Krzysztof Bosak vs. Sławomir Mentzen. Czy spór liderów uniemożliwi rządzenie?
Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen; źródło: zrzut ekranu z https://www.youtube.com/watch?v=GBRXJPeEZa4&list=PL7t5uZKNNe_GR1S8RntZFZgvYfmiLdVFm
W 2027 r. Konfederacja najpierw pójdzie do wyborów z dwoma odrębnymi programami, aby po wyborach stworzyć dwa niezależne byty grające zupełnie inną melodię? Bosak już jest przecież nacjonalistycznym merytokratą, a Mentzem postkorwinistycznym podpalaczem internetu. Nadal jednak ten ogień z wodą trzymają się mocno, a bitka o generała Kukułę jedynie obnażyła to, co kotłuje się w Konfederacji od samego początku jej istnienia. Do czasu.
„On jest nienormalny”. Jeden z najpopularniejszych cytatów politycznych ostatniego czasu sprowokował – po raz kolejny – dyskusję o napięciach wewnątrz Konfederacji. Sławomir Mentzen, który w ostrych słowach zaatakował gen. Wiesława Kukułę, spotkał się nie tylko ze stanowczą reakcją tzw. komentariatu, ale także Krzysztofa Bosaka. Bodaj po raz pierwszy liderzy Konfederacji weszli ze sobą w otwartą polemikę.
I choć daleko im do twitterowych jeremiad walczących o pokój w partii polityków Prawa i Sprawiedliwości, to publiczny spór sprowokował pytania o jedność projektu Mentzena i Bosaka. Z jednej strony – łatwo zbyć je argumentami o przyczynkarstwie, z drugiej zaś – sprawa szefa sztabu generalnego dobrze oddaje kontrast, jaki bije od wizerunku konfederackich liderów.
Kłótnia owocem sukcesu
Paradoks w doszukiwaniu się różnic w ugrupowaniu Mentzena i Bosaka polega na tym, że Konfederacja od początku była konglomeratem różnych środowisk – od radykałów w postaci Grzegorza Brauna i Kai Godek, przez narodowców Bosaka i partię KORWiN, po właściwie centrowych wolnorynkowców pokroju Artura Dziambora.
Różne „alt” wrażliwości, które osobno nie miałyby szans na wejście do parlamentu, połączyły siły i w 2019 roku wprowadziły do Sejmu swoją reprezentację. Różnice – owszem – były, nie ukrywano ich, ale też nie eksponowano. Podobnego manewru, choć w mniejszej skali, dokonała w tym samym roku koalicja Lewicy.
Skonsolidowanie przekazu ułatwił fakt, że duża część wyżej wymienionych – ta stanowiąca głównie obciążenia – po drodze z projektu wypadła. I to, i rozmaite inne procesy sprawiły, że Konfederacji zaczęło rosnąć.
Dziś, gdy o różnicach pomiędzy Nową Nadzieją a Ruchem Narodowym zaczyna się mówić coraz więcej (nie tylko na kanwie sprawy gen. Kukuły), to – przewrotnie – stanowi to dowód na to, że na ten moment sukces w postaci przerwania partii został osiągnięty. Bosak i Mentzen czują się silnymi graczami, a wiele nieprzewidywalnego musiałoby się zdarzyć, by podzielili los dotychczasowych rozbijaczy duopolu.
W tym sensie – polityczno-strategicznym – Konfederacja jest dużo mądrzejsza od polskiej lewicy, która wprawdzie zjednoczyła się w 2019 roku, ale później (i wcześniej po części także) liczba kanapowych ruchów i podziałów była wprost proporcjonalna do malejącego poparcia.
„Słabość potęguje frustrację. Gdy nie ma się wpływu na władzę, to każda różnica zdań urasta do olbrzymiej rangi, niemal definiującej całą tożsamość” – mówił mi na tych łamach Tomasz Markiewka.
I jakkolwiek jest to prawda dla lewicy, tak Konfederacja przekracza ten schemat. Jej trzon pozostawał twardy, a w miarę rosnącej popularności i kursowi na centrum pozbywał się obciążających (choć na początku stanowiących pewną wartość) skrajności.
