Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Andrzej Poczobut zawstydził polską politykę

Andrzej Poczobut zawstydził polską politykę Autor zdjęcia: Przemysław Keler. Źródło: KPRP

Bohater wrócił do Polski z białoruskiego łagru. Odebrał order i podziękował zarówno prawicy, jak i lewicy. Udzielił wywiadu telewizji wPolsce24, ale także „Gazecie Wyborczej”. Powiedział, że niezależnie od tego, kto rządzi, jest to państwo polskie, któremu należy się szacunek. Zwykłe zachowanie przyzwoitego człowieka – a jednak wystarczające, by pokazać, w jak absurdalnym politycznym cyrku żyjemy na co dzień.

Gdy cała Polska cieszyła się z niespodziewanego uwolnienia Andrzeja Poczobuta z białoruskiej kolonii karnej, jeden z PiS-owskich propagandzistów napisał na portalu X, że nie wolno zapominać, że grodzieński dziennikarz jest „zaczadzony GW”. „Będziecie bardzo zdziwieni, co on zacznie wygadywać” – stwierdził w usuniętym po chwili wpisie. Nie mógł pomylić się bardziej.

28 kwietnia, gdy ta wspaniała wiadomość o wydaniu Poczobuta przez białoruskie władze ujrzała światło dzienne, obserwowaliśmy w polskich mediach dość żenujący spór o to, kto bardziej przysłużył się sprawie polsko-białoruskiego dziennikarza.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości twierdzili, że to przykład skutecznego lobbingu prezydenta Karola Nawrockiego u Amerykanów. Druga strona – że to MSZ upominał się o Poczobuta. Punkt wspólny był jeden: bez pomocy USA faktycznie nie doszłoby do uwolnienia dziennikarza.

Jednocześnie Andrzej Poczobut od początku grał – i gra nadal – jakby w innej lidzie. To człowiek pod różnymi względami niedzisiejszy. Nie pcha się przed kamery, nie kapitalizuje własnej sprawy, nie uprawia socialmediowego ekshibicjonizmu.

Gdy na Zamku Królewskim odbierał z rąk prezydenta Order Orła Białego, mówił: „[…] nie czuję się bohaterem. Dla mnie bohaterami tej historii są przede wszystkim żołnierze Armii Krajowej, dowódcy Armii Krajowej, osoby, o gloryfikację których byłem oskarżony. […] Na tym tle jestem zwykłym człowiekiem”.

Powiedział jednak coś jeszcze: „Jestem dumny, że mogę podziękować panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu za działania na rzecz mojego uwolnienia. Jestem tak samo dumny, że mogę podziękować pańskiemu poprzednikowi, panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie za podobne działanie.

Jestem dumny, że mogę podziękować rządowi Donalda Tuska za działania na rzecz mojego uwolnienia. Jestem tak samo dumny, że mogę podziękować rządowi Mateusza Morawieckiego za działania na rzecz mojego uwolnienia. Jest coś, co nas wszystkich łączy, i to jest polskość – i to jest piękne”.

Niby to słowa banalne, ale jakże potrzebne w naszej dzisiejszej debacie publicznej. Andrzej Poczobut – nie łudzę się, że na długo – stał się symbolem przypominającym, że są sprawy, które łączą ponad podziałami.

Dość powiedzieć, że polsko-białoruski dziennikarz udzielił do tej pory dwóch wywiadów: Bartoszowi Wielińskiemu w „Gazecie Wyborczej” (który notabene jest jego przyjacielem i ma zasługi dla podtrzymania medialnego zainteresowania sprawą Poczobuta) i… Jackowi Karnowskiemu i Marcinowi Wikle na antenie wPolsce24.

Pewnie to kwestia tego, że uwolnienie nastąpiło niedawno, ale oba te wywiady z Poczobutem są inne niż zwykle. Choć i wiceszef „Wyborczej”, i duet z wPolsce24 to postaci wyraziste, to w swoich rozmowach nie pytają o PiS i KO, o Kaczyńskiego i Tuska, nie urządzają politycznych wycieczek, nie prowokują do wygłoszenia opinii, który rozgrzałyby portal X.

Powiedzmy sobie uczciwie – trudno było założyć, że tak się stanie. Szczególnie biorąc pod uwagę rozemocjonowanie części klasy politycznej.

„Ja jestem Polakiem, który mieszka poza granicami państwa. Nasz stosunek zawsze był jednakowy – niezależnie od tego, jaka opcja polityczna przyjeżdża do nas, ona reprezentuje państwo polskie i należy jej się szacunek” – powiedział dziennikarz Karnowskiemu i Wikle.

Te słowa wyjątkowo do serca powinni wziąć różne rozgrzane głowy nad Wisłą, które czasem bliższego sojusznika widzą w zagranicznych instytucjach lub obcym przywódcy aniżeli w polskim polityku – nawet jeśli ideowo jest on na drugim biegunie.

Nie mam wielkich złudzeń, że macherzy polaryzacji wyciągną wnioski z postawy Andrzeja Poczobuta, ale dobrze, gdy chociaż wybitne jednostki pokazują, czym jest klasa. I zmuszą innych, by przejrzeli się w tym lustrze.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.