Polsko-ukraiński podręcznik szkolny? Nowy etap dialogu z Ukrainą
Historia jako przestrzeń dialogu: Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny. Źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=aVN9_kF2-Jc
Historia stoi na drodze do współpracy Polski i Ukrainy. Dlatego Centrum Mieroszewskiego i ukraiński IPN zorganizowały kongres, na którym wystąpili najwybitniejsi historycy obu stron. Jakie są rezultaty obrad?
Juliusz Mieroszewski patronem kongresu
W Baranowie Sandomierskim, na terenie dawnej Galicji, przestrzeni najściślej łączącej historię naszych narodów, zebrało się prawie 100 najlepszych badaczy, by wymienić choćby głośniejsze nazwiska: prof. Natalię Starczenko, prof. Grzegorza Motykę, prof. Andrzeja Nowaka czy prof. Witalija Mychajłowskiego.
Obecni byli także ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar oraz chargé d’affaires ambasady Polski w Kijowie Piotr Łukasiewicz. Nie zabrakło też przedstawicieli świata polityki takich jak minister Eliza Zeidler, minister Ołeksandr Miszczenko z MSZ Ukrainy oraz przewodniczący Paweł Kowal.
Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę otworzył się nowy etap wzajemnych kontaktów, a historycy usiedli pierwszy raz od lat w tak dużym gronie do tak poważnych rozmów o wspólnej przeszłości.
Zrozumienie i spory – historia w ogniu dyskusji
Rozmowy w Baranowie otwierał ważny problem terminologii. Jak wskazywał Łukasz Adamski, istnieją w naszych historiografiach trudne, a utarte terminy, których odbiór może łatwo doprowadzić do niezgody, takie jak ludobójstwo, Małopolska Wschodnia, Kresy, kolonializm czy imperializm.
Przestrzegał przed językowymi „fałszywymi przyjaciółmi” w ukraińskim i polskim, utrudniającymi nieraz porozumienie ze względu na pozorną bliskość, a jednak o zupełnie innym ładunku semantycznym, jak w przypadku pary tragedia/trahedia – w polskim rzecz kojarząca się z przypadkiem i losem, zaś w ukraińskim pojawiająca się w kontekście na przykład zabójstw w Buczy w 2022, zupełnie przecież nieprzypadkowych – na co wskazał dr Łukasz Adamski.
Już na pierwszym, terminologicznym, panelu pojawiły się przy tym kontrowersje. Oczywiste jest, że część polskich, jak i ukraińskich historyków będzie zajmować nacjocentryczne pozycje i w czasie rozmowy o różnicach terminologicznych doszło do sporów między tymi właśnie badaczami.
Tego rodzaju ostre wymiany zdań miały miejsce jeszcze kilkukrotnie, jednak nie osiągnęły takiej temperatury jak podczas poprzednich spotkań polskich i ukraińskich historyków, które często były zrywane – jak choćby polsko-ukraińskie forum historyków zakończone fiaskiem w 2018.
Im dalsza przeszłość, tym mniej kłótni
Związek historyczny naszych narodów jest długowieczny, więc jego opisanie wciąż wymaga wieloletnich wysiłków. Są w nim na szczęście obszary, które nie różnią historyków. Nie stanowi problemu kwestia średniowiecza, a liczne dynastyczne kontakty między Piastami i Rurykowiczami, podkreślane przez prof. Hieronima Gralę i prof. Witalija Michajłowskiego, autora głośnej na Ukrainie „Reges Nostri”, dają podstawę dla wspólnego podejścia badawczego.
Łączy nas też Rzeczypospolia Obojga Narodów. Zebrani na kongresie specjaliści wskazywali na znaczenie i rozwój Rusinów w Rzeczypospolitej, wymieniając m. in. rody Ostrogskich, Radziwiłłów, Sanguszków czy nawet Zamojskich. Inspiracja RON miała też wpływ na formowanie się państwa kozackiego, ważnego w ukraińskiej tradycji, o czym na kongresie mówił prof. Oleksij Sokyrko.
