Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Czy AI to Antychryst? Leon XIV i Magnifica Humanitas przeciw technoreligii

Czy AI to Antychryst? Leon XIV i Magnifica Humanitas przeciw technoreligii źródło: “Pope Leo XIV - Audience For Journalists”, CC BY-NC-ND 2.0

Nowa encyklika Magnifica Humanitas (Wielkość człowieczeństwa) to kompleksowa krytyka rewolucji technologicznej, której jesteśmy ofiarami. Ojciec Święty nie wzywa do krucjaty przeciwko maszynom zabierającym ludziom godność i wolność, ale spokojna retoryka papieża nie może nam zakrywać głównej tezy, jaką głosi między wierszami – świat technologii został opanowany przez logikę Antychrysta. Czy da się go nawrócić?

Powyższy akapit może wydawać się radykalny i przesadzony. Przecież pierwsza encyklika papieża Leona jest taka jak on sam – stonowana, łagodna i roztropna. Nie znajdziemy tam wypowiadania wojny technologii jako takiej, nie ma tam też radykalnej krytyki postępu.

Podstawowa teza jest jednak jednoznaczna. Rewolucja AI przypomina budowę wieży Babel. To hołd, który pełen pychy człowiek składa samemu sobie. Zamiast służyć Bogu, stawia siebie w Jego miejsce. Właśnie dlatego – choć nie pada to wprost – Leon XIV odsłania przed wiernymi logikę Antychrysta, jaka rządzi rewolucją technologiczną.

W dokumencie wyczuwalny jest nastrój przełomu i wielkiego kryzysu człowieczeństwa, w jakim tkwimy z powodu upowszechnienia sztucznej inteligencji. 135 lat od wydania Rerum novarum, encykliki Leona XIII poświęconej skutkom rewolucji przemysłowej dla świata pracy, polityki i godności osoby, Leon XIV stara się nawiązać do tego przełomowego dokumentu i wytyczyć nową ścieżkę dla katolickiej nauki społecznej.

To nie jest po prostu encyklika poświęcona konkretnemu zagadnieniu, ale swoisty filtr, przez który zdaniem Ojca Świętego katolicy powinni przyglądać się całemu horyzontowi ludzkiego doświadczenia. Bo właśnie teraz całe nasze życie ulega radykalnym zmianom z powodu nowych technologii.

Dokładnie rok temu, wsłuchując się w zapowiedzi, jakie dało się usłyszeć z ust samego papieża, opublikowaliśmy w Klubie Jagiellońskim tekę „Pressji” pt. Cyfrowe Rerum Novarum. Szereg naszych intuicji, diagnoz cywilizacyjnych, a nawet prób rekomendacji znalazło się w nowej encyklice, choć jej zakres zdecydowanie wykroczył poza skromne ramy, które nadaliśmy 12 miesięcy temu naszym refleksjom.

Pisaliśmy o technofeudalizmie, zbyt wielkiej władzy, jaka spoczywa w rękach niewielu, pisaliśmy też o nowych techno-uzależnieniach i traktowaniu człowieka jak baterii dla ekonomii uwagi. Zakres Magnifica Humanitas jest jednak dużo szerszy.

Dokument przestrzega przed redukowaniem człowieka do narzędzia produkcji danych, nowymi formami cyfrowego zniewolenia (władza profilowania) i uzależnień (od platform cyfrowych, pornografii).

Papież przygląda się jednak również takim tematom jak kryzys relacji, rodziny, upadek sensu szkoły i pracy, wpływ AI i automatyzacji na moralność człowieka – także w kontekście prowadzonych działań wojennych. Krytykuje zgromadzenie kapitału i władzy w rękach globalnych podmiotów prywatnych kosztem państw i społeczeństw.

Ogrom podejmowanych wątków w tej obszernej encyklice może sprawiać wrażenie nadmiernie rozległej eseistyki. Dlatego kluczowe jest, aby rozpoznać główną oś narracyjną, wokół której Ojciec Święty buduje swój wywód.

Papież proponuje nam jasne przeciwstawienia bazujące na sugestywnych opozycjach znanych z teologii. Mamy do wyboru albo budowę nowej wieży Babel i składanie hołdu samym sobie, albo odbudowę murów Jerozolimy, pełni pokory i międzyludzkiej solidarności niczym w Księdze Nehemiasza.

Możemy albo budować Państwo Boże służące godności człowieka, albo zniewalać ludzkość logiką Państwa Ziemskiego. Możemy ulegać Kulturze Mocy i składać pokłon Technofeudałom lub budować cywilizację Miłości i jedni drugim nosić brzemiona.

Możemy nabierać się na obietnicę Człowiekobóstwa, czekając, aż posthumanizm do reszty oczaruje nas wizją perfekcyjnych ludzkich cyborgów, albo ufać w Bogoczłowieczeństwo, pochylając się nad sensem cierpienia i troską nad ubogimi.

Właśnie takie metafory (oprócz ostatniej – to akurat moja interpretacja) organizują wywód Leona XIV. Wszystkie łączy jedno. Sztuczna inteligencja łudząco przypomina obietnice Chrystusa.

Otrzymaliśmy zapewnienie od producentów tej technologii, że sprawa ludzkiej śmiertelności, cierpienia, znoju pracy – to wszystko są już właściwie problemy techniczne, czekające na rychłe rozwiązanie.

