Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Ustawa o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Łukasz Murzyn: To symboliczne wsparcie

Ustawa o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Łukasz Murzyn: To symboliczne wsparcie fot. unsplash

– Propozycję Ministerstwa Kultury można odczytać jako pewną podpowiedź, jak moglibyśmy patrzeć na aktywność tej części administracji publicznej, która powinna troszczyć się o kondycję rynku pracy – mówi dr hab. Łukasz Murzyn, prof. UKEN, Prorektor ds. Współpracy i Rozwoju, a do niedawna Dziekan Wydziału Sztuki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

 Co pan sądzi o projekcie ustawy o zabezpieczeniu socjalnym dla osób wykonujących zawody artystyczne? Czy to dobre rozwiązanie?

Na poziomie ogólnym jest to projekt wart procedowania. Przez całą III RP mieliśmy lukę w systemie ubezpieczeń społecznych, który pomijał niewielką, szczególną grupę obywateli, jeżeli chodzi o uregulowanie kwestii ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych.

Ale państwo już i tak mocno wspiera kulturę poprzez dotacje dla instytucji takich jak teatry, muzea, filharmonie. Po co dodatkowo osobny system ubezpieczeń dla samych artystów?

Po 2015 roku, w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości, faktycznie nastąpił niewątpliwy boom na kulturę w wymiarze budżetowym. Położono solidny nacisk zarówno na wspieranie istniejących instytucji kultury, ale też wytworzono bardzo wiele nowych podmiotów z akcentem zwłaszcza na narrację tożsamościową i historyczną.

Skończyliśmy z systemowym niedofinansowaniem tego sektora. Pytanie jednak brzmi, jak dystrybucja środków na kulturę ma się do kwestii, które próbuje uregulować proponowana ustawa.

Nie chodzi w niej przecież o duże nakłady na projekty, a o wprowadzenie minimalnych standardów wsparcia. Osobną kwestia jest to, że artyści niekiedy nadal współpracują z instytucjami kultury za darmo.

Te ostatnie coraz częściej same starają się wdrażać standardy godziwego wynagradzania artystów, na których wytworach opiera się wszak ofera kulturalna.

Ustawa Ministerstwa Kultury już budzi spore kontrowersje. Na łamach portalu Zero Bartosz Marczuk stwierdził, że proponowany projekt w praktyce zachęca artystów do zgłaszania niskich dochodów albo nawet ich ukrywania, jako że państwo dopłaca nawet 80% składek: „Jeśli [artysta] wykaże, że zarabia mniej niż 6 tys. zł i nie zapłaci składek do ZUS, to… emeryturę zafunduje mu podatnik”. Jak zasadny jest to zarzut?

To jest zarzut, który domniemywa przestrzeń do pewnych nadużyć, do wytwarzania szarej strefy czy też wspomnianego ukrywania dochodów. Takie ryzyko rzeczywiście występuje, ale na ten problem powinny odpowiadać mechanizmy kontroli skarbowej.

Pamiętajmy jednak, jaka jest tak naprawdę skala proponowanych zmian w ustawie. Mówimy o nieco ponad 60 tys. osób zmapowanych przez badanie przeprowadzone przez SWPS. Natomiast z tej grupy jedynie około 30 proc. stanowią osoby spełniające kryteria dochodowe pozwalające na uzyskiwanie wsparcia. Mówimy zatem o grupie około 20 tys. osób w skali całego rynku pracy.

Jest to powiązane z kryterium dochodowym za poprzednie 3 lata, nieprzekraczającym poziomu 125 proc. płacy minimalnej obowiązującej w roku zgłoszenia się artysty do systemu. Wtedy państwo miałoby dopłacać brakującą część składek do poziomu składek powiązanych z aktualną płacą minimalną.

To nie jest przerzucenie całego ciężaru składek, tylko dopłata różnicy. To pokazuje również, jak delikatnym i powierzchownym zabiegiem jest proponowany mechanizm. Jest to jedynie pewna „asekuracja” na trudniejszy okres, właściwie nieco symboliczne wsparcie.

Zostańmy jeszcze przy logice rynkowej. Jeśli kogoś nie stać na utrzymanie się z pracy twórczej, to może powinien zmienić zawód? Z kolei ci artyści, którzy ze sztuki czerpią wysokie zyski, mogą sami opłacić składki – to proponują nasi wolnorynkowcy.

Faktycznie, w tej dyskusji najgłośniejszy głos należał do Sławomira Mentzena, który wyartykułował to z właściwą sobie swadą. Mimo wszystko trudno mu zarzucić niewłaściwy tok rozumowania; te mechanizmy rynkowe w pewnym sensie zakładają również myślenie o jakości i atrakcyjności oferty artystycznej, którą wytwarza dana osoba, zwłaszcza jeśli radzi sobie gorzej lub ma nierówne dochody.

W tym ujęciu albo dana oferta znajduje popyt na rynku, albo trzeba ją zmienić, udoskonalić lub po prostu się przekwalifikować. Pewne mechanizmy wspireania przekwalifikowania artystów są jednak uwzględnione w tej ustawie.

