28-letni lekarz z KO zarobił 1,6 mln? Umyka nam istotny szczegół tej afery
Cała Polska żyje dziś sprawą 28-letniego Dawida Kacprzyka. Młody lekarz z Warszawy został koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w jednym ze stołecznych szpitali. W 2025 roku zarobił 1,6 miliona złotych. Według medialnych ustaleń nie przepracował jednak wszystkich dyżurów, za które otrzymał wynagrodzenie. A przynajmniej nie w takim wymiarze, jaki widniał w grafikach. Ta afera pokazuje więcej niż jedną patologię. I wykracza daleko poza kwestie pieniędzy czy wpuszczania partyjnych kolegów poza kolejką do lekarza.
„Według tych dokumentów Kacprzyk przykładowo w lutym spędzał na dyżurach średnio 13,5 godziny dziennie, w czerwcu zbliżył się już do 14 godzin na dobę, a w listopadzie – 15 godzin dziennie” – pisze Patryk Słowik na łamach Zero.pl.
I dodaje: „30 kwietnia 2025 r. lekarz był gościem TVP3 Warszawa. Zgodnie z dokumentacją szpitalną w tym czasie pełnił całodobowy dyżur w szpitalu. 1 czerwca 2025 r. Kacprzyk głosował (jak sam wskazał – »trzaskał«) w wyborach prezydenckich. Według grafiku dyżur miał rozpocząć o godz. 8. Tymczasem o 8:22 opublikował wpis sugerujący, że dopiero rusza do pracy po głosowaniu”.
Drobny, acz jakże znaczący szczegół tej sprawy jest taki, że Kacprzyk jest radnym warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej. To znaczy: niegdyś z ramienia Koalicji Obywatelskiej, bo 15 czerwca Marcin Kierwiński poinformował, że bohater skandalu nie jest już członkiem ugrupowania.
Ale co pomógł partii, to jego. 17 czerwca Patryk Słowik napisał w Zero.pl, że Kacprzyk na swoim oddziale stworzył coś w rodzaju prywatnej przychodni dla kumpli i kumpel z ugrupowania, którym badania robiono w try miga.
„10 września 2025 r. O godz. 7:16 na SOR Szpitala Południowego przyjeżdża wpływowa polityk Koalicji Obywatelskiej, jedna z najważniejszych osób w warszawskich strukturach partii. […] Lekarz dokonuje rozpoznania: »złe samopoczucie, zmęczenie«. Już o godz. 7:30 pacjentce wykonywane są badania. Łącznie kilkadziesiąt” – pisze dziennikarz.
Zostawmy na boku problem zarobków lekarzy. To systemowa kwestia, która z pewnością wymaga naprawy. Pomińmy też ostentacyjne wykorzystywanie wpływów dla własnych korzyści. Warto zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. To właśnie twarz warszawskiego medyka powinna stawać nam przed oczami, gdy wołamy – skądinąd nie bez podstaw – że „czas na młode pokolenie w polskiej polityce”.
Sam pisałem przed laty, że młodzi ludzie nie będą toczyli tak jałowych sporów, jak tkwiący mentalnie w PRL-u zawiadowcy głównych polskich ugrupowań. I to pewnie prawda, tyle że niestety nie ma to przełożenia na stricte partyjną politykę.
Kanały wejścia do niej – szczególnie w przypadku młodych – są bowiem systemowo zepsute. Partyjne młodzieżówki (Dawid Kacprzyk był do niedawna szefem jednej z nich) nie są miejscem, w których nastolatkowie zafascynowani polityką zawiązują z „dorosłymi” politykami jakąś mentorską relację i w jej ramach uczą się, na czym polega to rzemiosło.
W rzeczywistości są to wylęgarnie pokornych nosicieli teczek, którzy zamiast samodzielnie myśleć, mają być bezwolnymi tubami przekazu partii – przede wszystkim na platformach cyfrowych. Im toporniej, tym lepiej. Lepiej, bo przecież karna postawa się opłaca.
Można mieć 28 lat i bez żadnej specjalizacji zostać koordynatorem SOR-u w szpitalu podległym ludziom związanym z KO. Można też podczas dobrze opłacanego dyżuru prowadzić agitację na rzecz partyjnego środowiska. A nawet przyjmować partyjnych kolegów poza kolejnością. W tym ostatnim przypadku nie było mowy o przypadku czy nieuwadze. Robiono to w pełni świadomie.
Często w działalności młodzieżówek angażują się osoby naprawdę bardzo młode – na przykład początkujący licealiści – których od pierwszego zetknięcia ze światem polityki socjalizuje się do bezmyślnej agitki i funkcjonowania w zepsutym układzie. Trudno się dziwić, że po kilku latach takiego zaangażowania człowiek ma problem z odróżnianiem normalności od patologii.
Nie sposób w takiej sytuacji oczekiwać, że do parlamentarnej polityki będą garnęli się ludzie z misją i etosem, skoro w wyścigu na wazeliniarstwo nie mają szans z Kacprzykiem, Wasiewiczem, Szafarowiczem i tuzinem innych.
Dopóki partie nie zorientują się (a KO już powinna), że potrzebują kadr potrafiących coś więcej, niż udostępnić głupi hasztag albo zdjęcie ze sztucznym uśmiechem, będziemy skazani na armie Dawidów Kacprzyków.
To ja już wolę Tuska z Kaczyńskim.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
