Rok Leona XIV. Papież okazał się konserwatystą. Ale innym niż myślicie
Mija rok od momentu, gdy z balkonu bazyliki św. Piotra ogłoszono światu nazwisko kardynała Roberta Prevosta jako następcy Franciszka na tronie Piotrowym. Co wiemy o Leonie XIV po roku pontyfikatu?
Uspokojenie atmosfery po Franciszku
Oceniając pierwszy rok pontyfikatu Leona XIV, nie da się uciec od porównań do jego poprzednika. Franciszek – świadomie bądź nie – wzbudzał kontrowersje. W swej retoryce był papieżem „awangardowym” – poprzez retorykę i symboliczne gesty przesuwał granicę tego, co było uznawane za domyślny savoir-vivre papieskiego urzędu.
Przeniesienie się z apartamentów papieskich do domu św. Marty, rezygnacja z krzyża papieskiego na rzecz swojego dotychczasowego biskupiego, zaniechanie używania „mucetu” – to tylko drobne przykłady.
Jego spontaniczne wypowiedzi „samolotowe” wymagały nieustającej pracy interpretacyjnej. Sposób sprawowania władzy – jak zwrócił uwagę Grzegorz Górny w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim – był raczej autorytarny, czego przykładem była marginalizacja znaczenia kolegium kardynałów jako doradców papieża czy też ograniczenie dostępu do Mszy Trydenckiej.
Zupełnie inny styl prezentuje Leon XIV. W dniu wyboru na papieża pokazał się w oknie bazyliki św. Piotra w tradycyjnym mucecie. Bardzo szybko dał do zrozumienia, że zamierza kardynałów traktować jako realnych partnerów w zarządzaniu Kościołem.
Robert Prevost jest człowiekiem, który wydaje się podchodzić do urzędu papieskiego z bardzo dużym respektem. Nie epatuje swoją osobowością, ideami czy wizjami.
Przywoływane założenie mucetu nie jest oznaką umiłowania tradycjonalistycznej estetyki, lecz raczej zrozumienia, że papież jest kimś bardzo małym wobec urzędu, który ma sprawować. Jest wyrazem dużego respektu wobec tradycji instytucji, nad którą ma jako biskup Rzymu trzymać pieczę.
Pod tym względem podobny jest do Benedykta XVI, który choć jako prefekt kongregacji Nauki Wiary postrzegany był jako człowiek stanowczy, to już jako papież bardzo oszczędnie dysponował swoją władzą.
W pewnych kwestiach należy spodziewać się ze strony Leona XIV ruchów deeskalacyjnych po gorącym pontyfikacie Franciszka. Przykładem może być kwestia Mszy Trydenckiej. Od jakiegoś czasu mówi się, że papież względnie przychylnie patrzy na rozwój duchowości tradycjonalistycznej we Francji. Czy czeka nas liturgiczna odwilż? Jest to dość prawdopodobne.
Wydaje się, że papież nie zamierza podgrzewać konfliktów ani wyraźnie szarpać cuglami jakiejkolwiek ze „stron” kościelnego podziału – czy to progresywnej czy tradycjonalistycznej. Jest to raczej papież dążący do uspokojenia sytuacji. Jednak bez fałszywego zamiatania problemów pod dywan.
Konserwatysta w sferze doktryny
Drugą kwestią, jaka rzuca się w oczy, jest podejście do moralnego nauczania Kościoła. Franciszek był w tej mierze postrzegany jako rewolucjonista. Dopuszczenie osób żyjących w powtórnych związkach do Komunii, wydanie Fiducia supplicans – dokumentu dopuszczającego pewną formę błogosławieństw dla par homoseksualnych – to chyba najgłośniejsze przykłady decyzji poprzedniego papieża, które wzbudzały powszechne kontrowersje.
Leon XIV jest zdecydowanie bardziej precyzyjny w wyrażaniu myśli niż Franciszek. Widać to nie tylko w nauczaniu moralnym, ale również społecznym.
W trakcie powrotu z wizyty apostolskiej w Afryce papież podkreślił prawo państw do kontrolowania migracji, zaś w trakcie samej wizyty określił migrację jako zło, które dotyka kraje z których dani ludzie wyjeżdżają. Franciszek był tu raczej dość jednoznaczny, kładąc akcent na obowiązek państw do godnego „ugoszczenia migrantów”.
W sferze doktryny również widać większą precyzję. Papież skrytykował niemieckich biskupów za sposób implementacji Fiducia supplicans. Podkreślił, że organizacja quasi-nabożeństw błogosławienia par homoseksualnych – a to właśnie zaproponował ostatnio kard. Marx – jest niezgodna z treścią tego dokumentu i wprowadza niepotrzebne zamieszanie, narażając Kościół na powstawanie podziałów.
Leon XIV okazuje się w tych punktach konserwatystą. Jednak nie takim z jakim zwykle kojarzy się to słowo. Nie jest ściśle tradycjonalistyczny konserwatyzm, który bez pozostawiania wątpliwości określa, co jest niezmienne. Jest to raczej konserwatyzm ewolucyjny.
