Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Disco polo na państwowym i plastikowe wianki. Czy nowa ustawa PSL może uratować polski folklor?

Disco polo na państwowym i plastikowe wianki. Czy nowa ustawa PSL może uratować polski folklor? źródło: Wikimedia Commons

Polskiej kulturze potrzebny jest kapitał, ale musi on być dystrybuowany mądrze, z poszanowaniem zasady pomocniczości. PSL-owski projekt ustawy o zespołach ludowych to maszynka do mielenia ogromnych pieniędzy, która może doprowadzić do wojny w środowisku artystycznym.

Kalka legislacyjna, która dusi kulturę

Ustawa o Kołach Gospodyń Wiejskich (KGW) z 2018 r. jest bezsprzecznie jednym z największych sukcesów w budowie społeczeństwa obywatelskiego we współczesnej Polsce. Stała się ona potężnym impulsem do oddolnej samoorganizacji, integrując tysiące społeczności wokół wspólnych celów i pasji.

Nic zatem dziwnego, że politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego, dostrzegając ten fenomen frekwencyjny oraz jego polityczny potencjał, postanowili zastosować bezrefleksyjną metodę „kopiuj-wklej”. Efektem tego podejścia jest projekt ustawy o zespołach ludowych.

Oczywiście sam zamysł uwolnienia twórców od biurokracji oraz chęć systemowego wsparcia niedoinwestowanej prowincji jest szlachetny. Niestety, na tym dobre chęci się kończą. Ustawodawca zdaje się nie rozumieć materii, z którą obcuje, i próbuje leczyć skomplikowane problemy filharmonii za pomocą prostych rozwiązań stworzonych dla wiejskiego kółka szachowego.

I piszę to nie tylko jako artysta sceniczny od lat związany z folklorem, ale również jako dumny z pochodzenia potomek chłopskich rodzin z Suwalszczyzny, któremu bardzo zależy na zachowaniu kulturowego dziedzictwa polskiej wsi.

Wnioski z konsultacji projektu ustawy z czołowymi przedstawicielami środowiska folklorystycznego są alarmujące. Propozycja PSL-u nie tylko nie ma szans powtórzyć sukcesu ustawy o KGW, ale jest też legislacyjną pułapką, która może doprowadzić do wojny środowiskowej.

Podstawowy jej błąd polega na pomyleniu działalności społeczno-integracyjnej z profesjonalną działalnością artystyczną. KGW są zjawiskiem socjologicznym – do sukcesu wystarczyła legalizacja i niewielkie środki, bo chęć do wspólnego działania na wsiach była ogromna. Próg wejścia jest tam minimalny, a struktura wybitnie demokratyczna i horyzontalna.

Tymczasem zespół ludowy jest zjawiskiem artystycznym. Wymaga rzemiosła, twardych kompetencji, wykwalifikowanego instruktora, choreografa, akompaniatora i często lat żmudnych prób. Zespołem zarządza się jak małym przedsiębiorstwem artystycznym o strukturze hierarchicznej.

Zderzenie tej złożonej rzeczywistości ze sztywną „kalką z KGW” rodzi głębokie patologie. Ustawodawca najwyraźniej uznał, że skoro udało się rozdać miliony na festyny KGW (co było bardzo dobrym pomysłem!), to ten sam algorytm zadziała w przypadku skomplikowanej pieśni tradycyjnej.

 

Pułapka finansowa i wylęgarnia „zespołów-słupów”

KGW otrzymuje na start kwotę rzędu kilku lub kilkunastu tysięcy złotych – sumę bezpieczną, pozwalającą na lokalne akcje, ale niekuszącą wyłudzaczy. Projekt PSL proponuje jednorazowy bon inwestycyjny w zawrotnej wysokości 50 000 zł na start oraz 25 000 zł rocznej subwencji operacyjnej.

I to wszystko przy całkowitym braku merytorycznej weryfikacji artystycznej. Po prostu coroczne źródełko tylko za to, że się istnieje i złoży sprawozdanie z tego istnienia.

75 tysięcy złotych w pierwszym roku to potężny bodziec finansowy, który zadziała jak magnes na „łowców dotacji”. Jak słusznie zauważają eksperci, projekt otwiera drogę dla jawnej patologii. Pojawią się „zespoły-słupy”, powołane wyłącznie w celu konsumpcji środków.

Taka grupa kupi najtańsze atrapy strojów, zagra jeden symboliczny „koncert” pod schodami świetlicy i rozliczy gigantyczną fakturę. Zamiast wspierać dziedzictwo, stworzy się system, w którym łatwiej będzie sfinansować szybki zysk cwaniaków niż autentyczne, mozolne wielopokoleniowe spotkanie z muzyką korzeni.

