Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Amerykanie wycofują się z Polski? Czas na powszechną służbę państwową

Amerykanie wycofują się z Polski? Czas na powszechną służbę państwową Żołnierze V Korpusu na paradzie z okazji Święta Wojska Polskiego, źródło: Wikimedia Commons

Zakupy zbrojeniowe nie zagwarantują nam skutecznej obrony cywilnej ani rezerw osobowych. Zdaniem autorów raportu Instytutu Sobieskiego oraz Instytutu Wschodniej Flanki odpowiedzią na te wyzwania jest powszechna służba państwowa, wykraczająca poza tradycyjny wymiar wojskowy. Zachowanie USA powinno być dla nas ostatnim dzwonkiem.

Amerykańscy żołnierze wycofują się z Polski?

Szef Pentagonu Pete Hegseth anulował planowaną rotację około 4 tys.żołnierzy z 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 1. Dywizji Kawalerii do Europy, co w mediach początkowo zinterpretowano jako bezpośrednie uderzenie w bezpieczeństwo Polski.

Ministerstwo Obrony Narodowej oraz polskie władze uspokajają jednak, że ogólna liczba około 10 tys. amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce nie ulegnie zmniejszeniu, a rotacje jednostek przypisanych bezpośrednio do obrony polskiego terytorium są nieprzerwanie kontynuowane. Jak zakończy się ta sprawa? Trudno orzec. Jedno jest pewne – musimy liczyć przede wszystkim na siebie. Eksperci są jednoznaczni w swoich rekomendacjach – musimy jak najszybciej przywrócić pobór powszechny.

W pierwszych dniach rosyjskiej agresji Ukraina była skazana na własne zasoby obronne, szczególnie w wymiarze ludzkim. Również w kolejnych fazach wojny, pomimo wsparcia płynącego z Zachodu, to ukraińscy żołnierze, służby, a także rezerwiści byli i pozostają tymi, którzy bronią kraju. Powinniśmy być przygotowani na wariant, w którym na początku ewentualnego konfliktu musimy bazować na własnych zdolnościach obronnych.

Szkolenia rezerwistów nie wystarczą

Jak wskazują autorzy raportu (Marek Budzisz, Michał Dworczyk, gen. rez. Jarosław Gromadziński, ppłk rez. Maciej Korowaj, Michał Kot, Grzegorz Matyasik i Bartosz Marczuk), branie pod uwagę takiego scenariusza wymaga innego przygotowania Sił Zbrojnych RP niż dotychczas. Niezbędne ich zdaniem jest „intensywne, powszechne szkolenie wojskowe celem odtworzenia zmniejszających się każdego roku rezerw osobowych”.

Proponują przy tym rozwiązanie wykraczające poza szkolenie rezerwistów. Ich zdaniem, wraz z przywróceniem służby wojskowej powinniśmy stworzyć powszechną służbę państwową, obejmującą takie obszary jak obrona cywilna czy służba medyczna.

Podobne rozwiązania praktykuje wiele państw europejskich, które przywróciły w ostatnich latach powszechny pobór. Obecnie system powszechnej służby wojskowej lub cywilnej obowiązuje w zdecydowanej większości państw wschodniej flanki NATO  – we wszystkich państwach skandynawskich, na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także w Grecji, Serbii, Chorwacji, Austrii, Szwajcarii czy Turcji. Polska – choć wynikałoby z nastrojów społecznych i narracji polityków, że nie czuje się w pełni bezpiecznie – nie należy do tego grona.

Władysław Kosiniak-Kamysz złożył ostatnio na konferencji Defence24 Days ambitną deklarację osiągnięcia w ciągu kilku lat półmilionowej armii. Obok armii zawodowej i obrony terytorialnej zwrócił uwagę na czynną rezerwę, którą ma tworzyć aż 200 tys. osób.

Czy stworzenie (od zera) tak licznej rezerwy w przeciągu zaledwie kilku lat jest w ogóle możliwe? Autorzy publikacji zwrócili uwagę na trzy czynniki, które będą miały decydujący wpływ na realizację tej koncepcji: demografię, atrofię (postępujący rozpad więzi społecznych) oraz stosunek Polaków do obrony ojczyzny.

Demografia. Czy będzie kogo powołać?

Choć oficjalne prognozy GUS wskazują na nieuchronne wyludnianie się i starzenie polskiego społeczeństwa, autorzy raportu dowodzą, że Polska wciąż dysponuje dużym potencjałem ludnościowym – pomimo ujemnego przyrostu naturalnego, w kraju mieszka obecnie rekordowa liczba osób (39-40 mln).

