Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Matura to egzamin dla słabeuszy. Efekt? Co piąty student odpada od razu

Matura to egzamin dla słabeuszy. Efekt? Co piąty student odpada od razu “Nowy rok akademicki” by Kancelaria Premiera, CC BY-NC-ND 2.0

Studia w Polsce stały się domyślną ścieżką życia, a matura nie pełni funkcji realnej selekcji. Na uczelnie trafiają tysiące przypadkowych osób, często bez predyspozycji i bez przemyślanego wyboru kierunku. Rodzi to konsekwencje dla całej gospodarki i społeczeństwa.

 

 

 

 

Wysoki wskaźnik skolaryzacji wyższej

Polska od lat utrzymuje wysoki wskaźnik skolaryzacji wyższej. W 2024 roku relacja liczby studentów do ludności w wieku 19-24 lata wyniosła, według GUS, 60,1%. Z kolei według metodologii OECD (obejmującej grupę wiekową od 20 do 24 lat) w 2022 roku Polska odnotowała wskaźnik skolaryzacji na poziomie 49%, wypadając powyżej średniej OECD (43%).

Co więcej, w ujęciu bezwzględnym liczba studentów w Polsce, po długim okresie spadku, od kilku lat znów nieznacznie rośnie. W 2026 i 2027 roku, gdy do matury przystępują rekordowo liczne roczniki, trend ten się pogłębi.

Przyczyn popularności studiów w Polsce jest wiele. Z okazji tegorocznych matur warto przyjrzeć się szczególnie jednemu. Borykamy się ze zbyt niskim progiem zdawalności egzaminu maturalnego, którego skutkiem jest zawyżona liczba osób dopuszczonych do odbywania studiów.

Przykładowo, w 2025 roku maturę zdało 86,1% absolwentów, którzy do niej przystąpili. Tak niski próg, jak już dawno zauważyła NIK, może sprzyjać społecznemu obniżeniu rangi wykształcenia.

Dlaczego studenci tak szybko rezygnują?

Według danych, na I rok studiów I stopnia i jednolitych magisterskich w roku 2025/2026 w uczelniach nadzorowanych przez MNiSW przyjęto 335 368 osób. Według liczby kandydatów na kierunek, do najbardziej obleganych należały:

  1. psychologia – 43562
  2. kierunek lekarski (bez danych z uczelni medycznych) – 30597
  3. zarządzanie – 27368
  4. prawo – 26377
  5. informatyka – 26248

Nie widać tutaj jednoznacznych trendów – jeśli kategoryzować kierunki według ich społecznej reputacji, do najpopularniejszych należą z jednej strony te tradycyjnie prestiżowe (np. kierunek lekarski, prawo), z drugiej dające w oczach społeczeństwa szanse na wysokie zarobki (np. informatyka, psychologia), z trzeciej zaś i takie, w których w ocenie społecznej nadprodukcja absolwentów, wątpliwy poziom kształcenia i rozmijanie się z potrzebami rynku pracy są od lat oczywiste (np. zarządzanie).

Czy jednak wybory maturzystów są przemyślane i trafne? Na pewno rzadziej niż w większości innych państw. W Polsce odsetek osób rozpoczynających studia licencjackie po raz pierwszy i wypadających z nich już po pierwszym roku jest znacznie wyższy (19%) niż średnia OECD (13%). Generalnie zdecydowana większość rezygnacji ze studiów w Polsce następuje w relatywnie niedługim czasie od ich rozpoczęcia.

Przyczyny wypadania ze studiów są złożone. Jednak rezygnacje pierwszoroczne to szczególna kategoria, bo w tej grupie, częściej niż na wyższych latach, rolę grają czynniki systemowe i instytucjonalne. Takie dane mogą dowodzić m.in., że problemem jest brak właściwego procesu adaptacji studentów pierwszorocznych, brak ich rozeznania, na temat tego, czym jest studiowanie lub błędny wybór kierunku i w efekcie całkowite rozminięcie się z wyobrażeniami.

Jednak dane te świadczą też o tym, że dla sporej części kandydatów rozpoczęcie studiów nie było optymalną decyzją pod kątem predyspozycji i dalszego rozwoju. Część osób wypadła ze studiów, ponieważ nie powinna się na nich znaleźć, ale umożliwił to niski próg maturalny i niezbyt jakościowe reguły rekrutacji (także na uczelniach publicznych).

Potwierdzają to badania (np. OPI-PIB), z których wynika, że część osób porzuca studia, by rozpocząć kursy dające kompetencje zawodowe, uznając je za lepszą inwestycję – ich celem nie jest więc zaprzestanie nauki, lecz zmiana jej charakteru.

System z tak niskim progiem maturalnym oszukuje część młodych ludzi, łudząc ich, że są gotowi do odbycia studiów. Zachęca do studiowania, daje bilet wstępu, ale przemilcza ryzyka. Te zaś są szczególnie wysokie w przypadku osób o niższych predyspozycjach intelektualnych.