Projekt zawiera przepisy wręcz kuriozalne. W art. 2 ustawodawca wskazuje, że zespoły ludowe realizują zadania poprzez „organizację wesel”. Na niebezpieczeństwo kryjące się za takim ujęciem sprawy zwraca uwagę Marcin Wójciuk, twórca pierwszej w Polsce bazy zespołów ludowych (ZespolyLudowe.pl) oraz założyciel OSA „Wytnij Hołubca”.

Wójciuk zauważa, że ustawa stworzy pole do nadużyć dla komercyjnych firm i kapel disco-polo, które zmienią status tylko po to, by sięgnąć po państwowe pieniądze. Jeśli państwo zacznie płacić za „obsługę wesel”, szybko doczekamy się wysypu grup, które z ludowością mają wspólny jedynie plastikowy wianek i przaśny repertuar biesiadny.

Autentyczne widowiska, takie jak kurpiowskie wesele, zostaną w tym systemie zalane falą komercyjnej chałtury.

Oddanie kultury pod nadzór… urzędników rolnych

Rejestracją i nadzorem nad zespołami ma zajmować się Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). O ile dla rolników i KGW to naturalne środowisko, o tyle dla twórców to poważna deprecjacja merytoryczna.

Jak słyszymy od pewnej bardzo aktywnej działaczki KGW i instruktorki tańca ludowego, ARiMR już teraz ledwo radzi sobie z nadzorem nad kołami. Kto w urzędzie rolnym ma kompetencje, by ocenić autentyczność kroku tanecznego czy poprawność stroju danego regionu?

Bez stałej konsultacji z etnologami powstaną zespoły ubrane w kiczowate karykatury tradycji: plastikowe wianki, mini spódniczki i pseudoludowe bluzki z Chin. To nie jest błaha sprawa estetyczna. Za 20 lat kolejne pokolenie spojrzy na zdjęcia z dzisiejszych dożynek i uzna ten kicz za swój autentyczny strój ludowy.

W efekcie, trwale zakłamiemy naszą tożsamość za własne, publiczne pieniądze. Środowisko jasno wskazuje, że jeśli już wspierać zespoły, to pomocy nie wolno odcinać od ośrodków kultury, które dysponują odpowiednią infrastrukturą i wiedzą merytoryczną.

Co najsmutniejsze, również autorzy projektu ustawy zdają sobie z tego sprawę. Politycy PSL piszą, że to Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi (NIKiDW) miałby rzekomo stanowić pierwsze sito merytoryczne podczas włączania zespołów do bazy.

Z tym, że NIKiDW już teraz podejmuje mnóstwo bardzo wartościowych aktywności (polecam zwłaszcza www.etnoportal.pl!), więc trudno sobie wyobrazić, że będzie w stanie zweryfikować potencjalne 3000 zespołów w… 6 tygodni, które przewiduje mu na to projekt ustawy.

Absurdalne zakazy i wykluczenie dzieci

Projekt w art. 3 twardo zakłada, że można być członkiem tylko jednego zespołu. Dla każdego, kto zna to środowisko, ten przepis to dowód na oderwanie ustawy od realiów. Najlepsi muzycy wiejscy z reguły grają i śpiewają w kilku formacjach jednocześnie.

Równie dewastujący jest wiekowy próg wejścia – członkostwo od 18. roku życia, a od 13. za zgodą opiekunów. Działaczka wiejska z Podhala, z którą rozmawiałem o projekcie, wprost nazywa to dyskryminacją.

W samym jej regionie działa 60 zespołów dziecięcych, wykonujących świetną pracę u podstaw, które ta ustawa wykluczy. Jak budować dialog międzypokoleniowy, skoro systemowo wycinamy z niego najmłodszych?

Próżnia definicyjna – co jest „ludowe”?

Największym ryzykiem jest jednak brak twardej definicji terminu „zespół ludowy”. Generuje to gigantyczną niejednoznaczność i swobodę interpretacji urzędniczej. Jeśli urzędnicy przyjmą sztywne paradygmaty konserwatywnych organizacji (jak CIOFF), ucierpi na tym innowacyjność i grupy reinterpretujące tradycję w sposób awangardowy.

Mowa na przykład o formacjach miejskich i alternatywnych, takich jak stołeczne: Kapela ze wsi Warszawa, Woda na młyn czy Otwarta Przestrzeń Artystyczna. To grupy o wysokim kunszcie artystycznym, które czerpią z tradycji, ale nie zawsze wpisują się w „skansenowy” schemat XIX-wiecznej wsi.

Przy sztywnej definicji opartej na „strojach i pieśniach” mogą one zostać w przyszłości odcięte od środków, co byłoby rażącą niesprawiedliwością. One również budują polską tożsamość, choć robią to językiem nowoczesnym – takim, jakim powinniśmy budować narrację o Polsce na świecie. Folklor jest jedną z ważniejszych płaszczyzn, na których powinniśmy budować markę polską, w tym również jej wymiar gospodarczy.

