Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Lokalne dziennikarstwo. Bez niego mieszkańcy prowincji są bezbronni

Lokalne dziennikarstwo. Bez niego mieszkańcy prowincji są bezbronni Radomsko – miejscowość opisywana przez autorów książki; źródło: Wikimedia Commons

Wydana w kwietniu książka Na obrzeżach, autorstwa Andrzeja Andrysiaka i Janusza Kucharskiego mierzy się z mitami na temat Polski lokalnej. Opowiada o prowincji, która ma dokładną nazwę, własne problemy i mieszkańców, którzy chcą zmieniać ją na lepsze. Nie jest to wizja wykreowana i opisana z perspektywy biurka w stolicy. To historia prawdziwych zmagań i problemów mieszkańców Radomska, przedstawiona przez lokalnych reporterów. 

Potrzebujemy lokalnych dziennikarzy

Autorzy książki Na obrzeżach deklarują, że skupiają się na zmianach zachodzących na prowincji oraz na ludziach, którzy za tymi zmianami stoją. W praktyce jest to jednak przede wszystkim książka o sile i konieczności istnienia lokalnego dziennikarstwa.

Bez pracy reporterów z małych i średnich miast większość historii, takich jak te opisane w książce, nigdy nie przebiłaby się do szerszej świadomości. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że gdyby nie „Gazeta Radomszczańska”, której wydawcą jest Andrzej Andrysiak, a redaktorem naczelnym Janusz Kucharski, tej książki by nie było.

Choć tytuł sugeruje opowieść uniwersalną, już w prologu staje się jasne, że „prowincja”, którą autorzy tak często wspominają, ma bardzo konkretny adres. Jest nim właśnie Radomsko – 42-tysięczne miasto powiatowe w województwie łódzkim.

Warto podkreślić, że autorzy nadają pojęciu prowincji znaczenie geograficzne, a nie wartościujące. Brak jednoznacznego wskazania miasta w tytule to zabieg podobny do tego, który Andrysiak zastosował już  w książce Lokalsi.

Na obrzeżach jest naturalną kontynuacją tej wydanej w 2022 książki, choć formalnie nie tworzy z nią serii. Centrum opowieści w poprzedniej książce stanowiła lokalna władza: układy, konflikty, polityczne gry, afery. W Na obrzeżach samorząd schodzi na drugi plan. Politycy nadal są obecni, często w roli negatywnego punktu odniesienia, ale punkt ciężkości narracji zostaje przesunięty w stronę mieszkańców.

Warto zatrzymać się na chwilę nad pytaniem o sens istnienia niezależnych mediów lokalnych. Wiele miast czy gmin posiada własne gazety oraz portale internetowe. Najczęściej jednak są one finansowane przez samorząd. Funkcjonują one jako przedłużenie samorządowej promocji i laurka dla lokalnych działaczy.

Andrysiak (który jest prezesem Stowarzyszenia Gazet Lokalnych) i Kucharski przypominają, czym niezależne dziennikarstwo powinno być. Nie informacyjną tablicą ogłoszeń ani narzędziem PR-u, lecz instytucją patrzącą władzy na ręce.

Autorzy robią to zarówno na łamach gazety, jak i w omawinej książce. Dla czytelników spoza Radomska liczba nazwisk czy innych szczegółów zebranych przez dziennikarzy może być przytłaczająca, ale potwierdza ich ogromną pracę włożoną w opisanie radomszczańskiej rzeczywistości.

Media wspierające mieszkańców

Dla mieszkańców prowincji takie media spełniają jeszcze jedną, ważną rolę. Nierzadko stają się ostatnią deską ratunku w sytuacjach, w których nie znajdują oni innego rozwiązania. Ich problemy bywają zbyt błahe z perspektywy mediów ogólnopolskich. Pomocą w takich sytuacjach są lokalni dziennikarze.

Problemy te dotyczyć mogą zarówno spraw osobistych, jak i miejskich. Do kogo zwrócić mają się mieszkańcy, którzy zauważają nieprawidłowości w realizowanych przez miasto inwestycjach? Kto zainteresuje się mobbingiem w jednostce podległej najważniejszym politykom w mieście? Kto może pomóc w ukaraniu osoby łamiącej prawo, ale mającej poparcie odpowiednich osób?

O takich sprawach nie usłyszymy ani w ogólnopolskich mediach, ani w tych finansowanych z budżetu miejskiego. Mieszkańcy prowincji muszą wiedzieć, że mogą zwrócić się do lokalnych mediów z pomocą.

Podobnie wygląda kwestia doceniania działań mieszkańców, zwłaszcza tych, które stoją w opozycji do zamiarów władzy. Taką sytuacją był opisywany przez Andrysiaka i Kucharskiego protest uczniów, rodziców i nauczycieli przeciwko zmianie dyrektora szkoły.