Pracowity państwowiec
Czy rzeczywiście jednak różnice pomiędzy Mentzenem a Bosakiem są tak duże, jak malują to media? Poza sprawami czysto personalnymi (tajemnicą poliszynela jest fakt, że obaj liderzy komunikują się za pomocą swoich zastępców), różni ich fundamentalnie strategia polityczna i styl uczestnictwa w życiu publicznym.
Prezes Ruchu Narodowego to właściwie ewenement na polskiej scenie politycznej. To opis nie ocena, choć praca, jaką Krzysztof Bosak wykonał, by być tu, gdzie jest, może imponować. Nawet liberalni, niechętni prawicy komentatorzy przyznają, że rozmowa z liderem narodowców to – z dziennikarskiego punktu widzenia – przyjemność.
Bosak nie tylko jest retorycznie sprawny i merytorycznie przygotowany, ale na jakimś fundamentalnym poziomie powściągliwy. Nie atakuje bezmyślnie, nie serwuje w mediach typowej dla teczkowych karierowiczów polaryzacyjnej papki.
Na pytania odpowiada krótko, zwięźle, co czasem maskuje niechęć konfrontacji z niewygodnymi tematami. To rzadkość wśród polskich polityków, przede wszystkim tych z duopolu, którzy potrafiliby wymyślać przeciwnikowi od rana do wieczora.
Ten sposób funkcjonowania w debacie publicznej Krzysztofa Bosaka może być konsekwencją jego politycznych losów. Gdy w 2007 roku wypadł z polityki, wykonał dużą intelektualna i organizacyjną pracę. Chodził nawet na spoktania Krytyki Politycznej, żeby zobaczyć, jak myśli i jak tworzy środowisko jego ideowa konkurencja.
Tego rodzaju pracy nie wykonała duża część partyjnych wyrobników z innych ugrupowań, która zamiast książek czytała (i czyta nadal) poranne SMS-y od rzeczników prasowych z przekazem dnia, które potem referują w mediach.
Krzysztof Bosak ewidentnie też chce zostać tzw. gospodarzem tematów. Organizuje w Sejmie konferencje dotyczące demografii, chodzi na panele Defence24 o obronności, pozycjonuje się jako polityk-ekspert. W pewnym sensie również – jako lepszy PiS. Prawica twarda, acz poważna, nieobciążona przeszłością i rozjazdem retoryki z realnym działaniem (szczególnie na arenie Unii Europejskiej.
Jednocześnie na niwie stricte partyjnej Bosak dokonuje stopniowy pivot w stronę ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Inaczej niż jego partyjny kolega Sławomir Mentzen, wicemarszałek Sejmu wyraźnie poparł Karola Nawrockiego w II turze wyborów prezydenckich i zupełnie szczerze trzymał za niego kciuki. Prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że jeśli chce współrządzić (a chce), to innego koalicjanta niż PiS na horyzoncie nie widać.
Cyniczny król cyfrowych platform
Innego zdania jest labilny Sławomir Mentzen. W ciągu ostatniego roku bardzo istotnym elementem jego politycznego repertuaru było podkreślanie, że potencjalny koalicjant nie jest oczywisty. „Ja nie mogę sobie pozwolić na to, żeby być skazanym na kogokolwiek, na sojusz z kimkolwiek. Nie mogę być w sytuacji bezalternatywnej” – mówił w rozmowie z Żurnalistą.
Wbrew pozorom, nie wynika to wyłącznie z atawistycznego buntu przeciwko PO-PiS-owi, ale z lektur. W kilku dłuższych wywiad politycznych lider Nowej Nadziei obficie powołuje się (czasem wprost) na Roberta Krasowskiego, byłego szefa „Dziennika” i autora książek o historii III RP.
Krasowski uchodzi za apologetę politycznego cynizmu – z kart jego dzieł jasno wynika, że szacunkiem darzy właściwie wyłącznie Lecha Wałęsę, Leszka Millera, Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego – politycznych samców alfa, realnych przywódców. Inteligentów, z Unią Wolności na czele, uważa – upraszczając – za ludzi o słabym charakterze.
