Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Koniec iluzji. Jaki jest polski kłopot z Zełeńskim?

Koniec iluzji. Jaki jest polski kłopot z Zełeńskim? Wołodymyr Zełeński, źródło: Flickr

Wołodymyr Zełeński jest politykiem bezwzględnym, który równocześnie nie zauważa kosztów swojego postępowania. To swoisty „sowietoliberał”, jak nazywa go jeden z rozmówców Zbigniewa Parafianowicza. Bardziej jednak „sowieto-” niż liberał.

Sielanki już nie będzie

Cała Polska żyje decyzją Wołodymyra Zełeńskiego, który nadał Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imię „Bohaterów UPA”. Nadwiślańscy politycy – nawet jeśli wprost tego nie przyznają – widzą, że definitywnie przyszedł kres sielanki w stosunkach polsko-ukraińskich.

Końcu owej sielanki – lub jej iluzji – przygląda się Zbigniew Parafianowicz w nowej książce Kłopot z Zełeńskim.  Jest to duchowa kontynuacja Polski na wojnie, w której Parafianowicz przyglądał się pierwszym miesiącom wojny z punktu widzenia naszych polityków. Tak jak poprzednia książka Kłopot z Zełeńskim utkany jest z pojedynczych wypowiedzi anonimowych uczestników opisywanych wydarzeń, co ma swoje wady i zalety.

Książkę otwiera cytat z Józefa Mackiewicza, którego autor Kłopotu… w głośnym wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego nazwał swoim mistrzem. Celem Parafianowicza jest jak najwierniej oddać rzeczywistość robienia polityki w obliczu wojny na Ukrainie, bez oglądania się na polityczne poprawności: „Na razie w dalszym ciągu obowiązuje formuła sakramentalna, według której kazanie Jego Eminencji musi być zawsze »podniosłe«, a uśmiech zbrodniarza musi być zawsze »cyniczny«. […]

Polityka ma w tym swoje wyrachowanie. Natomiast literatura cierpi ogromnie. Banalizuje się, robi się nudna, […] staje się płaska. W tym właśnie najbardziej odbiega od życia, ponieważ wiadome jest, że wszelkie rzeczy nie są płaskie, ale wypukłe”.

Danie główne to dziesięć podzielonych tematycznie rozdziałów. W pięciu z nich przyglądamy się samemu tytułowemu Zełenskiemu z kilku różnych perspektyw, zaś w drugiej połowie – kluczowym tematom w relacjach polsko-ukraińskich – ekshumacjom, negocjacjom pokojowym prowadzonym przez Trumpa czy kulisom funkcjonowania Jasionki.

Każdy rozdział jest podzielony na kolejne podrozdziały, rozdzielające poszczególne aspekty przewodniego tematu. Książkę kończy epilog, w którym Parafianowicz własnym głosem podsumuje wydarzenia i wnioski płynące z zebranych wypowiedzi.

Bardziej sowieto- niż liberał

Jaki jest zatem tytułowy „kłopot z Zełeńskim”? Z wypowiedzi zebranych przez Parafianowicza wyłania się obraz zapatrzonego w siebie polityka, odpornego na rzeczywistość zakładnika własnej legendy.

Zełeński jest politykiem bezwzględnym, który równocześnie nie zauważa kosztów swojego postępowania, „sowietoliberałem”, jak nazywa go jeden z rozmówców. Bardziej jednak „sowieto-” niż liberałem.

Jednym z leitmotivów tej książki jest podkreślanie sowieckości ukraińskiej kultury politycznej, której Zełeński jest najbardziej wyrazistym przykładem poprzez swoją małostkowość i mściwość, na którą nakłada się aktorski sznyt i potrzeba bycia w centrum uwagi.

Równocześnie, Parafianowicz przytacza też wypowiedzi jego współpracowników, które komplikują obraz. Co ciekawe, nie uchyla się też przed podawaniem wypowiedzi sprzecznych, jak na przykład przy pytaniu o kompleksy Zełeńskiego co do jego wzrostu.

Przy całej krytyce, jaka spada na prezydenta Ukrainy, pojawia się też nuta pewnego szacunku wobec jego dokonań, jak np. w wypowiedzi jego współpracownika o relacjach Zełeńskiego ze swoim dawnym patronem, oligarchą Ihorem Kołomojskim.

