Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Dlaczego znów wierzymy w UFO? Powrót tajemnicy w epoce kryzysu nauki

Dlaczego znów wierzymy w UFO? Powrót tajemnicy w epoce kryzysu nauki autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Powrót UFO nie jest tylko efektem odtajniania dokumentów przez Pentagon ani medialnej fascynacji kolejnymi „niezidentyfikowanymi obiektami”. To znak głębszej zmiany kulturowej: zmęczenia redukcjonistycznym obrazem świata, powrotu potrzeby tajemnicy i rosnącej nieufności wobec instytucji. UFO staje się dziś nie tyle pytaniem o kosmitów, ile symbolem naszego głodu sensu, mitu i ukrytej prawdy.

UFO. Powrót mody z lat 90.

Dlaczego znów interesujemy się UFO? Ten tekst powstaje oczywiście na fali zainteresowania publikacją przez Pentagon (części) akt dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających. Sama jednak decyzja o ich publikacji jest efektem ufologicznego wzmożenia, które narasta od kilku lat. Emocje są dodatkowo podgrzewane przesłuchaniami przed Kongresem czy niejasnymi wypowiedziami byłych prezydentów USA.

Fenomen, który od dość dawna nie interesował już nawet producentów filmów science-fiction i spoczywał zakurzony w kartonach z numerami miesięcznika „Nieznany Świat”, powraca. Nie mogąc zbadać kosmitów i ich pojazdów, przyjrzyjmy się temu, co ich poszukiwania mówią o nas.

Trudno wyjaśnić powody powrotu bez zrozumienia genezy. Fascynacja rzekomymi wizytami pozaziemskich obiektów latających zaczęła się zaraz po II wojnie światowej i towarzyszyła „światu amerykańskiemu” (a więc – niemal całemu światu) przez cały okres „zimnej wojny”. Kumulację tego trendu obserwowaliśmy w latach 90. Myślę, że ma to związek z ówczesnym poczuciem domknięcia się świata jako domeny naturalistycznego mechanicyzmu.

Okiełznany atom triumfalnie oddał ziemię pod panowanie człowieka i jego fizyki, a nawet jeśli sami fizycy na marginesach swoich zapisków pisali coś o pokorze i tajemnicy, nie mogło to zmienić wrażenia, które rozlało się po świecie, emitując swoiste promieniowanie tła dla ówczesnej kultury.

Świat włożył bajki między bajki i wykazał, że mity są jedynie mitami. Wyobraźni pozostał już tylko kosmos — przestrzeń liminalna, której istnienie sankcjonował obowiązujący paradygmat (ostatecznie kosmos bezdyskusyjnie i naukowo istnieje), a zarazem gotowa przyjąć uchodźców z pozamykanych subświatów tego, co niepewne, mityczne i tajemnicze. To właśnie wtedy zaczęliśmy przecież latać w kosmos, więc tym łatwiej było uwierzyć, że jego mieszkańcy mogą przylecieć do nas.

Na chwilę to, co dziwne, obce i niewyjaśnione, splotło się w tańcu z obrazem świata pobłogosławionym — nawet jeśli tylko pobłażliwie — przez naukę. Gdy jednak Seweryn Krajewski śpiewał słowa Jacka Cygana o tym, że „UFO jest krasnalem naszych dni”, mariaż ten wybrzmiewał już swoim łabędzim śpiewem — nadchodziły foliowe lata 90.

Kosmici na peryferiach nauki

Ufologia zawsze istniała więc na obrzeżach nauki. Pisarze science fiction snuli hipotezy, agencje rządowe badały dziwne raporty, a zafascynowani tym młodzi ludzie postanawiali zostać naukowcami, gdy dorosną.

Ci, którym się to udało, lubili pielęgnować sentyment do Star Treka i Gwiezdnych Wojen, podtrzymując ten kulturowo korzystny mariaż fantastycznej niesamowitości i niezwykłej nauki – they all fucking loved science, to prawda. Sama nauka jednak krok po kroku uziemiała kolejne spekulacje i przekreślała następne hipotezy.

Silniki nadświetlne generowałyby paradoksy, sygnały leciałyby za długo. No i dlaczego inne formy życia miałyby mieć podobne do naszych rączki i nóżki? Kosmiczne krasnale zaczynały mieć coraz mniej miejsca w epoce rzetelnej kosmologii. Do tego przestaliśmy latać w kosmos sukcesami nazywając fakt, że ktoś znów chwile pokręci się w małej puszcze tuż nad stratosferą.

Nagromadzona przez dekady energia wybuchła w latach 90. ostatnią falą fascynacji tematem, która była jednak podszyta już inną atmosferą. Mniej ciekawiła nas prawda, która jest gdzieś tam w kosmosie, a bardziej ta, którą przed nami ukrywano. Zawsze obecna spiskologia wysunęła się na pierwszy plan. Do tego wątku jeszcze wrócimy.

UFO, czyli powrót zaczarowanego świata

Aktualny powrót niezidentyfikowanych obiektów latających w pole zbiorowej uwagi można łączyć z kulturowym przesileniem redukcjonistycznej wizji rzeczywistości. Wraca zodiak i moc kryształów, więc tym bardziej wraca UFO. Mechanizmy popkulturowej nostalgii nałożone na krach pedagogiki nowego ateizmu pchają ludzi w objęcia tych niesamowitości, które mogą jeszcze pamiętać.

