Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Krzemowe zamki na piasku. Czy fabryka AI ocali polską gospodarkę?

przeczytanie zajmie 7 min
Krzemowe zamki na piasku. Czy fabryka AI ocali polską gospodarkę? autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Koncepcja wielkiej fabryki AI zaprezentowana przez Jarosława Królewskiego idealnie wpisuje się w oczekiwania elektoratu „Partii CPK”. Pomysł małopolskiego przedsiębiorcy potrzebuje jednak porywającej narracji, żeby aspirująca klasa średnia potraktowała go jako suwerennością rację stanu, a nie technokratyczną zabawkę.

W polskiej debacie publicznej od kilku lat tli się fundamentalny spór o to, jak powinno wyglądać nowoczesne państwo rozwojowe. Z jednej strony jesteśmy świadkami niespotykanej dotąd mobilizacji w sferze zbrojeniowej i technologicznej.

Z drugiej – zderzamy się z brutalną rzeczywistością „pełzającej prywatyzacji” usług publicznych, zapaścią ochrony zdrowia, kryzysem mieszkaniowym i hipokrytycznym rozdwojeniem jaźni w sprawie wielkich projektów inwestycyjnych.

Gdzie w tym wszystkim kryje się technologia, która zamiast być kolejną marketingową etykietą, może stać się realnym filarem suwerenności Rzeczypospolitej? Czy Polska jest gotowa na AI-owy skok cywilizacyjny, porównywalny ambicją do CPK?

Infrastruktura dla państwa, aplikacje dla rynku

Wizja sformułowana przez Jarosława Królewskiego – przedsiębiorcę, twórcę Synerise, wykładowcę AGH i właściciela Wisły Kraków – stanowi głębokie odejście od dotychczasowego, czysto merkantylnego postrzegania nowych technologii. Istota tego pomysłu opiera się na pragmatycznym podziale zadań między państwem a sektorem prywatnym.

Zgodnie z zaprezentowanym modelem państwo bierze na siebie pełną odpowiedzialność za warstwę infrastrukturalną (hardware). Oznacza to, że jego zadaniem jest sfinansowanie, budowa i zabezpieczenie fizycznych centrów danych, dostarczanie ogromnej mocy obliczeniowej (klastry GPU) oraz dbanie o suwerenność sprzętową i energetyczną.

Z kolei sektor prywatny, startupy oraz krajowe ośrodki naukowe przejmują odpowiedzialność za warstwę aplikacyjną – pisanie algorytmów, trenowanie wyspecjalizowanych modeli i tworzenie konkretnych narzędzi aplikowalnych w różnych wymiarach działalności gospodarczej.

Państwo buduje zatem infrastrukturalny fundament, na którym rosnąć może inicjatywa prywatna. Trudno sobie wyobrazić model bliższy katolickiej nauce społecznej.

W skali makro Królewski postuluje, aby w każdym państwie Unii Europejskiej powstała narodowa gigafabryka AI, czego koszt szacuje na 5 miliardów euro na państwo. Oczywiście, by miało to operacyjny sens, wszystkie krajowe zasoby obliczeniowe powinny zostać spięte w jeden europejski „AI Grid”.

W praktyce oznaczałoby to stworzenie cyfrowego odpowiednika sieci energetycznej, w której zamiast prądu przesyła się czystą moc obliczeniową. W momencie, gdy polskie serwery zostaną przeciążone cyberatakiem lub kryzysem militarnym, system automatycznie i niezauważalnie „wypożyczy” brakujące gigabajty pamięci i procesorów od fabryk w Czechach czy Niemczech, gwarantując ciągłość działania państwa.

Choć polski rząd realizuje obecnie projekty superkomputerowe, takie jak krakowska Gaia AI Factory o wartości 300 milionów złotych (wyposażona w ponad 1000 akceleratorów GPU) oraz planowany ośrodek PIAST w Poznaniu, w skali globalnego – czy choćby europejskiego – wyścigu to wciąż kropla w morzu potrzeb.

Królewski wprost nazywa dotychczasowe nakłady niewystarczającymi i ostrzega przed technologiczną peryferyjnością, która czeka nas, jeśli nie wyjdziemy poza schematyczne myślenie o AI jako o czacie, którego można zapytać o przepis na rosół czy nawet stworzenie firmy.

Dual-use – krzemowe ramię armii

Sztuczna inteligencja już od dawna nie jest tylko konsumencką zabawką. W realiach współczesnego konfliktu zbrojnego, charakteryzującego się masowym użyciem systemów autonomicznych, suwerenność obliczeniowa staje się mocno zbieżna z suwerennością terytorialną.