Propaganda jest jasna – dzięki technologicznej Osobliwości, która dla wielu już majaczy na horyzoncie, mamy otrzymać w posiadanie nasze cyfrowe niebo, pełne szczęśliwości, wolne od cierpienia i zmęczenia. Nastanie wówczas era posthumanistyczna, wielkie usprawnienie ludzkiej natury pozbawionej wszystkiego, co kruche i wrażliwe.

Leon XIV demaskuje tę obietnicę, pokazując prawdziwą naturę tej rewolucji. Ojciec Święty bardzo daleki jest od mocnej retoryki. Jednak między wierszami można przeczytać prostą i potrzebną dziś każdemu katolikowi i człowiekowi dobrej woli prawdę. Rewolucja AI składa nam fałszywe obietnice, upodabniając się do Antychrysta.

Ten Antychryst wydaje nam się – niczym w słynnej metaforze Włodzimierza Sołowjowa – wielkim humanitarystą niosącym ludzkości szczęście. Usprawnienie naszej pracy dzięki AI może przecież dać nam więcej czasu dla odpoczynku i relacji z rodziną.

Maszyny mogą prowadzić badania naukowe, byśmy w końcu wynaleźli lek na raka. Nowa technologia może okazać się zbawienna dla osób niepełnosprawnych – niemi będą mogli dzięki niej mówić, a chromi sprawnie się poruszać.

Na razie jednak w miejsce tych obietnic otrzymujemy coś niemal zupełnie przeciwnego. Leon XIV nie zatrzymuje się na diagnozie, ale stara się dawać nadzieję. Pokazuje drogę:

„W obietnicach transhumanizmu i niektórych nurtów posthumanistycznych, dążących do człowieczeństwa ulepszonego i niemal odcieleśnionego, rozpoznajemy pragnienie, które dotyczy także i nas: potrzebę życia pełniejszego, mniej narażonego na słabość i cierpienie.

Wcielenie otwiera jednak inną drogę. Podczas gdy dawne i nowe ideologie popychają człowieka ku technicznemu przekraczaniu ograniczeń i ku wynoszeniu się ponad innych w celu umocnienia panowania, misterium Syna Bożego, który wkracza w naszą kondycję, opowiada o ruchu przeciwnym: żywy Bóg zstępuje w naszą historię, aby wyzwolić nas z wszelkiej niewoli, bierze na siebie naszą słabość i przekształca ją w miejsce zbawienia”.

Encyklika jest wyzwaniem dla sumień chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli. Miarą tej wysoko postawionej poprzeczki jest to, że każdy znajdzie tam coś, co rezonuje w jego sumieniu, a jednocześnie coś, co będzie napotykało na opór jego przekonań.

Technoentuzjaści chyba najmocniej będą zgrzytać zębami. Zębami będą zgrzytać również progresywiści, wszak Leon przypomina o istotności tradycyjnie pojętej rodziny jako najlepszej zapory dla zagrożeń związanych z nową technologią.

Ci przyzwyczajeni do głoszenia przez Watykan postulatów związanych z powołaniem rządu światowego też mogą poczuć zawód. Oczywiście domaganie się przestrzegania prawa międzynarodowego i wzmocnienia instytucji międzynarodowych także się tam znajduje.

Jednocześnie papież dużą rolę przywiązuje do zasady subsydiarności, stwierdzając, że dziś należy wzmocnić pozycję państw, których obywatele pozbawieni są ochrony z powodu hegemonii globalnego kapitału i systemu korporacji. Państwo zaś nie może dziś polegać na niewidzialnej ręce rynku, ale odważnie dbać o dobro wspólne.

Dla mnie wyzwaniem pozostanie kwestia doktryny wojny sprawiedliwej. Uważam, że rezygnacja z tego terminu przez papieża Leona, gdzie należy upatrywać kontynuacji nauczania Franciszka, nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli nie stworzyliśmy alternatywnej koncepcji, to rezygnacja z tej tradycyjnej nie wydaje mi się roztropna. Co mają począć wierni, gdy ich kraj zostanie napadnięty przez agresywne państwo? Pacyfizm chrześcijański nie jest żadnym rozwiązaniem.

Starodawną koncepcję wojny sprawiedliwej odrzuca się w Magnifica Humanitas, ponieważ historycznie była ona częstokroć instrumentalizowana na potrzeby polityczne. To prawda, ale czy nie wylewamy dziecka z kąpielą?

Nadzieją na jednak jakieś opowiedzenie tej palącej potrzeby chrześcijańskiego realizmu są te fragmenty, w których Leon nie tylko uznaje sprawiedliwość obrony przed napastnikiem, ale także domaga się radykalnego ograniczenia sztucznej inteligencji i automatyzacji na współczesnym polu walki.

Słusznie argumentuje, że wojna, w której decyzje podejmują zoptymalizowane maszyny, a nie człowiek w swej odpowiedzialności, bardzo łatwo może wymknąć się spod kontroli. Jest to w jakimś sensie zaczyn nowej refleksji nad etyką konfliktów zbrojnych z jasnym postawieniem sprawy – mamy prawo i obowiązek się bronić.

Ten tekst nie przedstawia głębi podejmowanych przez papieża wątków. Do tej encykliki będzie trzeba wracać wielokrotnie i rozwijać to nauczanie, do czego sam Leon XIV zachęca. Wsłuchując się w ten głos, będziemy to robić często na tych łamach.

Papież nie jest defetystą ani radykalnym przeciwnikiem rewolucji AI. Wierzy, że jako ludzkość jesteśmy w stanie przekierować tę epokę na bardziej ludzkie tory. Szczerze zazdroszczę Ojcu Świętemu tej wiary, pozostaję większym pesymistą.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.