Rok po wyborze Karola Nawrockiego. Dlaczego wielka euforia się skończyła?
Kalisz | Pierwsza wizyta krajowa Prezydenta Karola Nawrockiego, w czasie której podpisał projekt ustawy o zapewnieniu realizacji inwestycji Centralnego Portu Komunikacyjnego. Źródło: https://www.prezydent.pl/
Mija rok od zwycięstwa Karola Nawrockiego w II turze wyborów prezydenckich. Konstanty Pilawa podsumował w swoim tekście dla portalu Zero.pl ostatnie miesiące jego prezydentury – od okresu miodowego, po prawdziwe wyzwania, pierwsze porażki i zderzenie z rzeczywistością urzędu.
Konstanty Pilawa na łamach portalu Zero.pl postawił tezę, że to sprawna opowieść dała Karolowi Nawrockiemu duży kredyt społecznego zaufania. Przyszła głowa państwa w kampanii pokazywała się jako zwykły człowiek z sąsiedztwa, wywodzący się z gdańskiego blokowiska.
Dzięki ciężkiej pracy oraz dyscyplinie, którą wynosi się ze sportu, dokonał on awansu społecznego – od chłopaka z osiedla, przez uzyskanie stopnia doktora i posady prezesa IPN, aż po start w wyścigu prezydenckim.
Obraz ten był autentyczny, co pozwoliło mu pozyskać zaufanie wyborców znużonych odrealnionymi, zdystansowanymi od społeczeństwa i wyborców elitami. Przeszedł chrzest bojowy, jakim była z początku bardzo trudna kampania wyborcza, w której przez długi czas towarzyszyły mu fatalne sondaże.
Okres miodowy zakończył SAFE
Po wprowadzeniu się do Pałacu Prezydenckiego, Karol Nawrocki rozpoczął swój okres miodowy. Pierwsze miesiące sprawowania urzędu były wielkim wizerunkowym sukcesem. Potężne „czołem żołnierze!”, kebab z małolatami czy pozytywny odbiór prezydenta przez administrację Donalda Trumpa napawały optymizmem jego otoczenie.
Czas ten zakończył się w marcu tego roku, gdy głowie państwa przyszło podjąć decyzję w sprawie wdrożenia – lub nie – unijnego mechanizmu SAFE. Ostatecznie prezydent zawetował unijną pożyczkę na modernizację polskiej armii, przy czym nie zablokowało to całkowicie jej realizacji, a jedynie utrudniło prace polskiemu rządowi. Nie dość, że weto było nieskuteczne, to kontrinicjatywa prezydenta i prezesa NBP Adama Glapińskiego – tzw. SAFE 0 proc. – została zignorowana.
„Nawrocki nie chciał być drugim Morawieckim, który do dziś płaci zaufaniem prawicowego wyborcy za to, że – jak tamci sądzą – nie wykazywał się w kontaktach z Unią Europejską wystarczającą asertywnością” – pisał Konstanty Pilawa na łamach portalu Zero.
Prezydent stracił inicjatywę w kluczowym temacie bezpieczeństwa na rzecz rządu, pozostawiając Polaków w przekonaniu, że to Donald Tusk „załatwił z UE miliardy na polską obronność”.
„Decyzja w sprawie SAFE pokazała, że prezydent Nawrocki wolał bezpieczniej podążać za emocjami swojej wyborczej bazy, niż wejść w trudniejszą, ale zarazem ambitniejszą ścieżkę kreowania jej poglądów.
Jednocześnie głowa państwa nie skorzystała z możliwości »zabicia ojca« jak to ujął Jan Rokita, który decyzję w sprawie SAFE potraktował jako test na polityczną dojrzałość prezydenta i możliwość definitywnego wyjścia spod kurateli Jarosława Kaczyńskiego” – argumentował prezes Klubu Jagiellońskiego w tekście o 9 wnioskach płynących z prezydenckiego weta.
MAGA-izacja
Prezydent mocno postawił na wizerunek w stylu ruchu MAGA, kopiując styl Donalda Trumpa, który miał nadać mu rys nowoczesnego kontrrewolucjonisty. Jednak wraz ze wzrostem negatywnych opinii wobec amerykańskiego prezydenta i jego polityki – również z wnętrza ruchu MAGA – symbolika, do której nawiązywał Nawrocki, przestała mu służyć.
„Hasło wyborcze »Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy«, będące kalką z trumpowskiego »America First«. Noszenie czerwonych krawatów i charakterystyczne pokazywanie palcem wskazującym na dziennikarza czy przeciwników politycznych. Przełamywanie schematów salonowo uprawianej polityki. To wszystko dziś przestaje być sexy” – pisał Pilawa.
Przed kopiowaniem zagranicznych wzorców przez polską prawicę ostrzegał na naszych łamach Krzysztof Głowacki, który stwierdzał, że ruch MAGA nie pasuje ideowo do naszej rzeczywistości.
„Jeśli nasza prawica, wzorem rodzimych liberałów, nadal będzie brnąć w budowanie swojej tożsamości na małpowaniu, to być może niedługo zatęsknimy za czasami, w których dzielił nas stosunek do postkomunizmu, lustracji i świadczeń socjalnych” – pisał Głowacki o uzależnianiu lokalnej polityki od zagranicznych trendów.
Wizyta u Viktora Orbána
Karol Nawrocki popełnił także błąd, spotykając się z Viktorem Orbánem w trakcie kampanii wyborczej na Węgrzech, co zostało odebrane jako nieoficjalne udzielenie mu poparcia. Wpierw nie chciał się z nim spotkać na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej, ze względu na konotacje Orbána z Putinem.
Najdłużej urzędujący premier w historii Węgier przegrał druzgocąco wybory, co mocno naruszyło wizję nowej prawicy o rozlewającej się po Europie konserwatywnej rewolucji.
Pokłosiem utrzymywania dobrych relacji z Orbánem oraz dystansowania się od UE po sporze wokół SAFE jest mentalny polexit polskiej prawicy, krytykowany przez Pawła Musiałka na łamach Klubu Jagiellońskiego. Utrwalanie wizerunku Orbána, jako dobrego przykładu walki o własny interes w UE jest – zdaniem prezesa KJ – błędem.
„Jeśli polska prawica chce rzeczywiście wpłynąć na Unię, a nie tylko zademonstrować niezgodę na jej kurs, to zdecydowanie lepsza jest droga Giorgii Meloni. Premier Włoch jest w UE dużo bardziej skuteczna, ponieważ uwzględnia reguły gry i chce przesunąć mainstream, aby uwzględniał prawicowe pozycje” – twierdził Musiałek.
Uśmiechnięty Syzyf
Obecnie Karol Nawrocki stara się zachować dawny wizerunek, jednak dotychczasowe zabiegi, a także nowe pomysły na jego poprawę, przestają przynosić efekty. Takie decyzje jak zaproszenie Mariusza Pudzianowskiego do Belwederu budzą mieszane uczucia – sztanga w pałacu prezydenckim zaczyna ocierać się o groteskę i naruszać powagę tego urzędu.
Konstanty Pilawa na łamach portalu Zero.pl nazwał go uśmiechniętym Syzyfem. „Ta uśmiechnięta twarz zaczyna po raz pierwszy zdradzać oznaki zmęczenia. Karol Nawrocki, z całą swoją historią życia, tak umiejętnie opowiadaną w kampanii, przypomina dziś raczej uśmiechniętego Syzyfa. Polityka, który po wykonaniu dużej pracy właśnie przekonał się, że łatwiej było wtoczyć kamień na górę, niż utrzymać go na miejscu”.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