Wojna na Ukrainie udowodniła, że przewaga militarna zależy od szybkości przetwarzania informacji w pętli decyzyjnej. Terabajty danych generowane przez sensory, kamery i systemy walki elektronicznej wymagają potężnych mocy analitycznych.

Postulowana “Gigafabryka AI” w tym ujęciu staje się funkcjonalnym odpowiednikiem huty stali z XX wieku – to fabryka „algorytmicznego uzbrojenia”. Pozwoliłaby ona na bieżąco trenować modele rozpoznawania obrazu dla dronów, optymalizować trajektorie lotu amunicji krążącej w warunkach silnego zakłócania radiowego czy koordynować roje bezzałogowców na poziomie taktycznym.

W marcu 2026 r. Ministerstwo Obrony Narodowej wykonało krok we właściwym kierunku, powołując Ośrodek Systemów Autonomicznych (OSA). Ten nowy hub, łączący instytuty wojskowe, Polską Grupę Zbrojeniową oraz Instytut Badawczy IDEAS, ma za zadanie skrócić drogę od pomysłu naukowego do masowej produkcji dronów (priorytetem jest dokończenie prac nad krajową amunicją krążącą w programie PLargonia).

OSA ma ograniczać bariery administracyjne i przyspieszać ścieżkę testów oraz wdrożeń, choć niestety nie należy tego utożsamiać z prostym, generalnym wyłączeniem całego sektora bezzałogowców spod prawa zamówień publicznych.

Jeśli jednak ta inicjatywa nie zostanie powiązana z trwałym finansowaniem dual-use, np. ze środkami SAFE, krajowymi funduszami obronnymi lub przyszłymi instrumentami inwestycji obronnych, polskie innowacje mogą ugrzęznąć w silosach.

Nowoczesny patriotyzm rozwojowy kontra drenaż mózgów

Nieprzypadkowa jest w tym wszystkim postać Jarosława Królewskiego. Ten młody małopolski przedsiębiorca różni się od elit biznesowych lat 90., które budowały kapitalizm w oparciu o arbitraż kosztów – konkurowanie tanią siłą roboczą i prosty montaż zagranicznych komponentów.

Królewski reprezentuje paradygmat oparty na podmiotowości inżynieryjnej i własności intelektualnej. Przekonuje, że zaawansowana matematyka pozwala małym zespołom niwelować przewagę kapitałową globalnych korporacji.

To myślenie bliskie solidaryzmowi gospodarczemu – polski patriotyzm rozwojowy powinien być dbałością o to, by rodzima myśl technologiczna nie była jedynie podwykonawcą zachodnich gigantów.

A potencjał mamy gigantyczny, choć marnowany. Polacy znajdują się w ścisłej światowej czołówce algorytmicznej. Nasi rodacy są widoczni w ścisłym zapleczu badawczym OpenAI – Jakub Pachocki pełni funkcję kierownika naukowego (Chief Scientist), a wśród liderów prac nad modelem o1 OpenAI wymieniało m.in. Łukasza Kaisera, Szymona Sidora i Wojciecha Zarembę.

Mamy globalne sukcesy, jak założony przez Polaków londyński ElevenLabs, wyceniany w lutym 2026 roku na 11 miliardów dolarów. Mamy silny sektor cyberbezpieczeństwa (np. ICEYE z technologiami kosmiczno-obronnymi, CloudFerro z chmurą/HPC czy firmy z obszaru antydronowego jak APS).

Wreszcie – mamy zreorganizowany jesienią 2025 roku po absurdalnych zawirowaniach Instytut Badawczy IDEAS pod kierownictwem wybitnego specjalisty prof. Piotra Sankowskiego, którego ambicją jest połączenie badań nad AI z zastosowaniami gospodarczymi i publicznymi – choć skuteczność tej formuły dopiero będzie weryfikowana.

Problem polega na tym, że cierpimy na chroniczny drenaż mózgów (brain drain). Z powodu braku państwowej infrastruktury i stabilnego systemu finansowania, polscy specjaliści masowo emigrują lub pracują dla obcych podmiotów.

„Wydrążani jesteśmy od środka przez zachodnie drukowanie pieniędzy” – diagnozuje bezwzględnie Królewski, nawiązując nie tylko do tego, że zagraniczne korporacje wykupują naszych inżynierów, ale również do tego, że zachodnie państwa już od dawna prowadzą świadomą, rozwojową, protekcjonistyczną politykę gospodarczą.

Systemowa entropia i pozłacane fasady

Główną przeszkodą na drodze do realizacji tego skoku technologicznego nie są zatem braki kadrowe, lecz chroniczna, instytucjonalna entropia administracji publicznej. Państwo polskie wykazuje tendencję do działania w silosach.

