Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Donald Tusk to opcja niemiecka w Polsce? Fakty i mity

Donald Tusk to opcja niemiecka w Polsce? Fakty i mity zrzut ekranu [z:] https://www.youtube.com/watch?v=QYfn1To3S0g

Donald Tusk to polityk skrajnie uległy wobec Niemiec – to zarzut, który słyszymy ze strony PiS-u i Konfederacji od dawna. To co było oczywiste w latach 2007-2014, dziś nie jest już tak jednoznaczne. Koalicja Obywatelska jako opcja proniemiecka w Polsce to jedna z głównych emocji, którą podzielają niemal wszyscy prawicowcy. Emocje trzeba jednak pozostawić na boku i przyjrzeć się faktom.

Wspólna gra w niemieckiej drużynie

Bliskość między Warszawą a Berlinem w latach 2007–2014 wynikała zarówno z przynależności PO oraz rządzącej w Niemczech CDU/CSU do dominującej w Parlamencie Europejskim Europejskiej Partii Ludowej, jak i z bardzo dobrych relacji osobistych Donalda Tuska z Angelą Merkel. Istotne znaczenie miała również niekwestionowana, bardzo wysoka pozycja Niemiec w ówczesnym układzie politycznym Unii Europejskiej.

Przekładało się to na politykę polskich władz: realizację resetu w relacjach z Federacją Rosyjską czy brak realnej krytyki niemieckiego udziału w budowie gazociągu Nord Stream. Przekonanie o konieczności dołączenia do obozu przewodzonego przez Berlin świetnie odwzorowuje przemówienie Radosława Sikorskiego z 2011 r., w którym stwierdzał, że w obliczu licznych kryzysów mniej się boi niemieckiej siły niż niemieckiej bierności.

Po aneksji Krymu w 2014 r. Donald Tusk zmienił częściowo zmienił swoją postawę. Zbiegło się to w czasie z jego przejściem na fotel szefa Rady Europejskiej oraz przejęciem władzy w Polsce przez asertywny wobec Niemiec rząd PiS-u. W przeciwieństwie do swoich politycznych oponentów, Tusk oceniał negatywnie politykę rządu niemieckiego raczej punktowo, głównie w wymiarze energetycznym.

Nawet wówczas jednak robił to w sposób bardzo delikatny. Na początku kryzysu migracyjnego w 2015 r. optował za strategią Merkel, która dopuszczała obowiązkowe relokacje uchodźców w krajach członkowskich. Zdanie zmienił po przekonaniu się, że rozwiązanie to nie cieszy się zbyt dużym poparciem.

Powrót do polskiej polityki przyniósł pierwsze, bardziej wyraźne przejawy asertywności – w 2021 r. mogliśmy choćby usłyszeć Tuska mówiącego, że Nord Stream to „błąd wynikający z egoistycznie rozumianych niemieckich interesów”.

Nie przeszkadzało to jednak prawicowemu rządowi w Warszawie w kształtowaniu wizerunku swojego arcywroga jako nadwiślańskiego agenta niemieckich wpływów, czego symbolem stało się pojawiające się w TVP Jacka Kurskiego zapętlenie słynnego „für Deutchland”.

Nawet jednak bez tej nachalnej propagandy przekonanie o proniemieckości Koalicji Obywatelskiej pozostało trwałe wśród prawicowego elektoratu. I trudno się temu dziwić.

Przykłady asertywności Koalicji Obywatelskiej wobec Niemiec

Po porażce prawicy w 2023 r. i powstaniu koalicji 15 października relacje Tuska z Niemcami wydają znacznie bardziej złożone niż w czasie jego pierwszych rządów. Z pewnością nie można powiedzieć, że jego stosunki z Fredrichem Merzem, a tym bardziej wcześniej z Olafem Scholzem, są tak bliskie jak za czasów Merkel.

Stanowczym krokiem podjętym przez polski rząd było choćby wprowadzenie kontroli na zachodniej granicy jako symetrycznej odpowiedzi na analogiczne działania niemieckich władz latem 2025 r.

