Tom Holland, „Boże władztwo” i cichy powrót chrześcijaństwa na Zachodzie
Brytyjski historyk Tom Holland przekonuje, że wszyscy mieszkańcy Zachodu – nawet ateiści – myślą dziś kategoriami chrześcijańskimi. Jego książka Boże władztwo stała się jednym z najważniejszych manifestów „cichego przebudzenia” chrześcijaństwa wśród zachodnich elit. Problem w tym, że Holland zatrzymuje się w pół drogi: pokazuje potęgę chrześcijańskiej moralności, ale unika odpowiedzi na pytanie, bez którego chrześcijaństwo traci sens – czy Chrystus naprawdę zmartwychwstał?
„Żyć w zachodnim kraju, to znaczy żyć w społeczeństwie kompletnie przesiąkniętym chrześcijańskimi pojęciami i założeniami. Ta prawda dotyczy żydów i muzułmanów w nie mniejszym stopniu niż katolików czy protestantów.
Dwa tysiące lat po narodzinach Chrystusa, nie trzeba wierzyć, że powstał On z martwych by nosić na sobie piętno ogromnego – zaprawdę, nieuchronnego – wpływu chrześcijaństwa”. Takie zdania wypowiadane przez wybitnego zachodniego intelektualistę są jak haust świeżego powietrza wpuszczony do dusznego pokoju.
Z postacią Toma Hollanda, bo on jest ich autorem, zetknąłem się po raz pierwszy niemal przypadkowo. W 2022 roku Alexander Stafford – wówczas jeszcze brytyjski parlamentarzysta – polecił mi podcast The Rest is History (tytuł najlepiej oddać idiomatycznie jako „reszta historii jest już wszystkim znana”).
Nie lubiłem i nadal nie lubię podcastów, ale uznałem, że rekomendacja zastępcy przewodniczącego Partii Konserwatywnej niesie ze sobą pewien gravitas. Pierwszy odcinek wciąż należy do moich ulubionych.
Holland, wraz ze współprowadzącym, świetnym historykiem Wielkiej Brytanii i USA Dominikiem Sandbrookiem, dyskutuje o tym, co to znaczy być wielkim. Pierwszy kandydat, Aleksander, był Wielki ze względu na swoje podboje, ale Holland się wtrąca: mamy przecież mieszane uczucia wobec Aleksandra, poganina, który zdobywał wielkość brodząc we krwi.
Według chrześcijańskiej wizji świata, którą wszyscy dzielimy, do wielkości nie wystarczą wielkie podboje – potrzebna jest także wielkość moralna. Odcinek kończy się sugestią, że spośród współczesnych przywódców na to miano najbardziej zasługuje Angela Merkel.
I o ile ten pierwszy cytat dotyczący chrześcijańskiej tożsamości Europy został zapewne przez czytelników przyjęty z radością, tak porównanie Aleksandra do Merkel i nazwanie ją wielką – przeciwnie, może wzbudzać irytację wśród czytelników portalu Klubu Jagiellońskiego.
Według autora wszyscy jednak jesteśmy chrześcijanami czy tego chcemy, czy nie. Nic więc dziwnego w tym, że stał się czołowym heroldem quiet revival – cichego przebudzenia chrześcijaństwa wśród zachodniech elit, o którym pisałem tutaj.
Droga Hollanda do chrześcijaństwa
Jego podróż intelektualna jest podobna do tej, którą odbyło wielu świetnych brytyjskich pisarzy – od lorda Byrona po Christophera Hitchensa. Jako nastolatek uznał wiarę za naiwną i zamiast religii spędził wiele lat zafascynowany historią i kulturą świata klasycznego: Grecją, Rzymem, i w jego przypadku, również Persją.
Choć jego pierwsza bestsellerowa książka, wydana w 2003, dotyczyła ostatnich lat Republiki Rzymskiej, Holland szerokie uznanie w anglojęzycznych mediach zdobył dopiero w 2012 roku jako prezenter serialu dokumentalnego o islamie.
Holland sugeruje tam, że znana nam historia islamu została zmyślona, zaś najwcześniejsze źródła o Mahomecie są o dwieście lat młodsze niż sam Mahomet. Holland tym samym świetnie wpisał się w trendy świeckich zachodnich kręgów intelektualnych, a także we własne wcześniejsze przekonania przepełnione scetycyzmem wobec religii.
