Po referendum wróci stary układ? To czarny scenariusz dla Krakowa
Referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego nie zakończyłoby się sukcesem, gdyby nie aktywizacja starego, krakowskiego układu politycznego, który był z niego niezadowolony. Czy dojdzie do jego restauracji?
Płonne nadzieje układu
Fundamentem frustracji, która doprowadziła do odwołania włodarza Grodu Kraka, były bardzo konkretne decyzje uderzające w mieszkańców. Z jednej strony zignorowano 7 tysięcy podpisów pod obywatelskim sprzeciwem wobec Strefy Czystego Transportu, a z drugiej – niemal w tym samym czasie – podniesiono ceny biletów komunikacji miejskiej.
Zdenerwowano zatem zarówno kierowców, jak i pasażerów transportu publicznego. Co więcej, na ostatniej prostej kampanii do krakowskiego kotła dorzucono czynnik ogólnopolski w postaci agresywnych działań hejterskiego profilu Sok z Buraka.
Publikowane tam dziesiątki postów miały zniechęcić mieszkańców do udziału w głosowaniu, a przyniosły efekt odwrotny od zamierzonego – zmotywowały przeciwników prezydenta do pójścia do urn. Ale mieliśmy do czynienia również z drugim rodzajem irytacji.
Stary układ – ludzie, którzy przez lata doskonale odnajdywali się w podwawelskich realiach, zabetonowanych przez 22 lata rządów Jacka Majchrowskiego – liczył na to, że choć zmieni się prezydent, to ludzie na niższych szczeblach pozostaną na swoich stanowiskach.
Tymczasem okazało się, że Aleksander Miszalski chętnie wymieniał kadry i osoby na decyzyjnych posadach. Nowy prezydent nie zastępował zwalnianych ludzi osobami powiązanymi z dawnym układem, lecz swoimi partyjnymi kolegami.
Środowisko dawnego układu liczyło na to, że sytuacja w mieście potoczy się niczym w starej piosence Macieja Maleńczuka i zespołu Homo Twist: „Kraków piękny, trochę śmierdzi, a poza tym po staremu. […] Oko władzy patrzy, łapówką zamglone. Szef jest nowy, ale starzy węszą szpicle”.
Choć tekst ten opisywał realia lat 90., stronnicy Jacka Majchrowskiego mieli nadzieję, że w Krakowie zadziała ta sama zasada – nowym prezydentem zostanie formalnie ktoś inny, ale osoby na niższych szczeblach zachowają swoje dotychczasowe posady i strefy wpływów. Zabrakło tu poszanowania dla specyficznej hierarchii ważności, którą ludzie związani z miastem od pokoleń rozdali między sobą lata temu.
Jawna niechęć
Działania te sprawiły, że zwolennicy dawnego krakowskiego status quo z czasów Jacka Majchrowskiego zaczęli się mniej lub bardziej jawnie sprzeciwiać Miszalskiemu. Również sam były wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski sugerował, że Aleksander Miszalski nie radzi sobie z rządzeniem miastem.
Nie powinny mylić nas medialne deklaracje byłego prezydenta, w których przekonywał, że sprzeciwiał się referendum i liczył na jego fiasko. To nie był przypadek, że tuż przed ciszą wyborczą Majchrowski udzielił wywiadu portalowi Zero, w którym – choć formalnie krytykował referendum – przede wszystkim podkreślał, iż ostrzegał Miszalskiego przed takim finałem.
„Zawsze uważałem, że samorząd powinien być z dala od polityki. Mnie było łatwiej, bo nie miałem żadnych partyjnych nacisków. Do mnie przychodzili chłopcy z każdej strony. Natomiast Miszalski ma pewne zobowiązania w stosunku do swojej ekipy.
Gdy przekazywałem mu władzę w mieście, powiedziałem: »Zrób to, co ja zrobiłem. Zrezygnuj z bycia członkiem partii, odetnij się. Oczywiście masz kolegów, którzy są merytoryczni, możesz ich przyjąć. Ale nie będziesz miał tego ogona za sobą«” – mówił Majchrowski Pawłowi Figurskiemu.
Były prezydent poświęcił również sporo uwagi publicznym dywagacjom na temat tego, kogo należałoby namaścić na stanowisko włodarza miasta po spodziewanym odwołaniu Miszalskiego.
Rzucił wręcz groźbą w stronę polityków Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i PSL-u, deklarując, że chętnie poparłby byłą kandydatkę PiS-u, Małgorzatę Wassermann, gdyby to ona zdecydowała się na start w nadchodzących wyborach.
Wasserman zaskoczyła opinię publiczną, gdy na krótko przed ciszą wyborczą w 2024 roku de facto poparła Aleksandra Miszalskiego z KO (!) przeciwko Łukaszowi Gibale. To wiele mówi o (anty)rywalizacji PO-PiS-u w Krakowie i lokalnych kontekstach uprawiania polityki.
Możliwa restauracja
Słowa Majchrowskiego to zaś jasny sygnał dla Donalda Tuska i jego obozu: jeżeli nie uzgodnicie swojego kandydata ze mną i moim środowiskiem, to jestem gotów poprzeć drugą stronę.
Układ wysłał jednoznaczny komunikat, że nie zgodzi się na to, by nowy kandydat ponownie zaczął ignorować ich lokalne interesy. Na pytanie zaś o idealnego prezydenta dla Krakowa odpowiedział, że taki już był i nie będzie nowego idealnego, co stanowi wyborną klamrę spinającą całą tę sytuację.
Czy bez poparcia Majchrowskiego i ludzi z nim związanych da się w Krakowie wygrać wybory? Przekonamy się w najbliższych miesiącach. Zanosi się na to, że będziemy mieli do czynienia z dużą liczbą kandydatów, bo w sezonie ogórkowym każdy będzie chciał zaistnieć.
To zaś może zmniejszyć szansę typowanego na faworyta Łukasza Gibały, który po raz czwarty powalczy o władzę pod Wawelem. Niewykluczone zatem, że przedterminowa kampania wyborcza w Krakowie nie ustąpi w brutalności tej, którą obserwowaliśmy przed dwoma laty.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
