Marek Magierowski za kulisami. Dlaczego polska dyplomacja jest tak słaba?
Praca ambasadora może kojarzyć się z czasochłonnym przygotowaniem dyplomatycznym, regularnymi rozmowami z czołowymi przywódcami państwa przyjmującego i decyzjami, które zwykle przynoszą natychmiastowe efekty. Jak jednak już na wstępie swojej książki przekonuje nas Marek Magierowski, takie wyobrażenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Niedyplomatycznie. Warszawa – Tel Awiw – Waszyngton to zbiór wspomnień byłego dziennikarza i dyplomaty, a także ambasadora polskich placówek w Izraelu (2018-2021) i USA (2021-2024) w czasie rządów PiS-u.
Myliłby się ten, kto spodziewałby się opisu kolejnych wydarzeń dzień po dniu czy nieznanych faktów, które rzucają nowe światło np. na amerykańską postawę wobec napaści Rosji na Ukrainę w pierwszych dniach wojny.
Przeciwnie, dla autora książka jest raczej pretekstem do przedstawienia z dystansu własnych obserwacji i przemyśleń. Znaleźć tu można takie tematy jak kwestia języków potrzebnych dyplomacie, czy rola małżonków w odpowiednim wykonywaniu swojej pracy.
Magierowski nie powstrzymuje się też od krytyki kreatorów polskiej dyplomacji, niezależnie od ich politycznej proweniencji, i głównie na tym aspekcie chciałbym się skoncentrować w tym tekście.
Promocja polskiego biznesu za granicą to rzadkość
W jednym z pierwszych rozdziałów Magierowski podkreśla rolę dyplomacji ekonomicznej. Jako wzór warty naśladowania podawany jest przykład krajów skandynawskich, które nie mają oporów przed jawnym promowaniem swoich firm na rynkach zewnętrznych.
Autor chwali nie tylko klarowną wizję Skandynawów, ale też przygotowanie odpowiednich narzędzi, które mają realnie pomóc im wcielać tę wizję w życie.
Miażdżąco wypada przy tym dla Polski choćby porównanie liczebności personelu. Doskonale ukazuje to opis spotkania z ambasadorem Danii w Warszawie, który „z entuzjazmem opowiadał o inwestycjach duńskich firm w Polsce, między innymi w sektorze energetycznym (…).
– Ile osób się tym zajmuje w waszej placówce?
– W wydziale handlu? Dwadzieścia dwie.
Dla porównania: wydział ekonomiczny Ambasady RP w Waszyngtonie to pięć osób. Pracowici, zaangażowani profesjonaliści. Lecz przegrywający już na starcie z armią swoich duńskich kolegów”.
Ogromnym potencjałem, który w dużej mierze pozostaje niewykorzystany, jest też obecność nielicznych osób o polskich korzeniach w kadrach zarządzających amerykańskimi przedsiębiorstwami.
„Mimo iż wielu urodziło się i wychowywało w Ameryce, nie wstydzą się polskości, opowiadają o naszych ekonomicznych sukcesach, ochoczo współpracują z ambasadą. Pomagają w kreowaniu innego wizerunku Polski” – pisze Magierowski.
Tyle że, jak wynika z książki, wciąż brakuje polskiego przekazu o takich postaciach jak Susan Wojnicki (niedawno zmarła szefowa YouTube), czy Chris Kempczinski (CEO McDonald’s).
Deficyt w zakresie świadomości jak ważną rolę pełni dziś dyplomacja ekonomiczna dotyczy także przedstawicieli naszego biznesu. Magierowski wspomina, że będąc wiceszefem MSZ, podczas zagranicznych podróży zawsze kierował zaproszenia do udziału w delegacji do polskich przedsiębiorców.
Odpowiedź wszakże bywała daleka od oczekiwanej: „niestety, zdarzało się, że oferowane miejsce w samolocie pozostawało puste. Polscy biznesmeni rzadko byli zainteresowani takimi wyprawami”.
Były ambasador z goryczą stwierdza, że często polski biznes nadal woli koncentrować się na obsłudze rynku unijnego, niż wchodzić na bardziej wymagające rynki amerykańskie czy azjatyckie. Nie dziwi też, że znacznie lepiej radzą sobie tam państwa Europy Zachodniej.