Pomimo tego, że dotychczasowy dyrektor cieszył się uznaniem szkolnej społeczności, to miał go zastąpić nowy, wyznaczony z klucza partyjnego. To w zasadzie historia nie jednego, a dwóch strajków, które wydarzyły się w Radomsku.

Po przeczytaniu rozdziału książki poświęconego tej sytuacji zaczęłam się zastanawiać, czy słyszałam cokolwiek na ten temat wcześniej. Nie byłam sobie w stanie przypomnieć, więc zrobiłam research i sprawdziłam, czy ogólnopolskie media pisały cokolwiek o tych wydarzeniach. Mimo, że postawa szkolnej społeczności budzi podziw, to zauważyły ją tylko nieliczne redakcje.

Znamienne jest, że największą popularnością z opisywanych w książce Na obrzeżach tematów na ogólnopolskich stronach cieszył się ten najbardziej sensacyjny – skandal wywołany na pogrzebie przez pijanego księdza.

Tą historią zainteresowały się największe polskie redakcje. Najdokładniej opisali ją jednak lokalni dziennikarze, którzy przeprowadzili własne śledztwo. Znalazło ono także swoje miejsce w jednym z rozdziałów książki.

Wsłuchiwanie się w głos prowincji

Czytając Na obrzeżach można odnieść wrażenie, że autorzy odczuwają żal do dziennikarzy z dużych miast, że ci nie rozumieją prowincji (choć nierzadko sami z niej pochodzą). Zamiast posłuchać, co mają do powiedzenia mieszkańcy mniejszych miast, lubią powtarzać od lat te same zdania, nieprzystające do aktualnych problemów.

Taką próbą zmierzenia się z ich przekonaniami jest rozdział o tytule „Nieświęta rodzina”. Poruszony został tam m.in. temat kryzysu demograficznego. Tu atutem  jest, że autorzy oddali głos kobietom z  Radomska, by to one opowiedziały o powodach decyzji o braku posiadania dzieci.

Niestety u mnie akurat ten rozdział pozostawił mieszane uczucia. Jednym z powodów było powoływanie się autorów na badania CBOS z 2023 roku „Postawy prokreacyjne kobiet”. Część publicystów czy ekspertów krytykowało sposób prezentacji ich wyników, który mógł wprowadzać w błąd. W książce te badania zostały przedstawione na poparcie zawartej w niej tezy.

W tym samym rozdziale autorzy cytują wydany przez Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego raport Michała Gulczyńskiego pt. „Przemilczane nierówności”, sugerując, że jego głównym wnioskiem jest to, że mężczyźni są najbardziej dyskryminowaną grupą w Polsce, bardziej niż kobiety.

Rozmija to się z prawdą, ponieważ sam autor nie postawił tak radykalnej tezy. Owszem, pisał o poszczególnych nierównościach między mężczyznami a kobietami działającymi na niekorzyść tych ostatnich. Takie pogłębiające się dysproporcje mogą nieść za sobą istotne zmiany społeczne, które uwidaczniają się zwłaszcza na prowincji.

Kto powinien przeczytać historie z Radomska?

Na koniec warto zastanowić się, dla kogo właściwie jest napisana ta książka? Mieszkańcy Radomska znajdą tam znajome nazwiska i historie, o których już słyszeli. Dzięki niej mogą być dumni z ludzi, którzy coś dobrego zrobili dla ich małej ojczyzny.

Istotnymi czytelnikami powinni być jednak ludzie spoza prowincji. Ci, dla których małe miasta zawsze kojarzą się z określonym zbiorem poglądów i postaw.

Co ważne (wspominają o tym sami autorzy), nie jest to podręcznik objaśniający prowincję, bo nie ma jednej prowincji. Mamy różne małe i średnie miasta, a w nich różnych ludzi, którzy swoimi postawami i historiami nie zawsze wpisują się w utarte schematy.

Mam nadzieję, że książka dotrze także do publicystów, dziennikarzy czy polityków, zachęcając ich do uważnego wsłuchiwania się w głos lokalnej Polski i to nie tylko w czasie kolejnej kampanii wyborczej. Zamiast utwierdzać siebie w błogim przekonaniu, że o ludziach z mniejszych miast wiemy już wszystko, lepiej poświęcić czas na czytanie tekstów stworzonych przez dziennikarzy, którzy swoje życie zawodowe i prywatne związali z tymi miejscami. Widzą i wiedzą o Polsce lokalnej więcej, niż można dostrzec z perspektywy przestronnych biur w stolicy.

Przede wszystkim jednak Na obrzeżach pozostawia nas, czytelników, z niewygodnym pytaniem: co zrobić, by wspierać lokalnych dziennikarzy? Co możemy zrobić, by takich niezależnych redakcji było jak najwięcej i by takie książki powstawały nie tylko o Radomsku, ale także o innych częściach Polski lokalnej? Jedna z odpowiedzi jest oczywista: po prostu sięgać po nie częściej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.