemy przyszłość waszych dzieci czy wasze emerytury”.
Państwo musi aktywnie i funkcjonalnie prezentować się na rynku. Oczywiście nie powinno drastycznie zaburzać zasad uczciwej konkurencji, bo to uderzyłoby w nas na rynkach międzynarodowych. Jednak poprzez mądrą politykę informacyjną powinno uświadamiać ludziom konsekwencje ich codziennych wyborów.
Zamiast później rzucać się na jednorazowe zbiórki charytatywne, znacznie lepiej jest na poziomie codziennego życia zostawić te parę złotych u polskich przedsiębiorców.
Jak już jesteśmy przy innowacjach i obszarach, w których możemy się wyróżnić, porozmawiajmy chwilę o moim ulubionym klubie z dzieciństwa – z czasów Żurawskiego, Frankowskiego czy Szymkowiaka. Dzisiejsza Wisła to właściwie laboratorium data science. AI używa do symulacji ligowych, eliminacji nepotyzmu i bylejakości w skautingu, a także – jeśli się nie mylę – do prognozowania przeciążeń treningowych zawodników. Czy to jest model dla całej polskiej gospodarki? Zastąpienie sentymentów i układów chłodną merytokracją opartą na danych? I czy tak konserwatywne środowiska jak polska piłka czy rodzimy biznes są w ogóle gotowe na merytokratyczne zarządzanie?
W publicznej dyskusji często próbuje się przeciwstawiać patriotyzm czy konserwatyzm nauce, merytokracji i głębszej refleksji intelektualnej. Jest wręcz przeciwnie uważam, że te wartości mogą i wręcz powinny iść ze sobą w parze tworząc synergię.
Wisła Kraków jest dziś prawdopodobnie pierwszym klubem piłkarskim na świecie, który stworzył i wydał własne oprogramowanie. Zaprezentowaliśmy je na targach w Holandii pod nazwą Sara IQ. Pokazujemy tym samym, że jako klub sportowy chcemy szukać nowych, globalnych źródeł przychodów i wychodzić poza bezpieczny, lokalny rynek. Wisła z roku na rok notuje coraz lepsze przychody i wskaźniki finansowe, choć oczywiście wciąż mamy przed sobą wyzwania i musimy stale pracować nad płynnością.
Z polską gospodarką jest trochę tak, jak z naszą reprezentacją piłkarską. Mamy wybitne jednostki, które potrafią błyszczeć w najlepszych zagranicznych klubach – jak Lewandowski w Barcelonie czy Zieliński. Kiedy jednak przychodzi do gry w jednym zespole i drżymy o awans do wielkiego turnieju, wszystko zaczyna się rozmywać. To historyczny problem Polski. Przez lata komunizmu nie nauczyliśmy się pracować w grupie i zatrzymywać u siebie najbardziej utalentowanych ludzi, by wspólnie budowali coś trwałego na miejscu.
Musimy się tego wreszcie nauczyć: tworzyć silne firmy, zatrzymywać talenty i uczyć je współpracy. Największym wyzwaniem jest to, aby te mocne przedsiębiorstwa rozwijały się w Polsce i nie były zbyt szybko wyprzedawane zagranicznemu kapitałowi.
Niestety, polski biznes ma tendencję do tego, że gdy tylko firma urośnie i osiągnie wycenę rzędu miliarda złotych, tak jak to widzimy choćby na przykładzie Comarchu, od razu jest sprzedawana.
Moim zdaniem to błąd. Powinniśmy iść krok dalej i udowadniać, że da się w Polsce pozyskiwać nawet finansowanie wysokiego ryzyka. Nam w Synerise udało się przyciągnąć Europejski Bank Inwestycyjny. To dowód na to, że można chronić kapitał na rodzimym rynku i z sukcesem rozwijać spółkę jako rdzennie polski podmiot.
Co powiedziałby pan przesłanie dla młodych przedsiębiorców, którzy za wzór stawiają sobie „Wilka z Wall Street” czy widowiskowe bogacenie się w stylu głośnych reklam platform finansowych, zupełnie bez oglądania się na wspólnotę?
Kiedy jest się młodym, trzeba bardzo dużo eksperymentować, ale też mieć poczucie, że wszystko, co dostajemy od życia, dostajemy w konkretnym kontekście społecznym. Nauka uczy nas, że powinniśmy czerpać satysfakcję z tego, że społeczność wokół nas i inni ludzie stają się dzięki nam lepsi.
Nie ma lepszego wymiaru sukcesu – żadne pieniądze tego nie kupią. Powinniśmy oddawać społeczeństwu część swojego sukcesu. Dokładnie tak, jak robi się to w Stanach Zjednoczonych, gdzie przedsiębiorcy masowo dofinansowują uniwersytety i projekty społeczne.
Musimy uczyć się filantropii od samego początku, od młodości, a nie odkładać ją na za 20 czy 30 lat, gdy będziemy mieć wszystko zabezpieczone. To, jak człowiek zachowuje się w momencie, gdy dopiero się kształtuje, jak się zmienia, jak popełnia błędy i jak chce je naprawiać jest kluczowe.
Młodzi ludzie powinni być przede wszystkim odważni i niczego się nie bać. Mają dziś tak ogromny dostęp do wiedzy, że w zasadzie mogą stawać się specjalistami z dnia na dzień. Muszą jedynie zachować elastyczność umysłu i nie zrażać się porażkami.
Współcześnie autentyczność jest w cenie o wiele bardziej niż jakiekolwiek wyuczone schematy. W społeczności, w której ja się obracam, nikomu już dzisiaj nie imponuje „Wilk z Wall Street”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
Jarosław Królewski
Marcin Kawko
Mateusz Perowicz
