Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Promował abstynencję i chciał zmienić polski Kościół. Kim był ks. Franciszek Blachnicki?

Promował abstynencję i chciał zmienić polski Kościół. Kim był ks. Franciszek Blachnicki? Mural ks. Franciszka Blachnickiego w Bogdankach, źródło: Wikimedia Commons

Decyzja Senatu RP z 6 maja może okazać się opatrznościowa – jednym z patronów roku 2027 został ogłoszony ks. Franciszek Blachnicki. Jego wizja i postawa pozostają zaskakująco aktualne, szczególnie wobec kryzysu wspólnoty, z jakim mierzą się dziś Polska i Kościół.

Ks. Blachnicki znany jest powszechnie przede wszystkim jako założyciel Ruchu Światło-Życie, popularnie zwanego „Oazą”. Poza tym część osób może kojarzyć go z  antykomunizmem oraz ruchem trzeźwościowym.

Powyższe skojarzenia mogą budzić różne emocje. Ograniczenie metody oazowej – co miało miejsce w wielu miejscach –  do spotkań dla młodzieży „z gitarą i herbatką” jest jednym z największych błędów duszpasterskich Kościoła w Polsce i daleko idącym wypaczeniem metody wypracowanej przez Blachnickiego.

Tymczasem jest to postać ze wszech miar fascynująca. Obranie go na patrona na rok 2027 może okazać się opatrznościowe. Przyszły rok w życiu publicznym przebiegnie w cieniu wyborów parlamentarnych i poprzedzającej je, emocjonalnej kampanii.

Katolicy zaś, po krótkiej przerwie na Rok Jubileuszowy, powrócą do przeżywania Synodu: tego powszechnego, o synodalności, wchodzącego w etap wdrożeniowy oraz synodów diecezjalnych, które właśnie rozpoczynają się m.in. w Krakowie czy Warszawie.

Obie te rzeczywistości, wbrew pozorom, wiele łączy, a ks. Blachnicki z pewnością nie pozostałby wobec nich obojętny. Dlatego warto pochylić się nad tym, jakie przesłanie dla obecności katolików w życiu publicznym pozostawił założyciel Ruchu Światło-Życie.

Od nastoletniego ateizmu do nawrócenia w więziennej celi

Biografia założyciela Ruchu Światło-Życie dość dobrze pokazuje genealogię wielu przekonań i postaw późniejszego duszpasterza. Jako nastolatek był sumiennym harcerzem, a w pewnym sensie pozostał nim przez całe życie. Co ciekawe, w tym czasie świadomie odrzucał wiarę – inaczej niż jego rówieśnicy odmówił przystąpienia do sakramentu bierzmowania.

Jako niewierzący angażował się w konspirację antyhitlerowską. Trafił do Auschwitz, a następnie do więzienia w Katowicach. Tam przeżył swoje nawrócenie, które potem opisywał jako podobne do przemiany Szawła w drodze do Damaszku. „To było jakby ktoś w ciemnej celi przekręcił kontakt. Nagle zalało ją światło”.

Jako kapłan bardzo szybko dał się poznać z ponadprzeciętnego zaangażowania w pracę ze świeckimi, szczególnie dziećmi i młodzieżą, oraz podejmowania odważnych inicjatyw. Z jego zapisków z tamtych lat przebija się przede wszystkim zatroskanie upadkiem moralnym społeczeństwa, mającego za sobą traumę II wojny światowej i pierwsze lata stalinizmu, oraz powierzchownością wiary katolików masowo gromadzących się wówczas w kościołach, których określał potem często nie tyle chrześcijanami, co „sympatykami chrześcijaństwa”.

To, co wyróżnia zaproponowaną przez niego odpowiedź na te zjawiska – która później przyjęła znane dziś formy: Ruchu Światło-Życie i Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – to stworzenie całego systemu. Blachnicki nie budował na sobie, jako charyzmatycznym liderze, ale zbudował metodę formacyjną opierającą się na zasadzie pomocniczości między duchownymi a świeckimi animatorami.

Ów system – szkielet Ruchu Światło-Życie – był w pewnej mierze hybrydą harcerskich doświadczeń i fascynacji eklezjologią Soboru Watykańskiego II. System ten pozwolił na rozpowszechnienie jego wizji na zupełnie niezwykłą skalę. W ten sposób realizował założenie, że częsty dylemat duszpasterski – formować „masy” czy „grupy elitarne” – jest fałszywy, a ewangelizacja mas ma się dokonywać poprzez uformowanych świeckich.

