Aleksander Miszalski żegna się ze stanowiskiem. Oto emocja, która o tym zdecydowała
Strefa Czystego Transportu i podwyżki cen biletów nie były głównymi powodami, dla których w Krakowie odwołano Aleksandra Miszalskiego. W istocie chodzi o lęki klasy średniej, która boi się utracić dotychczasowy status i obietnicę ciągłej poprawy poziomy życia.
Aleksander Miszalski żegna się ze stanowiskiem. W niedzielnym referendum za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 osób (przeciwko jedynie 3 631). Frekwencja wyniosła 29,99 proc., co oznacza, że nie przekroczyła progu wymaganego do odwołania Rady Miasta. Z magistratu odchodzi jednak nie tylko Miszalski, ale i czworo zastępców: Stanisław Mazur, Łukasz Sęk, Stanisław Kracik oraz Maria Klaman.
Te wyniki są politycznym trzęsieniem ziemi. Nie tylko dlatego, że jedno z największych polskich miast, idąc śladami Zabrza, odwołało prezydenta wywodzącego się z obozu rządzącego. Ale dlatego, że to tutaj społeczna frustracja osiągnęła tak wysoki poziom, że prezydent został odwołany nawet przez wyborców Lewicy.
Przyczyny rychłego końca
Liberalne centrum sympatyzujące z rządem już próbuje tłumaczyć referendum przede wszystkim konfliktem wokół Strefy Czystego Transportu, cen biletów komunikacji miejskiej czy nieprzepracowanym zmęczeniem po epoce Jacka Majchrowskiego. Jednakże te powody to tylko eskalatory, które nie tłumaczą skali politycznej eksplozji, której właśnie byliśmy świadkami.
Pod powierzchnią tych miejskich konfliktów skrywa się znacznie głębsza emocja: lęk młodej klasy średniej przed utratą statusu i końcem modelu awansu społecznego, który przez ostatnie kilkanaście lat definiował doświadczenie Krakowa i sprawiał, że setki tysięcy młodych ludzi z całego kraju wprowadzało się do stolicy Małopolski, mając przed oczami obietnicę dobrych studiów, pracy w międzynarodowej korporacji, jak i szybkiego wzrostu wynagrodzeń.
Model ten wydawał się trwać wiecznie. Polska miała być zapleczem kompetencyjnym Zachodu. Relatywnie tanim, dobrze wykształconym i stabilnym. Korporacje napływały masowo, centra usług pojawiały się masowo, a sektor IT i SSC/BPO tworzył tysiące miejsc pracy.
Dziś widzmy załamywanie się tej rzeczywistości. Nie obserwujemy spektakularnego krachu, ale powolne gaśnięcie przekonania, że przyszłość będzie automatycznie lepsza od teraźniejszości. I właśnie ten proces, dużo bardziej psychologiczny niż statystyczny, może być jednym z najważniejszych zjawisk polityczno-społecznych, którego obecnie doświadczamy.
Co mówią dane statystyczne
Oczywiście, jeśli spojrzeć wyłącznie na dane makroekonomiczne, sytuacja Polski wciąż wygląda dobrze. Bezrobocie pozostaje jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Według danych BAEL utrzymuje się na poziomie około 3 proc., a nawet szersze dane GUS pokazują wskaźniki, które są dalekie od społecznej katastrofy. W 2025 roku liczba nowych miejsc pracy nadal przewyższała liczbę likwidowanych o około 166 tys.
Polska nie stoi dziś na progu masowego bezrobocia porównywalnego z kryzysem po 2008 roku. A mimo to społeczny lęk rośnie, bo – szczególnie młodzi – odczytują te niekiedy mniej wyraźne, niepokojące sygnały płynące z rynku pracy.
Według Eurostatu bezrobocie wśród osób do 25. roku życia przekracza już 12 proc., co dla pokolenia wykształconego i wychowanego w realiach permanentnego rynku pracownika stanowi ogromny cios psychologiczny.
Dane z Małopolski pokazują wyraźny wzrost skali zwolnień grupowych. W 2024 roku zgłoszono zamiar zwolnienia 3 042 osób, a faktycznie pracę straciły 2 164 osoby. Rok później skala redukcji wzrosła gwałtownie: zgłoszenia objęły już 5 430 osób, a realne zwolnienia dotknęły 3 759 pracowników. Ponad 80 proc. tych przypadków dotyczyło samego Krakowa. Natomiast w sektorze usług biznesowych IT coraz częściej pojawiają się informacje o redukcjach etatów, zamrażaniu rekrutacji i przenoszeniu części procesów do tańszych lokalizacji.