Premier grzmiał wówczas na konferencjach prasowych, że dzięki podjętym decyzjom Niemcy nie będą mogły już odsyłać do Polski nielegalnych migrantów. Biorąc pod uwagę jego dotychczasowe relacje z Berlinem, była to odpowiedź – zarówno co do działań jak i używanej retoryki – niezwykle ostra.

Pomimo niemieckiej presji, Warszawa nie ugięła się też pod naciskiem strony niemieckiej w zakresie ekstradycji do Niemiec Wołodymyra Ż., który podejrzewany o wysadzenie rurociągu Nord Stream 2. Jeszcze przed decyzją sądu w tej sprawie Tusk zapewniał, że „jedynymi osobami, które powinny wstydzić się i powinny milczeć w kwestii Nord Stream 2, to są te osoby, które zdecydowały o budowie Nord Stream 2”.

Władze grały również przeciwko rządowi RFN w zakresie finansowania Tarczy Wschód ze środków Krajowego Planu Odbudowy. W szczególności gabinet Scholza z rezerwą podchodził do realizacji obrony wschodniej flanki z tanich pożyczek przeznaczonych na konkurencyjności UE.

Po zmianie władzy w Niemczech i ukonstytuowaniu rządu Merza ostatecznie udało się przeforsować polskie stanowisko – na sfinansowanie ma zostać przeznaczonych m.in. 30 mld zł z Funduszu Bezpieczeństwa i Obrony w ramach KPO.

Reparacje to dziś listek figowy

Nie jest to jednak zwrot o 180 stopni, a jedynie zauważalna zmiana kursu. Ekipie Tuska nadal zdarzają się kompromitujące wpadki. Warto w tym kontekście przeanalizować kwestie reparacji. Podejście obecnych władz wskazuje na to, że zamiast obowiązkowych rekompensat zamierzają postawić na dobrowolność w zaspokajaniu krzywd.

Podobnie jak w wypadku poprzedniego rządu, nie wydaje się, żeby takie działanie okazało się skuteczne. W praktyce wygląda raczej na abdykację ze skutecznego rozegrania tej kwestii na rzecz symbolicznej próby zdominowania dyskusji zainicjowanej przez prawicę.

Dobrowolne gesty ze strony Niemiec, choćby w postaci finansowania projektów kulturalnych czy wsparcia dla żyjących ofiar, będą miały wymiar symboliczny, a nie realny. I to zakładając, że w ogóle się wydarzą. Zastąpienie bilionowych wyliczeń z raportu parlamentarnego wizerunkowymi kompromisami obniża rangę polskich roszczeń na arenie międzynarodowej.

Bez jednoznacznego i twardego stanowiska rządu, Berlin nie będzie miał żadnego powodu, aby traktować polskie postulaty poważnie. Prawica niczego w tych relacjach nie załatwiła, ale przynajmniej tak otwarcie nie kapitulowała.

W dyskursie publicznym padają też oskarżenia o relatywizowanie polityki historycznej względem naszego sąsiada. Najbardziej jaskrawym przykładem była w tej mierze nominacja prof. Krzysztofa Ruchniewicza na dyrektora Instytutu Pileckiego. Pod jego kierownictwem doszło do skandalu związanego z usunięciem ze stanowiska kierowniczki berlińskiego oddziału Instytutu Hanny Radziejowskiej, która ujawniła, że Ruchniewicz planował organizację seminarium nt. zwrotu Niemcom dóbr kultury.

Kontrowersyjne okazało się też zlikwidowanie w 2024 r. Departamentu Restytucji Dóbr Kultury w resorcie kultury, które uzasadniano usprawnieniem odzyskiwania zagrabionych dzieł sztuki. W praktyce trudno racjonalnie ocenić, czy krok ten okazał się słuszny.

Warto przypomnieć tu o sukcesie, którym było odzyskanie kilkudziesięciu dóbr kultury z Niemiec w grudniu 2025 r., aczkolwiek pamiętajmy, że stanowi to zaledwie promil wobec do dziś poszukiwanych ponad 500 tys. zrabowanych obiektów.