Natomiast warto spojrzeć na to w szerszym horyzoncie niż tylko polski, ponieważ bardzo często mówi się o tej sprawie jedynie jako o „dziurze ZUS-owskiej”, charakterystycznej dla naszego systemu.

Tymczasem w  listopadzie 2023 roku pojawił się głos Parlamentu Europejskiego, który zachęcał rządy w całej Unii Europejskiej do przyjrzenia się osobom pracującym w taki sposób, że wymykają się one dominującym mechanizmom zatrudnienia i prowadzenia działalności gospodarczej.

W różnych systemach prawnych funkcjonują odmienne zasady oskładkowania umów. I nie jest to wyłącznie polska specyfika, tylko dość powszechna cecha zawodów artystycznych. Można powiedzieć, że prawie wszędzie ten problem występuje, choć z różnnym natężeniem.

Oprócz artystów są inne grupy społeczne, które były przez lata wypychane na nieozusowane formy zatrudnienia: pracownicy IT, dziennikarze czy inni freelancerzy. Dlaczego to akurat artystów należy wspierać w formie, jaką przewiduje ustawa?

Ja bym to pytanie odwrócił i zapytał, czy ta propozycja dotycząca artystów nie mogłaby być pewnym modus operandi przyglądania się rynkowi pracy i osobom, które – warunkowo albo okresowo, z różnych względów związanych ze strukturą rynku pracy i charakterem wykonywanej pracy – potrzebują czasowego wsparcia albo pewnego rozruchowego impulsu.

Wiem, że tu też chodzi o narrację, jakoby rząd tworzył pewien precedens, być może wręcz niekonstytucyjny. „Dlaczego ta grupa jest traktowana na jakichś preferencyjnych zasadach?”, można zapytać.

Mam jednak wrażenie, że można to raczej odczytać jako pewną podpowiedź, jak moglibyśmy patrzeć na aktywność tej części administracji publicznej, która powinna troszczyć się o kondycję rynku pracy.

Nie wiem więc, czy należy to rozpatrywać w kategoriach ekskluzywistycznych, czy raczej jako pewien prototyp możliwych szerszych rozwiązań, bo przypuszczam, że takich obszarów wymagających np. wsparcia na starcie własnej działalności na rynku możemy zidentyfikować więcej.

Z pewnością odezwą się tu także grupy, które mają albo przeregulowane, albo nieregulowane warunki pracy, dostępu do zawodu czy branżowych uprawnień. Takich kwestii na polskim rynku pracy jest bardzo dużo.

A czy nie lepiej byłoby skupić się na poprawie warunków pracy ludzi kultury w instytucjach – teatrach, orkiestrach, filharmoniach – żeby zmniejszyć uzależnienie tej grupy od doraźnego wsparcia ze strony państwa?

Ludzie, którzy pracują w tych instytucjach, mają zagwarantowaną płacę minimalną, czyli nie wchodzą tak naprawdę w obręb tego projektu i przewidywanych regulacji. Mowa jest raczej o osobach znajdujących się poza systemem, zarówno umów o pracę, jak i umów ozusowanych, umów-zleceń czy samozatrudnienia.

Osobiście zwróciłbym większą uwagę na pewną perspektywę wynikającą z ideałów Klubu Jagiellońskiego, tzn. perspektywę deglomeracji, dostępności kultury i usług publicznych w ogóle.

Wydaje mi się, że takie szersze spojrzenie na rynek usług kulturalnych powinno pokazać, że gdyby być może nieco inaczej alokować niemałe środki przeznaczane na kulturę — w logice bardziej rozproszonej, wspierającej tzw. „kulturę pierwszego kontaktu” — to te ok. 20 tys. osób w skali ogólnopolskiej mogłoby znaleźć sensowne, funkcjonalne społecznie i finansowo zatrudnienie, właśnie na poziomie obsługi kultury w mniejszych i średnich ośrodkach oraz w zwiększaniu dostępności tych usług dla nas wszystkich

Zastanówmy się też, jaka jest tak naprawdę waga instytucji kultury, nawet tych najmniejszych, jaką one pełnią rolę społeczną i to nie tylko w wymiarze tzw. „przemysłów czasu wolnego”.

Instytucje kultury, do których przychodzimy na co dzień są ważnym elementem podtrzymywania tożsamości kulturowej, lokalnych więzi społecznych, kompetencji kreatywnych czy w ogóle naszej ludzkiej kondycji wykraczającej poza logikę przyziemnie rozumianego rynku.

Chronią przed dehumanizacją i można powiedzieć, że są elementem systemu holistycznie ujętej odporności społeczeństwa. Od razu przychodzą tu na myśl przykłady z Ukrainy, gdzie rosyjski agresor, zajmując kolejne miejscowości, starał się sparaliżować życie społeczności. Pierwszym celem była kadra lokalnej administracji i właśnie pracownicy ośrodków kultury.

To w straszny sposób pokazuje skalę znaczenia instytucji kulturalnych. W tym kontekście sprowadzanie ich wyłącznie do logiki rynkowej nie jest już tak oczywiste.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.