Zełeński jest mało sympatycznym człowiekiem, ale imponującym politykiem – przynajmniej do czasu. Zmęczenie jego metodami i osobą jest wspólnym mianownikiem wypowiedzi zarówno polskich rozmówców, jak i tych zagranicznych.

Zniechęcić do siebie Bałtów, gdy strzelasz do Rosjan, to jednak jest wybitne „osiągnięcie” – wypowiedzi litewskiego dyplomaty świetnie współgrają z napięciami między krajami bałtyckimi a Kijowem, których jesteśmy w ostatnich miesiącach świadkami.

Zełeński nie jest jednak samorodnym fenomenem, a raczej produktem wschodniej kultury politycznej. Znajdziemy w niej wypowiedzi ukraińskich dyplomatów i polityków, które czasami dodają kontekstu do wydarzeń opisywanych w książce, a czasem wyjaśniają ukraińską optykę na opisywane wydarzenia. Polski czytelnik może nawet przeżyć delikatny wstrząs i przeczytać, jak rozmówcy znad Dniepru przyznają się do błędu!

By jednak było zbyt różowo, błędem tym było zaangażowanie się Zełeńskiego w amerykańską kampanię wyborczą. Wobec Polski błędów nie stwierdzono. Przy całym podziwie, który wielu komentatorów wyraża dla twardej gry ukraińskich polityków, trudno nie odnieść wrażenia, że jednak są to elity nadal niedojrzałe i krótkowzroczne, które jeszcze długo będą spłacać odsetki za bezpardonową, czasami wręcz chamską grę nie tylko wobec Warszawy, ale i względem zachodnich stolic.

Naiwni Polacy

Ciekawy jest też obraz polskiej klasy politycznej. Z jednej strony, nasi politycy i dyplomaci wychodzą na ludzi naiwnych. „Kłopoty…” zaczynają się od słynnej wizyty w Kijowie. Były minister w rządzie Morawieckiego stwierdza otwarcie: „zabrakło nam jaj”. Takich historii w książce jest więcej. Należy zadać pytanie, czy polska klasa polityczna umie wyciągać wnioski ze swoich doświadczeń z ukraińskimi odpowiednikami.

Z drugiej strony, kolejne zaskoczenie dla polskiego czytelnika – wśród polityków pojawiają się zalążki myślenia państwowego! Jeśli wierzyć dyplomacie z otoczenia Radosława Sikorskiego: „Poza tym może i obowiązuje nas logika wojny polsko-polskiej, ale to nie znaczy, że politycy zapomnieli, jak Zełenski wrzucił Dudę do jednego worka z Rosjanami w czasie swojego wystąpienia w ONZ. On wtedy utracił zaufanie Polaków i ta utrata miała wymiar ponadpartyjny.”

By jednak znowu nie było zbyt różowo, w książce przeczytamy też o awanturze, którą Michał Dworczyk rzekomo miał robić Andrijowi Sybisze, ministrowi spraw zagranicznych Ukrainy, o pozwolenie na ekshumacje za Tuska, podczas gdy PiS wysłało Ukrainie tyle broni.

Trudno nie odnieść wrażenia, że sporym problemem w stosunkach polsko-ukraińskich jest obustronna ignorancja – w Polsce na wojnie możemy przeczytać, że ukraińskie władze obawiały się, że Polska może wykorzystać sytuację i zająć Lwów – widać nikt w Kijowie nie czytał o doktrynie Giedroycia.

Kłopotach… z kolei czytamy, że Andrij Sybiha był zaskoczony wagą tematu ekshumacji dla strony polskiej. Brak polskiej sieci lobbystów, instytucji, think-tanków, mediów, które konsekwentnie pracowałyby na rzecz polskich interesów na Ukrainie i tłumaczyły Ukraińcom nasze stanowisko.

Z kolei polska strona przecenia znaczenie gestów oraz udzielonej pomocy na postawę Kijowa. W pewnym momencie jeden z naszych dyplomatów mówi, że „Zełeński oczekuje konkretów. Nie obrazi się, jak powiemy mu, co oferujemy, a co chcemy dostać w zamian”. Problemem polskiej strony jest nieumiejętność definiowania swoich interesów i oczekiwań oraz asertywnego ich egzekwowania.