Kluczowe pod kątem tworzenia zaplecza kadrowego jest osiemnaście ostatnich roczników (2007–2025), z których każdy liczy średnio blisko 380 tys., co łącznie daje 6,8 mln osób. Po odliczeniu kobiet, a także ok. 30 proc. osób niezdolnych do pełnienia służby z powodów zdrowotnych, wciąż pozostaje 2,5 mln młodych mężczyzn. W krótszej perspektywie autorzy raportu mówią o aż 140 tys. mężczyzn rocznie.

Jednocześnie Kamil Pachecki, powołując się na gen. Grzegorza Gieleraka, pisał na łamach naszego portalu, że „spośród młodych roczników po zbadaniu zdolności medycznej, predyspozycji psychofizycznych i dokonaniu selekcji, efektywnie dostępnych dla armii może być zaledwie 10 proc.”.

Społeczeństwo indywidualistów?

Wzrost indywidualizmu i postępujący rozpad więzi społecznych sprawiają, że trudniej jest nam poświęcić się „wspólnej sprawie”. Coraz powszechniejsze jest postrzeganie relacji na linii państwo-obywatel w sposób czysto interesowny – płacimy podatki, więc bezpieczeństwo nam się należy. W jakim stopniu te trendy odbijają się na postawach proobronnych Polaków?

Autorzy raportu uważają, że pomimo spadającej liczby osób deklarujących gotowość wstąpienia do wojska na wypadek konfliktu (10-15 proc. badanych) sytuacja wcale nie jest taka zła. Biorąc pod uwagę wielkość naszej populacji, taki procent przekłada się na duże liczby (nawet do 4,5 mln dorosłych Polaków). Równolegle 20 proc. deklaruje w sytuacji kryzysowej zaangażowanie się w wolontariat (co przekłada się na ok. 6 mln). Jesteśmy zdolni do masowej mobilizacji w trudnych momentach, co potwierdziła pomoc Ukrainie w 2022 roku.

„Jeśli obywatele czują, że warto poświęcać swój dobytek, czas, a nawet życie dla dobra ojczyzny, o wiele łatwiej prowadzić działania wojenne. Taka motywacja jest kluczowa w czasie kryzysu. Jest to także element odstraszania przeciwnika. Silnie zmotywowane do obrony kraju społeczeństwo musi być brane pod uwagę w kalkulacji strategicznej i taktycznej przy planowaniu potencjalnej agresji” – czytamy w raporcie.

Formą zaangażowania obywateli w budowanie szerzej pojmowanego systemu odporności państwa jest służba cywilna (zastępcza) w sektorach pozawojskowych, lecz bezpośrednio związanych z bezpieczeństwem lub dbaniem o dobro wspólne.

Warto zwrócić uwagę, że w nowoczesnym wojsku zwiększa się liczba stanowisk, w których fizyczne predyspozycje mają mniejsze znaczenie od umiejętności specjalistycznych (np. operatorzy dronów). Pobór nie musi wyglądać tak, jak przed laty, czego dowodzą przykłady z zagranicy.

Powszechna służba państwowa za granicą

W zeszłym roku Niemcy podjęły decyzję o przywróceniu powszechnej służby wojskowej, którą Jens Spahn, przewodniczący rządowej frakcji CDU/CSU w Bundestagu określił „nowoczesną służbą wojskową”. Ma opierać się ona na dobrowolności – dopiero gdy liczba ochotników nie będzie wystarczająca, w drodze losowania część kwalifikujących się do niej obywateli zostanie poddanych szkoleniu.

W raporcie IS i IWF przywołane zostały rozwiązania stosowane w państwach europejskich, które utrzymały lub przywróciły pobór. W wielu z nich system szkolenia jest powszechny, czyli z prawnego punktu widzenia obejmuje wszystkich (konieczność rejestracji), oraz selektywny, co oznacza, że nie wszyscy spośród zarejestrowanych są powoływani.

W państwach, które opierają się na takim modelu, kluczowe znaczenie ma transparentność i sprawiedliwość procedur, dlatego do wyboru rekrutów powszechnie stosuje się mechanizm losowania. Godnym pochwały przykładem kraju, w którym dba się o uczciwość tego systemu, jest Norwegia, gdzie w 2024 roku powołanie otrzymała (i odbyła służbę) księżniczka Ingrid Aleksandra.