Choć studia mogą być dla nich pewną wartością dodaną, wszak ich korzyści nie ograniczają się tylko do kwestii zawodowych, to jednak przez to mogą im umykać inne, bardziej adekwatne do ich możliwości, szanse życiowe. W efekcie poświęcenie lat młodej dorosłości na odbywanie studiów może być dla takich osób źródłem niezasłużonej życiowej porażki, zwłaszcza jeśli koszt alternatywny był wysoki.

Kult studiów to także skutek niedowartościowania alternatyw

Oczywiście studia mają wielką wartość. Dają liczne korzyści indywidualne, ale wzmacniają też jakość demokracji, rozwój społeczny i gospodarkę opartą na wiedzy. Dobry system edukacji nie polega jednak na tym, że prawie każdy idzie na studia.

Jego celem powinno być zapewnienie każdemu wykształcenia adekwatnego do jego potrzeb, aspiracji i możliwości intelektualnych. Takiego, które pozwoli jak najlepiej wykorzystać życiowe szanse. Dla jednych będą to studia, dla innych kształcenie zawodowe, a dla jeszcze innych szybkie wejście na rynek pracy i zdobywanie doświadczenia.

W interesie publicznym leży zapewnianie nie tylko równych szans w dostępie do studiów, lecz także tworzenie wartościowych alternatyw. Obserwowane w Polsce od lat umasowienie studiów jest skutkiem m.in. tego, że alternatyw takich nie ma albo nie są, w przeciwieństwie do studiów, dostatecznie promowane. W efekcie przyczynia się to do nieoptymalnego wykorzystania potencjału młodych ludzi i marnotrawienia środków publicznych.

Wywołuje także liczne konsekwencje społeczne i gospodarcze – uderza w jakość kształcenia akademickiego (szkodzi więc także osobom dobrze przygotowanym do studiowania), zawyża jego koszty, utrzymuje przerost zatrudnienia wykładowców, opóźnia dopływ pracowników do rynku pracy i zakłóca zbieżność ich kompetencji z potrzebami gospodarki.

Co może zrobić państwo, a co maturzysta?

Złożone problemy społeczne rzadko mają proste rozwiązania. Tak jest także tutaj. Pomoc młodym ludziom w decyzji, czy i co studiować, jest bardzo trudna. Istotnych jest tu wiele czynników, a każda rada może mocno wpłynąć na przyszłość konkretnego 19-latka.

W edukacji wiele wyborów ma przecież skutki, których później nie da się łatwo odwrócić. Jak więc sprawić, by te decyzje były mniej przypadkowe i błędne, a jednocześnie nie zaszkodzić młodym ludziom źle postawionymi rekomendacjami?

Państwo próbuje tworzyć punktowe rozwiązania tego problemu. Doradztwo zawodowe w szkołach, portal dotyczący wyboru studiów czy ELA (system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów) to jedne z nich.

Inne – jak możliwość odbywania początku studiów bez kierunku – mają obecnie wciąż marginalną postać. Zresztą, otwarte pozostaje pytanie, czy którekolwiek z tych instrumentów mają przy decyzjach maturzystów większe znaczenie niż choćby wizerunek poszczególnych zawodów kreowany w popkulturze.

Jednak obok już podjętych aktywności państwa, równolegle działają inne czynniki, które utrudniają wybory maturzystów. Dynamiczne zmiany społeczne powodują, że kolejne pokolenia wchodzą w dorosłość w diametralnie innym świecie, a rodzice często nie są dla swych dzieci dobrymi mentorami w sprawach wykształcenia, zwłaszcza jeśli sami nie doświadczyli awansu społecznego. Jednym z najsilniejszych predyktorów tego, czy ukończysz studia, jest przecież to, czy ukończyli je twoi rodzice.

Co więcej, przemiany technologiczne sprawiają, że próba ustalenia, jakie kompetencje będą przydatne na rynku pracy za dekadę lub dwie, przypominają wróżenie z fusów. Oferta uczelni jest zaś ogromna, co rodzi typowy paradoks nadmiaru wyboru.

Skoro więc odpowiedź na pytanie, czy i co warto studiować, jest tak trudna, to czy władze publiczne mogą zrobić coś więcej, by wspomóc wybory edukacyjne maturzystów? Z pewnością. Mogą zadbać o wyższą jakość doradztwa zawodowego w szkołach, nie tylko zresztą dla uczniów, ale i ich rodziców.

Położyć większy nacisk na kwestię adaptacji studentów I roku przy ocenie studiów przez Polską Komisję Akredytacyjną. Promować nieakademickie ścieżki rozwoju, aby przestały być one synonimem porażki.

Z drugiej strony pokazywać też pozazawodowe korzyści studiowania, jak pełniejsze uczestnictwo w życiu intelektualnym i kulturalnym oraz lepsze rozumienie zjawisk społecznych. I wreszcie – co oczywiście mało realne z przyczyn politycznych – podnieść próg zdawalności matury, aby studiować mogły osoby rzeczywiście posiadające ku temu predyspozycje.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.