W pewnym momencie ukraiński dyplomata pyta, dlaczego polscy politycy mają decydować o tym, kto jest ukraińskim bohaterem (jakże aktualne pytanie). Czy mamy dobrą na to odpowiedź? Odnoszę wrażenie, że nie – a przynajmniej nie potrafimy jej wyrazić w języku, który ukraińscy politycy rozumieją.

Zaletą Kłopotów… jest ogromna liczba smaczków dla czytelnika zainteresowanego polityką międzynarodową. Czy to będzie reakcja Białorusinów na drony nad polskim niebem, kulisy negocjacji, stosunek Tuska do Ukraińców czy Sikorskiego do Zełeńskiego, obserwator polityki krajowej i międzynarodowej będzie miał okazje zderzyć swoje przekonania i teorie z materiałem zebranym przez Parafianowicza.

Książkę też bardzo przyjemnie i szybko się czyta – Parafianowicz tka z zebranych wypowiedzi mozaikę, przedstawiającą prawdziwe procesy polityczne. Wbrew fanom „realizmu”, który często się sprowadza do „geopolo”, osobiste stosunki i relacje między politykami mają duże znaczenie, o czym Ukraińcy boleśnie się przekonali wraz z nadejściem administracji Trumpa. Wbrew zaś „romantykom” – twarda gra interesów nigdy nie ustaje.

Kłopoty… wymagają zaufania

Przy wszystkich zaletach tej książki nie jest jednak ona pozbawiona wad. Jaki jest więc kłopot z Kłopotem z Zełeńskim? Brakuje często kontekstualizacji decyzji Zełeńskiego odnośnie do polityki wewnętrznej Ukrainy.

Forma książki, która sprzyja łatwej lekturze, wymusza też na czytelniku dużą ­dozę zaufania. Parafianowicz za rzadko zderza ze sobą różne wypowiedzi. Uczestnicy wydarzeń nie są obiektywni i trzeba o tym pamiętać – narzekania polskich polityków i dyplomatów na ukraińskie chamstwo często brzmią jak usprawiedliwianie swoich niepowodzeń.

Przyjęcie tej formy rozmywa też odpowiedzialność Parafianowicza za treść, która wyłania się z jego kompozycji przez pozorną obiektywność. Trudno nie odnieść wrażenia, że momentami autor dobiera wypowiedzi, które pasują mu do tezy.

Najjaskrawszym przykładem jest tutaj prezydent Trump. Wypowiedź ukraińskiego dyplomaty teoretyzującego, że Trump naprawdę wierzy w to, że to Ukraina mieszała przy amerykańskich wyborach prezydenckich­, trudno pogodzić z wnioskami raportu Muellera czy podejrzaną wyrozumiałością Trumpa wobec Putina.

Parafianowicz w swoim podsumowaniu tę myśl powtarza jako pewnik i trudno się nie zapytać, czy gdyby była to książka o ataku na Kapitol, to czy Parafianowicz z równą chęcią przytoczyłby przekonanie Trumpa, że protestujący „całowali i przytulali się” do policjantów (Trump faktycznie coś takiego powiedział).

Kłopoty… w mediach są często przedstawiane jako pozycja, która przedstawia „szokujące” kulisy stosunków polsko-ukraińskich. Dla czytelników, którzy nie śledzą tego tematu na bieżąco, w istocie może tak być. Dla zainteresowanych tematem szoku nie będzie. Kłopoty z Zełeńskim są bardzo ciekawe jako książka opisująca proces wytwarzania kiełbasy słowami uczestników opisywanych wydarzeń.

Mogę z czystym sumieniem polecić ją wszystkim zachodzącym w głowę, dlaczego stosunki polsko-ukraińskie są nadal tak trudne, pomimo ogromnej pomocy, jaka Polska udzieliła Ukrainie. Nie znajdziemy jednak tu odpowiedzi, jak te trudności przełamać – raczej przestrogę, jakich błędów nie popełniać.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.