Zdaniem Natalii Starczenko, autorki książki „Ukraińskie światy Rzeczypospolitej”, ważne jest uznanie wspólnego rzeczpospolitańskiego korzenia naszych narodów jako podstawy do dalszego porozumienia. Dość powiedzieć, że etniczni Polacy stanowili zaledwie około 40% ówczesnej ludności RON. Szczęśliwie dziś odżegnujemy się od uproszczeń o „odwiecznie polskich/ukraińskich ziemiach” czy „okupacji”, wbrew dawniejszym tradycjom.
Nawet historia XIX wieku okazała się bardziej łączyć, niż dzielić, mimo że proces tworzenia naszych narodów przebiegał na terytoriach płynnego pogranicza, gdzie tożsamość etniczna i narodowa miały charakter hybrydowy, a procesy narodowe były nieraz konkurencyjne.
Wystarczy wspomnieć lwowskie i kijowskie środowiska intelektualne, na przykład chłopomanów (m. in. Wołodymyr Antonowycz) inspirujących się Zorianem Dołęgą-Chodakowskim, działalność Proswity, sponsorowanej przez Tyszkiewiczów czy Pantelejmona Kulisza. Hybrydowa tożsamość przecinała także rodziny ważne dla historii polsko-ukraińskiej jak słynna rodzina Szeptyckich.
Trzeba przy tym dodać, że ten rodzaj porozumienia stanowi istotne novum, ponieważ polska strona otwiera się coraz bardziej na zrozumienie wielokulturowości I RP i wynikające z niej zjawiska narodowe XIX wieku. Ukraińcy zaś obecnie przechodzą proces przebudowy narracji historycznej odziedziczonej po ZSRR, gdzie Rzeczpospolita Obojga Narodów była „Pańską Polską” znęcającą się nad chłopami i zniewalającą niezależnych kozaków.
Dziś już ten rodzaj odczytania historii nie jest na Ukrainie pierwszym. Podobnie otwiera się przestrzeń na dyskusje o mieszanym pochodzeniu ojców ukraińskiego i polskiego procesu narodowotwórczego.
Wojna polsko-ukraińska, Rzeź Wołyńska, akcja „Wisła” – bez przełomu
Na kongresie nie opuszczono przy tym zagadnień trudnych, szczególnie historii pierwszej połowy XX wieku – wojny polsko-ukraińskiej 1918-19 czy relacji państwa z zamieszkującą II RP mniejszością ukraińską. Obecnie najbardziej emocjonująca część historii dla obu naszych narodów to okres II wojny światowej i wydarzenia wokół niej – przede wszystkim kwestia Rzezi Wołyńskiej.
Z obu stron wybrzmiały znane stanowiska – Polacy podkreślali zorganizowany charakter czystek etnicznych, podczas gdy Ukraińcy wskazywali na złożoność i kontekstualność tych wydarzeń. Zaznaczali, że należy mówić o wielu przypadkach w sposób szczegółowy, nie przenosząc odpowiedzialności na całość formacji partyzanckich czy ruchów politycznych.
Nie pominięto zagadnień podejścia II RP do Karpato-Ukrainy w 1939, akcji odwetowych AK czy akcji „Wisła”, którą prof. Grzegorz Motyka jednoznacznie określił jako zbrodnię. Prof. Grzegorz Hryciuk podkreślił, że należy przejść od tendencji głoszących, że tylko „nasza” strona cierpiała, a winna jest druga grupa etniczna, do badań o szerszym charakterze, biorących pod uwagę różną przynależność grup partyzanckich.
Mimo odmiennej interpretacji całości wydarzeń, zgodzili się z tymi propozycjami dr Wołodymyr Wiatrowycz i prof. Bohdan Hudź. W dyskusji postulowano również słusznie upamiętnienie tych, którzy ratowali polskich i ukraińskich sąsiadów w najtrudniejszych, krwawych momentach.
Przełomowym jest fakt, że dyskusja przebiegła w duchu znacznego wzajemnego zrozumienia między specjalistami. Przede wszystkim podnosili oni konieczność powrotu do badania źródeł, szczególnie tych, które jeszcze nie doczekały się odpowiednich opracowań.