Wyobraźmy sobie więc zaskoczenie, gdy w 2016 roku Holland opublikował artykuł dla New Statesman – prestiżowego brytyjskiego pisma o profilu centrolewicowym – zatytułowany „Dlaczego myliłem się w sprawie chrześcijaństwa”. Wciąż można go przeczytać.
Podtytuł głosi: „Długo zajęło mi zrozumienie, że moja moralność nie jest grecka ani rzymska, lecz całkowicie, i dumnie, chrześcijańska”. Najbardziej uderzający jest opis tego, w co Holland niegdyś wierzył: inteligentni ateiści zapewne się w tym cytacie odnajdą.
„Zanim sięgnąłem po Edwarda Gibbona i innych wielkich pisarzy Oświecenia, byłem już gotów przyjąć ich interpretację historii: że triumf chrześcijaństwa zapoczątkował «epokę przesądów i łatwowierności»”. A jednak ci, którzy najczęściej atakują chrześcijaństwo, sami są na wskroś chrześcijańscy. „Voltaire, troszcząc się o słabych i uciskanych, nosił trwalsze piętno biblijnej etyki niż sam chciałby przyznać” – podkreślał.
Boże władztwo, czyli przełom
Zajęło mu jeszcze trzy lata, by napisać najpełniejszy wykład swoich poglądów na chrześcijaństwo: Boże władztwo. Jak chrześcijański przewrót zmienił oblicze świata. Książka zaczyna się, o dziwo, w 479 roku p.n.e., od II wojny perskiej. Holland opisuje wierzenia Persów i Greków i choć dostrzega pewne podobieństwa między ich wierzeniami a naszymi, przede wszystkim podkreśla ich okrucieństwo.
Szczegółowo opisuje scaphe, perską torturę, w której larwy rozwijały się w odchodach ofiary i powoli ją pożerały. Dopiero potem przechodzi do Żydów, i nieuchronnie, do chrześcijaństwa.
Magią Bożego władztwa jest to, że książka napisana została stylem historyka epoki klasycznej. Obejmuje niewiarygodnie długi okres – ostatni rozdział rozgrywa się w 2015 roku – a jednak, ponieważ zaczyna się tuż po bitwie pod Mykale w 479 roku p.n.e., nigdy nie traci narracyjnego poczucia, że wciąż mówimy o czymś heroicznym i tajemniczym.
Chrześcijaństwo, gdy już się pojawia, opisywane jest tym samym stylem co wierzenia i praktyki starożytnych pogan. Pojęcia znane każdemu zachodniemu czytelnikowi traktowane są z taką samą starannością, jak gdyby należały do zaratusztrianizmu czy filozofii rzymskich stoików.
Zarazem Boże władztwo podkreśla, jak dziwne i nowe były one w kontekście swojej epoki. Czy to bezinteresowna dobroczynność, błogosławienie cichych, czy oddzielenie sfery religijnej od politycznej. Holland wyjaśnia, że owe idee wywodzą się i są dla nas przekonujące wyłącznie dzięki chrześcijaństwu.
Teza Hollanda była szokiem dla niego samego. Chciał podziwiać Greków, Rzymian i Persów, ale nie był w stanie: gdziekolwiek spojrzał, widział w nich ludzi odrażających, złych, nikczemnych, bezwzględnych, niemoralnych, brutalnych i pozbawionych sumienia. Było to nieuniknione: odkrył, że nasze zmysły moralne są głęboko i nieuchronnie chrześcijańskie.
Jest to tak samo prawdą dzisiaj jak i w minionych stuleciach. Holland podaje mnóstwo przykładów. Jednym z nich są Beatlesi – gdyby nie nasze chrześcijańskie przywiązanie do bezwarunkowej miłości, wyjaśnia, nie uznalibyśmy tekstu do „All You Need Is Love” za tak przekonujący.
Beatlesi nie graliby też swojej muzyki, gdyby nie akceptacja czarnoskórych wynikająca z ruchu praw obywatelskich z jego otwarcie chrześcijańskimi wartościami. Jednak najbardziej znany przykład, jaki podaje, to ideologia woke. Biała skóra i toksyczna męskość to grzech pierworodny; rodzimy się z nimi i możemy zostać odkupieni jedynie przez oczyszczenie przed kapłańską kastą. Sprzeciw wobec temu to herezja, karana z zapałem przez progresywną inkwizycję. Katastrofa ekologiczna to Apokalipsa. Akademicki żargon to gnostycyzm.
Tom Holland rozwadnia chrześcijaństwo?