Największą bolączką polskiej dyplomacji ekonomicznej jest jednak przede wszystkim brak spójnego planu. Widać tu wyraźnie zaniedbania kolejnych ekip rządzących, przez co do dziś trudno powiedzieć, jakie są priorytety w promocji polskiego biznesu na arenie międzynarodowej.
Zauważalne są także bariery mentalne przed jawnym wspieraniem konkretnych firm z Polski związane z obawami przed posądzeniem o lobbing, czy wręcz korupcję. Tymczasem, jak konstatuje Magierowski, takich obiekcji nie mają przedstawiciele innych państw i choć zdarzają się w naszym kraju pozytywne wyjątki od reguły, to wciąż pozostaje nam sporo do nadrobienia.
Jak opowiadać Izraelczykom o polskiej historii
W książce nieco miejsca poświęcono też relacjom polsko-żydowskim, w ramach których na pierwszy plan wybijają się zagadnienia historyczne. Z polskiej perspektywy największym problemem jest utrwalany w Izraelu od wielu lat wizerunek Polaków jako współpracowników Niemców w dziele zagłady narodu żydowskiego.
W przeciwieństwie do niektórych przedstawicieli naszej rodzimej prawicy, zdaniem Magierowskiego podkreślanie wyłącznej winy Niemców przez stronę polską przynosi skutki odwrotne od spodziewanych.
Dlatego – według dyplomaty – potrzebujemy bardziej zniuansowanej opowieści, opartej na naświetleniu historycznego tła i niepomijaniu także trudnych elementów naszej wspólnej historii.
Dla izraelskiego odbiorcy zdecydowanie ciekawsza, a przez to bardziej wiarygodna będzie opowieść, w której jest miejsce i na Polaków ratujących Żydów z narażeniem życia, i na szmalcowników.
Jakie są praktyczne efekty takiego podejścia? Autor opisuje swoje spotkania z młodymi Izraelczykami, podczas których – poza rozmową o chwalebnych kartach w naszej historii z Żydami – opowiadał też o pogromach przed i po wojnie, czy o mordzie w Jedwabnem:
„Często kończyłem swoje spotkania historią rzezi dokonanej przez wojska niemieckie w dwóch wioskach, w Rekówce i Starym Ciepielowie, w grudniu 1942 roku. (…) Opis jest długi i wstrząsający. Dla większości moich izraelskich słuchaczy (jeśli nie dla wszystkich) historia zupełnie nieznana”.
Najciekawsza jednak była reakcja jego słuchaczy: „To bardzo ciekawe – to jedyne, co mogli z siebie wydusić. – Nigdy o tym nie słyszeliśmy”.
Były ambasador RP wprost wskazuje, że część odpowiedzialności w kształtowaniu wśród Izraelczyków negatywnych stereotypów o Polakach mają niektórzy polscy historycy. Często wspomniani autorzy rozpowszechniają tezy oparte na bardzo wątpliwej metodologii, jak choćby rzekomy udział Polaków w wymordowaniu 200 tysięcy Żydów podczas Holokaustu.
Problemem pozostaje też kwestia powielania takich tez przez zagraniczne media, stąd biorą się późniejsze publikacje o „polskich obozach śmierci” itp. Wbrew pozorom podobne manipulacje mają bardzo długą tradycję – Magierowski zwraca uwagę, że podobne stwierdzenia pojawiały się np. w 1941 r. w New York Times.
Mimo tych wszystkich niekorzystnych tendencji, zdaniem autora, Polska nie jest na przegranej na pozycji, niemniej zadanie, jakie pozostaje do wykonania jest arcytrudne. W szczególności niepokoić powinien rosnący na Zachodzie odsetek osób młodych nieposiadających podstawowej wiedzy na temat zagłady Żydów w czasie II wojny światowej.
Dyplomata przytacza konkretne wyniki badań, które mogą stanowić sygnał alarmowy – z sondażu Claims Conference z 2025 r. wynika m.in., że o Holokauście nie słyszało wcześniej wśród młodych aż 46% Francuzów, 15% Rumunów i 12% Niemców, a niemal połowa Amerykanów nie zna nazwy żadnego obozu koncentracyjnego na terenie Europy. Trudno uciec tu od myśli, że również w tym aspekcie zbieramy żniwo dekad bezczynności kolejnych rządów.