Również dobrym wskaźnikiem kondycji gospodarczej jest liczba zamykających się jednoosobowych działalności gospodarczych, które często były wyznacznikiem przedsiębiorczości młodych obywateli. W ubiegłym roku zamknięto ich 197 tys., a 388,1 tys. z nich wystąpiło o czasowe zawieszenie działalności. Co stanowi wzrost o 4,1 proc. w skali rocznej.
To oczywiście nadal nie jest masowe bezrobocie na miarę kryzysów lat 90. Mimo to krakowska klasa średnia po raz pierwszy od dawna zaczyna mieć poczucie, że model nieustannego awansu po prostu się kończy. Ten lęk to wielkie paliwo polityczne – i po raz pierwszy zobaczyliśmy to w Krakowie.
Obawy nowej klasy średniej
Najważniejsze nie są jednak same zwolnienia, lecz osłabienie poczucia płynności rynku pracy. Jeszcze kilka lat temu absolwent uczelni wyższej szybko znajdował kilka ofert, zaś dziś coraz częściej miesiącami bezskutecznie szuka pracy mimo kompetencji i doświadczenia, co pogłębia rozdźwięk między oficjalnymi wskaźnikami a codziennym doświadczeniem.
Jednocześnie wyczerpuje się dotychczasowy model awansu, w którym wykształcony młody człowiek ze znajomością angielskiego stopniowo poprawiał poziom życia dzięki stanowisku w korporacji. Polska przestała być bowiem krajem taniej pracy m.in. przez rosnące koszty produkcji i utrzymania biur, częściowo związane z efektami Zielonego Ładu.
Co za tym idzie globalne firmy coraz częściej zaczęły patrzeć na Indie, Filipiny czy Wietnam jako na swoje nowe kierunki biznesowe, a automatyzacja i sztuczna inteligencja dodatkowo ograniczają dotychczasowe zapotrzebowanie na wykonawców części prostszych procesów.
AI – wbrew niektórym narracjom – nie zabierze z dniem jutrzejszym wszystkim pracy. Ale jej szybka ekspansja na rynku i powszechność już teraz budzi słuszny niepokój. Szczególnie młodzi zaczynają mieć poczucie, że kompetencje, które jeszcze kilka lat temu gwarantowały im przewagę na rynku pracy, przestają być wyjątkowe. A to zmienia sposób myślenia całego pokolenia.
Nastroje w Krakowie to Polska w skali mikro
Dlatego też dziś emocje wokół polityki miejskiej Krakowa są tak gwałtowne. Aleksander Miszalski oczywiście nie odpowiada za decyzje globalnych korporacji ani za outsourcing procesów biznesowych do Azji.
Nie kontroluje on też globalnej konkurencji kosztowej ani rozwoju sztucznej inteligencji, ale rozgoryczeni mieszkańcy nie analizują polityki w technokratyczny sposób.
Miszalski zatem stał się symbolem rozczarowania wielkomiejskiej klasy średniej, która do tej pory głosowała zawsze na Koalicję Obywatelską. Liberalne elity zajmują się dziś regulowaniem naszej codzienności, polityką symboliczną i klimatycznym moralizowaniem, podczas gdy wchodzący dopiero co na rynek pracy młodzi zaczynają mieć coraz większe poczucie ekonomicznej niepewności – tak brzmi jedna z głównych emocji, która usunęła Miszalskiego z urzędu.
Sytuacja, którą dzisiaj obserwujemy, jest politycznie niebezpieczna. Nie dlatego, że Polska stoi dziś przed kryzysem bezrobocia – dane tego nie potwierdzają. Nie dlatego, że jutro nastąpi masowe załamanie rynku pracy.
Ale dlatego, że po raz pierwszy od dawna ogromna część młodych Polaków zaczyna tracić wiarę, że ich życie będzie wyraźnie lepsze niż życie ich rodziców. A jak wiadomo z historii, społeczeństwa znacznie gorzej znoszą stagnację po okresie szybkiego awansu niż nawet trwały okres biedy.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