Człowiek „wąskiej ścieżki”

Bardzo trudno byłoby jednoznacznie umiejscowić ks. Blachnickiego w toczonych dzisiaj wewnątrzkościelnych sporach. Z jednej strony, niewątpliwie z wychowania i z przekonania był konserwatystą, przywiązanym do katolickiej nauki moralnej. Dla przykładu, o antykoncepcji pisał, że jest „wyrazem żałosnej kapitulacji człowieczeństwa wobec siły zmysłowych pożądań”.

Przykładał ogromną wagę do liturgii, mówiąc, że kapłan „który nie żyje liturgią, nie żyje, nie przeżywa w pełni swojej egzystencji, nie jest po prostu sobą”. Duchowość maryjną zawsze stawiał w centrum Ruchu Światło-Życie, powierzając Matce Bożej całe to dzieło w Akcie Konstytutywnym Ruchu, a podopiecznym ukazując ją jako „osobowy szczyt ludzkości”.

Jednocześnie był bardzo otwarty na działalność ekumeniczną. Nawiązywał kontakty ze środowiskami protestanckimi w Europie – to m.in. dzięki nim, w tajemnicy przed władzami komunistycznymi, sprowadził do Polski około milion egzemplarzy Pisma Świętego, które wykorzystywał na rekolekcjach oazowych.

W trakcie podróży po Stanach Zjednoczonych w 1978 roku poprosił ekumeniczną wspólnotę charyzmatyczną o modlitwę wstawienniczą, której celem miało być przeżycie przez niego tzw. „chrztu w Duchu Świętym” – głębokiego doświadczenia modlitewnego, którego skutkiem jest głęboka wewnętrzna egzystencjalna przemiana. Po powrocie ogłosił, że duchowość charyzmatyczna ma stanowić istotną część tożsamości Ruchu.

Jako najistotniejszy punkt ciężkości formacji do dojrzałości chrześcijańskiej we wszystkich materiałach wskazywał doprowadzenie człowieka do wiary rozumianej jako indywidualna relacja z Jezusem Chrystusem. Jednocześnie jednak podkreślał, że wiara musi realizować się w konkretnej wspólnocie i niestrudzenie powtarzał, w duchu Gaudium et spes, że człowiek „nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”.

Można więc, za G.K. Chestertonem, powiedzieć, że był człowiekiem ortodoksji, rozumianej jako podążanie „wąską ścieżką” pomiędzy skrajnościami. Z tą jednak różnicą, że ks. Blachnicki tą wąską ścieżką nie tyle podążał, co biegł do przodu.

W wielu ze wskazanych przestrzeni, od duszpasterstwa młodzieży jako takiego, przez ruch odnowy charyzmatycznej w Polsce, po formację liturgiczną w duchu soborowej reformy, był jednym z pionierów w skali całego kraju.

W duchu posłuszeństwa przemianom zachodzącym w Kościele i w niewątpliwej fascynacji nauczaniem Jana Pawła II, a szczególnie adhortacją Christifideles laici, wprowadzał wiele rozwiązań włączających świeckich w działalność formacyjną, nawet w braku odpowiednich, przeznaczonych do tego odgórnie struktur. I nawet gdy nie spotykało się to z przychylnością hierarchii.

Radykalna wolność, bez indywidualizmu

Charakterystycznym rysem jego przesłania jest podkreślenie wielkiej wartości wolności, w której realizuje się godność człowieka stworzonego przez Boga. Jak pisał, „w zrozumieniu, że istotą ewangelizacji jest głoszenie radosnej nowiny o odkupieniu i wyzwoleniu człowieka we wszystkich wymiarach jego aktualnej egzystencji – leży źródło jej atrakcyjności, mocy i skuteczności”.

We wszystkich wymiarach, a więc zarówno tym osobistym, jak i społecznym. Zacytowane wyżej słowa pisał przecież w czasie stanu wojennego, który zastał go poza granicami Polski. Jego zaangażowanie w próby niepodległościowego przebudzenia społeczeństwa było zresztą powszechnie znane – państwo komunistyczne (które wystawiło za nim list gończy) przyrównywał często do apokaliptycznej Bestii, która strachem obezwładnia jednostki. O tych, którzy w jakikolwiek sposób przejawiali wobec niego postawę kompromisu, mówił, że „z konieczności podyktowanej słabością wiary chcą zrobić cnotę”.