Instytucje finansujące badania, testujące technologie i zamawiające sprzęt działają w oderwaniu od siebie, przez co innowacje masowo giną w tzw. „dolinie śmierci” między prototypem a wdrożeniem.

Brakuje nam jednej, zintegrowanej instytucji wysokiego ryzyka na wzór amerykańskiej DARPA (Agencji Innowacji Obronnych), która potrafiłaby spiąć cały ten proces.

Równolegle ujawnia się głęboka i niebezpieczna sprzeczność rozwojowa. Podczas gdy państwo planuje – wg deklaracji MON – wydać w 2026 roku spore jak na polskie realia 25 miliardów złotych na systemy bezzałogowe i anty-bsl, w innych kluczowych obszarach społecznych obserwujemy abdykację instytucji publicznych.

Nowe limity NFZ zmuszają pacjentów do płacenia po 500–600 złotych za komercyjne badania obrazowe w szpitalach, bo publiczne kontrakty skończyły się. Budownictwo mieszkaniowe pozostaje jednym z najbardziej jaskrawych dowodów na to, że polskie państwo nie radzi sobie z zaspokojeniem podstawowych potrzeb społecznych.

Szczególnie widać to po właściwie symbolicznej skali budownictwa społecznego – tam, gdzie powinien istnieć trwały publiczny bufor między rynkiem deweloperskim a ubóstwem mieszkaniowym, mamy raczej rozproszone programy, krótkie impulsy polityczne i chroniczny brak konsekwencji instytucjonalnej.

Z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej państwo nie może być wyłącznie armią wyposażoną w superkomputer. Suwerenność cyfrowa i zaawansowana technologia tracą swoją legitymizację, jeśli podstawowa tkanka społeczna ulega atomizacji, a obywatele zmagają się z kryzysem podstawowych usług.

Co więcej, budujemy ultranowoczesne centra danych, podczas gdy zaledwie 44% Polaków posiada co najmniej podstawowe kompetencje cyfrowe (co plasuje nas na trzecim od końca miejscu w UE).

Mówimy tu o fundamentalnych umiejętnościach, takich jak sprawne wyszukiwanie informacji w sieci, obsługa poczty elektronicznej, proste operacje na plikach czy podstawowa ochrona własnych danych przed cyberzagrożeniami. Bez zasypania tej luki ryzykujemy stworzenie pozłacanej fasady – cyfrowej autostrady, z której większość społeczeństwa zostanie wykluczona.

O ile więc europejski AI Grid” jest niezbędny dla rozwoju gospodarczego, o tyle jeszcze ważniejsze jest zadbanie o szerszy wymiar zaangażowania państwa w budowę podmiotowej gospodarki i suwerennego społeczeństwa z jasnym rdzeniem tożsamościowym.

„Partia CPK” szuka nowego pomnika modernizacji

Koncepcja wielkiej fabryki AI i suwerenności obliczeniowej idealnie rezonuje z nastrojami społecznymi reprezentowanymi przez tzw. „partię CPK”. To rosnący w siłę, ponadpartyjny elektorat aspirującej klasy średniej, który domaga się od rządzących podmiotowego, odważnego planowania rozwojowego.

Dla tej grupy – ukształtowanej wokół walki o Centralny Port Komunikacyjny czy elektrownie jądrowe – moc obliczeniowa jest po prostu cyfrowym odpowiednikiem infrastruktury transportowej XXI wieku.

Ponadpartyjny profil Jarosława Królewskiego, zapraszanego do współpracy zarówno przez premiera Donalda Tuska (Rada Przyszłości), jak i prezydenta Karola Nawrockiego (Rada Biznesu), doskonale uosabia aspiracje tych wyborców, zmęczonych jałową polaryzacją polityczną.

Aby jednak „fabryka AI” stała się naturalnym następcą emocjonalnym lotniska w Baranowie, potrzebuje nowej, porywającej narracji. CPK obiecywało fizyczne wpięcie Polski w globalne sieci transportowe; pomysł Królewskiego musi zostać opowiedziany jako centralny port komunikacyjny dla danych, sensorów i algorytmów.

Jeśli zostanie przedstawiona jako abstrakcyjna serwerownia dla zagranicznych korporacji, elektorat modernizacyjny odrzuci ją jako kolejny technokratyczny gadżet. Musi to być projekt jawnie powiązany z polskimi firmami, nauką i realną poprawą jakości usług dla obywateli.

Wielka „fabryka AI” nie jest futurystyczną fanaberią. Świadoma próba wejścia choćby do drugiej ligi krajów kształtujących sztuczną inteligencję jest twardym testem na to, czy Polska w 2026 roku potrafi wyjść z roli peryferyjnego klienta cudzych technologii i stać się pełnoprawnym, suwerennym architektem własnej przyszłości.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.