W ostrej kontrze do takiej skansenyzacji folkloru swoje zdanie wyrażają środowiska eksperckie (np. Forum Muzyki Tradycyjnej). Kultura ludowa nie jest eksponatem muzealnym. Zgodnie z ratyfikowaną przez Polskę Konwencją UNESCO, dziedzictwo niematerialne to przede wszystkim żywy, ciągle ewoluujący proces społeczny.

Opiera się on na autentycznej relacji mistrz–uczeń i naturalnych, codziennych formach muzykowania, a nie na odgórnie zdefiniowanej przez państwowych urzędników, zamrożonej w czasie „cepelii”.

Eksperci, w tym również pewien instruktor z mniejszego miasta z wieloletnim doświadczeniem, z żalem zauważają, że my już dysponujemy świetnie funkcjonującymi, wyspecjalizowanymi instytucjami, takimi jak chociażby Narodowy Instytut Muzyki i Tańca (NIMiT) czy wspomniany wcześniej NIKiDW, które realizują doskonałe i zweryfikowane w praktyce programy grantowe. Przykładem jest jak niestety mocno ograniczona ostatnio „EtnoPolska”.

Zamiast tworzyć polityczne maszynki do mielenia pieniędzy, należy przyjrzeć się tym mechanizmom, które już działają. Polskiej kulturze potrzebny jest kapitał, ale musi on być dystrybuowany mądrze, z poszanowaniem zasady pomocniczości.

Zamiast biurokratycznej machiny ARiMR, warto się przyjrzeć dwóm prostym i skutecznym rozwiązaniom.

Rozwiązanie 1: Bony na Tradycję i model „Mistrz-Uczeń”

Zamiast pompować 75 000 zł w byty o wątpliwej jakości, państwo powinno sfinansować proces przekazywania wiedzy. Lepszy byłby system „bonów na Tradycję”, ukierunkowany na relację mistrz–uczeń.

Środki te trafiałyby na opłacenie pracy wykwalifikowanych instruktorów, choreografów czy wiejskich muzykantów ubiegłych pokoleń, którzy uczyliby młodzież autentycznego rzemiosła. To rozwiązanie uderza w problem luki kadrowej i dyskryminacji dzieci. Daje najmłodszym darmowy dostęp do unikalnych kompetencji.

Jednocześnie upodmiatawia ono seniorów, nadając dodatkowy wymiar sensu ich jesieni życia i przeciwdziałając starzeniu się wsi poprzez uatrakcyjnienie jej dla młodszych. Gwarantujemy w ten sposób, że publiczne pieniądze idą na żywą tkankę i podnoszenie umiejętności, a nie na opłacenie zewnętrznej księgowej.

Rozwiązanie 2: Obywatelski Pakt dla Kultury i mechanizm „Matching Fund”

Rozdanie wielkiej gotówki może demoralizować i prowokuje powstawanie „zespołów-słupów”. Zamiast tego wprowadźmy fundusz wyrównawczy – jeśli zespół potrzebuje środków na renowację strojów czy zakup instrumentów od lutnika, musi najpierw udowodnić, że jest ważny dla swojej społeczności.

Zespół ogłasza zbiórkę i pozyskuje część kwoty od sąsiadów i lokalnego biznesu. Gdy zbierze pulę bazową, państwo automatycznie potraja tę kwotę (dokłada 3 zł do każdego 1 zł zebranego lokalnie). Taki model jest odporny na patologie – nikt nie zrzuci się prywatnymi pieniędzmi na naciągaczy i kapelę disco-polo.

System ten powinien również wspierać patriotyzm gospodarczy. Zasilone zespoły powinny zlecać pracę miejscowym rzemieślnikom, hafciarkom czy krawcom (zakaz zakupu pseudostrojów czy chust na Temu). Stymuluje to także kreatywną turystykę wiejską, gdzie dumny i autentyczny zespół (i inne aktywności kulturalne) staje się magnesem dla odwiedzających.

***

Kultura ludowa potrzebuje tlenu, szacunku do tradycji i wolności artystycznej. Pieniądze zrzucane z wyborczego helikoptera przez urzędników od rolnictwa zniszczą to, co w polskiej prowincji najcenniejsze – jej historyczną i kulturową autentyczność. Czas na realne wsparcie, które buduje kompetencje i więzi społeczne, a nie niszczy je w imię doraźnego zysku politycznego.

Sejmowe konsultacje społeczne komentowanego w niniejszej opinii „Poselskiego projektu ustawy o zespołach ludowych” autorstwa grupy posłów PSL trwają do niedzieli 17 maja. Aby wziąć udział w konsultacjach należy wyszukać projekt na właściwej podstronie Sejmu RP po nazwie lub sygnaturze: RPW/13278/2026 , a następnie wybrać przycisk „Ankieta” .

Zadanie „Sejm – nowe otwarcie. Monitoring systemu konsultacji społecznych aktów prawnych w Polsce” realizowane jest przez Klub Jagielloński dzięki finansowaniu ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 3. Ten utwór, z wyjątkiem zdjęć, jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe.

Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.