CPK i SAFE jako agenda proniemiecka Tuska. Nie przesadzajmy

Oczywiście wskazać można szereg innych rzekomych dowodów, które miałyby w opinii prawicowych polityków udowodniać, że Tusk wciąż pozostaje politykiem skrajnie proniemieckim. Większość z tych oskarżeń dziś to jednak narracja służąca do mobilizowania wyborców, której związek z prawdą jest dość luźny.

Wbrew oskarżeniom o chęć porzucenia realizacji CPK, który to projekt miałby godzić w niemieckie interesy, nowy rząd, przynajmniej w sferze werbalnej, po dokonaniu liftingu wciąż kontynuuje tutaj pracę. Choć nie wiadomo, co wydarzyłoby się, gdyby nie skuteczny, obywatelski lobbing i duża presja polityków prawicy.

Podobnie też między bajki można włożyć próbę opisania popieranego przez rząd SAFE jako inicjatywy mającej umożliwić militarne zdominowanie Europy przez Niemcy. Przede wszystkim w kontrze do wysuwanych zarzutów trzeba podkreślić rozproszenie europejskiego potencjału obronnego.

W poszczególnych obszarach sektora militarnego silną pozycję mają różne państwa UE – np. Szwecja w systemach radarowych czy Francja w lotnictwie i elektronice. Owszem, niemiecki przemysł zbrojeniowy skorzysta na programie, ale obok niego będzie szereg innych beneficjentów.

Wspomnijmy w tym miejscu, że sama idea programu była początkowo wspierana przez rząd PiS-u, stanowisko uległo zmianie, gdy cały koncept nabrał konkretnego kształtu.

Podbieranie wojsk Niemcom? Przegrzanie tematu przez PiS

Najświeższym dowodem wskazującym na prowadzenie polityki uległej wobec Berlina ma być zdaniem prawicy wypowiedź Tuska, że Polska nie powinna zabiegać o przeniesienie z Niemiec do naszego kraju amerykańskich żołnierzy.

Premier nazwał tę sprawę delikatną i stwierdził, że „chyba nie powinniśmy, jako państwo, podbierać” tych żołnierzy naszemu sojusznikowi. Ta część wypowiedzi premiera jest niefortunna i słusznie krytykowana przez obóz prawicowy.

Jednak warto zauważyć, że w tym samym wystąpieniu padły również inne słowa: „Jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych i rząd amerykański uznają, że nie będzie wycofania tych wojsk, tylko przeniesienie – relokacja tych kilku tysięcy żołnierzy amerykańskich do Polski, to oczywiście będzie to konsekwencją starań wszystkich, bo tutaj akurat nie ma konfliktu między rządem a prezydentem i jego ludźmi”.

Zatem w całym tym kontekście sformułowanie o „podbieraniu” należy rozumieć jako wyraz troski o to, aby sojusznik amerykański nie wykorzystywał swoich wojsk jako elementu mogącego poróżnić ze sobą państwa europejskie.

Można krytycznie oceniać tę wypowiedź z perspektywy polskiej racji stanu, ale nie widzę tutaj wielkiej uległości wobec Niemiec, a raczej krytykę polityki amerykańskiej, która zdaniem premiera wpływa negatywnie na solidarność wewnątrz NATO.

Niejednoznaczny obraz

Niewątpliwie zatem polityka Donalda Tuska wobec Berlina nie jest tak jednostronna, jak chciałaby to widzieć partia Jarosława Kaczyńskiego. Można zaryzykować tezę, że premier najwyraźniej zdał sobie sprawę z rosnących ambicji Polaków, dla których bycie niemieckim junior partnerem jest grą poniżej swoich możliwości. Budowaniu bardziej partnerskiej relacji sprzyja też relatywne osłabienie Niemiec na europejskiej scenie.

Prawica zapewne widzi tę zmianę, ale liczy, że resentyment jej zwolenników przeważy nad realną oceną sytuacji. Jednak dla bardziej umiarkowanych wyborców kontrast między narracją a rzeczywistością może zacząć być nazbyt widoczny.

W nadchodzącej kampanii wyborczej PiS i Konfederacja pod byle jakim pretekstem przegrzeją ten temat. Będzie to jedna z wielu płaszczyzn narracyjnych, które mogą okazać się zbyt radykalne dla umiarkowanych wyborców.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.