Papież ewidentnie odczuwa duży respekt wobec procesów historycznych, społecznych i politycznych, jakie dzieje się na naszych oczach. Uznaje je jako coś przerastającego pojedynczego człowieka.
Papież nie wyklucza zmian nauczania w wyżej wymienionych sferach. Jednak zmiany – jeżeli miałyby się dokonać – muszą odbyć się naturalnie i ewolucyjnie, a nie za pomocą nagłego, odgórnego „szarpnięcia cuglami”. Dobrze wie, że taki ruch musiałby prowadzić do kryzysu Kościoła i prawdopodobnie kolejnej schizmy.
Zamiast tego woli punktowo i „miękko” interweniować, wskazując co jest zgodne z nauczaniem Kościoła, a co nie. Jednocześnie robi to bardzo delikatnie – nie grozi nakładaniem kar kościelnych i nie oczekuje absolutnego posłuszeństwa ze strony biskupów. Leon XIV z bardzo dużą dozą ostrożności podchodzi do kształtowania oblicza chrześcijaństwa mocą samego urzędu. To właśnie czyni go konserwatystą.
Konflikt z Donaldem Trumpem – Leon jako wierny syn św. Augustyna
W ostatnich miesiącach uwagę mediów w sposób szczególny przykuł spór, w jaki papież wszedł z prezydentem USA Donaldem Trumpem w kontekście amerykańskiej interwencji w Iranie.
Papież krytykował bombardowanie infrastruktury cywilnej oraz łamanie prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone. W odpowiedzi Trump dość obcesowo odniósł się do Leona, pisząc w mediach społecznościowych, że ten nie zna się na polityce międzynarodowej. Oskarżył także papieża o obronę bandyckiego reżimu.
W tle całego konfliktu znajdują się również specyficznie poglądy chrześcijan ewangelikalnych w Stanach Zjednoczonych. Przykładem jest przekonanie o zbawczej roli Izraela w konflikcie na Bliskim Wschodzie, które są wyznawane przez wysokich urzędników amerykańskich takich jak na przykład Pete Hegseth.
Leon XIV – jako augustianin wszakże – okazuje się w tym konflikcie wiernym dzieckiem św. Augustyna. Biskup z Hippony bardzo dobrze wiedział, że żadnej ziemskiej strukturze politycznej nie można w pełni nadać boskiej sankcji. I choć uznawał, że czasami może być ona narzędziem Opatrzności – jak to było w przypadku Cesarstwa Rzymskiego – to ostatecznie każda tego typu struktura jest skażona ludzkimi namiętnościami.
Papież, idąc za wskazówkami Augustyna, odmawia Trumpowi i USA prawa do bycia reprezentantem boskiego porządku na arenie miedzynarodowej. Słusznie wypomina łamanie obiektywnych i zakorzenionych w katolickiej nauce społecznej praw, których żaden byt polityczny łamać nie może. Katolicyzm znosi pojęcie świętej wojny – żaden naród nie ma prawa do łamania prawa w imię tak czy inaczej rozumianego wybraństwa.
Papież w tym punkcie odważnie wchodzi w rolę proroka, którego podstawową rolą w Starym Testamencie było wypominanie władcom i możnym nieprzestrzegania moralnego porządku danego przez Boga. Treść przesłania Leona pokazuje również, jak bardzo katolicyzm różni się od amerykańskiego protestantyzmu.
Nowa encyklika niebawem
Wciąż czekamy na pierwszą encyklikę papieża. Według plotek, ma ona zostać podpisana przez papieża jeszcze w tym miesiącu. Zatem, prawdopodobnie już niedługo będziemy mieć głębszy wgląd w profil intelektualny papieża.
Jak na razie jedynym poważnym dokumentem wydanym za tego pontyfikatu była adhortacja Dilexi te (skądinąd naprawdę bardzo dobra) poświęcona ubogim, której pisanie jednak zaczął jeszcze papież Franciszek. W związku z tym nie może być miarodajną próbką sposobu wyrażania myśli przez Leona XIV.
Podsumowując: jakim ojcem świętym jest obecny papież? Jest on z pewnością mniej gwałtowany niż Franciszek. Raczej opanowany, nieskłonny do impulsywnych reakcji.
Prezentuje raczej taki typ ojcostwa, który interwencje podejmuje wtedy, kiedy naprawdę trzeba. Jeżeli Franciszek był etatystyczny, to Leon XIV jest bardziej subsydiarny. Wyraża swoje racje – jak w przypadku Kościoła w Niemczech czy działań administracji Trumpa – ale robi to w sposób bardzo opanowany i pokorny.
Jaki będzie kolejny rok pontyfikatu? To się okaże. Prawdopodobnie zostanie choć po części określony przez treść nowej encykliki, która – jak donoszą media – będzie poświęcona sztucznej inteligencji. Datą publikacji ma być 15 maja.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