Marketing w dyplomacji też jest ważny
Najważniejsze z lotu ptaka pozostaje jednak wypracowanie skutecznej wizji promocji Polski na arenie międzynarodowej. Podobnie jak przy wyżej opisanych zagadnieniach, także tu polska dyplomacja nie posiada planu o czym opowiadać oraz komu i jak to przekazać.
Jak stwierdza Magierowski: „problem nie polega na wyborze postaci i tematów, lecz na języku i – mówiąc brutalnie – wizerunkowym marketingu. (…) polscy autorzy (nie wszyscy, rzecz jasna), w przeciwieństwie do brytyjskich lub amerykańskich, nie potrafią wyjść poza schemat pisania dla siebie samych i dla kolegów z uczelni”.
Poza krytyką znajdziemy też pozytywne przykłady, takie jak film „Potop” opowiadający o polskiej historii w sposób angażujący i uniwersalny. Dla zagranicznego odbiorcy znacznie ciekawsza jest emocjonująca historia Kmicica jako niejednoznacznej, szekspirowskiej postaci, z którą można się utożsamić, niż faktograficzne wymienianie kolejnych wydarzeń z potopu szwedzkiego. Takich dzieł wciąż jednak w Polsce brakuje.
Indolencja w wykorzystaniu marketingu dotyka też polityczne elity. Autor nie zostawia choćby suchej nitki na zaprzepaszczeniu okazji do promocji naszego kraju podczas ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego.
„Wyobraźmy sobie te tysiące tweetów, postów na Facebooku, rolek na Instagramie, publikowanych przez polityków, instytucje publiczne i ambasady, w dziesiątkach języków. Wyobraźmy sobie kampanie billboardowe w Londynie, Paryżu, Rzymie, a przede wszystkim w Pekinie i Tokio, zachęcające, na przykład, do oglądania relacji z kolejnych etapów rywalizacji w Warszawie. Naturalnie, nic takiego się nie wydarzyło” – pisze.
Jak czytamy, dla polityków nad Wisłą ważniejsze okazują się międzypartyjne rywalizacje i rytualna naparzanka w social mediach. I znów, takie podejście na Zachodzie wydaje się nie do pomyślenia. Widzimy to świetnie w przytoczonej w książce anegdocie opisującej subtelne, acz nieustające podkreślanie przez Belgów, kto wymyślił smurfy.
W „dyplomacji kulturalnej” (jak nazywa to autor) nie wystarczy przekonanie, że „przecież wszyscy wiedzą”. Ta niewątpliwa prawda powinna stanowić podstawę działań budujących pozytywny obraz naszego kraju.
***
Poprowadzona ze swadą opowieść Magierowskiego pozwala spojrzeć na nowo na zawód dyplomaty, który okazuje się bardziej wymagający, niż zwykliśmy sądzić.
Wśród różnych refleksji po lekturze warto szczególnie zwrócić uwagę na wyłaniający się między wierszami stan mentalny polskiej dyplomacji – nakierowanej na tu i teraz i niemyślącej o dalszej perspektywie; niemającej precyzyjnego planu, jak działać; przekonanej o tym, że nasz kraj jest już dostatecznie rozpoznawalny; uwikłanej w polityczne naparzanki.
Jego wizja wyłaniająca się z książki nie jest jednoznaczna, bez wątpienia jednak widać dystans między „starą” Europą a naszym krajem. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że mimo prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej w niektórych aspektach Polska de facto nadal nie potrafi skutecznie realizować swoich interesów.
Po przeszło trzech dekadach od odzyskania suwerenności nadszedł najwyższy czas, aby ambitne zapowiedzi naszych polityków obiecujące większą asertywność na arenie międzynarodowej zostały przekute w faktyczne działanie.
Marek Magierowski będzie gościem Festiwalu Dobrych Relacji – Czerwcówki Klubu Jagiellońskiego. 4-7 czerwca pod Niepokalanowem, zaledwie 50 km od Warszawy.
Dowiedz się więcej na naszej stronie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