Warto podkreślić, że wymieniano momenty współpracy jak sojusz Petlura–Piłsudski, obecność ukraińskich partii w międzywojennym parlamencie czy wspólną walkę podziemia niepodległościowego obu krajów po 1946. Zebrani na kongresie zaznaczali, że trzeba o tych szczegółach w historii uczyć i mówić w mediach, co powinno przełożyć się na pozytywniejszy wzajemny odbiór.
Pozornie nie doszło do znacznej zmiany stanowisk, ale łagodniejsza dyskusja i podkreślanie wspólnych dziejów pozwalają mieć nadzieję, że owocami kongresu będzie powolny i długi proces wychodzenia z antagonizmu obu narodowych wizji historii – budujący nici porozumienia i międzynarodową współpracę.
Etyka historyka – idea wspólnego podręcznika
W trakcie trwania kongresu mówiono wiele na temat przestrzeni aksjologicznej badań. O zwrócenie uwagi i postawienie w centrum refleksji odpowiedzialności i etyki w pracy historyków apelował między innymi prof. Sokyrko. Wtórował mu ksiądz dr Zdzisław Szmańda, wskazując, że przez pryzmat wartości można pisać także o indywidualnych decyzjach konkretnych postaci historycznych.
Istotne w tym względzie były prezentacje wyników trwających w Galicji i na Wołyniu ekshumacji. Reprezentanci stron zaapelowali do władz państwowych o umożliwienie szerszych poszukiwań i upamiętnień ofiar leżących w zbiorowych mogiłach w obu krajach. Należy żywić nadzieję, że apel ten nie pozostanie bez odpowiedzi, a ofiary doczekają się godnego pochówku.
Podjęto też aspekt propagowania historii i jak wskazali prof. Andrzej Nowak, przytaczając badania polskiego IPN,oraz Ołeksandr Ałfiorow, podając liczby wyświetleń kanałów historycznych na YouTube, dziś to nie książki, a Internet są polem propagowania historii.
Tam też, jak i w kwestii publicznych upamiętnień – badacze powinni kierować się właśnie odpowiedzialnością za przyszłość i wspólnymi wartościami – które zobowiązują historyków w obu krajach.
W kontekście nauczania i propagowania historii pojawiła się też kwestia wspólnego podręcznika. Miałby on być analogiem polsko-niemieckiego kompendium, które jest dziś możliwe do wyboru przez nauczycieli w obu krajach jako podstawa nauczania.
Co ciekawe, propozycja takiego vademecum podzieliła zebranych nie po linii narodowej, ale po linii tych, którzy widzą jego potrzebę, i tych, którzy uznają go za bezsensowny.
Jedni, jak prof. Tomasz Stryjek, widzą w nim podstawę do uczenia młodzieży szacunku i uznania prawa do godności i prestiżu drugiego narodu. Drudzy wskazują, że lepiej postawić na edukację samych nauczycieli i skupić się na nowych mediach, które znacznie przewyższają podręczniki, jeśli chodzi o wybór źródła czerpania informacji o historii.
Projekt, mimo kontrowersji, jest powoli procedowany w PAN z potencjalnym niemieckim finansowaniem – co też nie spodobało się wielu obecnym – jako że sprawy między Polską a Ukrainą powinny pozostawać w bilateralnych przestrzeniach.
***
Wspólna historia Polski i Ukrainy pozostaje trudnym wyzwaniem, bo splata się nie tylko z nauką, lecz także z polityką, pamięcią zbiorową i narodowymi uprzedzeniami. Dziś ma to szczególne znaczenie, ponieważ Rosja wykorzystuje spory historyczne do podsycania konfliktów między naszymi narodami.
Wojna dodatkowo utrudnia pracę ukraińskich historyków i sam dialog. Kongres w Baranowie Sandomierskim nie usunął różnic, ale pokazał, że porozumienie jest możliwe – jeśli obie strony będą gotowe na większą otwartość i partnerskie spojrzenie na przeszłość.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