Skądinąd tezy Mentzena o generale Kukule są żywcem wyjęte z książek dziennikarki Onetu Edyty Żemły, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne, na czele którego stoi… Robert Krasowski.
Lider Nowej Nadziei przejął jego polityczne mapy mentalne – w polityce liczy się przede wszystkim skuteczność, to jej należy wszystko podporządkować. Z lektury Krasowskiego zresztą bierze się również rezerwa prezesa Nowej Nadziei do Jarosława Kaczyńskiego, którego publicysta odmalował jako bezwzględnego i brutalnego zawodnika wagi ciężkiej, który już na początku lat 90. chciał meblować rzeczywistość, nie oglądając się na środowiskowe hierarchie.
Jak przyznał sam Mentzen, stanowi to dla niego lekcję. Tę – jak sądzę – faktycznie toruński doradca podatkowy odrobił. Został bodaj pierwszym politykiem, który – także burząc pewną kolej rzeczy – tak skutecznie zbudował się na platformach cyfrowych. To również była jego świadoma decyzja.
„Bardzo lubię – jak mam coś politycznego do ogłoszenia – ogłaszać to na YouTubie albo Twitterze. Po co mi dziennikarze? Po co mam zwoływać konferencję prasową, żeby dziennikarze podali dalej ludziom coś, co sam mogę podać ludziom? […]
Dziennikarz mi tylko w tym przeszkadza. Bo jak sam komunikuje się z wyborcą, to mówię to, co chcę powiedzieć wyborcy, a jak mam dziennikarza, to nie mówię to, co ja chcę powiedzieć, tylko to, o czym chce słuchać dziennikarz” – tłumaczył u Żurnalisty z rozbrajającą szczerością.
Powyborczy test
Tyle tylko, że ten na wskroś happenerski styl uprawiania polityki jest biegunowo oddalony od statecznej pozy, którą przybiera Krzysztof Bosak. Nie brak także innych, niewymienionych dotąd różnic – sporu o prawdopodobną utratę subwencji i niejasnej sytuacji dość popularnej Ewy Zajączkowskiej-Hernik, która od Nowej Nadziei dryfuje ku narodowcom.
Michał Piedziuk z Polityki Insight podał niedawno, że bardzo prawdopodobne jest, iż do najbliższych wyborów parlamentarnych Konfederacja pójdzie z dwoma, a nie jednym programem. Choć z pozoru to sprawa symboliczna (kto czyta programy?), to mimo wszystko świadczy o możliwości dalszego rozluźniania stosunków.
Połączenie ognia z wodą jest w polityce możliwe, jeśli cele, które spajają oba byty, są wystarczająco silne. Tak – wydaje się – jest w tym przypadku. Jeśli bowiem Konfederacja miałaby współrządzić, to najpewniej z PiS. Skoro tak, to pytanie, co na to Sławomir Mentzen.
Koalicja z Kaczyńskim – mimo że PiS jest nie już tak solidarystyczny jak dekadę temu – byłaby dla niego pasmem kompromisów. Gdyby nie chciał ich zawierać, musiałby wytłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego zamierza trzecią kadencję grzać opozycyjne ławy. Elektorat Konfederacji zaś nie jest tak labilny jak Mentzen – zdecydowana większość jego wyborców poparła w II turze wyborców prezydenckich kandydata prawicy.
Jeżeli doszłoby do podziału na tle potencjalnej prawicowej koalicji, to Bosak stanąłby przed nie lada dylematem – czy zawiązywać sojusz z PiS-em jako partner wyraźnie mniejszościowy i ryzykować podzielenie losu Samoobrony i jego macierzystej Ligi Polskich Rodzin, czy ulec „drugiemu płucu” Konfederacji?
Ugrupowanie Mentzena i Bosaka może naprawdę złamać PiS-owską hegemonię na prawicy tylko wówczas, gdy Kaczyński będzie musiał pójść na bolesne dla siebie kompromisy – oddać część resortów siłowych czy tekę premiera. Czy liderom Konfederacji starczy politycznej cierpliwości, by ten scenariusz zrealizować? Pokażą wybory w 2027 roku.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