Tu właśnie tkwi problem. Niezależnie od historycznych zalet tez Hollanda – sam z nimi sympatyzuję – tak bardzo oderwane są od chrześcijańskiej metafizyki, że ostatecznie oddalają nas od istoty chrześcijaństwa.
Kilka miesięcy temu, Holland wpadł w tarapaty na portalu X podczas skandalu wokół gangów groomerskich w Wielkiej Brytanii. Dla niewtajemniczonych: zorganizowane gangi złożone głównie z Pakistańczyków przez lata seksualnie wykorzystywały setki białych nastolatek, de facto prowadząc proceder prostytucyjny.
Kiedy doniesiono, że policja nie reagowała z obawy na oskarżenie o rasizm albo zepsucie relacji społecznych, Holland skomentował, że policja działała pod wpływem chrześcijańskich pobudek.
Oczywiście miał rację – gdyby nie chrześcijaństwo, nikt nie przejmowałby się rasizmem ani relacjami społecznymi, może poza czysto utylitarnymi pobudkami. Ten przykład pokazuje jednak, że zawdzięczać coś chrześcijaństwu i być chrześcijaninem to dwie bardzo różne rzeczy.
W istocie, dla Hollanda nawet ateiści są jedynie chrześcijańskimi heretykami. We wstępie do Bożego władztwa pisze wprost: „To, że moja wiara w Boga w latach nastoletnich wygasła, nie znaczy, że przestałem być chrześcijaninem”.
Ateizm, argumentuje, nie miałby sensu poza chrześcijańskim pojęciem religii. Ale można sobie wyobrazić ateistę, przekonanego przez Hollanda, który odwraca się i mówi: „No dobra, jestem chrześcijańskim heretykiem. I co z tego?”
Przyznanie, jak wiele zawdzięczamy chrześcijaństwu jest potrzebne, ale też nie jest wystarczające. Jeśli wymagania chrześcijaństwa są na tyle minimalne by włączać w nie ateistów, niewiele jest powodów, by wychodzić ponad nie.
Holland sam nie wierzy w zmartwychwstanie Chrystusa, a do niedawna nie wierzył też w istnienie Boga – zaczął wierzyć dopiero po napisaniu Bożego władztwa, po cudownym wyzdrowieniu z raka, które nastąpiło po modlitwie w anglikańskim kościele.
Zadowolenie z bycia heretykiem
Soft chrześcijaństwo w rozumieniu Hollanda nie wystarczy. Chodzenie na mszę świętą, przyjmowanie sakramentów, traktowanie nauki Kościoła jako filozofii życia to nie tylko ozdobniki, lecz fundament.
Nawet jeżeli ateiści rzeczywiście są chrześcijańskimi heretykami, nie powinni zadowalać się statusem heretyka, jak robi to sam Holland. Celem chrześcijaństwa nie jest wyjaśnienie tego w co ani nawet jak wierzymy. Celem chrześcijaństwa jest zbawienie.
Holland chętnie odsłania intelektualne napięcia leżące u podstaw wierzeń sekularystów, wskazując, że nawet założenia, na których opierają się ateiści, mają swoje historyczne korzenie w chrześcijaństwie i mogą być uzasadnione wyłącznie przez jego pryzmat.
Nie wyciąga jednak z tego wniosku, że wymaga to zaakceptowania też założeń, na których samo chrześcijaństwo się opiera. Powiedzieć, że miłosierdzie nie ma sensu bez chrześcijaństwa, to tylko połowa drogi. Druga połowa polega na uświadomieniu sobie, że chrześcijaństwo nie ma sensu bez Zmartwychwstania, bez Trójcy Świętej, bez złożonej i rewolucyjnej metafizyki, którą objawił nam Chrystus.
Etyka chrześcijańska jest zakorzeniona w historii zbawienia, a nie w społecznej akceptowalności czy w samouszczęśliwiającej gratyfikacji. Jeśli nie ma życia wiecznego w Królestwie Niebieskim dzięki łasce jedynego Boga w Trójcy, ta historia jest fałszywa.
Podcast Hollanda, The Rest is History, należy dziś do najpopularniejszych na świecie. Słucha go regularnie około dziesięć razy więcej osób niż Kryminatorium, najpopularniejszego podcastu w Polsce. Tysiące, jeśli nie miliony ludzi – w tym na przykład Charlie Kirk – zafascynowały się chrześcijaństwem na nowo. Ale czy stali się chrześcijanami?
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