Minie trochę czasu nim ludzie znów zaczną widywać najady i rusałki, ale latające spodki były niemal pod ręką. Wygnane dopiero co w kąty domowych biblioteczek „denikeny”, ciepło wspominane „Z archiwum X”. Nic dziwnego, że wiele osób szuka znów tam, gdzie jeszcze tak niedawno szukano.

Stare struktury tego co racjonalne i możliwe do wygłoszenia w towarzystwie nie rozpadły się jeszcze zupełnie, więc bezpieczniej jest testować ich trwałość dyskusjami o prawdziwości świadectw ludzi, którzy widzieli w nocy nad autostradą wirujące światła.

Łatwo wycofać się na bezpieczne pozycje. Poza tym, niech już zatrąbi słoń w pokoju – tych świadectw i nagrań jest naprawdę dużo. Stwierdzenie, że na świecie dzieją się zjawiska, których nie umiemy wyjaśnić, może brzmieć szursko już chyba wyłącznie dla ostatnich dulskich konwencjonalnego racjonalizmu.

Czym są kosmici? Wyjaśnienia alternatywne – spiski i demony

Co znamienne jednak powrót UFO wydaje się odbywać w pewnej niezależności od paradygmatu międzygwiezdnego. Jeśli wcześniej symbioza z fascynacją tajemnicami kosmosu była oczywistą cechą dyskursu o niezidentyfikowanych obiektach latających, o tyle dziś w kręgach starających się traktować zjawisko z pewną powagą nie brakuje już wyjaśnień alternatywnych.

Słyszy się o „istotach z innych wymiarów”, nie brakuje prób łączenia UFO z dawniejszymi sposobami opisywania „bliskich spotkań z nieznanymi” i niekoniecznie są one jedynie zwietrzałą już próbą wyjaśnienia, że Elizeusz widział na niebie statek kosmiczny.

Są też oczywiście hipotezy demonologiczne. Wygląda to tak, jakby nauczona cichą śmiercią zadaną jej w przeszłości przez naukę ufologia nie zamierzała być już spekulatywnym kącikiem dla pozytywnie zakręconych pasjonatów NASA i orbitalnych teleskopów.

Nie można próbować powiedzieć czegoś o UFO, nie odnosząc się do innej, ściśle powiązanej z nią matrycy myślenia – wizji rządowego spisku. W wielu kulturowych instancjach wątek kosmitów okazywał się w rzeczywistości drugorzędny wobec tego, co ich istnienie miało reprezentować. Ukrytą tajemnicę. Wielki sekret, o którym mamy nie wiedzieć. Instytucjonalnie tuszowaną prawdę.

Można odnieść wrażenie, że wielu badaczy i pasjonatów UFO nie jest nawet szczególnie zainteresowanych perspektywą poznania jakichś faktów na temat mieszkańców innych planet czy wymiarów i natury ich wizyt u nas, lecz skupia się niemal wyłącznie na demaskacji sieci uników i kłamstw, którymi mają nas karmić rządy i instytucje.

Jonathan Pageau zwrócił kiedyś uwagę, że niemal wszystkie teorie spiskowe mają w sobie istotny element prawdy i mówią coś bardzo istotnego o świecie, w którym żyjemy. Nawet jeśli nie są prawdziwe „faktualnie” to stanowią strukturę myślenia o rzeczywistości, która ujawnia jakiś odcień prawdy.

Możliwe, że jaszczuroludzie nie są osobnym gatunkiem udającym homo sapiens, ale niewątpliwie można w obliczu wielu ostatnich odkryć na temat światowych elit dojść do wniosku, że gdzieś z tylnego siedzenia rządzą nami ludzie, którzy nie interesują się naszym dobrym i nie czują się z nami w żaden sposób związani czy spokrewnieni. Jak wiele zmienia nazwanie ich jaszczurami?

Widziane pod odpowiednim kątem szalone oszczerstwo wygląda raczej jak szokująco trafny symbol. Co zatem oznacza ukryta prawda o UFO? Rządzący mają dostęp do prawd o naszej rzeczywistości, których nie chcą przed nami ujawnić, bo są przekonani, że w naszych rękach prawdy te staną się niebezpieczne. Możliwe, że niebezpieczne dla nas samych, możliwe, że jedynie dla nich.

Często w takich narracjach okazuje się, że władcy tego świata nie tylko wiedzą o przybyszach z daleka, ale również są z nimi w stałym kontakcie i wykonują ich polecenia. Nie powinniśmy być zaskoczeni, że po globalnej pandemii wywołanej wirusem, który uciekł z chińskiego laboratorium, ludzie nadstawiają uszu na te opowieści i z niepokojem zerkają w niebo.

***

Widziałem na niebie zjawisko, którego do dziś nie umiem wyjaśnić. Nie pojazd, ale potężny rozbłysk światła. Nie byłem sam, byliśmy trzeźwi (w większości), opisy naszego doświadczenia nie różnią się. Nie usłyszałem dotąd żadnego wyjaśnienia, które wydałoby mi się wiarygodne, ale prawda gdzieś tam jest. Pozdrawiam ze strefy 11, która od zawsze obejmuje cały świat.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.