Jego odpowiedzią nie były jednak wezwania do rewolucji. Głosił, że kluczem jest zachowanie osobistej wolności, rozumianej jako „posiadanie siebie”. Drogą do niej miała być wiara w Chrystusa, a jej naturalnym owocem — osobiste świadectwo.

Stąd nazwa Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Dlaczego „krucjaty”? Ponieważ człowiek jest „ziemią świętą”, którą trzeba odwojować. W jaki sposób? Poprzez osobiste wyrzeczenie, w tym przypadku abstynencję od alkoholu, aby „swoją wolnością wyzwalać naszych braci, którzy nie mogą już wyzwolić się o własnych siłach”, jak codziennie modlą się uczestnicy tego dzieła.

Nie chodzi więc o prowadzącą do samodoskonalenia ascezę ani tylko o znak sprzeciwu wobec powszechnej demoralizacji, ale przede wszystkim o bezinteresowny dar osoby, do którego prowadzi prawdziwa wolność. Jeżeli bowiem wolność to „posiadanie siebie”, to miłość jest „posiadaniem siebie w dawaniu siebie”.

Jest to dar czyniony ze świadomością, że nikt nie jest samotną wyspą, a „wolność nie jest czymś, co człowiek ma dla siebie samego, ale czymś co ma dla innych” i „być wolnym znaczy tyle, co być wolnym dla drugiego” – jak pisał Blachnicki, powołując się na myśl protestanckiego teologa i filozofa Dietricha Bonhoeffera.

Wizja na 2027?

Jakie przesłanie na najbliższe kilkanaście miesięcy przedstawiłby więc ks. Franciszek Blachnicki? Oczywiście nie roszczę sobie prawa, aby wygłaszać je w jego imieniu. Myślę jednak, że pozostawiony przez niego charyzmat bardzo dobrze wpisuje się w wydarzenia i wyzwania stojące w tym czasie przed Kościołem w Polsce i całym społeczeństwem.

Największe problemy życia publicznego — zarówno politycznego, jak i kościelnego — mają bowiem wspólne źródło: powszechny indywidualizm oraz brak jedności, a nawet gotowości do jej budowania. Jeśli więc coś stanowi całkowite zaprzeczenie wspólnotowej myśli Blachnickiego, to właśnie te zjawiska.

Przekonanie, że osobiste wyrzeczenie dla dobra wspólnoty jest konieczne, a co więcej, jest wyrazem prawdziwej wolności człowieka, wydaje się dziś niezbędne nie tylko na płaszczyźnie duchowej. Właśnie wokół tego ogniskują się dziś debaty dotyczące choćby systemu ochrony zdrowia czy powszechnej służby wojskowej.

Chrześcijanin zaś, jak założyciel Oazy powtarzał niczym mantrę, musi pokazywać jedność „Światła” i „Życia”, „jedność poznania i działania”. Prywatnie wyznawane wartości katolik powinien realizować również w życiu społecznym.

Podobne zjawiska ujawnia proces synodalny, trwający na większą skalę przecież już od 2021 roku. Choć formalnie zdecydowana większość diecezji przedstawiła już przygotowane syntezy, a w Rzymie odbywają się kolejne sesje, to wystarczy sprawdzić, jak przebiega to w tzw. „przeciętnej parafii” lub zapytać losowo wybranych, praktykujących katolików, jak chcieliby się w to zaangażować.

Przeszkodą, w równym stopniu co opieszałość hierarchii kościelnej, jest brak gotowości dużej części świeckich do wzięcia odpowiedzialności za wspólnotę, choćby w najmniejszym zakresie. Znacznie łatwiej jest przecież ograniczyć się do narzekania na biskupów i księży.

Na obu tych płaszczyznach nie chodzi o sztuczną jednomyślność – kampania wyborcza nie może się obyć bez twardych sporów, a dialog wewnątrz Kościoła nie może abstrahować od obiektywnie istniejących różnic w postrzeganiu doktryny i modelu sprawowania władzy.

Ks. Blachnicki z pewnością namawiałby jednak do zmiany postawy, odwołując się do wizji communio i powtarzając za Soborem Watykańskim II, jak często miał w zwyczaju, że chrześcijanie mają obowiązek być „znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.