W większości państw szkolenie trwa wiele miesięcy i daje alternatywę odbycia go w formie zastępczej. Na przykład w Austrii system jest selektywny, a każdy poborowy wybiera pomiędzy odbyciem służby w siłach zbrojnych lub sektorze cywilnym. Ci, którzy decydują się na pierwszą opcję (ok. ⅔), odbywają półroczne szkolenie z możliwością przedłużenia. Pozostali przez 9 miesięcy pracują w ochronie zdrowia czy pomocy społecznej. W 2023 roku służbę w Austrii rozpoczęło 15 i pół tysiąca osób.

Na Litwie, Łotwie i w Estonii szkolenie trwa od 8 do 11 miesięcy, a służba zastępcza od 10 do 14 miesięcy, która jest np. służbą bez broni w siłach zbrojnych lub służbach państwowych i komunalnych bądź pracą w administracji i instytucjach socjalnych. W Finlandii alternatywą dla szkolenia wojskowego jest roczna służba w szpitalach, domach spokojnej starości, administracji i instytucjach kulturalnych. W pozostałych państwach skandynawskich służba obejmuje również kobiety.

Istnieje również wiele zachęt do odbycia służby wojskowej. W większości państw w pierwszej kolejności przyjmuje się ochotników, którzy mogą cieszyć się wyższymi wypłatami, możliwością wyboru miejsca oraz czasu służby, specjalizacji, a także np. bezpłatnym kursem na prawo jazdy w ramach odbywającego się szkolenia (Serbia).

Koncepcja raportu

Autorzy raportu zaprezentowali projekt rozbudowy mechanizmu obowiązkowej kwalifikacji wojskowej o powszechną służbę państwową, której podlega każdy obywatel (także kobiety) po ukończeniu szkoły średniej. Oprócz wyszkolenia rezerw osobowych dla wojska, obrony cywilnej i służb państwowych, celem jest również – jak czytamy w raporcie – „ukształtowanie postawy społecznej: każdy obywatel ma obowiązek służyć ojczyźnie”.

Kwalifikacja ma brać pod uwagę stan zdrowia, predyspozycje psychiczne oraz możliwości podjęcia służby w określonych modułach. Raport wyróżnia sześć: szkolenie wojskowe, obrona cywilna, służba medyczna/opiekuńcza, Państwowa i Ochotnicze Straże Pożarne oraz inne podmioty w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, organizacje pozarządowe i spółki kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa (np. infrastruktury krytycznej).

Ci, którzy zdecydują się wybrać preferowaną formę szkolenia, przez aplikację mObywatel otrzymają pierwszeństwo przy powołaniu. W początkowym etapie programu rekrutacja obejmie tylko część rocznika, która na pół roku przed ukończeniem szkoły średniej otrzyma powiadomienie o rodzaju, terminie i miejscu odbywania służby.

Właściwe szkolenie miałoby potrwać trzy miesiące i zostać zorganizowane w okresie letnim, tak aby nie utrudniać rozpoczynania studiów. Każdy uczestnik otrzyma miesięczne wynagrodzenie odpowiadające medianie krajowej (dziś ok. 7000 zł), a także będzie mógł w ramach szkolenia zdobyć prawo jazdy, nauczyć się pilotażu dronów czy przejść kurs ratowniczy. Po egzaminie podsumowującym odbyte szkolenie każdemu nadawany będzie oficjalny przydział mobilizacyjny na czas kryzysu. Część przeszkolonych ma być później powoływana na szkolenia uzupełniające i specjalistyczne.

Według „niezwykle ambitnego”, jak określają eksperci, harmonogramu wdrażania  tego systemu, pierwsze pilotażowe szkolenie dla 5 tys. osób mogłoby zostać zorganizowane w ciągu ok. 8 miesięcy od rozpoczęcia reformy. To optymistyczne założenie, ponieważ przygotowanie takiego systemu wymaga również (rozpoczynanej dopiero) reformy obrony cywilnej, która, jak zauważają autorzy raportu, dziś istnieje jedynie na papierze.

Czasu jest więc bardzo mało. Politycy wydają się bagatelizować zagrożenie. Polskie państwo nie słynie, lekko mówiąc, ze sprawnie przeprowadzanych, systemowych reform. Jednak od tego ruchu prawdopodobnie będzie zależała nasza przyszłość. Co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy na poważnie zaczęli dbać o własne bezpieczeństwo?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.